Archiwum Wizji rejestr przepowiedni
30 października 2018

Po smierci pokazał mi z impetem, że żyje nadal...

· 21 min · napisy YouTube (PL) · obejrzyj na YouTube ↗

Audycja opowiada o osobistym doświadczeniu jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego związanym ze śmiercią jego bliskiego, Stanisława. Po jego odejściu, Jackowski zauważa niezwykłe zjawisko związane z książkami, które spadły z półki, co interpretuje jako znak, że życie po śmierci istnieje.

Przepowiednie z tej audycji · 2
niezweryfikowane · życie po śmierci

„Ja nie wierzę w taki zbieg okoliczności, żeby akurat wtedy, kiedy się dowiedzieliśmy, że Stanisław nie żyje.”

15:37
niezweryfikowane · znaki po śmierci

„Wyobraźcie sobie, że właśnie ten koniec może być początkiem czegoś o wiele potężniejszego.”

19:22

Pełny transkrypt · 17 fragmentów

0:00

Dzień dobry, dzień dobry Państwu, jest dwa dni, no tak, dwa dni, które dzielą nas przed Dniem Zmarłych. Ja staram się zawsze przed Dniem Zmarłych coś powiedzieć publicznie w taki czy inny sposób, ponieważ ta moja profesja ma z tym dniem duży związek, powiedzmy, że każdego roku w jakiś tam sposób przyczyniam się do pochówków, powiedzmy, zwłoki ludzkiej, które są pochowane, więc w jakiś sposób ta moja profesja dotyka tego Dnia Zmarłych. Ale dzisiaj tym razem będzie bardzo nietypowo, dlatego że mnie osobiście coś dziwnego spotkało. I powiem Państwu, że tak naprawdę to dzisiaj dopiero doszedłem do siebie po tych strasznych i też niezwykłym zdarzeniu, o którym zaraz opowiem.

1:15

Ktoś z mojej rodziny, człowiek o imieniu Stanisław, właśnie odszedł tej niedzieli i jutro jest pogrzeb tego człowieka. Stanisław miał 67 lat, od dwóch lat chorował na nieuleczalną chorobę. Był to człowiek taki trochę samotnik, bardzo uparty człowiek. Pozytywnie uparty, ale bardzo uparty, zamknięty w sobie. Często, kiedy go odwiedzałem, to mieszkał sam, to widziałem okulary na jego nosie i z książką go dużo czytał. Czytał powieści, czytał książki. No właśnie. Stanisław zachorował dwa lata temu, przeszedł dużo zabiegów i operacje i zabiegi inne, by ratować swoje życie. Niestety ten ratunek był skazany właściwie od samego początku na porażkę.

2:36

Była tylko kwestia czasu. Stanisław chyba wiedział, co go czeka, ale na ten temat nie chciał mówić. Uciekał od tego tematu. Zresztą nikt nie chciał podejmować tego tematu przy nim, bo widać było, że on nie chce rozmawiać. Zaczęło ją w sobotę, kiedy to z żoną dzwoniliśmy do niego, z tego względu, że on mieszka kilkanaście kilometrów od miejscowości, gdzie ja mieszkam. Jeszcze dzień wcześniej byliśmy, żona była u tego człowieka i był słaby, ale funkcjonował, normalnie rozmawiał. W sobotę od rana nie mogliśmy się do niego dodzwonić, więc po kilku próbach dzwonienia, bez odbioru przez niego, postawiliśmy pojechać. Zaniepokoiliśmy się. Kiedy pojechaliśmy do jego mieszkania, mieliśmy klucze do jego mieszkania. Ujrzałem straszną rzecz, ujrzałem konającego człowieka, leżącego w pozycji trochę takiej embrionalnej, ręce zaciśnięte, strasznie dyszał.

4:02

Natychmiast wezwaliśmy pogotowie, pogotowie przyjechał na sygnale i wyobraźcie sobie, że dano mu dwie kroplówki w trybie takim, one tak szybko, one wręcz płynęły, nie kapały, a płynęły te kroplówki. I dano mu później jeszcze trzeci jakiś środek wpłynie. No tak, on doszedł do siebie. Doszedł do siebie, zaczął logicznie mówić, mówił, że jest bardzo zimno. Byłem pewien, że lekarz zdecyduje zabrać go do szpitala. Lekarz poprosił mnie i żonę do przedpokoju, tam przy nim byli pielęgniarze. On doszedł, mówię do siebie, zaczął mówić normalnie. Nie wstawał, był słaby, ale zaczął funkcjonować. I lekarz mówi, że raczej go nie wezą do szpitala, że to jest agonia. I on się kończy, tak dokładnie lekarz powiedział. Mówi, to właściwie od Państwa zależy, ale ja bym proponował go nie brać. Zresztą do szpitala było dwadzieścia kilka kilometrów z tamtej miejscowości. I lekarz zasugerował, że mógł nawet nie przeżyć tej jazdy.

5:19

Mi to trochę dziwnie wyglądało, dlatego że on po tych korupkach doszedł do siebie. Sobie myślę, tętna pamiętam miał 34. Jak przyjechali, to bardzo niski tętno. Siadało krążenie widać. Ok. Myśmy się zdecydowali na to, że on zostanie. I wyobraźcie sobie, że lekarz z pielęgnie, że mnie odjechał. A on zaczął z nami rozmawiać. Niestety palił papierosy i pierwsze to, co mówi, że on chce papierosa. Ja mówię, słuchaj, no nie możesz palić papierosa w takim stanie. Przecież przed chwilą umierałeś. Nie, on musi zapalić. Wiecie, dojrzałem coś dziwnego. To może być moja, tylko subiektywne, moje subiektywne spostrzeżenie, ale taką dziwną rzecz zauważyłem, jakby on w to swoje ciało po tych korupkach wskoczył. On był jak najbardziej żywotny. Nawet takie nerwy pokazywał. W końcu dałem mu papierosa. Nie zdążył go zapalić. Wypadł mu z ręki. Położył się na poduszkę, tak na bokiem głowy. I zaczął głośno dyszyć.

6:39

Stracił kompletnie świadomość. Jakby nagle wyszedł z siebie. Leżał tak ze cztery godziny. Strasznie to wyglądało. Ta historia ma niezwykły, niezwykły moment. Dlatego miejcie cierpliwość. Chcę wam przedstawić całą traumę tego wszystkiego i potem co się stało. A stała się rzecz niezwykła. A wreszcie sobie, że Małyż była gdzieś, był wieczór, dwudziesta pierwsza. Z żoną postanowiliśmy jednak wezwać drugi raz pogotowie. Czuliśmy się kompletnie bezradni. On leżał kilka godzin w tej samej pozycji. Dyszał. Jakaś wydzielina mu z ust się. I po prostu byliśmy bezradni. Ja nie mogłem, ja siedziałem w kuchni. Nie mogłem, co jakiś czas zaglądałem tego pokoju, ale ja nie byłem w stanie psychicznie tego znieść. I wyzwaliśmy jeszcze raz pogotowie. Pogotowie przyjechało. To była gdzieś dwudziesta druga. Lekarz dał mu kroplówkę, jakiś zastrzyk.

7:58

I nie przyjechał go, gdyż położyli go na noszach i zdecydowali się, jeszcze pomagałem tę noszę im znieść, zdecydowali się go wziąć do szpitala. Lekarz powiedział, że to jest raczej podróż w jedną stronę, że tutaj się trzeba w najbliższym czasie, w najbliższych godzinach spodziewać śmierć. Ciekawa jedna rzecz się stała w tym momencie, ponieważ jak znieśliśmy go na dół, już do tej karetki, to tam go ułożono już na tym, co go znieśli. To wyobraźcie sobie, że on nie był przytomny, ale ja jeszcze do niego, tak do nieprzytomnego mówię. Stachu, trzymaj się, będzie dobrze. Trzymaj się, tak głośno dość to powiedziałem. W tym momencie on otworzył oczy, gdyby nigdy nic i powiedział, już nie będzie dobrze. Zamknął i ponownie brak kontaktu. Pojechała karetka. Słuchajcie uważnie. Co się stało? Ja wam to pokażę zaraz, bo od tego dnia, od niedzieli, ja jeszcze tego nie poukładałem. Otóż tak, w niedzielę rano obudziliśmy się u siebie w mieszkaniu. Oczywiście, no atmosfera fatalna.

9:18

Po godzinie dziewiątej rano zadzwonił telefon i moją żonę poinformowano, że Stanisław dokończył swego żywota. Zmarł o ósmej dziesięć w niedzielę. Żona, bo to był ktoś bliski mojej żony, żona zaczęła płakać. Siadła na fotelu tu obok biurka, przy którym teraz ja siedzę i płakała. Była tu też córka. Ja tu przy biurku siedziałem. Starałem się uspokoić żonę, mówić, słuchaj, no tu się trzeba było spodziewać tego, to przecież on chorował dwa lata, wiadomo było, co to za choroba. I po prostu było to naturalne, że on nawet się nie męczy. Ja powiem szczerze, że jak ja w sobotę go widziałem, to ja w samochodzie modliłem się później. Już wróciliśmy do domu, jak go do szpitala wzięli, żeby Bóg go jak najszybciej zabrał, żeby on się tak nie męczył. To łaska w tym momencie. Wiecie, że był moment, że pomyślałem sobie, że eutanazja w takim momencie byłaby jak najbardziej wytłumaczalna. Przecież ta męka była czymś strasznym.

10:33

No i tak, jak mówię, żona otrzymała tę informację, płakała tutaj. Ja tak chwilę ją uspokajałem, ale wstałem, poszedłem do kuchni. Otworzyłem okno i zapaliłem w oknie papierosa. Palę tego papierosa. I tak zacząłem o nim myśleć. I myślę sobie tak. Był strasznie uparty w życiu. Miał taką upartość, czasami niepotrzebną. Przez to się w taką samotnie może trochę wpędził w tym życiu. To niepotrzebnie to robił, tak pomyślałem. Ale tak z drugiej strony pomyślałem. Ale miał też zaletę. W tych czasach bardzo mało ludzi czyta książki. A on był pasjonatem książki. Słuchajcie, jak tak pomyślałem. I jak gdyby uznałem to w sobie, że on czyta te książki, że to wielka rzecz, bo ludzie powinni czytać książki. Słuchajcie, w domu, w tym mieszkaniu. O tam z tyłu, w tym pokoju.

11:48

Gdzie zaraz tam pójdziemy. Będzie to trochę niezręcznie, bo z kamerki rozmawiam tutaj w komputerze, ale pokażę wam to. To było nieruszone. Słuchajcie, nieruszone od tego momentu, jak się stało. I wtedy jak pomyślałem o tych książkach. Wielki łomot. Słuchajcie, to co tam leży, to było nie... Ten łomot był nieadekwatny do tych książek, które się rozleciały, które spadły na ziemię. To był łomot. Żona... Mamy tutaj właśnie balkon w tamtym pokoju, to jest stara kamienica. Żona później, jak na drugi dzień rozmawialiśmy, to powiedziała, że ona myślała, że balkon się bali za okrem. Taki to był łomot. Słuchajcie, zleciało, nie wiem, dwadzieścia kilka, trzydzieści książek, nie liczyłem ich. Te książki runęły. Słuchajcie, biblioteczka, my tu mieszkamy pięć lat, ta biblioteczka stoi wypakowana książkami i go w tym pokoju nie było. Przez pięć lat nigdy książka żadna na mnie nie spadła. W tym przypadku spadło mnóstwo książek. Huk był bardzo wielki, mimo, że książki spadły z najniższej półki. Ja wam to pokażę, jak to wygląda. Nie wtnęliśmy tego palcem od momentu,

13:03

jak to się stało. Zwróćcie uwagę, tu jest ta biblioteczka. To jest ta biblioteczka. Tak? I zobaczcie, to są te książki. To, ja nie wiem, czy to widać, bo przepraszam serdecznie. Trochę toczyliśmy. Zobaczcie. Oj, czy ja to dobrze... O, te wszystkie książki runęły. To. Zwróćcie uwagę, jakie są tytuły. Smak życia, smak zdrowia, przejść przez ogień. Trzy tytuły. To zbiegło okoliczności może, ale te trzy tytuły, te wszystkie książki runęły. One nie mogły tak spać. Ja analizowałem to, nie spadły. I zresztą, one spadły chwilę po tym, jak się dowiedzieliśmy, że on nie żyje. Zwróćcie na pewną rzecz uwagę. Może inaczej to powiem. Wyobraźcie sobie coś takiego. Wszak ja tutaj, na tym kworum, na którym się często, znaczy może nie tak często, ale się odpowiadam, jestem wieszczem, który mówi, słuchajcie, życie na tamtym świecie istnieje, jest tamten świat. Wiem to po wielu zaginionych, których odnalazłem i tak dalej. to co przeżyłem w sobotę,

14:21

ta niemoc, to jak człowiek konał tyle godzin, wyjąc, wiecie, że w takim momencie się traci wszelką wiarę, ja zwątpliłem do wszystko, nawet, że on nie mówi, słuchaj, o czym ja ludziom mówię, to jest potworne. To co on przeżywa, jest potworne. Jaki duch, jaka lotność. To co on zrobił, on był uparty. To był człowiek, który był strasznie zamknięty w sobie. Jeżeli postanowił dać znak po śmierci, to zrobił to dobitnie i to zrobił. Zwalił te książki chwilę po swojej śmierci z naszej półki z książkami. Huck był, jak powiedziałem, nieadekwatny do tego. Ja już teraz, no mamy dzisiaj bodajże wtorek, tak? Wtorek, tak. Trochę te emocje za mnie zeszły, ale powiem wam, że w niedzielę ja nie mogłem dojść do siebie. Ja byłem jako oszalały, ponieważ to nie było, te książki były w taki sposób ułożone,

15:37

że okej, jeżeli nawet górne, które leżały na płask, spadłyby, to nie mogłyby spaść te, które były pionowo ustawione. Trzeba było użyć siły od wewnątrz, wypchać je. To jest niemożliwe. One tak spadły. Dla mnie nie ulega najmniejszej wątpliwości, że ten człowiek, że ten człowiek po swojej śmierci dał znak, że żyje. Być może nie chodziło tutaj o to, że on chciał nam dać ten znak. Być może chodziło tutaj o to, żebyśmy my, ja z żoną, nabrali wiary ponownie, że dalej życie istnieje. Że to, co się działo z jego ciałem przez ileś tam godzin, to niewyobrażalne nadludzkie cierpienie i ta cholerna niemoc nasza, jego lekarzy, to wszystko jest tylko etapem oddzielenia od ciała, a życie dalej jest, mało tego, ma impet, ma siłę. Być może zmarli, nie mogą pokazywać tej siły nam, bo zatracilibyśmy tajemnice naszego życia. Po co tu jesteśmy? A może tu chodzi o to, żebyśmy właśnie nie byli pewni. Ale uwierzcie mi,

16:52

że to, co ja tu widziałem, to jest rzecz niezwykła. Powiem wam jeszcze, bo to dzień zmarłych lada moment, więc powiem wam jeszcze taką rzecz. Kiedy to, kiedy to rozdzwoniłem się w niedzielę do moich przyjaciół, znajomych, opowiedziałem o tych książkach, o tym zdarzeniu, co się wydarzyło zaraz po jego śmierci, to powiem państwu, że zezwoniłem do swojej przyjaciółki, jej znajomej od wielu lat i ona mówi, Krzysztof, ja mam też podobne zdarzenie, ona mówi, że pewnego dnia dosłownie spadł z sufitu żyrandol i się pod łuk, który nie miał powodu spaść, wszystko było normalnie, wiele lat tam wisiał i on spadł. prosto wyobrazić, że chwilę później przyszła do niej ciocia i oznajmiła, że jej ojciec nie żyje. Okazuje się, że wielu moich znajomych miało podobne znaki w momencie śmierci. Być może tak myślę, ja wam powiem jeszcze o jednym moim poczuciu

18:07

a propos Stanisława. Kiedy te książki tak runęły, zwróćcie uwagę, że w momencie, jak pomyślałem sobie w tym oknie od kuchni, ale miał też dobre zalety, bo przecież dużo książek czytał i wtedy te książki runęły. Ja miałem wrażenie, że to był on, ale była z nim jakaś siła. Powiedzmy, jego żona już nie żyła wiele lat, ale to nie była jego żona. Ja mam wrażenie, że to był ktoś poza. To był ktoś, kto go prowadził i na to mu pozwolił i zaraz potem go zabrał. Takie miałem wrażenie. No niezwykła to rzecz, dla samego mnie i jakoś nie mam chęci podejść tam i pozbierać tych książek. one tam po prostu cały czas leżą, bo są dla mnie czymś nieprawdopodobnym w tym momencie. Ja nie wierzę w taki zbieg okoliczności, żeby akurat wtedy, kiedy się dowiedzieliśmy, że Stanisław nie żyje.

19:22

Kiedy ja byłem w oknie, żona tu płakała na fotelu, a ja myślałem o tych, że on czytał książki i te książki rumęły z samym petem. Myślę, że każdy z was przeżył albo przeżyje podobną traumę, tragedię, odejście kogoś bliskiego i przeżyje też dziwny znak przed śmiercią krótko albo po śmierci. Wiecie, co jest najgorsze? Że zatrzymujemy to w sobie. Mało komu mówimy o tym. Nie dzielimy się takimi informacjami nie chcąc być uznany za idiotę, za dziwaka, że może ta trauma nam coś w głowie poprzestawiała. I tak trzymamy to w tajemnicy, a to są nieprawdopodobne przeżycia, ponieważ takie oznaki są oznakami tego, że ktoś, kto powiedzmy kogo się widzi na morzu śmierci już bez żadnych szans, w strasznym cierpieniu i widzi się tylko koniec, beznadziejny koniec, wyobraźcie sobie, że właśnie ten koniec może być początkiem czegoś o wiele potężniejszego.

20:37

jak życie nasze tu i teraz i te książki tam leżące i to, co się tam stało, dla mnie jest to wielka nadzieja, następna nadzieja na to, że mamy w sobie byt jeden nieskończony i wieczny. Jeszcze się dzisiaj odezwę. pozdraviam.