Archiwum Wizji rejestr przepowiedni
4 stycznia 2019

Z Ewą Serafin poznałem się po jej śmierci

· 37 min · napisy YouTube (PL) · obejrzyj na YouTube ↗

Audycja opowiada historię zaginionej Ewy Serafin, której losy Krzysztof Jackowski próbował odczytać poprzez swoje wizje. Jasnowidz relacjonuje swoje doświadczenia związane z przekazywaniem informacji matce zaginionej oraz dramatyczne wydarzenia związane z jej śmiercią.

Przepowiednie z tej audycji · 3
niezweryfikowane · Ewa Serafin

„Otóż skojarzyło mi się, że jej córka nie jechała żadnym pociągiem czy autobusem do domu.”

7:55
niezweryfikowane · Ewa Serafin

„Nagle po tygodniu, może półtorej tygodnia od mojej wizji przypadkowo pewien mężczyzna odkrył w rowie niedaleko toru krojowego właśnie między wsiami Radomia a Bilkanowo przykryte liśćmi zwłoki Ewy Serafin.”

18:12
niezweryfikowane · Ewa Serafin

„Zwłoki Ewy Serafin znaleźli pracownicy leśni dopiero pod koniec marca.”

27:04

Pełny transkrypt · 30 fragmentów

0:00

Dobry wieczór, już ktoś jest, dziękuję, ja też tylko ustawię tą kamerkę, no właśnie dzisiaj, przepraszam, tak jakoś ustawię, żeby to było lepiej wyglądało, jeszcze przybliżę, o będzie teraz lepiej, ok. Witam wszystkich, dzisiaj pod jednym z moich filmów przeczytałem, ja czytam często wasze komentarze i te pozytywne i te negatywne, za żadne się nie obrażam, z wielu się cieszę, natomiast wyczytałem dzisiaj komentarz pewnego pana, chyba z Opola ten pan pochodzi, nie pamiętam nazwiska, przepraszam, ten komentarz jak gdyby sprowokował mnie do tej audycji teraźniejszej i opowiedzenia wam pewnej historii. I tu właśnie jeszcze mam pewien problem, bo nie wiem czy już nie opowiadałem wam, bo wiem, że na Facebook kiedyś poruszałem tą sprawę, natomiast tu chyba nie i chcę wam o niej opowiedzieć szybciutko,

1:27

ale dedykuję tą audycję głównie temu panu z Opola, on tam napisał krótko, że jest XXI wiek, a ludzie dalej wierzą w średniowiecze. Otóż, drogi kolego, ja tam cię odpisałem dwoma słowami, czyżbym miał uważać, że ty urodziłeś się po to, żeby się wykształcić, stanowić, nie wiem, jakąś ilość kilogramową wartość mięsną w sobie i wartość pragnienia, by wziąć na przykład po wykształceniu kredyt na dom lub mieszkanie, spłacać go całe życie, w końcu go spłacić i umrzeć. I taka perspektywa życia nie odpowiada, dlatego że wolałbym sobie strzelić w głowę, jak z taką perspektywą żyć. Uważam, że naszym obowiązkiem jest dociekanie, dlaczego jesteśmy, dlaczego istniejemy, dlaczego potem umrzemy i czy to koniec, jaką umrzemy.

2:42

Moja praca w jakiś sposób przyczynia się do tego, żeby zaświadczać, że nie giniemy po śmierci, że dalej trwamy. A to zmienia całkowicie perspektywę i obraz naszego tu istnienia, jako etap, jako edukacja, jako nauka. Niekoniecznie musimy wszystko mieć, niekoniecznie musimy mieć też bardzo wysokie ambicje życiowe, ale koniecznie należy wiedzieć, że wartość nasza, naszego sumienia i dobroć dla innych, to jest coś cholernie ważnego. Słuchajcie, to jasnowidzenie wydaje się takie fajne, bo no co, można być sobie jasnowidzem, sobie troszeczkę wróżyć, opowiadać, żyć z tego. Zobaczcie, nie, trzeba wstawać rano do pracy, teraz mróz, śnieg za oknem i wstać przed 6 rano, żeby dotrzeć do jakiegoś zakładu pracy i wykonywać pracę. No właśnie, jak to ten jasnowidz, wydać by się mogło, ma dobrze.

4:02

Oj, otóż nie. Powiem Państwu, że żyję w ciągłym stresie za sprawy, które są odpowiedzialne, czyli sprawy związane z ludzką śmiercią i także lęki z tym związane, całe całe zbalansowanie na linię, mylę się czy się nie mylę, to jest strasznie stresujące, niszczące mnie wewnątrz, chociaż nauczyłem się w jakiś sposób z tym żyć. Szanowni Państwo, sprawa odległa, ale chciałbym Wam pokazać dramaturgię takich zdarzeń, Jezus Maria, ja się boję, ja już na tym kanale nie opowiadałem o tej sprawie, jeżeli opowiadałem, to wybaczcie mi, to opowiem dokładnie, bo się dość bardziej do tego przygotowałem. Dramaturgia tego. Słuchajcie, 99 rok, miejscowość Krosno-Odrzańskie, zaginiona Ewa Serafin. Oto młoda dziewczyna, studiowała na Politechnice Zielonogórskiej w Żarach, a mieszkała w Krosno-Odrzańskim. Studiowała tam, mieszkała w Bursie, 99 rok.

5:19

Na weekendy dojeżdżała do domu bodajże pociągiem lub autobusem z przesiadką w Zielonej Górze. Bardzo często dzwoniła do mamy właśnie, kiedy miała tą przesiadkę, miała chwilę do następnego środka lokomocji, dzwoniła do mamy. Niestety, w styczniu 99 roku, pewnego weekendu, kiedy na weekend wracała, nie zadzwoniła do mamy, co robiła zawsze z tej Zielonej Góry, że ma przesiadkę, że za chwilę dalej jedzie. Choć może niespecjalnie mamy, to zaniepokoiło jej, ale zaniepokoiło na pewno już wieczorem, kiedy powinna być w domu, a jej nie było. Jakiś czas trwały poszukiwania, matka oczywiście zgłosiła o zaginięcie i były poszukiwania bez skutku. Sprawę policja potraktowała bardzo poważnie, były rozległe poszukiwania. Niestety, jak kamień w wodę, Ewy Serafin nie ma. Mama Ewy Serafin, mniej więcej 2-3 tygodnie po jej zaginięciu, zjawiła się u mnie w domu.

6:40

Kobieta zmartwiona, złama na psychicznie, już po tym czasie, pamiętam, że mówiła, że choruje na serce. Dała mi rzeczy córki i jej fotografię. Wtedy córka Pani Ewy Serafin, przepraszam, takie przyciemione trochę, ale innej kopii nie mam. O, to jest jej zdjęcie. To jest Ewa Serafin. Poprosiłem, żeby ta Pani zostawiła mi te rzeczy. Zostałem sam w pokoju i ją poprosiłem, żeby wyszła z domu. Poszła sobie. Nie wiem, ile to trwało. Godzinę, półtorej. To, co poczułem, było przerażające. Wyobraźcie sobie taką rzecz. To, co ja poczułem, co za chwilę Wam powiem, musiałem zapisać, a potem musiałem podać, przeczytać i podać na piśmie tej Pani. Wyobraźcie sobie, jaką wewnętrzną, nie wiem, jaki nonsens musi w człowieku być,

7:55

żeby takie słowa, które za chwilę usłyszycie, zapisać komuś, nie będąc pewnym, zapisać komuś, podać matce, która szuka córki. Otóż skojarzyło mi się, że jej córka nie jechała żadnym pociągiem czy autobusem do domu. Ja miałem odczucie, że ona jechała z dwoma młodymi mężczyznami w samochodzie osobowym i powiedziałem, że ten samochód ma kolor czerwony. W moim poczuciu ona dojechała w okolice miejscowości Radonia i Wilkanowo. To są dwie wsie, już bliżej Krosna-Orzańskiego, Radonia i Wilkanowo. Napisałem, że w wizji mi się skojarzyło, iż kierowca, jeden z tych dwóch mężczyzn, w pewnym momencie zatrzymał samochód, wjechał w taki dukt leśny i blisko toru kolejowego zatrzymał samochód. Jeden z tych mężczyzn wyszedł, a drugi zaczął się dobierać do tej dziewczyny. Dziewczyna zaczęła się szarpać i w trakcie tej szarpaniny ten mężczyzna

9:11

wyjął coś ostrego, a napisałem, nie był to nóż, bo takie miałem odczucie. Wyjął coś ostrego i zaczął dźgać tą dziewczynę. Ja to wszystko piszę, żeby przeześć matce, wyobraźcie sobie. Po czym... Przepraszam, ja wyciszę ten telefon. Przepraszam. Teraz ja go w ogóle skazuję, żeby on nie dzwonił. Już, już, już, już. Przepraszam, że zapomniałem to zrobić. Tak, pisze to. Kiedy zabił tą dziewczynę w samochodzie, wywlek ją na zewnątrz, wrzucił do rogu pobliskiego i przysypał suchym jeliściom. Natychmiast odjechali z tego miejsca. Tak to poczułem. Tak to napisałem. Wyobraźcie sobie, jak czytam to matce, a czytałem to matce. I jak wręczam te kartki matce, a wręczyłem je. No tak. Ta mama właściwie bez słów wzięła te kartki ode mnie

10:34

i mapę, gdzie jest ta wieś Radonia i Wilkanowo na znaczenie rejonu, w którym w moim odczuciu są zwłoki. I poszła. Po takiej wizji i po czymś takim, co się przekazuje człowiekowi drugiemu, zwłaszcza rodzicowi, ma się bardzo mieszane samego do siebie odczucia. Od tego, że wydaje mi się, że jestem szaleńcem w danym momencie, do tego, że jestem wręcz, przepraszam za wrażenie, ale skurwysynem, nie będąc pewny, mówiąc coś takiego ludziom. To jest chyba najgorszy moment w tym, co robię, gdzie człowiek jest niepewny. I teraz czekam, czekam i teraz zobaczcie, co się dzieje w mojej psychice. Czekam z udęsknieniem na to, żeby ktoś zadzwonił i powiedział, że to się potwierdziło, mimo, że to jest tak tragiczne dla bliskich. Boję się, że się to nie potwierdzi. Już bardziej chodzi o moją ambicję w sensie odpowiedzialności, chociażby tego, co robię. W międzyczasie, po jakimś dwóch tygodniach, może tygodniu, dwóch tygodniach

11:52

od wizyty tej mamy u mnie, zadzwonił do mnie pewien mężczyzna. Oziębłym głosem przez telefon, oziębłym głosem przedstawił się, powiedział, że jest z gazety bodajże lubuskiej, czyli z tamtego rejonu. I powiedział, wie pan co, ja dzwonię w sprawie zaginionej Ewy Sarafin. A ja mówię, znam sprawę. A ja mówię, słucham pana. A on do mnie mówi te słowa, bardzo odważnym głosem. Pan Jackowski, czy pan jesteś normalnym człowiekiem? W tonie słyszałem już coś nie tak. Ja mówię, ale o co chodzi, niech pan mi powie. Ja mówię, proszę pana, schorowana matka pojechała do pana, bo zaginęła jej córka, jedyna, którą miała. A pan napisał jej wręcz horror. Jak pan tak może? Co pan może?

13:07

Jakie pan ma prawo coś takiego pisać? Uwierzcie mi, nogi pode mną zadrżały. Czułem się jak zbity pies, a to dopiero początek rozmowy. A ja mówię, co, znalazła się żywa? A on mówi, nie. Jeszcze jej nie ma. Nikt nie wie, gdzie ona jest, ale ja między innymi z policją byłem w miejscu, które pan wskazał i nic tam nie znaleźliśmy. Ja mówię, czyli jej nie ma. A on mówi, ale ja nie o tym chcę mówić z panem. Ja chcę panu powiedzieć, że pan jest człowiekiem bardzo nieodpowiedzialnym. Powiedział tak jeszcze do mnie na koniec, że jak Ewa się znajdzie, to on nie zostawi w gazecie na mnie suchej nitki. i tym niemiłym akcentem pożegnaliśmy się, a właściwie on odłożył słuchawkę. dobra się sobie, jak się czułem. Kłamca, szmaciarz, oszust, gnój.

14:25

Nie wiem, jak się nazwać, ale te wszystkie określenia pasowały w moich myślach idealnie do mnie wtedy. Lęk, strach, obawa. Wszystko naraz. Na pewno myślałem, żeby tego więcej nie robić. Czułem się strasznie. Chciałem jak najszybciej o tym zapomnieć. Nie dało się. Nie minęło pięć, sześć dni. Ktoś do mnie puka. Otwieram drzwi i oczom nie wierzę. W moich drzwiach stoi ponownie mama Ewy Serafiny. Pytam ją, dlaczego pani przyjechała. Panie Jackowski, ja cały czas wierzę, że moja córka żyje. Są jakieś pogłoski, i że ona prawdopodobnie pojechała do jakiejś sekty, do Wrocławia. Że ją sekta przetrzymuje.

15:40

Że ona była u jakichś tam jasnowidzów i tak powiedzieli. Kiedy weszła do mojego mieszkania, podając mi ponownie rzeczy jej córki, żebym powtórzył wizję. Powiedziała, że w tym miejscu nic nie znaleziono. Dostałem diabelskiej myśli. Pokusy. Oto Bóg dał ci szansę, Jackowski. Możesz odkręcić to wszystko. Wystarczy tylko mądrze napisać, że żyje, że gdzieś jest i za jakiś czas wróci. Naprawić swój błąd. To, czego się lękasz, boisz. To, co narobiłeś. Tak pomyślałem. Odbierając od niej te rzeczy i każąc jej wyjść ponownie, jak przedtem, byłem pewny, że tak to napiszę. Natychmiast po jej wyjściu siadłem do biurka i zacząłem to pisać. Napisałem parę zdań i przestałem pisać.

16:55

Chwyciłem za jej rzecz, jakąś tam, którą miałem. Popatrzyłem na zdjęcie i poczułem to samo. Dwóch mężczyzn, czerwony samochód, stają blisko toru kolejowego. Ćkały ją czymś, ale nie był to nóż. Wyblek przykrył liśćmi w robie. Natychmiast odjechali. Zapisałem mniej więcej wszystko tak samo jak poprzednio. Uściśliłem to samo miejsce. I jak samobójca, kiedy ponownie przyszła do mnie, to samo jej odczytałem i powiedziałem, że taki obraz widzę. Sam siebie nie rozumiałem, dlaczego to napisałem po raz drugi. Wiecie, że tyle lat minęło. Dziwi się to dziewiąty rok. A ja ja do teraz nie rozumiem, dlaczego nie skorzystałem z taryfy ludowej i się nie wycofałem z tego mądrze.

18:12

Okej. Mija znów jakiś czas. nagle po tygodniu, może półtorej tygodnia od mojej wizji przypadkowo pewien mężczyzna odkrył w rowie niedaleko toru krojowego właśnie między wsiami Radomia a Bilkanowo przykryte liśćmi zwłoki Ewy Serafin. Ewa Serafin miała podźgane ciało. Jak się potem okazało, rany były kute nożyczkami. Tak. Szok. Ja się poczułem wtedy jak zwycięzca. poczułem moc, siłę. Pan z gazety, który do mnie

19:28

wcześniej dzwonił, już nie zadzwonił do mnie, a przecież dokładnie miałem rację. Chyba na Facebooku jak o tym opowiadałem całkiem niedawno powiedziałem, że ta gazeta Lubuska nie napisała o tym ani słowa. A szkoda, bo honor jest honorem. Ja jego krytykę w tamtym czasie przyjąłem z pokorą, a on pokory nie pokazał. Myliłem się. Po tamtej audycji ktoś mi przysłał sprzed lat wycinek z gazety Jasnowic miał rację. Możecie sobie zrobić, ja nie umiem tego do filmu dawać, więc możecie sobie o Jezus zrobić taką stop klatkę przepraszam i to przeczytać. Tak. Policjanci odnaleźli zwłoki zaginionej 21-letniej letniej mieszkanki krosno-odrzańskiego EWS. Dziewczynę znaleziono w płytkim dole w podzielonogórskim lesie. O poszukiwania młodej mieszkanki krosno-odrzańskiego EWS wpisaliśmy przed kilkoma tygodniami. Zaginęła 31 stycznia

20:43

w drodze ze szkoły do domu. Tak. Relacjonowaliśmy także wysiłki rodziny sięgającej w poszukiwaniach do niekonwencjonalnych metod. Między innymi do opinii jasnowidzów. Jeden z nich Krzysztof Jackowski Szczuchowa stwierdził, że dziewczyna została wykorzystana seksualnie, zamordowana i ukryta i przykryta gałęziami i liśćmi w dole w okolicy Wilkanowa. Przedwczoraj mieszkaniec Radomii znalazł w pobliskim lesie w płytkim dole przykrytym gałęziami i liśćmi zwłoki młodej kobiety. Wczoraj rozwiano ostatnie wątpliwości. Okazała się nią zaginiona 21-letnia mieszkanka Krosna-Odrzeńskiego. Odzież i ozdoby, które znaleźliśmy wskazują na to, że motywem działania sprawcy lub sprawców nie był rabunek, mówi Zbigniew Kołecki z zespołu prasowego Lubuskiej Komendy Wojewódzkiej Policji. Ustalenia sugerują raczej motyw seksualny tego czynu. Śledztwo o sprawie zabójstwa EWS prowadzi prokuratora rejonowa w Zielonej Górze. Na razie policja i tak dalej. I tu też o mnie jeszcze

21:58

piszą w takim akakcie, to sobie przeczytajcie, że tak, czyli tutaj zwracam gazecie Lubuskiej Honor, bo przed laty jednak o tym napisali, czego ja nie wiedziałem. Tutaj do mnie ta gazeta nie dochodzi. A ktoś mi to dosłał, temu, kto mi to dosłał, dziękuję. Ok, ale mija dalszy czas. Mija dalszy czas, słuchajcie. czułem wielką satysfakcję, czułem, że jestem jak dobry żołnierz, że zaufałem poczuciu, a nie lękowi, który wywołł ktoś tam we mnie. To jest siła i to jest jasnowidzenie. I powiem Wam tak, że ok, starzeje się i tak dalej, jakiś Pan z Opola czy inny pisze, że jestem taki, śmaki czy owaki, ciemnogród i tak dalej. Życzę Ci, kolego z Opola, czymkolwiek, nie w żadnym jasnowidzeniu, w czymkolwiek, co w życiu będziesz robił, takiej determinacji i siły i walki o pewną prawdę. Zaufałem temu, co czuję. Zaufałem Ewie Serafim, która po śmierci mi dała to odczuć i jej matce,

23:14

która dwa razy do mnie przyjechała. Nie zachowałem się jak tchórz. Nie zachowałem się jak szmaciarz, który przez krytykę kogoś czy niezrozumienie kogoś, chociaż ja go rozumiem, tego redaktora, no pojechali, tam nic nie było, nie poszli w to miejsce. Ona tam była. Ja mogłem wycofać się z tej makabrycznej wizji. Zaufałem wizji. To nie koniec. To nie koniec historii. Mija następny czas. Dość długi, bo parę miesięcy i końcówka czerwca, przepraszam, końcówka lipca. No ciekawostka, bo to był czas w 99 roku, kiedy to odwiedził mnie Andrzej Kolikowski, Pershing, szef mafii pruszkowskiej. Przyjechał do mnie w towarzystwie Andrzeja Gołoty. Bardzo się ucieszyłem, że poznałem Gołotę. Był u mnie w mieszkaniu, rozmawialiśmy. Wtedy to był czas jego świetności.

24:33

Zaproponowali mi, żebym pojechał z nimi do Trójmiasta na jeden dzień. No, powiem tak, wybaczcie, ale nie odmówiłbym sobie wyjazdu na cały dzień z Andrzejem Gołotą. Wtedy i teraz, bo to porządny facet. No i legenda boksu. Byliśmy cały dzień w Gdańsku. Dziwiło mnie, bo Gołota, jak prowadził auto Pershinga, to nie reagował na czerwone światła. Aż się dziwię, że się nie rozbiliśmy w tym Gdańsku. Okej. Spaliśmy w Grand Hotelu. W Grand Hotelu, to chyba w Sopocie, czy w Gdańsku. W Grand Hotelu w Gdańskim, obok morza. Rano wszyscy poszliśmy na śniadanie w tym Grand Hotelu. Pershing czytał Super Express. Aktualny Super Express. Był bardzo zaczytany. Po jakichś dziesięciu minutach tego zaczytania rzucił tą gazetą o stół i powiedział tak. Nie,

25:48

ja z tobą się nie będę spotykał, Krzysztof. Ale bardzo zdenerwowany był. Ja mówię, a co się stało? A mówi, ty jesteś niepoważny człowiek. Ja mówię, ale o co chodzi? On mówi, słuchaj, wiesz, kim jestem. i jeżeli cię kiedyś ktoś zabije, będzie na mnie. A sam się pchasz komuś, żeby cię zabił. Ja mówię, ale co się stało? A on mówi, to sobie przeczytaj. Rzucił mi Super Express. z drżącą ręką chwyciłem za gazetę. Tu mam trochę to, bo ja tu nie umiałem pokserować. Gwałciciele nie mieli litości. Na dwie duże strony wielki artykuł, to są sprawcy, są akurat ich rysunki. Sprawcami okazali się Tomasz K., 29-latek i Alan W., 27-latek. I tutaj piszę, zobaczcie, tu gdzie jest to naznaczone długopiórem mam. Widzicie ten fragment?

27:04

Tu jest to naznaczone. Można sobie zrobić stop klatkę. Czytam ten fragment. Zwłoki Ewy Serafin znaleźli pracownicy leśni dopiero pod koniec marca. O, to więcej nawet czasu od tego stycznia. Dopiero pod koniec marca leżały w lesie półtora kilometra od drogi z Zielonej Góry do Krosna-Odrzeńskiego w okolicy wsi Wilkanowo. Dokładnie tak, jak opisał Jasnowic. Tutaj też jest w tym artykule moje nazwisko wymienione. Jej obawy potwierdził Jasnowic Szuchowa Krzysztof Jackowski. Zobaczył Ewę Martwą i tak dalej. Ci młodzi ludzie dostali wyrobki, zostali osądzeni za bardzo brutalne zabójstwo Ewy Serafin. Tak, kiedy przeczytałem ten artykuł, ręce przestały mi drżeć. Wstałem od stołu i ja wtedy poczułem się jak gołota po wygranej walce. Nikt z nich nie rozumiał tego, jaką cenę

28:19

zapłaciłem na początku i jak nie dałem się samemu sobie oszukać i zachować jak tchórz, tylko zabierzyłem swojej misji. Jeszcze taki drobiazg mały. Otóż wyobraźcie sobie, że spory czas później następny minął, może parę miesięcy i pewnego dnia zadzwonił do mnie telefon. Kobieta w średnim wieku mówi przez ten telefon rozstrzęsiona, mówi Panie Jackowski, ja bardzo bym chciała skorzystać z Pana wizji. Mam duży problem. Mój syn jest oskarżony o współudział w morderstwie młodej dziewczyny, studentki. Obydwoje siedzą, ale mój syn mówi, że to nie on, że to kolega zabił, a on był tylko tego świadkiem.

29:34

Ja mówię, a skąd ta sprawa? A mówię, wie Pan co, spod Zielonej Góry, spod Krosna Ogrzyńskiego. O Jezus, zamyśla. Ja mówię, wie Pani co? A wie Pani, kto wskazał i opisał to zdarzenie trafnie? A ona mówi, kto? Ja się tym zajmowałem i ja to matce określiłem i rzeczywiście to wszystko tak było. Kobieta momentalnie to on straciła, już nie chciała widać się ze mną umawiać, ale ja jej mówię tak, Panią. Rzeczywiście, jeżeli ufać i temu wątkowi z mojej wizji, to jeden z nich to zrobił, chcąc zgwałcić ją, a drugi stał na zewnątrz, kiedy ten zdenerwował się i zaczął ją dźgać, ponieważ ona się szarpała, zabił ją. Wiadomo, że ten drugi już tego nie zrobił, ale też jej nie zabijał. To, że brał współudział wierny, to fakt, ale rzeczywiście, gdybym miał moralnie ocenić czyny jednego i drugiego, to rzeczywiście ten drugi w pewnym sensie został wplątany. Oczywiście do gwałtu musieli być obydwoje przygotowani, skoro tam razem pojechali z nią, ale czyn

30:50

morderstwa dokonał jeden. To już inna historia, ale tak i takiego dziecka to dzimnie się, bo się te losy rotły. Do dzisiaj, mimo, że to już tyle lat, prawie 20, e, 2019, zobaczcie, 20 równe, styczeń, 20 lat po śmierci Weseleń. Wiecie, że ja ją często przypominam sobie, taką godność czuję i wiem, że jeżeli się czuje osobę zmarłą, ona nie zawiedzie. To właśnie jest zwycięstwo czucia nad logiką, nad lękiem, nad sceptycyzmem. Trwało to tygodnie. Pomyślcie, ile we mnie, ile we mnie musiało być stresu, a ile takich spraw zrobiłem. Często słyszycie gdzieś tam, że mówię o mnie, popularny jasnowic,

32:05

znany jasnowic, najbardziej znany jasnowic. mnie rażą takie określenia, bo to nie chodzi o to. Tylko, żebyście zrozumieli też mnie, że tu nie chodzi o jakąś pychę z mojej strony. Tu nie chodzi o to, żeby ktoś mnie nazywał znany, czy popularny, jeśli były papierose popularne i były najtańsze i najgorsze. Ja bardzo dużo spraw kryminalnych w przyszłości wyjaśniłem. Myślę, że to nie jest pychę. Myślę, że Stefan Mosowiecki, Czesław Klimuszko ze swoimi jasnowidzę, którzy wiele razy udowadniali ze swojego życia swoje właściwości, ale jeżeli chodzi o osiągnięcia kryminalne, osiągnięcia odnalezienia zwłok, to obaj panowie, przepraszam za określenie, mogliby nie wiem co rana herbatem i parzyć.

33:21

Nie obrażając ich, przepraszam, a dla mnie zresztą Fasowiecki, a też Klimuszko to są wielkie autorytety i chodzi o kwestie udokumentowanych spraw. Dlatego tak jak mówię, to, że ja próbuję czasami Wam coś przekazać, co we mnie, się tam w jakiś sposób budzi. To, że ja próbuję Wam nieraz jakieś filozofie swoje mówić, to nie jest tak, że ja siebie mam za jakiegoś jasnowidza i próbuję Wam wciskać jakieś swoje tezy. Nie, zwróćcie uwagę. 30 lat mojej praktyki tak trudnej i tak konkretnej daje mi pewną przepustkę, oczywiście ja nie mogę przekroczyć granic moralności tej przepustki w stosunku do Was, ale pewną przepustkę, żebym Wam mówił czasami coś od siebie, otwierał Was na myślenie w jakimś kierunku. Tak, Ewę Serafin poznałem po jej śmierci,

34:36

która mi powiedziała o sobie prawdę, o losie, który ją spotkał tragicznym i w momencie mojej słabości, kiedy drugi raz chciałem się, kiedy drugi raz jej mama się zjawiła u mnie, chciałem się wycofać z lęku, ona mnie pokrzepiła, dała mi poczucie tak silne tego samego, że nie mogłam się tego wyprzeć. To nie była moja zasługa, jej smarli i mówią, trzeba tylko umieć ich słuchać. to tyle na dzisiaj, ale poczekajcie, ja jutro będę chciał nagrać krótką, ale specjalną audycję o pewnym kanale, który bardzo będę polecał i polecam Państwu. Ten kanał nazywa się VTV Studio. Wspaniały człowiek, który jest założycielem tego kanału, ale o nim jutro i właśnie jest dużo kanałów w telewizji internetowej,

35:51

na YouTube dotykających zjawisk paranormalnych i podobnych rzeczy, tylko wiecie co, bardzo dużo tych kanałów jest takich nadętych, takich, że wszystko i nic, że wszystko co da się powiedzieć i wymyślić to się mówi. Są ludzie subtelni, są ludzie, którzy czują, są ludzie, którzy są delikatni jak kwiaty, uczciwi w tym co robią, z ambicjami. Twórca studia VTV zapewne takim jest. Jutro o tym człowieku krótko, ale konkretnie opowiem. Rzadko się spotyka ludzi bezinteresownie dobrych, a ten człowiek w moim przypadku i dla mnie naprawdę takim jest. Mamy tą samą przypadłość miegotania przedsionków z tą różnicą, że on jest młodszy. Wszystkiego dobrego pozdrawiam i do jutra.

37:06

Nie wiem, jak teraz to wyłączyć. Aha, tutaj. Pozdrawiam.