Audycja opowiada o niezwykłym przypadku, w którym jasnowidz Krzysztof Jackowski pomógł odnaleźć zaginioną matkę z dzieckiem. Jackowski dzieli się swoimi doświadczeniami związanymi z jasnowidzeniem oraz osobistymi przeżyciami, które miały wpływ na jego życie i pracę.
0:00
A on mówi, proszę Pana, przyleciałem z Anglii. Jestem mężem tej Pani, którą Pan znalazł i ojcem tego dziecka. Ja Panu bardzo dziękuję, bo prawdopodobnie Pan uratował mi żonę i dziecko. Tak, tak się zrodzi moje archiwum. Tu jest, tu ona jest, tu kopcie. Wiecie jaka to jest odpowiedzialność napisać komuś Pani córka nie żyje. Najgorsze, czego się boję, bo te odcinki tego mojego archiwum powstają tak z dnia na dzień.
1:17
I to, czego się boję, żeby jak w każdym archiwum, w każdym archiwum jest tak, że jest nuda. Nie chcę wiać nudą. Te moje przypadki, sprawy, którymi się przez całe życie zajmuję, mimo że mają swoją ponurość, choć niekoniecznie wszystkie, to ja z natury jestem człowiekiem wesołym. Jestem człowiekiem komunikatywnym. Jestem też człowiekiem problematycznym, bo widzę po moich znajomych, że tematyka, którą często się zajmuje, jest tematyką ciężką. Czasami mi się zdarza użyć takiego zwrotu: Moje groby, moi zmarli. No to to odraża ludzi, ale wizja łączy, łączy człowieka. Łączy człowieka z tą tragedią, która się wydarzyła, z tym wymiarem tego zdarzenia, a też z ofiarą. Chociaż niekoniecznie
2:32
mowa tylko o ofierze. Opowiem Wam przypadek, przypadek niezwykły. Wizją parokrotnie uratowałem ludziom życie i w następnych odcinkach to będzie, o tym będzie mowa i będą też pokazane dowody na to. Tak uratowałem ludziom życie. Tak właśnie teraz przyniosłem ze sobą sprawę, która nie jest tak stara jak dwie poprzednie. A jest to sprawa z 2016 roku. Gdzie ja miałem dopiero miesiąc życia. Wyobraźcie sobie człowieka, który ma miesiąc życia. Tylko nie posądźcie mnie, że gadam od rzeczy. Tak. Miesiąc życia, dlatego, że był to dzień, mniej więcej 21.07. No nie, no to 1,5 miesiąca życia. 1 czerwca 2016 roku byłem na operacji serca.
3:50
O 8 rano, w godzinę i dzień moich urodzin operowano mi serce. Najpierw mi je zatrzymano, potem wstawiono mi zastawkę aortalną, sztuczną i serce pobudzono do pracy od nowa. Można powiedzieć, że dostałem w godzinę i w dzień swoich urodzin od Pana Boga życie akonto. I właśnie coś Wam w tej kwestii w drugiej części powiem, bo ja to dosłownie traktuję, że Bóg mi dał życie akonto a data nie jest przypadkowa, że to jest w godzinę i dzień moich urodzin. Ale to w drugiej części, to będzie bardzo interesujące. To będzie dowód, że warto szczerze o coś prosić Boga. Każdy z nas to może robić, a wręcz umówić się na coś z Panem Bogiem. Puenta będzie bardzo istotna i zasadnicza, ciekawa. Drodzy Państwo, właśnie kiedy miałem operację, kiedy leżałem w szpitalu, kiedy po leżeniu w szpitalu w fatalnym stanie ze zdrutowaną klatką piersiową, wróciłem do domu. Żona,
5:06
pyta, jak się czuję, ja mówię, no czuję się nie najlepiej. Bardzo źle się czuję, słabo. Ledwie się mogłem poruszać. Żona mówi, muszę coś Ci pokazać. No i wyjęła mi na stół gazety, artykuły z pierwszych stron gazet. Niektóre gazety tak zatytułowały, takie tytuły rzuciły: "Serce Jackowskiego nie wytrzymało." Żona mi powiedziała, że ludzie często czytają tylko tytuły z tego wniosek, bo w słowach, w tekście potem rzeczywiście pisało, że zoperowano mi serce, że wróciłem do żywych, bo rzeczywiście jak byłem chory to stu metrów już nie mogłem ujść. Cały siniałem, serce było kompletnie niewydolne. Ja zresztą zaniedbałem tą wadę serca. Efekt był taki, że w trybie pilnym musiano mnie operować. Ludzie dzwonili do żony i pytali, kiedy jest mój pogrzeb. Ja się z tego trochę śmiałem, ale potem pomyślałem, przecież większość ludzi
6:22
pomyśli, że ja nie żyję. To się rozniesie, Jackowski umarł. Medialnie zatytułowano: "Serce Jackowskiego nie wytrzymało" koniec. No dobra. Słuchajcie. Pomyślałem sobie wtedy, że żebym publicznie w jakiś sposób ożył muszę, musiałbym wyjaśnić jakąś głośną sprawę. Musiałbym zrobić coś, o czym prasa by napisała, że to zrobiłem. I los dał mi taką szansę i okazało się, że ta szansa została przeze mnie wykorzystana. A przy okazji i co najważniejsze, to prawdopodobnie uratowałem życie młodej kobiecie, matce. Dwudziestokilkuletniej dziewczynie, która w tamtym okresie czasu przechodziła depresję poporodową. I jej dziecku chyba niespełna, źle mówię półtorarocznym dzieckiem.
7:40
Oto jest dzień 19,20 lipiec 2016 roku. Ja już tak trochę wychodziłem na dwór, było lato, rozmawiałem na podwórzu z sąsiadem. W pewnym momencie dzwoni moja córka Monika i mówi: tato jeżeli się w miarę czujesz, idź do komputera i otwórz email, który tam przyszedł, ponieważ ludzie poszukują od 3 nad ranem. Czyli, pół nocy poprzedniej i cały dzień, bo to już był wieczór. To już była gdzieś godzina 21:00, 22. Mówi: ludzie poszukują matki z dzieckiem. Ta matka wzięła dziecko w nocy, tak jak spało to dziecko i wyszła w stroju nocnym, czyli w jakiejś tam halce czy w czymś. Wyszła z tym dzieckiem. Problem jest w tym, że kobieta jest załamana, ma depresję poporodową, a nie ma już ich tyle godzin. Jakoś się doczłapałem w swojej kamienicy do pierwszego piętra.
8:58
Było ciężko mi chodzić, każdy ruch był obliczany bo naprawdę po takiej operacji człowiek jest słaby. Otworzyłem komputer i na tym komputerze Drodzy Państwo było dosłownie to zdjęcie. Może nie będzie tak widać ale matka stoi na widoku jakiegoś sklepu czy CPNu. Spojrzałem na to zdjęcie i sobie pomyślałem, He, może kobieta miała romans, może z kimś się umówiła, może chciała uciec z domu z tym dzieckiem. Prawdopodobnie ktoś po nią przyjechał, wyjechała. Pomyślałem sobie, jutro się tym zajmę. Jest późno, jutro nad tym usiądę. Taka logika, jakby uspokajająca, że ok nic się prawdopodobnie złego nie dzieje. Zamknąłem ten komputer z zamiarem zejścia z powrotem na podwórze
10:14
i do kończenia rozmowy z sąsiadem. Kiedy zamknąłem ten komputer i ruszyłem parę kroków, będąc jeszcze w pokoju nagle pach błysk. Stoi z dzieckiem na ręku w pobliżu stawu. Takiego jajowatego stawu, który jest aż rudy, obrośnięty od trzciny. Same trzciny. Dookoła, nie wejdę, tak muszę się przez gąszcz trzcin przepychać, żeby wejść do stawu. Ona jest obok tego stawu. Trzyma to dziecko, tyle godzin. Wróciłem do komputera. Google Maps. Wieś Marianka koło Elbląga, bardzo blisko Elbląga ładna wieś Marianka. Przybliżam, przybliżam, przybliżam, szukam tego jednego elementu, który mi się skojarzył. Jest, jest, jest. Kawałeczek za wsią, może 400, może 500 metrów, jest dokładnie jajowaty staw i widać na gogle maps na zdjęciach, że aż
11:43
pełno trzcin dookoła, aż kolor taki jest, taka obwoluta wokół tego stawu. To był nieduży staw. Wydrukowałem to, zrobiłem kółeczko piórem tam, gdzie ten staw. Zeskanowałem, puściłem to emailem i dzwonię do tych ludzi. Halo, drodzy Państwo, nie mam pewności, ale w miejsce, które wskazałem poproście policję, kogokolwiek, albo sami tam idźcie. Sprawdźcie to. Osoba z którą rozmawiałem odpowiedziała, że zaraz to zrobią. No i ja po tym wszystkim schodzę do sąsiada. Rozmawiamy sobie. Już było ciemno na dworze i nie wiem ile minęło 25 minut, może mniej, może trochę więcej, ale mniej więcej. I wyobraźcie sobie rzecz niezwykłą, właśnie ta dramaturgia takich momentów jest niezwykła. Rozmawiam z nim i tarabani mój telefon. Odbieram i słyszę w tle płacz dziecka, dziecko się drze, płacze.
13:00
HALO tam, tam była w ogóle wrzawa, bo to było słychać, że wielu ludzi coś mówi. Kobieta mówi, Proszę Pana, dziękujemy, mamy ją. Ja mówię co Wy gadacie to niemożliwe, szok. Słuchajcie. Dopiero. Na drugi dzień dowiedziałem się o całej sytuacji, a sytuacja była dość dziwnego przebiegu, ponieważ wyobraźcie sobie, ja to wiem od rodziny. Policja z Elbląga, która poszukiwała od trzeciej rano, bo rodzice tej matki zauważyli, że nie ma jej w domu i dziecka o trzeciej rano. Panikę od razu zrobili i słusznie, bo w tamtym okresie jak mówię, co się kobietom zdarza, mama miała tego dziecka depresję poporodową. Więc tutaj myśli mogą być różne i i zapewne i matka sama i dziecko mogłoby być w niebezpieczeństwie. Zwłaszcza, gdzie nie ma już ich wiele godzin, prawie dobę. Okazało się, że z tą mapą rodzina najpierw poszła. To jest taki wiejski ośrodek kultury, bo to wiem od rodziny, w którym to Ośrodku Kultury.
14:17
Policjanci wszakże zaczynała się noc i policjanci przerwali akcję poszukiwawczą, która trwała od trzeciej rano i zastanawiali się nad tym, co robić w nocy, żeby nie marnować ani chwili. Ja to wiem od rodziny. Kiedy rodzina pokazała tą kartkę z tym punktem, policjanci powiedzieli, że mają naradę i oni tam na razie nie pójdą. Wówczas rodzina sama zdecydowała wraz sąsiadami. Wzięli latarki i poszli w to miejsce. Kiedy byli w odległości jakichś 100 m 50 m od tego stawu zauważyli, że obok stało tam drzewo i na początku się bardzo zlękli, ponieważ widzieli postać. Postać była w pozycji nieruchomej, stojącej, która trzymała dziecko na ręku. Dziecko nie płakało tak, jakby spało. Jak zaczęli wołać po imieniu mamę tego dziecka, to ona ani się nie ruszała, ani nie nie mówiła nic, więc bali się, że ona jest powierzona i tak trzyma to dziecko. Ale okazało się, że dziecko zaczęło płakać na jej ręku jak usłyszało te głosy. No i w tym momencie prawdopodobnie nawet zadzwonili do mnie, kiedy
15:32
już tam do niej doszli. Mama tego dziecka została odwieziona do szpitala, dziecko także. Niezwykła rzecz, powiem Wam jeszcze taką jedną kwestię, która buduje niesamowicie, że to jasnowidzenie jest czymś nieprawdopodobnym. To pamiętam może dwa dni później po tym zdarzeniu, kiedy już i dziecko do szpitala trafiło i mama tego dziecka. Byłem w Gdańsku, gdzieś dwa, może trzy dni później i zadzwonił do mnie telefon. Odebrałem, byłem w towarzystwie żony i mężczyzna się pewien odezwał, ale słychać było w telefonie gaworzenie dziecka takie "agu" coś gaworzyło o dziecko, niemowlak. On mówi, proszę Pana, przyleciałem z Anglii, jestem mężem tej Pani, którą Pan znalazł i ojcem tego dziecka. Ja Panu bardzo dziękuję, bo prawdopodobnie Pan uratował mi żonę i dziecko. Jestem w szpitalu, jestem przy swoim dziecku. Żona jego była w innym szpitalu. On był z dzieckiem.
16:48
Nie macie pojęcia, co ja wtedy czułem. Dlatego nieprawdą jest, że jak mówi ktoś, że a tam Jackowski i jego trupy. Nie, jasnowidzenie jest uniwersalne i nie ma różnicy. Oczywiście więcej zdarzeńm zaginięć jest zdarzeniami tragicznymi, dlatego ta statystyka jest taka, a nie inna. Zaznaczam, w każdym odcinku pod filmem są linki do różnych programów, programów telewizyjnych, które mówią o danej sprawie, a ja nie mogę przez prawa autorskie tego pokazać. I też są linki do konkretnych dokumentów, czy to artykułów czy dokumentów policyjnych ze sprawy, o której mówię. Tak, żebyście wiedzieli, że ta dokumentacja jest pod spodem, możecie w nią zajrzeć. Oczywiście podając źródło też pokazujemy tutaj w trakcie mojej audycji, ale te linki są na dole. Jeżeli ktoś chce się z tym zapoznać, zapraszam.
18:04
Zwróćcie uwagę, to są artykuły z tamtego czasu. Jackowski wskazał to miejsce ocalił Kubusia i jego mamę. "Fakt24.pl Portal". To jest piękne: Największy sukces jasnowidza Jackowskiego. Uratował matkę z dzieckiem, wyszła z domu z małym synkiem i wszelki ślad po nich zaginął. Matki z dzieckiem szukali policjanci z psami tropiącymi, rodzina i sąsiedzi. Wszystko na nic, gdy w głowach rodziców zaginionej kłębiły się najczarniejsze myśli do akcji wkroczył najsłynniejszy polski jasnowidz Krzysztof Jackowski. Wtedy miałem 53 lata hahahaha. I bezbłędnie wskazał miejsce, gdzie znajdowała się Alicja 23 lata i 1,5 letni Kubuś. Tak jeszcze zobaczcie, żebyście nie myśleli, że jest tylko jedno źródło "Dziennik Elbląski" - dwudziestotrzyletnia
19:19
kobieta z synkiem odnalezieni. To jasnowidz wskazał miejsce pobytu. To jest tak: dwudziestotrzyletnia kobieta ze swoim półtorarocznym dzieckiem zostali odnalezieni w środę około godziny 22:40 pod Pasłękiem. Znajdowali się około pół kilometra od miejsca zamieszkania w miejscowości Marianka. Zaginieni trafili pod opiekę lekarzy. W akcję poszukiwawczą zaangażowanych było kilkadziesiąt osób. Oprócz policjantów poszukiwania prowadzili strażacy z OSP, a także strażacy z psami i tak dalej i tak dalej. OSP z Gdańska była też, tak informuje Krzysztof. Rodzina kobiety zwróciła się o pomoc do jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego. Ten po zapoznaniu się ze sprawą wskazał punkt na mapie, jak się kilkanaście minut później okazało, miał rację i wskazał dokładnie położenie kobiety i jej dziecka. Jeszcze jeden fragment "Express Elbląski" proszę materiał źródłowy.
20:34
"Express Elbląski", który pisze: Odnaleziona przez jasnowidza przez jasnowidza kobieta trafiła na oddział psychiatryczny - informuje policja. Dwudziestotrzylatka wyszła z domu i tak dalej. I tu ja się nawet wypowiadam: w środę wieczorem siostra zaginionej kobiety skontaktowała się z jasnowidzem Krzysztofem Jackowskim. Wtedy nastąpił przełom, wysłali mi dwie fotografie, to były zdjęcia matki z dzieckiem, patrząc na nie poczułem miejsce, w którym mogli się znajdować. Później otworzyłem Google Maps i szukałem okolicy, która kojarzy mi się z tą wizją. Chodziło o ten staw. I Jeszcze raz, odnaleziona przez jasnowidza kobieta trafiła na oddział psychiatryczny szpitala w Elblągu. Kobieta już wcześniej miała problem i tak, no nieważne. Tych chwil tych materiałów było dużo, wtedy wiele gazet o tym pisało. To był duży mój sukces. Bardzo ważny, ale dwie niezwykłe rzeczy z tego. Pierwsza
21:50
to to, że słyszałem ten płacz tego dziecka w momencie jak ich znaleźli. A druga jak ten ojciec do mnie zadzwonił. To jest piękne. Robię przerwę, będę walczył z nudą w moim archiwum. Idę jeść, a jak kamera chce iść, proszę bardzo może iść za mną. A potem Wam opowiem jak z Panem Bogiem robi się umowy.
23:05
Jesteśmy w Pile, pięknej miejscowości. Często, od lat gościmy w tym bardzo gościnnym domu. Ale też w tym domu powstają odcinki. Może nie wszystkie są tu kręcone, ale powstają właśnie w tym domu odcinki mojego archiwum. Z czego się bardzo cieszę. Jeżeli Wy jecie to smacznego, my jemy. Ja przy okazji przepraszam, chcę Państwu przedstawić, że. obiad jest ze mną mój prawie synek Albert. Albercie pokaż się. Mam golonkę, więc on tu amator na golonkę. Moja żona i kuzynka mojej żony Judyta. Dziękujemy za tak wspaniały obiad. Upał i skwar duży dzisiaj,
24:20
a tym bardziej jak człowiek zje obiad. Pewna bardzo istotna kwestia, zwróćcie uwagę, że jak opowiadam Państwu o sprawach, poważnych sprawach związanych z jasnowidzeniem, to ta wizja jest błyskiem. Już można powiedzieć, że po tych kilku odcinkach widzicie, że jak często mówię czym jest wizja to mówię o czymś takim, to zwróćcie uwagę tu w przypadku wsi Marianka. W przypadku tej matki z dzieckiem. To też logika mi powiedziała zupełnie coś innego. Logika, dlatego zlekceważyłem tą sprawę. Odchodzę, uszedłem parę kroków od biurka, i co? Jeden szczegół. Potem wnikliwość moja, sprawdzenie tego na mapie i oni tam stali. Pomyślmy sobie, że gdybym tą wizję wykonywał na drugi dzień i podałbym to i okazałoby się, że nadal był moment, byłoby to sensowne, ale sprawdzono, by dopiero rano to jej tam w ogóle mogło nie być. A ja bym dzisiaj nie opowiadał Państwu tej historii, ponieważ by
25:37
tam jej nie było, więc nie byłoby o czym mówić. Jasnowidzenie jest bardzo zależne od tego, jak to będzie sprawdzane. Ja miałem wiele spraw takich, że określałem coś, wysłałem mapy tu nawet jeżeli chodzi o ciała znalezienie ciał. Okazało się, że nie znaleziono nic tam, po czym przypadek sprawiał, że w tym rejonie, który ja wskazałem, a są to ścisłe rejony. Mi się zawsze śmiać chce, że jak rzecznicy prasowi Komendy Głównej, między innymi pan Sokołowski, były rzecznik prasowy Komendy Głównej mówił, no, jeżeli już jasnowidz coś określa, to mówi, że gdzieś jest woda, gdzieś są drzewa i gdzieś jest pole. No może tak działają jego pracownicy? No bo jak widzicie po następnym przypadku ja wskazuję ścisły punkt. Jeszcze raz cytuję “Dziennik Elbląski" Rodzina Kobiety zwróciła się o pomoc do jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego. Ten po zapoznaniu się ze sprawą wskazał punkt na mapie. Jak się kilkanaście minut później okazało, miał rację wskazał dokładnie położenie kobiety i jej dziecka. Kilkanaście minut, te kilkanaście minut to było wyjście pójście do tego Ośrodka Kultury.
26:58
Po czym zebranie się ludzi i poszli w to miejsce. To miejsce było około 500 m od domu, skąd wyszła ta mama z dzieckiem, więc kilkanaście minut i gdyby to kiedykolwiek słuchał Pan Sokołowski, były rzecznik prasowy Komendy Głównej. Panie Sokołowski kilkanaście minut, a Pana ludzie, podobno helikopter tam był z psami tropiącymi szukali jej od 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 1 2 3 Proszę Pana, to zgoła bez zgoła 18, 19 godzin. Ja rozumiem, policja robiła co mogła i chwała jej za to, ale nie może Pan, Panie Sokołowski, odebrać mi honoru tego co ja zrobiłem. Dobrze, jeszcze króciusieńka historia a propos właśnie 2016 roku i tej mojej operacji. Dlaczego mam to jako znak od Pana Boga? Ja mam to dosłownie jako znak od Pana Boga, ponieważ ja tą wadę serca przechodziłem. Ja wiedziałem, że mam wadę serca. Nazywa się to stenoza aortalna, zwapniały się zastawki,
28:17
jakieś trzy mięśnie od zastawki sercowej. Nie wnikałem w to. Sytuacja się pogorszyła bardzo nagle, właśnie w 2016 roku w okresie kwietnia, maja. Jak chodziłem, zaczęło mnie boleć w plecach z tyłu. Potem już chodzić nie mogłem. Nigdy nie zapomnę bardzo upokarzającego momentu, kiedy to było takie przedwiośnie, czyli jakieś dwa miesiące przed operacją. I ja z żoną wieczorem w Człuchowie wyszliśmy sobie na spacer. Wyszliśmy sobie na spacer, wolnym krokiem doszliśmy tam z 2 km, po mieście spacerowaliśmy. To był późny wieczór, właśnie to już prawie noc. I wracam. A źle deszcz zaczął padać i taki dość mocny. I Kasia mówi, chodźmy szybciej. I w momencie jak zaczęliśmy iść szybciej, mnie zaczęło tu zaciskać i tu boleć. I czułem, że nie pójdę. Ja muszę iść pomału, nie dam rady i mówię: biegnij ja będę szedł pomału. Nie chciała żona biec, ale w końcu po moim rozkazie musiała biec. Bo by cała zmokła, a ja mokry wróciłem długo, długo później. Już wtedy zrozumiałem, że
29:32
lipa, że Jackowski się kończy, że organizm wysiada. Ale, jak byłem dzieckiem, miałem. Nie wiem, 15 lat może mniej, ale gdzieś koło 15 lat. Moja mama z pracy była sprzątaczką, sprzątała w szkole, w której ja się uczyłem. Moja mama w tej szkole zasłabła, miała silną gorączkę i zabrała ją karetka. Ja miałem wtedy 15 lat. Okazało się, że mama ma jakiś stan zapalny woreczka żółciowego i że nie wyjdzie ze szpitala, że grozi, znaczy, że będzie miała operację na ten woreczek żółciowy. Tylko słuchajcie, w tamtych czasach, kiedy ja miałem 15 lat to operacja na wyrostek była poważną operacją, ponieważ no medycyna była na innym poziomie, a już w mojej głowie mama będzie miała operację. Boże, mama najlepiej gotuje, mama nas kocha. Nie może mama umrzeć. Słuchajcie, mnie to tak dręczyło, a operację nie robiono mamie od razu chyba ze trzy dni ona była przygotowywana do tej operacji.
30:50
Aż trudno uwierzyć, że w Człuchowie była sala operacyjna w tamtych czasach, a była a to małe miasto. Bo w Człuchowie ją operowano. I wyobraźmy sobie, wyobraźcie sobie Państwo, że ja przed tą operacją poszedłem, mieszkaliśmy takie starej kamienicy blisko jeziora tam były ogrody. Poszedłem na ogród, w dzień. Pomodliłem się, stanąłem pod taką papierówką, pomodliłem się. I do Pana Boga powiedziałem tak: Panie Boże spraw, żeby moja mama żyła. Żeby przeżyła tą operację i żeby wróciła do nas, żeby opiekowała się nami, żeby była mamą dalej. Obiecuje Ci, że ja chcę żyć tylko do 20 roku życia. Dałem siebie w zamian. Oczywiście targując bo miałem 15 lat, więc utargowałem te 5 lat. Ale potraktowałem tą moją umowę o mamę z Panem Bogiem niesamowicie poważnie. Pamiętałem o tej umowie. Mama po ponad tygodniu wróciła już zoperowana do domu i wszystko zaczęło wracać do normy. Od tego czasu ja zacząłem odliczać ostatnie 5 lat swego życia.
32:07
Nigdy o tym nie zapomniałem. I mimo iż im bliżej byłem 20 roku życia, tym bardziej mi się to przypominało. Dręczyło mnie to i nigdy, słuchajcie mam charakter. Nigdy nie poprosiłem Pana Boga żeby tak się nie stało, żeby to anulował, a w mojej głowie była to umowa z Panem Bogiem. Słuchajcie gdy wybiło mi 20 lat i zaczęło iść 21 lat. Teraz już prawie 60. To wtedy, jak mi minęło 20 lat, pomyślałem sobie. Jak to dobrze, że Pan Bóg nie zawiera umów z nieletnimi. Chwała Panu Bogu. Słuchajcie, Pan Bóg dał mi znak. Jestem tego pewny, Pan Bóg dał mi znak. Właśnie w dzień operacji. 8 rano, mama mi zawsze mówiła, Ty się urodziłeś około 8 rano, 1 czerwca 1963. 8 rano, operację miałem w trybie pilnym. 8 rano 1 czerwca 2016, zobaczcie!
33:22
Może Bóg, ja sobie to tak tłumaczę, mówi, zobacz chciałeś dać swoje życie, młode życie za mamę. Spełniłem Twoją prośbę. Nie chcę Twego życia, a zobacz, a za to, że nie poprosiłeś mnie o to żebym cofnął, żebyś Ty cofnął swoje słowo to masz akonto. Nie wiem ile mi dał tego akonto, ale dostałem, bo od tej operacji żyję. Akonto i tyle w tej historii. Zobaczcie dzisiaj mówimy o bardzo pozytywnych rzeczach, bo żyją mama z córką. Dzięki jednemu impulsowi żyję ja, mimo że byłem pewny, że nie będę żył wiele lat temu. Czyli okazuje się, że jasnowidzenie i jest nieprawdą to, że jasnowidzenie to są ponure historie, niestety ich jest mniej, bo do jasnowidza zjawiają się ludzie, którzy potrzebują pomocy takiej czy innej i najczęściej jest to, sytuacje są tragiczne, ale zjawiają się, zdarzają się przypadki właśnie bardzo pozytywnych rzeczy. Z tym zostawiam Was.