Archiwum Wizji rejestr przepowiedni
27 marca 2018

Zaginiona Ewa Fabczak z Nieborzyna koło Płońska

· transkrypcja Whisper · obejrzyj na YouTube ↗

Audycja dotyczy zaginięcia Ewy Fabczak z Nieborzyna, która zniknęła w 2013 roku. Krzysztof Jackowski, jasnowidz, relacjonuje swoje doświadczenia związane z poszukiwaniami oraz wskazaniem miejsca, gdzie odnaleziono ciało zaginionej.

Przepowiednie z tej audycji · 2
niezweryfikowane · Ewa Fabczak

„Mówię tak, jest dom mieszkalny, raczej taki stary, pod dachówką. I mówię macie trzy budynki gospodarcze. Jeden z tych budynków ma drabinkę do góry i tam u góry są takie drzwiczki.”

niezweryfikowane · Ewa Fabczak

„Ja mówię, gdzie? A ona mówi, właśnie w tym pomieszczeniu, co po drabinie się wchodzi do góry, okazało się, że ona tam rzeczywiście wisiała.”


Pełny transkrypt · 10 fragmentów

Ta audycja nie ma znaczników czasu (transkrypcja Whisper) — linki prowadzą do początku nagrania.

Fragment 1

Dobry wieczór, Krzysztof Jaskowski, któryś tam z odcinków, mówimy o jasnowidzeniu i o wszystkim obok tego. Taki przykład, ale nie będzie to w tym odcinku tylko ten przykład, a też opowiem kilka innych rzeczy niezwiązanych z zaginięciem, ale to potem. Najpierw przykład, otóż w 2013 roku w maju, chyba to będzie 16 maja 2013 roku pani Ewa Fabczak, 49-latka, mieszkająca w miejscowości Niebożyń koło Płońska o 5 rano wyszła z domu i znikła. Tego samego dnia córka mieszkająca w tym samym domu z wzięciem, zawiadomili policję. Policja tego samego dnia dokonała przeszukania w całym gospodarstwie wszystkie obiekty, tam gdzie mieszkała zaginiona, po czym na drugi dzień psy tropiące, które doprowadziły do okolicznego lasu oddalonego o mniej więcej kilometr od gospodarstwa. Pies też wskazał staw przy tym lesie. Ze stawu podobno wodę wypompowano, nie znaleziono nic. Helikopter z kamerą termowizyjną sfotografował las. Niestety też bez skutku. Duża ilość policjantów przez wiele dni szukała zaginionej bezskutecznie. Ja zająłem się tą sprawą mniej więcej pół miesiąca po jej zaginięciu. Otóż do mojego gabinetu w Warszawie zjawiła się rodzina. Były to chyba trzy panie i dwóch panów.

Fragment 2

Rodzina pani Ewy Fabczak, zaginionej. Dali mi sukienkę do ręki. No i właśnie. Na ogół staram się wizję robić na osobności, czyli biorę ten przedmiot i każę rodzinie wyjść. Jakoś w tym przypadku coś mnie tknęło, żeby od razu przy nich wziąć tą sukienkę w rękę, skupić się. I po krótkim skupieniu, o tu jest ta zaginiona. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie. Zaginiona Ewa Fabczak. Kiedy się skupiłem, pierwsze co poczułem to tylko gospodarstwo. Mówię tak, jest dom mieszkalny, raczej taki stary, pod dachówką. I mówię macie trzy budynki gospodarcze. Jeden z tych budynków ma drabinkę do góry i tam u góry są takie drzwiczki. Chyba od strychu tego budynku gospodarczego. I ja mówię, mam wrażenie, że tam trzeba wejść po tej drabince, otworzyć te drzwi i ona zaraz jest za drzwiami, wisi na belce po lewej stronie. Ci ludzie nie chcieli w to absolutnie uwierzyć. Powiem dlaczego. Dlatego, że tam część rodziny mieszkała w tym domu. To było lato. Na co dzień wszyscy są tam na gospodarstwie. Czuć było smród, jeżeli tyle czasu by tam wisiały zwłoki. Druga rzecz, to stwierdzili, że policjanci rzeczywiście sprawdzili wszystko dokładnie.

Fragment 3

Pierwszy dzień po zaginięciu wchodzili też na ten strych, stwierdzono, bo wszystkie obejścia, wszystko gdzie było można, policja weszła. Więc mało prawdopodobne jest to, co ja im powiedziałem. Sam w to zwątpiłem. Powiedziałem, drodzy Państwo, może to jest jakieś przekłamanie, ale tylko tyle umiem powiedzieć. No i umówiliśmy się tak, że oni pojadą z powrotem do tej wsi Niebożym, że tam będą szukali... Inaczej, poprosiłem ich, żeby mi zrobili fotografię tych budynków wszystkich. Może zrozumie coś i dalej ich poprowadzę, bo rzeczywiście mało prawdopodobne, żeby ona tam była. Pół miesiąca, ponad pół miesiąca, żeby tam wisiała i nikt o tym nie wiedział. Przecież to było wszystko sprawdzane. No i właśnie, drodzy Państwo, jest wielu jasnowidzów, którzy parają się jasnowidzeniem, przynajmniej tak twierdzą. No i właśnie. I zobaczcie, pokazuję Wam następny, następny, następny przypadek konkretnej sprawy, którą potrafiłem w swoim życiu wyjaśnić, której nie potrafiła policja przez pół miesiąca wyjaśnić, której nie potrafiła wyjaśnić Fundacja Itaka przez pół miesiąca, której nie potrafiła rodzina wyjaśnić, zaginionej, ani nikt. Ci ludzie zwracali się do jakichś wróżek, do jakichś jasnowidzów.

Fragment 4

Ktoś tam mówił, że ona jest gdzieś przetrzymywana, ktoś jeszcze coś innego mówił. Sprawa wydawała się tak prosta, jest tak prosta, tylko zobaczcie, to jest znów prosta po wyjaśnieniu, po jednym poczuciu. To same zdjęcia MMS-em, jednego budynku, drugiego, miały przyjść jeszcze dwa zdjęcia następnych budynków, ale już nie przyszły. Ja akurat byłem w drodze do Człuchowa no i kiedy zobaczyłem, że tylko są dwa budynki, pomyślałem jeszcze raz, że przecież pozostałe dwa. Może nie doszły te MMS-y. I zadzwoniłem do tej pani z tej rodziny, a ona mówi, proszę pana, ja tych zdjęć nie wysłałam, bo właśnie znaleźliśmy zaginioną. Ja mówię, gdzie? A ona mówi, właśnie w tym pomieszczeniu, co po drabinie się wchodzi do góry, okazało się, że ona tam rzeczywiście wisiała. Ciało było po części oberwane, leżało na podłodze tego strychu, a korpus wisiał na sznurku. Super Express. 05.06.2013, czyli ponad pół miesiąca po zaginięciu. Niebożyn, Niebożyn, Jackowski odnalazł powieszoną mamę. Jaka zagadka kryje się za śmiercią Ewy Fabczak, 49 lat? Czy to możliwe, że mieszkanka Niebożyna, małej wioski pod Płońskiem, województwo mazowieckie popełniła samobójstwo?

Fragment 5

Przez kilka tygodni poszukiwań ani psy tropiące, ani helikoptery wyposażone w kamery termowizyjne nie były w stanie odnaleźć kobiety. Wyjaśnił, co stało się z zaginioną. Jej ciało znaleziono w stodole tuż obok domu. W tej sprawie znacznie więcej pytań niż odpowiedzi. Wiadomo, że 16 maja Ewa Fabczak wyszła z domu rankiem. Od tamtej pory ślad po niej zaginął. Rodzina zgłosiła jej zaginięcie na policję. W poszukiwaniach brał udział między innymi pies tropiący oraz helikopter wyposażony w kamerę termowizyjną. Pies doprowadził trop do niewielkiego akwenów, z którego wypompowaliśmy wodę, żeby sprawdzić, czy kobieta nie utonęła. Jednak poszukiwania nie przyniosły rezultatu. Relacjonuje Alicja Śledziona z Radomskiej Policji. W tej chwili postępowanie prowadzone jest w kierunku samobójstwa przez powieszenie. Jednak zwłoki były w stanie tak poważnego rozkładu, że bez sekcji nie można nawet nic na pewno stwierdzić. Nawet to, czy to jest ta zaginiona kobieta, wyjaśnia Iwona Śmigielska-Kowalska z Prokuratury Okręgowej w Płocku. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, superekspres, głowa była oddzielona od reszty ciała. Dlatego będą też prowadzone badania DNA. Dlaczego mama miałaby się zabić?

Fragment 6

Przecież tak się cieszyła, że niedługo zostanie babcią. Załamuje ręce córka pani Edy. Drodzy Państwo, nic nie jest proste, ponieważ tej sprawy wielu policjantów nie było w stanie wyjaśnić przez ponad pół miesiąca. Może szukano by jeszcze następne pół roku. Ja wskazałem to miejsce i tego samego dnia, kiedy to wskazanie moje wypowiedziałem rodzinie, tego samego dnia rodzina znalazła w dużym rozkładzie zwłoki swojej bliskiej. Nudne to się wydaje, co mówię, ale to są suche fakty. No i tak tyle. Drodzy Państwo, chciałbym się jeszcze wypowiedzieć na inny temat. Jakiś czas temu szok wielu ludzi przeżył. Ja też. Po interwencji, chyba to było we Wrocławiu, Policji Wrocławskiej w kierunku pewnego mężczyzny. Chyba to nazywał się człowiek św. Igor Stachowiak. Był urażony, nie wiem jak to nazwać, jakimś paralizatorem w ubikacji na komendzie Policji we Wrocławiu. Człowiek potem zmarł. Wielu z nas oglądało w TVN potem nagranie kiepskiej jakości, ale bardzo wyraziste, jak to bez konieczności, bez żadnej potrzeby policjanci używali sprzętu na nim, na tym człowieku. Ten człowiek był przerażony, zlęknięty, przestraszony. Pytał się, dlaczego to mu robią.

Fragment 7

Otóż nie tak dawno, bo kilka dni temu, prokuratura uznała, że policjanci nie przekroczyli uprawnie. Chryste Panie. Po czymś takim, ja powiem Państwu szczerze, że przestaję wierzyć w polskie, nie wiem, w polską prokuraturę, sądownictwo, przecież to było jawne przekroczenie uprawnienia. Jaka potrzeba była skutego człowieka szarpać paralizatorem na komendzie, w toalecie. Przecież policjanci mieli przed tym człowiekiem przewagę wszelką. Był skuty w kajdanki, był na komisariacie, było przy nim kilkoro policjantów. Chłopak nie miał szans dokazywać, robić jakiś, powiedzmy, oporów, a policjanci dalej go torturowali, można powiedzieć, tym przyrządem. Szanowni Państwo, mi osobiście się wydaje, że to orzeczenie prokuratury, które kilka dni temu zostało przez prokuratora wyrażono publicznie, przeraża. Uważam, że jest to wyraźny znak, że prawo chyba nie jest jednoznaczne w naszym kraju.

Fragment 8

Jak na domer złego, po tej wypowiedzi prokuratury, po tej decyzji prokuratury, że policjanci nie przekroczyli uprawnień w tej kwestii, na tym panu Stachowiaku, dwa chyba dni później w zachodniopomorskim zdarzył się podobny przypadek, gdzie człowiek rażony tym samym przyrządem przez policjantów, 30 albo 30 kilkuletni w województwie zachodniopomorskim. Kilka godzin później nastąpił zgon u tego młodego człowieka. Właśnie po czymś takim. To tam się jakieś newsy ukazały i zaraz potem była cisza. Wiecie Państwo, przykre to jest, bo takie środki, takie przyrządy powinny być stosowane w stosunku do ludzi, kiedy naprawdę człowiek jest agresywny, kiedy rzeczywiście policjant może czuć jakieś zagrożenie czy do innych osób, czy wręcz do siebie, że taki podejrzany, taki człowiek, którego policja chce zatrzymać, wykazuje opór. Z tego co widziałem na filmie, jeżeli chodzi o pana Stachowiaka, to człowiek ten był zdziwiony, że policja go na tym rynku, bo przecież to było z monitoringu i ludzie to filmowali, był zdziwiony, że policjanci chcą go aresztować. No może pokazywał jakieś zdenerwowanie, ale na litość boską.

Fragment 9

No to jest normalna reakcja kogoś, kto, a tutaj w tym przypadku z tego co mi wiadomo, to ten człowiek był pomyłkowo z kimś pomylony i pomyłkowo go w ogóle aresztowano. Mówię o tym, bo my się bardzo szybko przyzwyczajamy do jakiejś informacji, potrafimy protestować społecznie. Z tego co pamiętam, to tam przed tą komendą były jakieś protesty po tych zdarzeniach właśnie we Wrocławiu. A proszę zobaczyć, minął czas, pewien okres czasu i po tym okresie czasu prokuratura twierdzi, że nic się nie stało i już nie ma, ja nie namawiam nikogo do protestu, ale już nie ma protestów, nie ma petycji, ludzie się już z tym pogodziły. Został prawdopodobnie rodzina pana Stachowiaka sama z tą goryczą i z tą niesprawiedliwością. Otóż bądźmy bardziej konsekwentni i obserwujmy potem efekt różnych takich historii, dlatego że na litość boską to w przyszłości może nas spotkać albo naszych bliskich. Przecież czynności były niepotrzebne, było też widać to, że nie w tym miejscu, w którym powinny być robione. Jak człowieka wynosić do... Ja rozumiem, gdyby to byli gestapowcy i wyprowadzili do toalety kogoś, kogo mają katować. Jestem w szoku.

Fragment 10

Pamiętajcie o takich zdarzeniach, bo to są stróże prawa, to są ludzie, którzy powinni dbać o nasze bezpieczeństwo. Na tym filmie z tego paralizatora, z tego przyrządu było wyraźnie widać, że to było w mojej ocenie nadużycie. Według prokuratury absolutnie policjanci nic nie nadużyli. Wszystko stało się w porządku na litość boską. Pozdrawiam.