Archiwum Wizji rejestr przepowiedni
10 lutego 2018

Przypadki jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego. Rozmowa z duchem Mariana F. z Warszawy

· transkrypcja Whisper · obejrzyj na YouTube ↗

Audycja dotyczy przypadku zaginionego mężczyzny, Mariana Grzegorza Figiela, którego poszukiwania prowadził jasnowidz Krzysztof Jackowski. W trakcie audycji Jackowski opisuje swoje doświadczenia związane z telepatią oraz kontakt z duchem zmarłego, co doprowadziło do odnalezienia ciała zaginionego.

Przepowiednie z tej audycji · 3
niezweryfikowane · Marian Grzegorz Figiel

„Dusza jego. Kilka godzin później, tego samego dnia, kiedy go wskazałem, to może byłam, kiedy go wskazałem, po 16 go znaleziono.”

niezweryfikowane · Marian Grzegorz Figiel

„Oni już mnie mają i beczą.”

niezweryfikowane · Marian Grzegorz Figiel

„Otóż bardzo fajne, pan Marian żył dalej tu i teraz, był w różnych ciekawych miejscach, jest.”


Pełny transkrypt · 15 fragmentów

Ta audycja nie ma znaczników czasu (transkrypcja Whisper) — linki prowadzą do początku nagrania.

Fragment 1

Dzień dobry, Krzysztof Jackowski. Dzisiaj zaczynam cykl przypadki Krzysztofa Jackowskiego. Tak się on będzie nazywał. Będzie to długi cykl, jeżeli Bóg pozwoli. Będzie to długi cykl związany z przypadkami, które wyjaśniłem. Nie będzie tu chronologii przypadków od początku do teraz tego, co robię. Będą to różne przypadki z różnych okresów, takie wyławiane z mojego archiwum. Będę wybierał ciekawe przypadki, które będą mówić o bardzo konkretnych dowodach na istynie duszy ludzkiej. Wydaje mi się, że to jest bardzo potrzebne i konieczne, żeby te przypadki omawiać i przedstawiać Państwu. Otóż tak, dzisiaj przedstawię Państwu sprawę, która w ostatnim czasie, ona jest niedawna sprawa, bo z ubiegłego roku, z okresu października, jest to sprawa, która mi dała niesamowite doświadczenie co do istnienia duszy ludzkiej. Będę mówił dosłownie, jak tę wizję wykonałem i jak to wszystko wyglądało, ponieważ jest to nieprawdopodobnie wymowne. Wiele lat, blisko 30 lat się tym zajmuję i powiem Państwu, że ta sprawa pozytywnie mną wstrząsnęła. Otóż każdy z Was, ja też, zastanawiamy się, czy mamy duszę, czy istnieje inny świat, czy nasi bliscy, którzy odeszli, w jaki sposób mogą funkcjonować dalej.

Fragment 2

Proszę Państwa, opisuje nam się przypadek, który wydarzył się, znaczy zaginął mężczyzna, który miał 79 lat. Nazywał się Marian Grzegorz Figiel, mieszkaniec Warszawy. Zaginął 16 października 2017 roku. Oto plakat z Itaki, z Fundacji Itaka, która ogłasza zaginionego, która ogłasza zaginionego właśnie tego pana w tym dniu, który zaznacza. Mężczyzna zaginął w piękny, pogodny dzień. Jak już powiedziałem, 16 października 2017 roku. Otóż ten mężczyzna wybrał się wraz ze swoją żoną i jeszcze jedną starszą kobietą z rodziny na cmentarz brudnoski w Warszawie. Poszli odwiedzić groby bliskich. Jak powiedziałem, był bardzo ładny, słoneczny dzień. No i ten pan, będąc razem z nim na tym cmentarzu, w którymś momencie stwierdził, że boli go biodro. Ja to wszystko, o co państwu teraz opowiadam, wiem od syna zaginionego, który już po znalezieniu zwłok przeze mnie, po wskazaniu zwłok, właściwie po znalezieniu zwłok przez niego, bo to on dotarł do zwłok, który ja wskazałem. I to wiem już po fakcie, ale żeby było to bardziej dla was jasne, to opisuję już cały przypadek. No i powiedział, że go boli biodro i że on pomalutku pójdzie do domu. Miał kilometr do domu, kilometr od cmentarza brudnoskiego.

Fragment 3

Jeszcze powiedział na odchodne im, że będę szedł pomału, to jak tutaj porobicie na grobach to, co potrzeba, to dogonicie mnie. Takie słowa powiedział i poszedł. Znikł, do domu nie dotarł. W ten sam dzień z powodu jego wieku, 79 lat, w ten sam dzień policja stołeczna zaczęła poszukiwania na dość poważną skalę, przeszukano cały cmentarz brudnoski. Bez efektu. Po czym następne dni poszukiwań i poszukiwań. Rodzina intensywnie poszukiwała znajomi, Fundacja Itaka, policję. Do mnie rodzina zwróciła się mniej więcej 8-9 dni po zaginięciu tego człowieka. Otrzymałem od nich paczkę. W tej paczce były dwie czapki z daszkiem. No i właśnie ten plakat, zaginięcie tego człowieka. Pamiętam, że na dziewiąty dzień od zaginięcia, dziewiątego dnia od czasu zaginięcia tego człowieka, wieczorem, tu przy tym biurku, otworzyłem tą paczkę, wyjąłem jedną z tych czapek, wyjąłem też ten plakacik i zacząłem się skupiać. Nie znając czynników, czynników, które Państwu powiedziałem wcześniej, na początku doznałem dziwnego odczucia, pozytywnego odczucia, wręcz myśląc, że on żyje.

Fragment 4

Z tego względu, że trzymając tą czapkę, poczułem, że ten człowiek, że ten człowiek, że ten człowiek, na tego człowieka zwrócił uwagę dwie kobiety, dwie starsze kobiety i z taką pobłażliwością się na niego patrzyły. Pomyślałem sobie, że to jest niezły sygnał, że to jest sygnał w poczuciu taki, że być może ten człowiek żyje, być może zasła, ale dwie kobiety się nim zainteresowały. Więc pomyślałem sobie, że rzeczywiście może to mieć związek z tym, że te kobiety wezwały w jakąś pogotowie, może on jest dziś w jakimś ośrodku w pogotowiu. Był tam telefon do syna właśnie zaginionego tego pana. Po tym poczuciu zadzwoniłem do tego syna i ja mówię, proszę pana, może nie jest tak źle. Czy wy sprawdziliście szpitale, jakieś przytułki, nie wiem. A on mówi, proszę pana, sprawdzała to policja, ten syn do mnie mówi, sprawdzała to policja, sprawdzaliśmy my, w żadnym szpitalu nie odnotowano nawet NN człowieka na terenie właśnie tej dzielnicy czy w ogóle Warszawy. Te schroniska, które były możliwe do sprawdzenia też zostały sprawdzone, zero informacji o przebywaniu jego tam. No ja mu powiedziałem, dlaczego takie miałem myśli, bo te dwie kobiety, mówię.

Fragment 5

On mówi, proszę pana, to może pan to dobrze odbiera, ale to jeszcze było przed zaginięciem. On był z żoną i szwagierką, czyli siostrą żony, to są dwie starsze kobiety i one, jak on mówił, że będzie szedł, że zaboli go biodro i będzie wracał do domu, one się zastanawiały, czy go puścić samego, ponieważ ten pan stwierdził, że on już miewał delikatne, chwilowe objawy amnezji, więc zastanawiały się, czy mogą mu zaufać, że wszystko będzie dobrze, no ale czuł się psychicznie dobrze, więc postanowiły, że niech sobie pójdzie do tego domu, skoro chce. Wtedy zrozumiałem, że mam dobre poczucie, jestem człowiekiem. Ale już wieczorem nie zajmowałem się tym, po tym telefonie. Pomyślałem sobie, skoro tak go dobrze czuję, rano usiądę jeszcze raz do tej wizji. Od samego rana chodziłem z tą czapką. Nawet z psem, kiedy wychodziłem na spacer, brałem tą czapkę z sobą. Niestety, poza tą sceną, która mi się skojarzyła wieczorem, żadnego innego odczucia już nie miałem. Nawet nie potrafiłem powiedzieć, czy on żyje, czy nie. W końcu mniej więcej o godzinie pierwszej, drugiej w południe, dzwoni do mnie ten syn i mówi, panie Jackowski, czy pan coś może powiedzieć. Ja mówię, wie pan co, kompletnie nic.

Fragment 6

Tak jak mi się to wczoraj skojarzyło, nic więcej panu nie powiem. Po tym telefonie próbowałem jeszcze trochę i postanowiłem, że odkładam, że kapituluję, że nie pomogę tym ludziom, że nie odnajdę go, nie jestem w stanie. Czapkę położyłem tu na biurku i taki zrezygnowany poszedłem do... Położyłem się na kanapie. Położyłem się na kanapie i takie nerwy aż dostałem, bo całe pół dnia chciałem go poczuć, nic. Takie nerwy dostałem i w myślach powiedziałem, cholera, powiedz mi facet, co się z tobą stało, gdzie ty jesteś? Nagle poczucie, poczucie dziwne. To tak jakby mi ktoś mówił, ale ja nie słyszałem głosu, jakbym rozumiał cudzy głos. Bez słyszenia go. W głowie, w myślach. Dokładnie takie słowa, takie zdania. Szedłem do domu. Przeszłem pierwszą przecznicę, doszedłem do drugiej przecznicy, czyli coś jak skrzyżowania dwóch dróg. Doszedłem do drugiej przecznicy i wtedy pomyślałem, że do nich wrócę, czyli do tej żony i szwagierki, że on wróci. Ale od razu poczułem, że on nie wrócił, tylko poszedł w ulicę w lewo. W lewo przy tej drugiej przecznicy i nie uszedł tam daleko, 30-40 metrów i tam leży i nie żyje. Zerwałem się. Gognęłem się. Sprawdzam. Cmentarz Brudnowski.

Fragment 7

Wiedziałem, gdzie człowiek mieszka. Kilometr od cmentarza mniej więcej, w bloku. Dobrze. Idzie tak, jak poczułem to. Pierwsza przecznica. Okej, druga nieopodal jest. Dobrze. Jeżeli bym chciał się cofnąć i wtedy lewa strona. Dobrze. W lewo. Ulica Podobna. Dziwna nazwa, ale taka nazwa. Ulica Podobna w Warszawie. Przybliżyłem ją aż do zdjęć tej ulicy. No i co się okazuje? Pełna konsternacja moja, ponieważ zwątpiłem w samych przedbiegach to, co poczułem, widząc te zdjęcia tej ulicy. Na ulicy Podobnej po jednej stronie są domki jednorodzinne. Ulica, chodnik. Pewna przestrzeń do wysokiego muru, który jest granicznym murem z cmentarza Brudnowskiego. Ceglany, wysoki mur. Myślę sobie, niemożliwe, żeby on tu leżał. Niemożliwe. Ale tak mnie coś przycisnęło wewnętrznie, że ja wiedziałem, że to jest wizja. Wydrukowałem to. Zaznaczyłem na tej mapie i mailem posłałem do tego syna, na jego maila. Zarazem zadzwoniłem od razu po wysłaniu tego maila do niego i powiedziałem, że proszę pana, prosiłbym o sprawdzenie. Ja sam w to nie wierzę, ale o sprawdzenie tego miejsca. Ten syn do mnie mówi, proszę pana, ja akurat jestem w pracy na taksówce.

Fragment 8

Okazało się, że on jeździ taksi, jest taryfiarzem w Warszawie. To ja tam zaraz z kolegą podjadę. Ok, rozłączyliśmy się. Byłem w stu procentach pewny, że to nic, żadnego sensu, nic nie ma. Oto, tu będzie źle, słabo widać. Tutaj widzicie państwo, tu jest, o Jezu, tu jest cmentarz Brudnowski. Tu jest ta ulica podobna, taką strzałeczkę pokazałem. To mniej więcej to miejsce, gdzie były zwłoki. Takie miejsce w przybliżeniu ze zdjęć. Po drugiej stronie tego są właśnie domki jednorodzinne. Drodzy państwo, minęło może pół godziny, może 40 minut po tej rozmowie z tym synem, który powiedział, że tam jedzie. I dostaje od niego telefon. To było gdzieś po godzinie 16. Dzwoni ten człowiek do mnie i spokojnym głosem mówi tak. Panie Jackowski, ja tu czekam na prokuraturę i na policję wraz z kolegą, ale ja mam jeszcze jedno pytanie. Niech pan powie mi, czy ojciec mógł stracić życie pierwszego dnia po zaginięciu, czy może chodził i potem stracił życie? A ja mu mówię, proszę pana, on tu był tak spokojnie, że nic nie wskazywało na to, że są zwłoki. Ja mówię, proszę pana, a dlaczego pan wezwał policję i prokuraturę? Ja mówię, najpierw niech pan obejdzie. To jest teren oczywisty, łatwo to sprawdzić.

Fragment 9

Po co angażować się na to policję i prokuraturę? A on mówi, proszę pana, ja stoję przy zwłokach swojego ojca. On to mówił spokojnie. Jak ja to usłyszałem, zacząłem wyrzeszczeć do tej słuchawki. Ja mówię, co pan opowie? A on mówi, proszę pana, tam gdzie pan wskazał, myśmy poszli w to miejsce, idąc, wątpiliśmy, że to mogą być zwłoki mojego ojca. On mówi, ale kiedy doszliśmy, mniej więcej na wysokości 40 metrów, zobaczyliśmy betonowy słup leżący i taki stary nagrobek, jakby ktoś z cmentarza, jakby ktoś wymieniając nagrobek, stary, nie miał co z nim zrobić, postawił tam mniej więcej w takim terenie, jakby do kogoś należało, jakby kiedyś tam kamieniarz właśnie, ktoś, kto robi nagrobki, funkcjonował. I on tam leżał za tym słupem, za tym nagrobkiem przy murze. Ja byłem w szoku. Oczywiście przyjechała policja, przyjechał prokurator i człowieka, ciało jego zawierzono do kostnicy. Drodzy państwo, każda sprawa po wyjaśnieniu, powiedzmy, związana z zaginięciem wydaje się banalna. Otóż, drodzy państwo, mamy do czynienia z konkretną dzielnicą w Warszawie, dużą, Mrowiskiem. Osiem dni, Fundacja Itaka, policja poszukiwali tego człowieka rodzina.

Fragment 10

Proszę zwrócić uwagę, że ja mam jeden strzał, jedno określenie. Ja nie zawsze trafiam, ja mówię o przypadkach, gdzie trafiłem, gdzie poczułem. Otóż ten człowiek, oświadczam wam, ten człowiek pozwolił mi siebie znaleźć, dusza tego człowieka. On mi dokładnie powiedział telepatycznie, gdzie jest jego ciało. I to wszystko. Zastanówcie się, jak to jest trudne i czy możliwe jest przypadkowo trafić. Ja rozumiem, gdybym raz w życiu trafił w człowieka, w zwłoki jakieś, ok. Ale ja kilkaset razy trafiłem w swoim życiu, gdzie właśnie na tym kanale YouTube, moim oficjalnym, będę często o tym mówił. Każdy przypadek będzie innym przypadkiem. Pomyślcie państwo jeszcze. Aha, jeszcze jedna ważna rzecz. Dlaczego ten przypadek mną tak wstrząsł? To, co za chwilę powiem, wydawać by się mogło łudom, złudom, może moim wewnętrznym wymysłem, ale przecież zrozumcie, takimi samymi słowami, których zaraz użyję. Pan Marian Figiel, de facto wtedy, kiedy leżałem na kanapie już zrezygnowany, powiedziałem, cholera facet, powiedz mi, co się z tobą stało, gdzie ty jesteś? I dwa zdania, które de facto doprowadziły do kompletnego wyjaśnienia sprawy po 40 minutach.

Fragment 11

Trzeba było tylko tam po prostu dojechać, żeby stwierdzić, że te zwłoki tam są. To jest dowód definitywny na to, że ten człowiek mi to powiedział. Dusza jego. Kilka godzin później, tego samego dnia, kiedy go wskazałem, to może byłam, kiedy go wskazałem, po 16 go znaleziono, a około 22 zszedłem do swojej piwnicy, tu gdzie mieszkam, rozpalić w piecu centralnego ogrzewania. Banalne. Rozpaliłem w tym piecu, ale wiadomo, że się w piecu tym rozpala, więc trzeba chwilę odczekać, żeby dołożyć węgla więcej, żeby 10 razy nie chodzić do tego pieca. No i tak właśnie czekałem, aż się rozpali bardziej i dołożyć tego węgla. Trzeba sobie wyobrazić, że w pewnym momencie, stojąc w tej piwnicy, poczułem, aż mnie przeszywało, że ktoś tu jest. Ja nie poczułem lęku, ja poczułem przez skórę, że ktoś tu jest, to aż mnie zelektryzowało. Pomyślałem sobie, to jest ten facet. Cały dzień chodziłem i myślałem o nim, przywoływałem go, w końcu go w jakiś sposób przywołałem, bo on powiedział mi, gdzie jest. Tu jest dowód namacalny. I czułem go w tej piwnicy. I wpadłem na pewien pomysł. I w myślach powiedziałem tak, to teraz ty mi powiedz. Czym jest śmierć? Jak się umiera? Rzecz dziwna mi się skojarzyła nagle.

Fragment 12

Taka wstążeczka. To wstążeczka byłaby tak jakby z dymu, nie z materiału, taki dym, taka wstążeczka z dymu. I od razu poczucie, to nic, to takie nic, to nic nie znaczy, to w ogóle nie ma znaczenia. Kompletnie tego nie rozumiałem, ale powtarzam to, co poczułem. I po chwili jeszcze jedno zdanie poczułem, które tak mi utkwiło w głowie, że znam je na pamięć i zawsze do końca życia będę je pamiętał. Oni już mnie mają i beczą. Użył słowa beczą, nie płaczą. Oni już mnie mają i beczą. A ja byłem już w tylu ciekawych miejscach. To zdanie było w stosunku do mnie, w tym poczuciu, w tej telepatii, wręcz pretensjonalne. Takie, jakby on miał miłą pretensję do mnie. Po co ja go przywołałem do tego ciała? Że on już był w tylu ciekawych miejscach. Oczywiście znalezienie jego ciała nie sądzę, żeby graniczyło z tym, że on z tym ciałem, ta dusza z tym ciałem będzie musiała przebywać w grobie. Być może dla duszy poczucie ciała, które za życia utożsamia się z nami i uważamy, że tym jesteśmy, po wyjściu duszy z ciała, to ciało jest dla nas obce. I niechętnie chcemy, dusza chce do takiego ciała wracać.

Fragment 13

Jeżeli rodzina, jeżeli ja rodzinie wskazałem to ciało i rodzina znalazła to ciało i odprawia się obrządek różańca, pogrzebu, ta dusza w jakiś sposób przez myśli tej rodziny jest przywołana do tego ciała, co może być dla tej duszy bardzo nawet niemiłe. Dla mnie ten przypadek, jako jasnowica, tego pana jest przypadkiem niezwykłym właśnie z powodu tego zdania w piwnicy. Proszę zwrócić uwagę, ono ma wartość, ponieważ takim samym zdaniem poczułem, gdzie są jego zwłoki i w sposób bezbłędny wskazałem miejsce. Natomiast, więc traktuję to zdanie w piwnicy jako zdanie prawdziwe. Szanowni Państwo, konkluzja. Dla wiarygodności tego, co mówię, wystarczy, że wpiszecie w YouTube szukano go 10 dni, syn dokonał makroelektrycznego odkrycia. To jest właśnie artykuł bodajże z portalu fakt24.pl, gdzie tam jest podane, że ja wskazałem zwłoki, jest opisana cała sytuacja. Możecie też pójść z tym moim filmikiem na komisariat policji. W rejonie Bródna w Warszawie z tym plakacikiem, który tu pokazuję. Zapytać, czy rzeczywiście pan Jackowski mówi prawdę itd. Oczywiście to mówię tak trochę z przekąsem, bo dla sceptyków to jest prawdą. Ja wskazałem tego człowieka, jeżeli np.

Fragment 14

fundacja i taka, lub policja ma inne zdanie, no to ja biorę całą odpowiedzialność za to, co mówię, bo ja tego człowieka wskazałem. Nie miejcie z tego wątpliwości. Natomiast rzecz jest taka, że pomyślcie, jakie z tego wnioski można wyciągnąć. Otóż bardzo fajne, pan Marian żył dalej tu i teraz, był w różnych ciekawych miejscach, jest. My się boimy śmierci, ale jesteśmy w stanie w jakiś sposób się nawet z tym skazaniem śmierci, z którym każdy się rodzi, pogodzić. Jednak my się boimy w głębi siebie czegoś całkiem innego. Niebytu, nieistnienia, niestanowienia o sobie. Przypadek z panem Marianem całkiem niedawny mi daje wielką nadzieję na to, że dalej jesteśmy. Pozdrawiam państwa i do następnego razu w przypadkach Krzysztofa Jackowskiego między Tuziemią a innym wymiarem, tylko nie w sposób bajkowy, a w sposób rzeczywisty, czyli moje doznania, a na dowód trup. Brutalnie to brzmi, ale życie z nami też się obchodzi brutalnie. Każdy z nas myśli o śmierci i o tym, czy ewentualnie coś dalej jest. Myślę, że mój dar nie jest tylko po to, żeby państwu opisywać, że tam gdzieś znalazłem zwłoki, ale też mówić o doznaniach bez wstydu i zażenowania, bo tu się nie ma czego wstydzić.

Fragment 15

Moich doznaniach, które mogą wielu ludziom dać szansę na to, że znajdą oni jakąś nadzieję w sobie na dalszy byt i nie będą utożsamiali siebie tylko z ciałem. Wówczas nie będą służyli tylko ciału, nie będą rozpieszczali tylko ciała, a będą myśleli też o swoim duchu, a wartości dla ducha są o wiele bardziej ważne, jak dla ciała. Sama natura drwi z naszego ciała, postarzając się każdego dnia, więc nie traktujmy tego ciała jako nas. My jesteśmy póki co w tym ciele. Tak jak był w świętej pamięci pan Marian, któremu dziękuję za to, że dał mi informację, gdzie leży jego ciało, a ja mogłem wskazać to jego rodzinie i oni to znaleźli. A dziękuję też jemu za to, że pozwolił mi na kontakt z nim duchowy. Przecież ja jeszcze jestem w ciele. Pozdrawiam. Napisy stworzone przez społeczność Amara.org