Audycja dotyczy poszukiwań zaginionego sołtysa Ryszarda P. z Woli Przypkowskiej, który zniknął w mroźny dzień. Krzysztof Jackowski, jasnowidz, relacjonuje swoje doświadczenia związane z odnalezieniem ciała sołtysa oraz interakcje z jego rodziną i lokalną społecznością.
0:00
Witam Państwa. Uwaga, uwaga, uwaga. W dniu 2 lutego wyszedł z domu i dotychczas nie powrócił Ryszard P. Sołtys wsi Wola Przypkowska. Ktokolwiek widział zaginionego lub wie o jego losie, proszony jest o kontakt pod numer telefonu albo z najbliższą komendą policji pod numer telefonu 997. Za wszelkie informacje nagroda, tak tu pisze. Pan Ryszard przez wiele lat był poczciwym sołtysem Woli Przypkowskiej, cichej wsi pod Piasecznem, niedaleko Warszawy. Sprawa ta jest już nieaktualna, ponieważ ja odnalazłem ciało śp. Ryszarda P., z sołtysa Woli Przypkowskiej. Natomiast chcę Państwu powiedzieć tak. Tragedie, które dotykałem niejednokrotnie w swoim życiu
1:20
przez właściwości, które posiadam, no, mimo swojego tragizmu, bywały tragicznie zabawne. To jest następny dowód, ta sprawa, na to, że dusza jest tu i teraz po śmierci. To jest następna nadzieja na to, że my, umierając, nie giniemy w odchłani nicości. Że jesteśmy, że można nas nawet zdenerwować. O to, niestety, coś mi to światełko tu nie pasuje. Tak będzie chyba trochę lepiej, przepraszam, bo ja mam lampkę i to fatalnie, ale dobrze. Drodzy Państwo, przedstawię Państwu, przedstawię Państwu teraz tą historię, bardzo ciekawa. Sprawa tyczy roku bodajże 2008. W dniu 2 lutego wyszedł z domu w tej Woli Przypkowskiej Pan Sołtys i zaginął. Mroźny dzień. Wyszedł na swetrze, co ciekawe, nie był ciepło ubrany.
2:41
Nocą, dwa dni później, czyli 4 lutego nocą, o drugiej w nocy ktoś wali do mojego domu. Zlękniony. Kto to może walić o drugiej w nocy do mojego domu? Pamiętam, pięknie sypał śnieg, takie wielkie płaty śniegu. Otworzyłem okno, bałem się otworzyć drzwi. No i do okna kobieta z mężczyzną, przepraszają, że tak późno, ale byłem: Proszę Pana, dowiedzieliśmy się o Panu wieczorem. Wsiedliśmy w samochód, wzięliśmy rzeczy ojca. Niech Pan nam pomoże, niech Pan w nocy zastanowi się, gdzie jest nasz ojciec. Wzięłem te rzeczy, w progu tych ludzi nie prosiłem do domu. Dostali w samochodzie. Byłem jakoś wybity z rytmu, no jakby ze snu zerwany. Robiłem to w szlafroku i określiłem w okrótkim czasie dom wiejski, stodoła drewniana i obok stodoły dwa stawki. Ale te dwa stawki i stodoła bardzo mi się mocno kojarzyły. Nic więcej.
3:56
Powiedziałem, że on raczej nie żyje, w takim miejscu go trzeba szukać. Ci ludzie pojechali, powiedzieli, że to co narysowałem to jest jakby gospodarstwo, bo rzeczywiście jest dom, jest stodoła i są dwa stawki obok stodowy. Ale one są jak kamień zamrożone, ponieważ to była mroźna zima. Pojechali, pojechali, dobę później zadzwonili do mnie i powiedzieli panie Jackowski, policja mimo tęgich mrozów, on się nie mógł utopić, bo tam był cały czas lód gruby, rozkuli ten lód i niestety nie znaleziono tam ciała ojca. W ogóle, wszędzie, całe gospodarstwo było przeszukane przez psy tropiące, przez policjantów, nie ma. Panie Jackowski, sprawa jest skomplikowana, oni do mnie mówią, ponieważ mamy informacje nowe. Pewna pani z wioski widziała, jak sołtys mówił do siebie, jakby zmysły postradał, szedł na swetrze przez wieś, coś do siebie głośno mówił i poszedł w kierunku pobliskiego lasu. Więc sytuacja jest poważna, ponieważ mógł sołtys zamarznąć w tym lesie, tak oni mówią. Zaproponowali mi, żebym przyjechał.
5:12
Na początku nie chciałem, ale w końcu się zdecydowałem i pojechałem do Woli Przypkowskiej. Jechałem z moim kolegą i z moim synem. Mój syn pierwszy raz poczuł zapach rozkładającego się ciała. Tego się nie da nigdy zapomnieć. Bardzo dziwnie to czuć. Wyobraźcie sobie, Zajechaliśmy rano, nadal mroźne poranki w tym czasie były. Widać, że spadł lekki śnieg. Było puszyście biało. Około 7:00 rano zatrzymaliśmy się na podwórzu sołtysa. Było tam dwóch jego synów, dorosłych panów i żona, zamartwiona żona pana sołtysa. Mój syn wszedł do nich do mieszkania, ponieważ był zmęczony. Nie spaliśmy prawie całą noc jadąc tam. A ja z kolegą, nie wchodziliśmy nawet do tych ludzi, tylko ten sołtys mówił, wie pan co?
6:27
Tą drogą musi pan iść. I tam on poszedł w kierunku tamtego lasu. I tam go trzeba szukać. Szukało wojsko, szukała policja. Szukaliśmy my mieszkańcy. Nie ma tam nic. Ale no, las jest spory. Poszedłem. Poszedłem do tego lasu z tym moim kolegą, który przyjechał ze mną. Szanowni Państwo, wstyd. Chodziłem po tym lesie do zmierzchu. Bogu dziękować, że zmierzch w lutym jest jeszcze bardzo szybko. Gdzieś powiedzmy około godziny 16.00 już się lubiło szarało w tym lesie. Wymarznięci, niewyspani. I ja mówię do tego swojego kolegi. Słuchaj. Przeproszę tych ludzi. Zbieram swój majdan. Pakuję się w samochód i jadę do domu. Jestem zmarznięty, zmęczony i nie ma żadnego efektu. Nie mogę nic złapać w tym lesie. No i tak też zrobiliśmy. Wróciliśmy do sołtysa. Tam czekał na mnie ciepły posiłek. Zjadłem obiad. No i tam już się pół wsi do tej w ogóle, do tego mieszkania zeszło. Wszyscy ciekawi. A ja nic ciekawego nie miałem do powiedzenia.
7:43
Wyobraźcie sobie, że jeszcze mi wpadło na pomysł. Ja mówię, wiecie Państwo co, a może ja pójdę do tej kobiety jeszcze i się zapytam. Ta, która go widziała rzekomoże do siebie mówił. A to ona mieszka tu obok. Dwa czy trzy domy dalej. Niech Pan pójdzie sobie zapytać. No poszedłem, zapukałem. Piękna uśmiech. Znaczy, piękna staruszka uśmiechnięta. Tęga. Wyszła. Opatulona w jakieś ciepłe swetry. Ja mówię, wie Pani co, ja tu szukam tego sołtysa. Czy Pani? Pani widziała. Tak, widziałam go Panie. Widziałam. Szedł, chyba w głowę dostał, bo on gadał jakieś dziwne rzeczy do siebie i szedł w kierunku tego lasu. A moja w ogóle sąsiadka, ona mówi, to słyszała jeszcze na drugi dzień jak szła za kupami, że z tego lasu ktoś krzyczał ratunku. No, a kobieta mówiła to tak wylewnie, tak szczerze, że trudno jej było nie uwierzyć. Nie uznałem, żeby iść ponownie do tego lasu, ponieważ już było ciemno. Wróciłem do domu sołtysa i gdyby nie mój kolega i jego uwaga, to bym wrócił i dzisiaj bym tej historii wam nie opowiadał. Ale właśnie teraz zaczyna się ciekawie. Ja już z zamiarem przeproszenia tych ludzi, że no, nadzieję im dałem, a nic z tego.
9:02
Zamierzałem już im to powiedzieć, to kolega mówi, chodź, słuchaj, zapalimy papierosa, chodź na podwórze, porozmawiamy. Żadłem z nim na podwórze, on mówi, słuchaj, ja pierwszy raz jestem w takich akcjach, jak ty tutaj to robisz, szukasz kogoś, ale on mówi, ty jesteś kim? Poszukiwaczem czy jasnowidzem? Ja mówię, no jasnowidzem. A on mówi, no słuchaj, no przecież, przecież bracie, ty, to jak ty ty chodzisz po lasach i szukasz ludzi, to robi policja, tam już pełno ludzi było. Ja mówię, to nie rozumiem, o co ci chodzi, a on mówi, no słuchaj, ja myślałem, że ty przyjeżdżesz, wejdziesz do jego pomieszczenia tam, gdzie on mieszkał i się skupisz. I wtedy ja się za głowę zabawiam, mówi, Jezus, ja w tym pędzie rzeczywiście poszedłem go szukać na oślep. Ja nie wykonałem wizji. Jezus Maria. Ja mówię, wiesz co, masz rację, musieliśmy tego domu, mówię, tam było pełno ludzi, głównie w takiej dużej kuchni. Mój syn już znudzony gdzieś tam też w koncie siedział, cieszył się, że ma ciepło, bo na dworze tęgi mróz. Była gdzieś godzina, powiedzmy, osiemnasta, dziewiętnasta. Ja mówię, drodzy Państwo, ja prosiłbym, żebyście mnie zaprowadzili do pokoju, w którym sołtys mieszkał, jego pokój, tam gdzie spał.
10:27
I zostawcie mnie tam samemu. Zaprowadzili mnie. Ciepły, gorący piec, aż buchał ciepłem. Łóżko drewniane, skrzypiące. Na nim leżał kotek. Sołtysa kotek, może tęsknił, leżał na tym łóżku. Były dwa foteliki takie skromne, ława. Ja sobie w jednym fotelu usiadłem. Ja mówię, przynieście mi coś, przynieście mi coś, coś należącego do sołtysa. Jeden z tych synów przyniósł mi wielkiego bambosza. Ja mówię, niech Pan zamknie drzwi, niech Pan mnie tu zostawi. Wzięłem tego bambosza, trzymam przed czołem, próbuję się skupić. Ale mnie taki błogi, jakiś sen, chęć snu, zmęczony. Całą noc prawie nie spałem, kierowałem autem. Potem łaziłem po tym lesie, wymaznięty. Obiad zjadłem, chciało mi się spać. I się aż odtrząsnąłem tak, żeby nie zasnąć, bo lada moment by zasnął. I spał tak jak ten kotek, pomrukując sobie.
11:44
Kiedyś tak odtrząsnąłem, dostałem jakieś straszne nerwy. I mówię tak w sobie. Pomyślałem sobie, ja muszę go czymś przywołać. Ja muszę go czymś zdenerwować. Używam różnych trików do tego. Dla Was się może to wydać dziwne. Wtedy powiem tak. To młodym ludziom się wydaje, że starzy ludzie się nie kochają. Nawet jeżeli macie, mielibyście po 95 lat. Jesteście w stanie kochać tak samo jakbyście mieli 20 lat. Zazdrość jest w każdym człowieku. W każdym wieku. I powiem Wam tak. Skupiłem się, oczywiście w zamiarze prawdziwym tego nie miałbym zamiaru zrobić. Pani Sołtysowa była ode mnie znacznie starsza. Ale skupiłem się i powiedziałem tak. Jeżeli mi nie dasz znaku. Myślą to powiedziałem. Jeżeli mi nie dasz znaku o sobie. To się zajmę Twoją kobietą. I w końcu już jest sama. Ciebie nie ma. Ale zrobiłem to z taką siłą wewnętrzną.
13:02
Z taką wiarą. Żeby on to poczuł. Słuchajcie. Nagle. Usłyszałem tak jakby. Najbardziej to mi się kojarzy jakby to był plastikowy różaniec. Bo tam opók tych foteli i ławy stał taki taboret drewniany. Jakby na ten taboret zrobiło coś. I ja zerwałem się. Tak mnie coś zaniepokoiło. Ale co ciekawe ten kotek też się tak szybko obruszył. Taki strach trochę dostałem. I w pewnym momencie nagłe poczucie. Jedno zdanie. Uczułem. Szukaj mnie. Obok kopca na kartofle. I. Pomyślałem to jest to. Wstałem. Poszedłem do kuchni. To było tylko jedno zdanie. Poszedłem do kuchni. I. Tak jak mówię tam było wiele osób. I w tej kuchni. Panowie. Gdzie wy tu macie kopiec na kartofle? A oni mówią. Nie mamy.
14:17
O jasne. Nie macie kopca na kartofle w gospodarstwie? Nie. A w ogóle kartofle? No kartofle trzymamy. No inwentarz jest. Więc kartofle na zimę jest nam jak najbardziej potrzebne. Gdzie wy je trzymacie? Mówię. W stodole. Mamy taki kojec zbity. On jest watą szklaną ocieplony. Jakimś sianem. No i to tak stoi. W takim kopcu. Nie kopcu. W takim. To było takie zdech zbite. Coś prostokątnego, dużego. I to jest mocno ocieplone. I tam trzymają kartofle. Ja mówię. Słuchajcie. To traktujemy jako kopiec na kartofle. Idziemy do tej stodowy. Ci dwaj synowie. Mój kolega i ja. poszliśmy do tej stodoły. Otworzyli tą stodołę. Znów poczułem. To zimno. Które cały dzień mnie tam w tym lecie. Napastowało. Był to wtedy straszny dzień mroźny. A noc tym bardziej. Proszę sobie wyobrazić, że gdy poszliśmy do tej stodoły. Duża była wielka. Tam stał jakiś ciągnik. Jakieś male drewna były poukładane. Jakieś plastikowe skrzynki. I jakaś słoma. Na takim stożku w rogu tej stodoły. No i rzeczywiście ten kojec. Który. Który był też z boku. Niedaleko tej słomy. W którym były kartofle.
15:33
Ci synowie mówią. Panowie. Ale tu była policja. Tu były psy tropiące. Tu. Okej. Ja mówię. Panowie. Może to on nie jest tutaj. Ale. Powiedzmy, że to jest pierwsza rzecz łami główki. Zostawcie mnie tu. Niech ja pomyślę. A wy wyjdźcie na podwórze. Ja z kolegą zostałem w tej stadole. Tam było dość ciemno. Była jedna tylko żarówka. Dość ciemno w tej stadole było. I oni wychodząc zamknęli te wrotka takie małe. Na taki skobel z zewnątrz. Trewniany. I wyszli na podwórze. Ja tak chodzę. I mówię tak. No on mi powiedział. Szukaj mnie obok kopca na kartofle. Więc. Jeżeli traktujemy, że ten kojec ocieplony. W którym są kartofle. To jest kopiec. To obok jest. Albo te skrzynki plastikowe. Z jednej strony stały. Albo to siano. W tym momencie. Ja chwyciłem za plastikowe grafie. Które tam stały. I chciałem. Przegrzebywać to siano. A mój kolega wszedł na to siano. I w którymś momencie. Tak zaczął skakać. Mówił. Ty tu jest coś pod tym sianem twardego. Co ja dzieje. Momentalnie poszedł taki smród. Że. Tego się nie da zapomnieć.
16:48
Ale. Już. Po tym smrodzie było. Wiadome. Że coś jest. Na rzeczy. Wyczyłem tymi. Grabiami. Dwa razy. Słomę ściągnąłem. Z tego miejsca. I widzę. Gumowiec. I kawałek nogi. Takie spodnie robocze. I gumowiec. Gumowiec. Jak ja to zobaczyłem. Rzuciłem te grabie. Doleciałem do tych drzwi. Ja ich nie mogłem odchodzić. Bo one były ze mną. Trzymałem ten skobel. Dwa razy kopnęłem. Wyrwałem ten skobel. Wyleciałem na podgórze. Ci synowie stoją. I słuchajcie. Dramaturgia się teraz zaczyna. Ci synowie stoją. O tacy. Ba chłopy. I. Ja mówię tylko tak. Panowie. Jak on był ubrany. Sweter brązowy. Ten syn mówi. Buty jakie miał. Gumofilce. Spodnie. Spodnie robocze. Ja mówię dzwońcie na policję. Wasz ojciec jest w sto dole. W sianie. Co pan gada? Pan jest pewny? Ja mówię proszę pana. Widziałem nogę w gumofilcach. I tam strasznie śmierci. Kolega już też na zewnątrz wyskoczył. Nie stał tam. Zobaczył się sobie ciemno. Mrożno. W tej izbie.
18:04
W tym domu. Pełno ludzi. A jeden z tych synów mówi tak. Do drugiego. Mówi. On tak do mnie mówi. Jest pan pewny. Ja mówię. Widziałem nogę. W gumowcu. Ja nie widziałem pana ojca. Ale to jest on. Przestraszony był. A ten syn. Zamiast wziąć ze słuchawki. I dzwonić na policję. Jak ja go prosiłem. Żeby prokuratura policja. Poinformować. To on mówi tak. Idź trzymaj zaklanty. Ja patrzę. W szoku. A on idzie. I od zewnątrz trzyma zaklanty. Drzwi. Żeby nikt nie wyszedł z zewnątrz. I on. Zamiast zadzwonić na policję. Zapukał w okno. Ta matka podeszła do okna. A. A on mówi. Mamo. Ojciec nie żyje. Jest w stodole. Jak ta matka zaczęła. Krzyczeć. Nie daruje mu. Różne rzeczy. Ja sobie myślę. Komu nie daruje. Zacząłem się czuć. Przestraszony. Że. To jest. To coś się dzieje. Nie tak. Że mi coś grozi może. Ale uspokoiłem się. Ponieważ ten właśnie syn.
19:19
Który. Tam do okna zapukał. I. I powiedział to matce. I tam był pisk cały czas. W tym. Tam jeszcze siedział mój syn. W tej kuchni. Tak. Widzę, że ten syn. Sołtysa dzwoni. Dzwoni. Na policję. Piasecznie. I mówi, że. Żeby przyjechali. Że znaleziono spokójcy. Policja była bardzo szybko. Prokurator był bardzo szybko. Współczuje prokuratorowi. Współczułem wtedy. Kiedy on musiał do tej stodoły. Bo prawdopodobnie jak ten mój kolega. Skakał po tej. Słomie. Coś musiało pęknąć. On był podobno spuchnięty. To ciało było. I musiało coś pęknąć. Był tak potworny swój. Że. Że na podwórku. Nie można było. Czuło się to intensywnie. A przecież. Prokurator musiał tam być. Przynajmniej z godzinę. Nie. Policja przesłuchiwała. Tam się oczywiście. Wszyscy wyszli z tej izby. Potem. Ja potem. Zacząłem pytać tego syna. Proszę pana. O co chodzi. A on mówi. Panie Jackowski. My podejrzewaliśmy. Sąsiada. Z boku. Ja mówię. Jak podejrzewałeś. O co. Wie pan. Sąsiad. To alkoholik. Ojciec lubiał popić.
20:35
Ale chorował na silne nadciśnienie. I miał zabronione od lekarza. Pić alkoholu. Mimo wszystko. Ten alkoholik. Często przychodził do ojca. I go tam. Do stodoły brał. Popijali. I on mówi. My czuliśmy. Bo wszyscy szukali ze wsi. A ten się nie angażował. Ten alkoholik. Nawet jak był trzeźwy. To nie chciał. Unikał nas. My widzieliśmy. Że coś jest nie tak. I wyobraźcie sobie. Że rzeczywiście. Tej samej nocy. Policja aresztowała. Tego człowieka. Tego wieczora. I. Z tego co wiem. Później podzwoniłem. Do tych państwa. To go wypuszczono. Ten człowiek. Przyznał się. Że pił z sołtysem. Alkohol. W stodole. Sołtys. Dlatego poszedł na sweterku. Bo był w stodole. Do stodoły. Tylko poszedł. Tam pili alkohol. I w pewnym momencie. Sołtys upadł. Ten człowiek. Powiedział. Że. Próbował. Żeby go ocucić. Ale. Poczuł. Że on nie oddycha. Bardzo się zląk. On chciał. Poinformować rodzinę. Ale bardzo się zląk. Że ci synowie. Go zlińczują. Bo go gonili. Wiele razy. Z tego gospodarstwa. Żeby właśnie. Nie kłócił ojca. Do tego alkoholu. I bał się. Odpowiedzialności.
21:50
Tego co się stało. Więc wciągnął go. W to siano. I uciekł. Bokiem. Do swojego gospodarstwa. Obok. Tak się kończy. Ta sprawa. Powiem. Na koniec wam. Jeszcze jedną rzecz. Słuchajcie. Bardzo dziwne. Że. Była tam policja. Że. Były psy. Do szukania śladu. Do szukania. Do szukania zwłok. Ci synowie. Mówili. Że te psy. Były w stodole. Nikt nie poczuł zwłok. Także. Czasami. Takie metody też zawodzą. Natomiast. Dwie dygresje. Zobaczcie. Nie mogłem poczuć. Sołtysa. Ryszarda P. Z woli Przedkowskiej. Przez cały dzień. Ale. Wystarczyło. Że powiedziałem mu. Że jak się nie da znaleźć. Nie da mi znaku. To się wezmę za jego żonę. Czy sołtys. Zwróćcie uwagę. Ja go znalazłem. Ja mówię o konkretnej miejscowości. Wola Przedkowska. Możecie tam jechać. Możecie zapytać policji w Piasecznie. Czy taka sytuacja miała miejsce. I to Krzysztof Jackowski go znalazł. Czy taka historia. Nie pokazuje wam. Że miłość. Zazdrość. Wola bycia z kimś jest nawet poświęci. Że sołtys mógł się czuć błogo. Bo nie żył. Był poza ciałem. Które było już stare. Ale miłość. Mógł się czuć błogą. Bo nie żył. Był poza ciałem. Które było już stare. Ale miłość. Wola.
23:05
Bycia z kimś jest nawet poświęcie. Że sołtys mógł się czuć błogo. Bo nie żył. Był poza ciałem. Bycia z kimś jest nawet poświęcie. Że sołtys mógł się czuć błogo. Bo nie żył. Był poza ciałem. Które było już stare. Ale mimo wszystko. Cechy. Uczyć. Pozostałe. Miłość pozostała. Dlatego. To jest następna dla mnie nadzieja. Nadzieja na to. Że jest. Tak jak powiedział Spinoza. Byt jeden. Jest skończony. Wieczny. Nie boimy się śmierci. Boimy się nieistnienia. Jeszcze taką śmieszną historię w tej tragizmie. Powiem wam tak. Oczywiście to jest już wydrukowane. Ale mam oryginalne takie ogłoszenie. Otóż. Gdzieś po 22. Wracaliśmy. Z tej Woli Przypkowskiej do Czuchowa. Oczywiście Jackowski. Dumny. Z trofełem. Sołtys. I. Byliśmy. Z tego wrażenia. Bardzo głodni wszyscy. Ja. Kolega. I mój syn. I. Była taka boczna. Po boku. Przy takim cepieniu knajpka. Ona była jeszcze czynna. Tam było do 24. To było chwilę przed 12.
24:20
Na drzwiach. Pisiało jeszcze to ogłoszenie. Dokładnie takie. Ja je zerwałem. Dlatego ja mam u siebie. I. Mój syn z tym kolegą weszli. A ja zrywam to ogłoszenie. Wtedy były dwie panie ekspedientki w tym lokalu. I. Jedna z nich podchodzi. I. Mówi. A dlaczego pan to zrywa? To jest. W naszej okolicy. Sołtys zaginął. Nie wiem panią. Przepraszam że tak powiem. Ale tak powiedziałem. Że panią. Trafiony. Zatopiony. Już to jest nieaktualne. Już jest znaleziony. Już wszystko jest spokojnie. Spokojnie nasi. Mówię wam o faktach. O rzeczach prawdziwych. Nie koloryzuję. Mówię to w sposób naturalny. Żebyście wiedzieli. Że. Wszystko co tu macie. Macie pożyczone na chwilę. To z czym odejdziecie. To z wiedzą. Ale. Wiedza się ceni wtedy. Jeżeli. Wiemy. Że jeszcze dalej. Będziemy. Istnieć. To. Bardzo ważna rzecz.
25:35
Sołtys. Bóg zazdrosny. Zradził mi swoją. Słodką tajemnicę. Dzień dobry. Dobry nocy.