Audycja dotyczy zaginięcia 54-letniego mężczyzny z wsi Strabla, którego poszukiwania prowadziła policja. Jasnowidz Krzysztof Jackowski dzieli się swoimi przemyśleniami na temat zaginięcia oraz opisuje swoje wizje dotyczące tej sprawy, które doprowadziły do odnalezienia zaginionego.
0:00
Dobry wieczór. Witam po kilkudniowej przerwie. Pozdrawiam Państwa. Jeszcze kamerkę powiększę. Witam wszystkich Państwa. Dziękuję za obecność. 41 minut temu otrzymałem wpis pod jednym z filmów od Pana Witolda Oleksiak 41. Ten Pan napisał tak. Proszę Pana, zbyt wiele czasu poświęca Pan odnoszeniu się do osób, które bezradnie Pana krytykują i podważają dary, jakim jest Pan obdarzony. Niczego w sumie dalej nie wnosząc. To nic nie daje poza tym, że dowartościowuje się wielkich ignorantów. O Panu mówiących. W sposób, na który pozwala im tylko własna intuicja, a właściwie jej brak.
1:19
Jest Pan doskonałym przykładem, że niemożliwe jest możliwe. A to, co nienamacalne, jest w zasięgu i tak zresztą widać. To, że jest Pan otwarty, spontaniczny i szczery, a nie przywara, z której należałoby się tłumaczyć. Jasnowidz Pana klasy nie powinien mieć żadnych wątpliwości, że jest inaczej, czyli już w Polsce, ale też na innych kontynentach. Przeszkadzające myśli i uczucia możemy najskuteczniej oczyścić, nie zwracając na nie uwagi. Żywią się one bowiem energią naszego zainteresowania i potwierdzania. Jeśli im jej odmawiamy, stopniowo słabną, słabną aż wezcie znikną. Wyrazy szacunku, pozdrawiam. Tak, wydrukowałem to sobie i sobie nawet położę na biurku na jakiś czas, żeby ta rada Pana Widolda trafiała do mnie. Rzeczywiście, powiem Państwu, że ja czytam Wasze komentarze, te krytyczne i te pozytywne, za i te i te dziękuję.
2:36
Ale może rzeczywiście skupiam się za bardzo na tym, żeby jednak dogodzić sceptykom. Specjalnie na ich opinii mi nie zależy, ale zawsze uważałem, że należałoby ich w jakiś sposób doinformować o pewnych rzeczach. Ale może rzeczywiście to mój błąd, może rzeczywiście powinien się bardziej skupiać na swoim sprawami właśnie takimi tajemniczymi z dziedziny tego, co robię i analizowania, wspólnego analizowania tego. No właśnie, dylemat, wielki dylemat dzisiaj. Słuchajcie, co można zrobić? Jaka tu na sprawa? Ja mam 56 lat. Jak byłem młodym człowiekiem i słyszałem, że ktoś miałby 50 albo 50 z haczykiem lat, to uważałem go za dziadkę. Zaginiony ma 54 lat, a ja mam 56 lat. Policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Bielsku Podlaskim szukają zaginionego 54-letniego mężczyzny. Tak, proszę. To jest ogłoszenie o zaginięciu tego mężczyzny. Widzicie?
3:57
Zaginął człowiek w małej miejscu. Jest to wieś Strabla w powiecie Bielsk-Podlaski. Oto ten człowiek ostatni raz widziany był podobno pod sklepem w swojej wsi. Rozmawiał z jakimś mężczyzną i znikł. Nie ma go. Jak myślicie? Jak sądzicie? Co się mogło z nim stać? Zostawmy tutaj na razie jasnowidzenie na boku. Pomyślmy logicznie. No, jeżeli go nie ma ponad dwa miesiące, to jest duże prawdopodobieństwo, że coś się mu mogło stać. Ale domniemajmy, ale dlaczego mu się mogło coś stać? A może znudziło mu się życie w małej wsi? Gdzieś na Podlasiu? Gdzie na pewno ludzie nie mają lekko? I może sobie wyjechał?
5:14
Może miał dosyć wszystkiego, dogadał się z kimś i pojechał za granicę. I za granicą sobie jakoś żyje, pracuje. A może miał kochankę i uciekł do niej? A może miał długi i od nich uciekł i gdzieś się włóczy? Może jest gdzieś na jakimś dworcu centralnym w Warszawie i stara się tam przeżyć? Przez godzinę byśmy wymienili jeszcze z tysiąc możliwości. No, ale jeżeli po tej godzinie byśmy jednak uznali, ale nie, skoro 54 lata mieszkał w tej wsi Strabla, no to chyba się coś mu stało, bo tyle lat nie uciekałby. Może mu się coś stało, to co? Może się utopił, jeżeli tam jest w ogóle w okolicy tej wsi Woda. Może się powiesił. Może... A nie wiem co, może go samochód przejechał i kierowca go w rów wciągnął i przykrył jakimiś gałęziami. Może się powiesił w stodole, a może w lesie. A może leży w szczerym polu. Jest jeszcze okres zimy i nikt tam nie chodzi, a on leży w oczywistym miejscu.
6:30
Tysiące rzeczy do głowy. A wy macie szansę poczuć to tylko raz. Jeden raz i musicie dać to na piśmie. Niech to raz na zawsze, to co teraz powiem, zgasi sceptyków, bo rzeczywiście nie ma sensu z nimi dyskutować. Nie chcę wierzyć, że istnieje coś poza tym marnym naszym świecie, który przemija. Bardzo dziwnym. Gdzie wszystko jest, a zarazem tak jakby nic nie było. Gdzie żyjemy, tworzymy nasze życie, dorabiamy się czegoś w życiu, by potem w jednej chwili wszystko zostawić. Najbliżsi pójdą po płaczu na naszym pogrzebie i tyle. To bardzo dziwne. Był sobie człowiek, już go nie ma, bo zmarł. W garażu stoi jego auto, jego przedmioty, w szafie jeszcze wiszą jego ciuchy. Tak jakby wyszedł na chwilę, a już go nie ma.
7:46
Tak samo jak z zaginionymi. Wyszedł, był pod sklepem, wyszedł z domu, z kimś rozmawiał w tym domu. Nie ma. Dostałem paczkę, w której była jakaś rzecz tego człowieka i fotografia. Kiedy listonosz przyniósł tą paczkę w dzień, rano, do południa, położyłem ją koło biurka. Jak zwykle, nie mając czasu jej nawet rozpyczętować, ponieważ w ciągu dnia byłem czym innym zajęty. Wyobraźcie sobie, że to był ważny dzień dla mnie, ponieważ byłem umówiony ze swoją wnuczką, żeby kupić jej płaszczyk. Moja wnuczka Madzia, jedyna wnuczka, kilkuletnia, miałem przyjechać po południu do niej, pojechać do pobliskich Chojnic, do galerii, kupić jej płaszczyk na jesienno-zimowy, a raczej bardziej na zimę. Madzia bardzo czekała, bo rzadko ją odwiedzam, mając mało czasu.
9:03
Madzia się bardzo cieszyła, że jest dziadkiem, pojedzie do galerii. Nawet chyba mi się wydaje nie chodziło jej o tą kurteczkę, jak o to, że spędzi ze mną czas, że pochodzimy sobie, że porozmawiamy. Ja zawsze jej mówię tak: "Nikt nie kocha dziadka". A ona mówi: "Kocha?" Ona mówi: "Ja". I tak bardzo często jej to mówię, a ona tak rutynowo to powtarza, ale to jest takie słodkie. I z żoną postanowiłem właśnie, że pojedziemy, już było popołudnie, że pojedziemy po ten płaszczyk. Wyobraźcie sobie, ja już to chyba na Facebooku, na jakimś filmiku kiedyś opowiadałem, ale to nic, to jest mój oficjalny kanał YouTube, więc chcę to opowiedzieć. To jest bardzo ciekawa historia, niezwykła. Tak. No i ja mówię: "Już jestem umowy, musimy jechać do żony", a żona mówi: "Tak, ale słuchaj, tutaj jest zaginięcie, ludzie czekają na jakąkolwiek informację, może by się otworzył ten kartonik". I tak spojrzał przez chwilę, pomyślał: "Słuchajcie, otworzyłem ten kartonik, wyjąłem jakąś rzecz.
10:23
Wyjąłem też to ogłoszenie, na którym widnieje twarz tego człowieka. Popatrzyłem się na to, zdjęcie, powąchałem tą rzecz, ale myślałem, już byłem z Madzią, już byłem to, że jadę do niej. Być może takie wizje są najlepsze". Ja przepraszam, bo ja celowo gubię wątek, żeby coś Wam powiedzieć i za chwilę wrócę do tego Pana Zaginionego. Wiecie, miewam dni, gdzie wydaje mi się, że nie mam wizji. Bardzo często mam coś takiego, bardzo mnie to gnębi, bardzo to przeżywam. Pamiętam, nie tak dawno, kilka dni temu, może kilkanaście już, wstałem rano, w kuchni sobie zaparzyłem herbatę. Siedziałem jeszcze w szlafroku, oczywiście papierosa zapaliłem i dzwoni do mnie telefon, odbiera mam słuchawcę, mój przyjaciel, z którym się dobrze znam od wielu lat.
11:48
Mówi do mnie: słuchaj, słuchaj, wpadnę do Ciebie na chwileczkę, jadę w teren z pracy, a on ma taką wolną pracę, że jeździ w teren głównie. I mówi: to wiesz co, wpadnę do Ciebie na herbatę. Ja mówię: super, akurat zaparzyłem, niestety w szlafroku, ale wpadaj. Na minucie już był u mnie w domu, musiał przejeżdżać gdzieś blisko mojego domu i dlatego zadzwonił. No i usiadł, usiadł, piłem tą herbatę, on tam coś opowiada o swojej pracy, gdzie musi jechać i tak dalej. A ja, taki trochę przygnębiony, siedzę przy nim i sobie myślę: Cholera, mam ja wizję, czy nie mam? Tak, niby go słucham, ale jestem zamartwiony o tym swoim jasnowidzeniu. Słuchajcie, i pomyślałem sobie, on tam opowiadał mi coś, a pomyślałem sobie coś takiego. Niech on sobie gada, a ja poczuję, żeby mi do głowy weszło, jaką on ma tajemnicę. Trzyma w sobie, co mogę z niego wyciągnąć. I kiedy tak mówił, po chwili skojarzyło mi się jedno, że on ma jakąś tajemnicę w łóżku.
13:07
Tam, gdzie śpi, ale to raczej po stronie jego żony. Może to jego żony tajemnica, co myślę, ale okej. Miałem wrażenie, że w łóżku pod materacem jest coś. To tak jak dwie pajdy chleba gazetą zawinięte. Ale pomyślałem sobie, to są jakieś pieniądze. Mocno, mocno to we mnie weszło. Mocno mnie to uderzyło. I ja przerwałem, mówię, słuchaj. Przepraszam, łykę rybaty. Ja mówię, słuchaj. Przepraszam Państwa. Ja mówię, słuchaj. Twoja żona ma przed tobą tajemnicę. On mówi, jaką tajemnicę? O co się chodzi? A ja mówię, tam, gdzie śpicie w łóżku. Jest, są schowane chyba takie zawinięte w papierach, jak dwie pajdy. Co ty mówisz? To nie jest jej tajemnica. Ja mówię, nie rozumiem. To nie jest jej tajemnica, tylko moja. Chociaż ona wie o tym, ale to nie są moje pieniądze. Ja mówię, ty masz rzeczywiście w łóżku, tam gdzie śpisz pod materacem pieniądze. On mówi, tak i to rzeczywiście w dwóch takich kubkach oddzielnie zawiniętych papierami.
14:27
I ja mówię, Boże, naprawdę? On mówi, ale to są pieniądze mojego mrad, który jest za granicą. I ja mu je przytrzymuję, przechowuję. On mnie prosił o to. Byłem w szoku. On też. Ale widziałem, był zlęknięty. A ja mówię, Ty, no skoro Ty pracujesz w ciągu dnia, żona Twoja pracuje w ciągu dnia, to czemu Ty w takim miejscu trzymasz jakieś większe pieniądze? Gdzie to herbaty powiedział, że jedzie do domu i do mamy swojej zawieźć te pieniądze. Słuchajcie, siedząc, gdzie nie ma skupienia, gdzie pije herbatę i on o czymś innym mi mówi. Zobaczcie, skupiłem się i pomyślałem i bach, jest to. I rzeczywiście można powiedzieć, że to była jego bardzo wielka tajemnica, ponieważ on był odpowiedzialny za te pieniądze. Jeżeli w dwóch takich papierach te pieniądze były zminięte, więc to nie były małe pieniądze. On na pewno bał się o te pieniądze. Kiedy dom był pusty, to na pewno myślał często o tym, żeby nikt tam nie wszedł, nie ukradł tych pieniędzy i tak dalej. Zobaczcie. A dało się to bez głębszego skupienia, wyciągnąć to z jego głowy. Niezwykłe. Ostatnio miałem przypadek też takiego pośpiechu.
15:46
Właśnie powiem wam jedno. Z tych moich doświadczeń, zresztą ja to zauważam od wielu lat, ale zapominam o tym. Źle się dzieje, że ja często próbuję, podchodząc do wizji, czy to jest zaginięcie, czy to jest w ogóle ludzkie sprawy jakieś. Źle się dzieje to, że ja mając czas, lepiej jest jak nie mam czasu sprawy, wtedy nie mam czasu, bach, bach, bach, bach. I te wizje mi lepiej wychodzą. Ja to sam zauważam, widzę po wynikach. Gorzej jest jak mam czas. Mam czas, jest jedna sprawa, mam parę godzin czasu i wtedy próbuję się skupiać. I wydaje mi się, że dla jasnowidzenia to skupianie to jest najgorszy, ohydny błąd, bo wtedy logika się rozpasa we mnie, moje myśli się rozpasają we mnie i dzieje się coś niedobrego. Zobaczcie, zobaczcie jeszcze to kilka dni temu, a to dosłownie nie dawno, przyjechali do mnie ludzie spod Koszalina, z jakiejś niedużej miejscowości. Powiedzieli, że rok temu zaginął im, źle mówię, przepraszam. Powiedzieli, że rok temu powiesił się ich bliski, mężczyzna w wieku też po pięćdziesiątce, że się powiesił.
17:16
Dali mi zdjęcie jego w takiej ramce, jak z obrazka, tak jakby wisiało to na ścianie i dali mi jakąś rzecz do niego należącą. Ja poprosiłem o czas. Przez pierwsze dwie godziny leżyło to na biurku, to zdjęcie, charakterystyczne, bo słuchajcie, mężczyzna był podobny do Bogusława Lindy, naprawdę. Jak nawet moja żona podeszła do biurka i mówi, słuchaj, to on wygląda jak Linda. Tak bardzo podobny był do Pana Bogusława Lindy. Oczywiście nim nie był, ale był podobny. I przez godzinę, półtorej nic się nie działo. Do momentu, aż zadzwonił telefon i mechanik, który zmieniał mi jakieś tam tarcze w kołach, bo rano zaprowadziłem samochód do mechanika. Tarcze, klocki hamulcowe, tarcze w samochodzie mi wymieniał. Zadzwonił mechanik i powiedział: Proszę Pana, samochód jest gotowy, niech Pan przyjedzie po auto. Wtedy pomyślałem: Boże, dobrze, no jak pojadę po to auto, zanim tam ureguluję to wszystko, to mi nie jest godzina, więc ci ludzie już będą drugą godzinę czekać.
18:32
Ja mówię, no może najpierw pomyślę sobie, co się stało, bo oni chcieli znać przyczynę, dlaczego on się powiedził. Może pomyślę o nim, zapiszę, podam im i wtedy pojadę po to auto. Ale lubię to już pośpiechu. Na wariata. Popatrzyłem na to zdjęcie i skojarzyło mi się tak: on miał guza, guza nowotworowego gdzieś w organizmie. Nie umiałem powiedzieć, w jakim miejscu. Ale miał guza i trzy miesiące wcześniej się o tym dowiedział i od trzech miesięcy myślał o samobójstwie. Wszystko to zapisałem. Mało tego, dodałem tam, bo miałem takie poczucie, że on dopiero za trzecim razem się powiesił. Za trzecim razem się powiesił, czyli w ciągu tych trzech miesięcy dwa razy próbował, podchodził, ale nie miał odwagi tego zrobić, w końcu to zrobił. Zapisałem to, ale podstawą był ten guz gdzieś w organizmie. Dzwonię po tych ludzi, przychodzą, bo oni gdzieś czekali w jakiejś restauracji tutaj na wynik tego. Przychodzą i ja właściwie już żonie to podałem, ale byłem jeszcze w domu.
19:50
Żonie to podałem, żeby żona przeczytała ten państw. I żona poprosiła, znaczy jak już oni weszli, żona im czyta. Były dwie panie i pan. I żona to przeczytała, a ta kobieta mówi: no to dla nas to jest jasne. Ale żona mówi: mogłaby pani coś więcej powiedzieć na ten temat? Czy ma to sens dla państwa jakiś? A ona mówi: wie pani, bardzo duży. Ponieważ on jakiś czas przed tym, co się stało, przed samobójstwem, szedł do lekarza, bo mówił, że miał jakąś gulajkę na jądrze. Dosłownie na jądrze. Kiedy wrócił od tego lekarza, córka go pytała, czy to coś poważnego. Nie, nie, wszystko w porządku. I nigdy później już więcej na ten temat nie mówił. Trzy miesiące później stracił życie, czyli powiesił się. Prawdopodobnie ten guz załamał go. Może mu lekarz powiedział coś poważnego i on nie chciał cierpieć. Ale rzeczywiście był taki problem. To jest wizja, zobaczcie, w pośpiechu. W pośpiechu przed mechanikiem. Chciałem już szybko jechać do mechanika i wymusiłem. Ja nawet nie wymusiłem, jakbym sczytał to.
21:07
Też miałem taką sytuację i też z wisielcem. Bardzo dziwno, młody chłopak. Słuchajcie, przyjechali do mnie ludzie. Rzadko kiedy przy ludziach robię wizję. Przyjechali do mnie ludzie. Dwóch panów, dwie panie, bliska rodzina, młodego chłopaka. To chyba rodzice jego byli i siostra i szwagiel. Młodego chłopaka, który popełnił samobójstwo. Ale ci ludzie powiedzieli, nasz syn popełnił samobójstwo. Chcemy wiedzieć, chcemy znać okoliczności. Oczywiście mogli mieć wątpliwości ci ludzie, ale to za chwilę wam powiem. Dlatego przyjechali do mnie. Bo słuchajcie, ja przy nich, nie wiem, jak wyjęli to zdjęcie tego chłopaka. No bo ja mam zdjęcie całej postaci chłopaka. Ja wziąłem takie przed czołem. I pierwsze wrażenie, to wchodzę na strych. Ale ten strych jest ogromny, duży. Nawet przez pewien moment pomyślałem, to może jakiś strych kościelny, bo jest duży. Oczywiście nie stwierdziłem, że ono jest kościelny, ale powiedziałem, że duży strych jak w kościele. I mówię tak, przy nich, ja to im mówię. Oni nic do nich. Ja mówię im tak. I on godzinę przygotowywał, młody chłopak, dwadzieścia parę lat.
22:26
On godzinę przygotowywał się do powieszenia, jakby coś konstruując, robiąc. I mówię zrobił to w pełni pewnie, ale nie powiesił się od tak, tylko podduszał się, aż w końcu zasłabł i zawisł. Słuchajcie, kiedy powiedziałem swoje słowa, to ci ludzie mi mówią taką historię. Że ich syn, aha, źle, jeszcze, ważne. Powiedziałem, że stało się to między 16:30 a 17:30. I dokładnie w tej godzinie on znikł z pola widzenia, z tego podwórka, bo to się działo na wsi. Okazało się, rzeczywiście ich syn, ich syn znikł między 16:00 a 16:30. Co ciekawe, słuchajcie, rodzice zdziwili się, że on się ubrał w dzień codzienny, elegancko w garnitur. Nigdy na gospodarce, tam gdzie mieszkali, on tak nie chodził. Gdzieś jakaś uroczystość, to może się tak ubrał. A zdziwili się, że on chodzi w tej marynarce, w tych spodniach, w tym garniturze.
23:44
Z tym, że no nie podejrzewali nic złego i ten syn im znikł. Oni chyba tego samego dnia jeszcze znaleźli go na strychu wielkiej stodoły. Na strychu, tam były belki. Słuchajcie, ja widziałem to zdjęcie, oni mi pokazywali. On okręcał linę z jednej i z drugiej strony o te belki wielokrotnie i zrobił, musiał się tego gdzieś nauczyć. Zrobił fachową szubienicę z takiego grubego sznura, coś nieprawdopodobnego. Jak ja to powiedział, on to musiał kilkanaście minut naplatać, robić, ten węzeł robić. Ubrał się w garnitur, czyli z tą myślą, że się powiesi i będzie w garnitur. Godnie! I jak policja stwierdziła, że był podduszany, czyli nie był zerwany kręgosłup, rdzeń, tylko poddusił się i w końcu zasłabł i się powiesił. Niezwykłe. Zobaczcie, to się sczytuje, to się widzi w ułamku sekundy. I powiem wam jedno, z mojego doświadczenia ja widzę, że rzeczywiście wizja wychodzi w pośpiechu o wiele lepiej. Takiej błyskawicy, w takim czymś, coś innego jest na głowie, a tutaj trzeba poczuć.
25:01
Jak właśnie wtedy, kiedy ją celebruje. No i właśnie, wracam do naszego zaginionego. Słuchaj, gościa nie ma, człowieka nie ma, tego 54-latka, 6 sierpień, czyli tak sierpień to jest czerwiec lipiec, sierpień dziewiąty miesiąc, czyli 6 sierpień, a odnajdują go przed 10.09. czyli wrzesień. Czyli człowiek, człowiek mniej więcej miesiąc czasu zaginął. Nie było go miesiąc czasu. I teraz wracamy do mojej opowieści, kiedy to moja wnuczka czeka na mnie, a żona mi każe, przed wyjazdem otworzyć jednak to, spojrzeć i zadzwonić, bo tam był telefon do tych ludzi i spojrzeć i powiedzieć, chociaż pierwsze wrażenie. Że ona mówi, słuchaj, jeżeli będziesz potrzebował więcej czasu, to mi powiesz, ale pierwsze twoje odczucie, bo oni na to czekają. Ja trochę niepocieszony, bo mówię, ta wnuczka czeka, otwieram tą paczkę, wyciągam rzecz, wyciągam zdjęcie. Dokładnie takie coś tu było przesłane i rzecz, wąchan i poczucie.
26:23
Łąka, przez którą przechodzi środkiem rów, to nie jest rzeczka, to jest rów, w którym jest woda. Z boku łąki są takie chojaczki porośnięte, ale to jest taka kępa tylko kilkunastu chojaków, choinek takich niskich, ale tak gęstych, mam wrażenie, że jak się tam wejdzie, to nie widać człowieka. I on siedzi o coś oparto. No nie może miesiąc w czasu siedzieć i się o coś opierać. Ani chyba nie żyje. W takiej pozycji jest. Był telefon. Podany dzwonię. Odbiera, sympatyczna. W starszym wieku po głosie usłyszałem. Kobieta, bardzo gadotliwa. Ja mówię, witam Panią. Ja mówię, wie Pani co? Ja tu w sprawie tego zaginionego. No tak właśnie, my czekamy od rana już, żeby Pan coś powiedział, bo żona potwierdziła Pana, że ta paczka doszła. Ja mówię, drodzy Państwo. Ja bym chciał maila od Was.
27:39
O Boże, ja nie posiadam maila. Ja jestem jego ciocią. Ona mówi, ja nie mam maila, ja się na tym nie znam. Na komputerach, na tym. Ja mówię, to może Pani poprosi kogoś z rodziny. I ona mówi, dobrze, że ona tam do kogoś zadzwoni i maila mi przyślą na smsa za chwileczkę. Ale ona mówi, wie Pan co? Co Pan sądzi? Czy mamy się martwić, czy nie? Ja mówię, wie Pani co? Ja nie mam dobrych wieści na początek. Ale to dopiero początek. A ona mówi, a szkoda, a szkoda, bo ja jednak miałam nadzieję, że będzie dobrze. No, myślę sobie. Skoro miała nadzieję, że będzie dobrze, to posiada jakieś informacje o tym człowieku, że, że, no, że jest, że przecież on może żyć. A mnie prosi powiem, no to skoro już rozmawiamy, to dlaczego Pani jest optymistką? Mówię. Mówię, wie Pan. On był budowlańcem, pracował na budowie, stracił pracę, kilkoro dzieci w domu, żona. I jest problem, ta Pani mówi. Otóż problem jest taki, że on stracił tą pracę i może gdzieś pojechał.
29:00
Gdzieś na budowlance robi i na razie się nie odzywa. Ale to był pracowity człowiek. O cholera sobie myślę. To może za szybko, Jackowski, tak sobie ona to mówi, może za szybko wnioski wyciągniesz. Ja mówię, niech mimo wszystko niech Pani wyśle mi ten adres mailowy. Ok, rozłączyłem się. I wątpiłem, mówię, nie, no tak się nie robi wizji, to jest dzieje. Spojrzałem, powąchałem, poczucie, siedzi gdzieś tam w jakichś choinkach. Nie, no bzdura. Po chwili dzwoni telefon. Jakiś młody głos, chłopak wręcz młody mówi, tutaj ciocia dzwoniła, czy tam babcia, czy kto. I ja Panu podaję adres mailowy. Podał mi ten adres mailowy, ja go zapisałem. No i właśnie, początkowo pomyślałem, że nie będę nic pisał. Jadę potem płaszczyk dla wnuczki i koniec. Ja jutro uszanę koło tego, bo może rzeczywiście on żyje. Ale wyobraźcie sobie, że nie, mówię, nie kurczę, pierwsze poczucie. Narysuję im ten rysunek, może z czymś skojarzą i wtedy niech to sprawdzą. Przecież nic się im nie stanie, jeżeli w jakieś charakterystyczne takie miejsce pójdą i obejdą.
30:17
To jest tylko przecież łąka i kępa drzew i rów. Słuchajcie, wyrysowałem to na rysunku. Łąka, kępa drzew z boku, rów, mało tego. Miałem w tym momencie, który rysowałem, poczułem, że to jest niedaleko nich. Że to jest od domu tam, gdzie on mieszka, mniej więcej 800 metrów do kilometra. Czyli miejsce charakterystyczne. No przecież ludzie na pamięć znają swoją okolicę, skoro tam wiele lat mieszkają. Więc nawet nie muszę wychodzić w domu z myślą, czy taki teren jest. Rysunek zeskanowałem. Adres wpisałem. Posłałem. Pisząc, że on z pozycji półsiedzący wszystko tak. Ok. I zamknąłem raptor do samochodu i do wnuczki. Oczywiście po drodze. Jadąc z nią już do galerii, musiałem sobie pozwolić na to wielokrotnie. Kierując autem, a ona siedziała z tyłu. Mówię, nikt dziadka nie kocha. A ona mówi, kocha. Ja mówię, kto? Ja. To jest takie nasze wspólne zakręcie mojej i Magdalenki. Słuchajcie. Pojechaliśmy do galerii. Wybrałem jej płaszczyk.
31:33
Szybko z niego wyrosła. Wybrałem jej ładny płaszczyk. O, jak się cieszyła. Pojliśmy na lody. No i po może niecałej godzinie już byliśmy w samochodzie i wracamy do jej mieszkania. Oczywiście ja ponownie w samochodzie. Nikt dziadka nie kocha. Kocha? Kto? Ja. Dzwoni mój telefon nagle w trakcie tej jazdy. Przyznam się, wnuczkę wiozłem bez telefonu, bo jak mnie policja by zatrzymała, to tak. Nie dość, że dziecko wiozę bez fotelika, to jeszcze z telefonem. Żona odebrała. I mówi: Przepraszam. Do tej słuchawki jakiś mężczyzna się zaczął odzymać. A żona mówi: Przepraszam, ale mąż powiedział, to jak dojecie, to dzwoni. A tam w głosie tylko człowiek mówi: Ja chciałem tylko podziękować. A żona mówi: Za co? No znalazł się ten człowiek. Jak ja to usłyszałem, bo ona, blisko mojego ucha żona rozmawiała się ze sobą. Wyrwałem żonie ten telefon. Ja mówię: Kto się znalazł?
32:48
No ten, wie pan, ten ze Strabli. Ja mówię: Jezus, co pan mówi? Na pomoże słuchałem. Mów pan o co chodzi. A on mówi: Proszę pana, jak pan tę mapkę nam wysłałeś. Tak, tam się zebrała rodzina i od razu wiedzieliśmy, o jakie miejsce chodzi. Jest taka łąka 800 metrów od domu, zamieszkania. Poszliśmy tam natychmiast. Mówi: Proszę pana, ma kabryczne odkrycie. Siedział w tym gąszczu tych świerków, oparty na bok i miał jakąś reklamówkę przy sobie. Nawet nie zaglądaliśmy, co tam jest. W tej chwili wezwaliśmy policję, odeszliśmy trochę od tego miejsca, bo widok jest straszny. Strasznie. Jezus Maria, mówię. Jak w to uwierzyć? Mogę podać nazwisko, bo to było publicznie informowane. Zbigniew Flis. Jasnowic wskazał tajemnicze śmierć pana Zbigniewa. Jasnowic wskazał ciało. I tak sobie myślę, wracając, szanowni państwo, do sympatycznego, jak to się nazywa, komentarza pana Witolda Oleksiaka, którego pozdrawiam, że właśnie on tu zaznaczył coś takiego.
34:29
Jest pan doskonałym przykładem, że niemożliwe jest możliwe, a to co nienamacalne jest w zasięgu ręki, jak zresztą widać. Tak. Można różne rzeczy na mój temat powiedzieć. Ktoś nawet napisał, że coraz bardziej się upodobnią do Fertka Kiepskiego. Zostawiam się za ten wpis, ponieważ poszedłem do lustra. No rany boskie, no niestety. Nie mogę się o to gniewać, bo nawet jeżeli ktoś by to złośliwie napisał, to trochę w tym prawdy. Ok. Zobaczcie. Ja was zostawiam. Ja was zostawiam z tym ogłoszeniem, z tym pośpiechem, bo chcę jechać do wnuczki i z tym wynikiem, który stał się nagle. Miliony możliwości, co się mogą stać z człowiekiem.
35:45
To czym jest wizja? Że można ją w pośpiechu wyłapać. Wiecie, to burzy, to burzy taką postawę ludzi ze świata parapsychologii. Oj Boże, jakimi to ja mocami, czakramami dysponuję. Jak ja to się głęboko muszę skupiać, jak mnie to męczy, jak jestem zawieszona lub zawieszony między tamtym światem, a tym światem. Nic takiego. Bzdury. Teatralność. To jakby ta informacja działała jak SMS. Wącham rzecz, łapię jakieś fluidy, jakieś atomy tego człowieka. Jedna konkretna informacja, przecież nie pokazuje mi się o nim nic, kim był, że miał wiele dzieci, że pracę stracił. Nic nie wiedziałem. Poczułem tylko to, co jest istotą rzeczy. Czyli przed początku sens. Ten, który chcieli znać. Gdzie jest on? Nawet nie jego ciało, bo jak widać ta ciocia, być może wszyscy byli optymistami i uważali, że on gdzieś wyjechał.
37:05
Pomyślcie, jak to działa. Przecież tu Wam pokazuję fakty. Wieś z Trabla. Zbigniew Flis. 54 lata. To w internecie zobaczycie, że zaginął. Są informacje. I piszcie sobie. Jasnowidz odnalazł. To fakt24.pl. W wydarzeniach. Ja jeszcze raz powtarzam. Dziękuję portalowi fakt24.pl. Dziękuję też Super Expressowi. Ponieważ te dwa portale naprawdę bardzo często informują o tym, że znalazłem gdzieś zwłoki. Co jest dla mnie istotnym dokumentem. Z imienia jest nazwiska, więc nikt mi tego nie zabierze. Nie stanie się tak, że policja po jakimś tam czasie powie: Nie, Panie, to my znaleźliśmy. Nie. Ja znalazłem. To jest napisane. A jeżeli to się nie zgadza z prawdą, to niech policja mnie poda do sądu. I zabierze mi tą sprawę. Nie. Oni powinni być wdzięczni, że po miesiącu ściągnąłem z ich głowy kłopot odnalezienia zaginionego w ich rejonie. Okej, ale wracamy do tej właśnie nieziemskiej, tej nieziemskiej analizy tego. Informacja. Zobaczcie, jakaś logiczna informacja wypływająca z przedmiotu, z kartki, ze zdjęcia.
38:28
Wiecie, ja jestem człowiekiem, który nie lubi sobie robić zdjęć. Ja nienawidzę zdjęć. Może przez to, że urodą to mnie Pan Bóg na pewno nie obdarzył, ale właśnie nie lubię zdjęć. Wiem, że pewne plemiona w Afryce, tam gdzieś wyczytałem dawno, nie pozwalają sobie robić zdjęć, ponieważ uważają, że kradnie im się przez te zdjęcia cząstkę duszy. Można to uzyskać za zabobon, za zacofanie i tak dalej, ale nie do końca. Bo zobaczcie, jednak czy ze zdjęcia, czy z fluidów jakiś można odnaleźć człowieka. Można uzyskać informację, czyli jest to połączenie. Dlatego ja uważam, że ta magia informacyjna, to przenikanie się w SMS-y telepatyczne, które nasza głowa jest w stanie wysłać i przykazać. Zwróćcie jeszcze na jedną rzecz bardzo ważną uwagę. Popatrzcie sobie, ja już o tym wspominałem, ale te właśnie myśli.
39:45
Myśl programuje, każda myśl programuje coś. Ja miałem, ja wam powiem jeszcze taką rzecz. Jakiś czas temu, jadąc tu gdzieś w okolicy Czułchowa, ujechałem trochę kilometrów i to była noc, ciemno. Naprzeciwko mnie jechał samochód i tylko słyszę łop. No mówię, dobra, nie mam, nie mam, mam dziurę w zderzaku z przodu. No i niestety jak się zatrzymałem, to było coś podobnego do lisa, ale to nie był lis większy od lisa. Przepraszam, uciekło mi z pamięci zwierzątko, niestety nie żyło. Wbiło się w ten plastikowy zderzak, niszcząc go z całego boku. Tylko kita wystawała. Wziąłem dwa kije i go tymi kijami wyciągnąłem, położyłem gdzieś w rowie. Przepraszając, że tak, że tak bezmyślnie się zabije te zwierzątka. Przecież one mają prawo też szyć i biegać gdzie chcą, a my tak. No i wróciłem wściekły.
41:00
Nowy zderzak, dużo pieniędzy kosztuje. Skleiłem go, coś tam mechanik zrobił. Pan makiernik, że po kilku dniach nie było w ogóle śladu, że tam cokolwiek się stało. Wczoraj wracałem z Bydgoszczym i wyobraźcie sobie, że do żony, to był też już późny wieczór, do żony mówię: Słuchaj, szkoda, że nie mam AC kupionego na samochód. Dlatego, bo słuchaj, wtedy tamtego liska, co uderzyłem, to bym za AC. A tak sporo to mnie pieniędzy kosztowała taka naprawa, nie? A przecież tych zwierząt jest dużo na tym. Słuchajcie, zdążyłem to powiedzieć. I widzę, światła, na światłowice bardzo blisko mnie, ten lis zaczął w koło się jakoś tak miotać, jakby światła go oślepiły, on nie wiedział gdzie lecieć. I słuchajcie, ja bym w niego uderzył, tylko ułamek sekundy, on mnie odskoczył. Jezus, ja mówię, zobacz, wpadł mi do głowy tamten lis, którego uderzyłem, już kupę czasu temu, jakiś mówię, miesiąc, półtora miesiąca temu.
42:16
I teraz nagle, teraz mi się przypomniało i za chwilę ponownie uderzyłbym w lisa, który jakieś operetki robił, bo go światło oślepił na środku szosy, na moim pasie. Tylko w ostatniej sekundzie on odskoczył, bo ja bym już nie zaramował. I tak sobie pomyślałem, czy to jest nagły impuls przeczucia, czy to jest myślą wywołanie czegoś podobnego. I tu jest zagadka, czy my tworzymy rzeczywistość myślą, czy my czasami wyłapujemy impulsy, które mogą za chwilę się stać. Na to mam zagadkę, chętnie poczytam wasze komentarze, co wy o tym sądzicie. Bo mi się wydaje, że to jest, na pewno któraś z tych prawd jest prawdziwa. Na pewno jedno z tego działa. Jeszcze raz mówię, czy my tworzymy przyszłość swoją logiką, myślą, czy może wyłapujemy pewne rzeczy, które rzeczywiście za chwilę się dzieją. Jest to objaw intuicji, jasnowidzenia, prekognicji. Jak to zwał, tak zwał, każdy wie o co chodzi. Napiszcie coś do mnie na ten temat, co wy myślicie.
43:31
Wiele razy przyrzekam, że i łamałem te przyrzeczenia, bo się na koniec muszę przeprosić. Bardzo was przepraszam, bo ja naprawdę z bardzo dużą chęcią chcę zrobić taką audycję na różne tematy. Ale powiem wam, że nieraz wypadają mi nagłe zdarzenia, na które ja nie mam wpływu. Gdzieś muszę jechać w sprawach, którymi się zajmuję, czy powiedzmy, akurat mam w domu sprawę, nad którą ślęczę. Jakie jest zaginięcie albo coś. I uwierzcie mi, wtedy zapominam o całym świecie i bardzo przepraszam. Ja, broń Bóg, nie lekceważę państwa. Bardzo się cieszę, że państwo macie tyle możliwości i wyrozumiałości w stosunku do mojej osoby. I potraktujcie to jako, no niestety, moją wadę, ale ona nie jest lekceważąca. Ona w stosunku do was, tylko ona jest wadą mojego roztargnienia. Ponieważ ta pasja, czym ja się zajmuję w tych sprawach, no zawsze chce takiego wyniku. Więc wtedy zapominam o świecie. Ale z drugiej strony, niech to będzie takie motto. Po cholerę ja się tak tym przyjmuję, skoro te najciekawsze sprawy robiłem w pośpiechu.
44:53
Czy jak pan mechanik kazał mi przyjechać po samochód, szybko muszę zrobić, żeby ci ludzie długo nie czekali. Czy to tak trochę wygląda, jakbym fuchę robił. I zobaczcie, wychodzi to mistrzostko. Czy jakbym do wnuczki jechał, się spieszę, otwieram kartonik zły, że żona mi to kazała zrobić. I ludzie już wracając, ludzie mi dziękują za znalezienie człowieka, którego miesiąc szukali. Niezwykłe to. Do niebawem. Mam nadzieję, że szybko się odezmy. Z Bogiem. Dziękuję.