Archiwum Wizji rejestr przepowiedni
3 sierpnia 2022 · audycja 2 z 2 tego dnia

#1 My first visions. I am explaining the high-profile case of the disappearance

· 42 min · napisy YouTube (PL) · obejrzyj na YouTube ↗

Audycja dotyczy pierwszych wizji jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego oraz jego doświadczeń związanych z przypadkiem zaginięcia nauczycielki Wioletty Rybki. Jackowski opowiada o swojej metodzie pracy, dokumentacji oraz o tym, jak jego wizje pomogły w odnalezieniu ciała zaginionej kobiety.

Przepowiednie z tej audycji · 4
niezweryfikowane · Wioletta Rybka

„W przypadku Wioletty Rybki miałem poczucie, że ona wisi. Wisi wysoko na drzewie, że nie żyje.”

10:10
niezweryfikowane · Wioletta Rybka

„Napisałem, żeby w lesie blisko Zabrza Biskupic szukano starej przepompowni.”

11:28
niezweryfikowane · Wioletta Rybka

„Ciało zostało odnalezione dokładnie we wskazanym przeze mnie miejscu obok starej przepompowni.”

12:45
niezweryfikowane · przyszłe wizje

„W przyszłości będą na tym kanale opowiadane historie, wizje, które w bardzo dziwnych okolicznościach się działy.”

24:23

Pełny transkrypt · 33 fragmentów

0:00

Wmawiam sobie, że wciągam to czołem. Wizja się pojawia. Wygrałem milion dolarów. Trochę mnie to przeraża, no ale trzeba być obiektywnym, że mamy dusze, że nasze życie nie kończy się na naszej cielesnej śmierci. Tak, tak się zrodzi moje archiwum. Tu jest, tu ona jest tu kopcie. Wiecie jaka to jest odpowiedzialność napisać komuś Pani córka nie żyje. Witam Państwa. Pierwszy odcinek. Pierwszy odcinek czegoś,  co ja w gruncie rzeczy... czego się trochę boję. Boję się tego ze względu

1:15

takiego, że... Co to? Testament tego, co dokonałem w życiu? Archiwum, scalenie wszystkiego, co zrobiłem jako jasnowidz. Trochę mnie to przeraża, no ale trzeba być obiektywnym. Mam niespełna 60 lat, a to wiek, który upoważnia do porządkowania pewnych rzeczy w głowie oraz na zewnątrz. Ten i następne odcinki to ważne rzeczy. To co na tym kanale będzie powstawało będzie jedynym moim archiwum przestrzeni publicznej dla publiczności. Ale co ważniejsze. muszę to powiedzieć, tutaj zaznaczam nie będzie żadnej pokory w żadnym odcinku z mojej strony. Ponieważ wszystko, co będę chciał Państwu przekazać, cała dokumentacja, która będzie to zwieńczać to wszystko

2:33

właśnie ma krzyczeć. dla wielu czynników. Nie chodzi tylko o to, żeby uwiecznić tu na tym kanale moje dokonania, które są niezbitym dowodem. na zjawisko jasnowidzenie, na zjawisko telepatii. Ale chodzi o coś znacznie więcej. Chodzi o to, że w tych dziwnych podłych wręcz czasach, gdzie psychologicznie nas się wszystkich łamie w jakiś sposób, nie muszę tłumaczyć jak. Każdy to widzi, każdy sam zaczyna rozumieć i odczuwać to we własnej psychice i przestrzeni publicznej. Wszyscy mamy prawo wiedzieć, że poza mięsem, w którym jesteśmy i mózgiem, który posiadamy rządzą nami jeszcze inne możliwości. To co wam chcę pokazać w tych odcinkach, to jest obraz nie tylko, nie tylko teraźniejszy tu i teraz, to pokazuje coś o wiele głębiej, to pokazuje, że mamy dusze, że

3:50

nasze życie nie kończy się na naszej cielesnej śmierci. Tyle wstępu. Cytat, który mnie,  trój cytat, który mnie Prześladuje przez te 30 lat: "Żaden jasnowidz nie przyczynił się do odnalezienia zaginionego"  tak mawiali rzecznicy prasowi Komendy Głównej Policji. Drugi cytat, żaden jasnowidz, a źle drugi cytat: "Kontakt z jasnowidzem może być przykry dla rodzin zaginionych. Nieznane są nam przypadki pomocy jasnowidzów w sprawie zaginięć" - pod tym się podpisuje Fundacja Itaka. "Jasnowidztwo to kontakt z demonami" - Kościół Rzymskokatolicki. Każda z tych łatek w stosunku do mnie jest niesprawiedliwa. I te odcinki, które będą się pojawiały na tym kanale, powinny, powinny być tego dowodem,

5:05

że te cytaty są pustym dzwonem, który nie dźwięczy. Ponad 30 lat i od samego początku, jak się tym zajmowałem do teraz każdą ze spraw staram się dokumentować. Bardzo różnie z tą dokumentacją bywało. Dzisiaj opowiem o przypadku sprawy, starej sprawy z 2005 roku. Tak 2005 rok. Wiele tygodni była poszukiwana kobieta w Zabrzu, nauczycielka. Ta Pani nazywała się Wioletta Rybka. Była to mężatka, i miała jedno dziecko. Pewnego wieczoru wyszła z domu i zaginęła na terenie Zabrza. W poszukiwania tej kobiety zaangażowała się jako podstawa policja, rodzina.

6:22

Potem Biuro Detektywistyczne Krzysztofa Rutkowskiego. Poszukiwania były na szeroką skalę, dlatego, że podejrzenie, że coś się mogło stać, było ogromne z tego względu, że no kobieta bardzo ułożona, rozsądna nauczycielka, która ma  kilkuletnie dziecko, ma męża, ma dom swój, no raczej nie można posądzać takiej osoby o jakieś nierozsądne ucieczkę z domu, zostawienie wszystkiego łącznie z dzieckiem. Ucieczkę gdzieś w nieznane, czy ucieczkę gdzieś z jakimś powiedzmy kochankiem czy kimś innym. Sprawę, sprawa ciągnęła się wiele tygodni. Nie pomogła policja, nie pomógł Pan Rutkowski. Akurat w tym przypadku, bo wydaje mi się, że w wielu innych przypadkach pomógł. I pamiętam, to było popołudnie. Było to popołudnie, siedziałem w domu, sam w pokoju. W pewnym momencie ktoś do mnie zapukał? To była gdzieś godzina 17:00. Otworzyłem drzwi.

7:39

i ujrzałem kobietę zadbaną, elegancką Panią, która powiedziała, że przyjechała z Zabrza, że właśnie zaginęła jej córka. Przyniosła ze sobą rzeczy, zdjęcie. Poprosiłem tą panią, żeby, żeby zostawiła mi te rzeczy, spisałem imię. Wioletta. Imię zaginionej, jej wiek, datę zaginięcia i miejscowość w której zaginęła Zabrze. Poprosiłem, żeby ta Pani wyszła, żeby zostawiła mnie na godzinę czasu. Jak zostaje sam? Dlaczego w ogóle zostaje sam przy wizjach? Ano dlatego, że, że ja bym się źle czuł, gdybym przy kimś wykonywał wizję. jakąkolwiek, ale chociażby no tutaj w istotnej kwestii zaginięcie, ponieważ bardzo wiele osób uważa, że jasnowidzenie to jest jakaś głęboka medytacja, że to jest coś.  że człowiek się wprowadza w jakiś trans i w tym transie próbuje, załóżmy dojść do jakichś prawideł. Nic zgoła mylnego. Jasnowidzenie jest

8:55

chwilą, jest takim błyskiem, jest takim czymś szarpanym. Jak to wygląda? Ano biorę jakąś rzecz, powiedzmy, że to jest rzecz, którą używała osoba zaginiona. Ona ma zapach tej osoby i właśnie chodzi o ten zapach. Taką rzecz wącham. Wącham z przyczyn oczywistych jest tutaj zapach tej osoby, chociaż jej perfum czy powiedzmy lekko potu, jest to jej zapach. Taką rzecz też biorę blisko czoła i wmawiam sobie, że wciągam to czołem. Robię to chwilę, odkładam. Wizja nie przychodzi nagle. Najpierw przychodzą pomysły. Widzę zdjęcie osoby. Już samo zdjęcie może dać sugestię, jaka to osoba, myśli, logikę. Każdy z Was patrząc na kogoś zdjęcie, mimo że to jest jakby nie znał, może jakieś wnioski wysnuć, podobnie jak dzieje się to u mnie, to nie jest wizja. To się musi samo w człowieku wygadać.

10:10

Często zajmuję się innymi rzeczami nie związanymi z tą sprawą. Jak nie mam żadnego przebłysku, jeszcze nic do mnie nie przychodzi, powtarzam. to Jeszcze raz i czekam. Wizja się pojawia prędzej czy później. To jest taki błysk Pach, pach, pach... koniec.  W przypadku Wioletty Rybki miałem poczucie, że ona wisi. Wisi wysoko na drzewie, że nie żyje. Że jest to las, ale skojarzyły mi się słowa dwa: stara przepompownia. Napisałem, żeby w lesie blisko Zabrza Biskupic szukano starej przepompowni.

11:28

Na obrzeżach tej starej przepompowni ta kobieta od kilku tygodni jest powieszona. Matka z płaczem odebrała ode mnie te kartki. I tu chcę zaznaczyć na jedną rzecz, pomyślcie Państwo, ja daję to na piśmie. To jest tylko wizja. Ja nie mam tego pewności. Wiecie jaka to jest odpowiedzialność napisać komuś, Pani córka nie żyje, wisi wysoko na drzewie w lesie w rejonie Zabrza Biskupice i jest obok na pograniczu tego stara przepompownia. Kobieta pojechała. Policja zabrzańska otrzymała od niej ten dokument, znaczy ten mój zapisek i powiedzieli, że na mapach sprawdzając powiedzieli matce Wiolety Rybka, że bowiem to od niej potem mi to relacjonowała. Powiedzieli, że rzeczywiście  w Zabrzu Biskupicach nie ma przepompowni, ale są fundamenty. Bo miała być budowana przepompownia za Gierka i na ich

12:45

mapach rzeczywiście fundamenty tej przepompowni są w konkretnym miejscu w Zabrzu Biskupicach w lesie. Policja powiedziała, że w następnym tygodniu  tam pojadą i spenetrują teren, ale matce nie dawało to spokoju. Z rodziną swoją się dogadała  i razem ze szwagierką i szwagrem poszli w to miejsce w ten teren, i szwagier tej pani tej matki zauważył pod jednym z drzew coś materiałowego leżącego. Kiedy doszedł do tego drzewa, ujrzał makabryczny widok. Makabryczny widok, ponieważ to już było kilka tygodni i wysoko na drzewie na sznurze wisiała głowa i część korpusu, a reszta się oberwała i leżała na ziemi. Stan gnilny już był ciała. Ciało zostało odnalezione dokładnie we wskazanym przeze mnie miejscu obok starej przepompowni. Jest tutaj artykuł, artykuł z "Super Expressu", 21 Września 2005 rok.

14:08

Podtytuł: "Jasnowidz wskazał, gdzie są zwłoki zaginionej nauczycielki". "Widzi, że została zamordowana". To jest tenże artykuł on będzie tutaj pokazany w lepszej okazałości  tak, że tylko tak. fragment Państwu przeczytam: "Ani policja, ani detektyw Rutkowski nie był w stanie odnaleźć Wioletty rybki 38 lat, 36 lat przepraszam, nauczycielki z Mikulczyc,  Która zaginęła,  która zaginęła 7 tygodni temu. Jej rozkładającej się już zwłoki odnalazła sama rodzina. Miejsce wskazał najsłynniejszy Polski jasnowidz Krzysztof Jackowski". No i tutaj jest cały ten artykuł. Dokumentacja w każdym z tych odcinków będzie bardzo ważna. Istotnym jest też dokument, który otrzymałem w tamtym czasie w 2005 roku z grzeczności jednego z człuchowskich policjantów, bo to jest dokument korespondencyjny, wewnętrzny między komisariatami policji. Ja go mam, mi skopiowano i dla mojej dokumentacji dano mi ten dokument.

15:24

To jest ten dokument. I to jest dokument treści:  "od Komendy od Komisariatu IV Policji w Zabrzu do Komendy Powiatowej Policji w Człuchowie, telegram numer 919/2005 r. Komisariat IV Policji w Zabrzu prowadzi śledztwo RSD i tak dalej i tak dalej, w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci Wioletty Rybka zamieszkałej w Zabrze  ulica... Wyżej wymieniona zaginęła na początku sierpnia 2005 roku, po czym dzięki pomocy Jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego zamieszkałego Człuchów, do którego zwróciła się rodzina Wioletty Rybka. Jej zwłoki  w dniu 18 Września 2005 roku odnaleziono w daleko posuniętym stanie  rozkładu na terenie Zabrza. Dlatego też w ramach pomocy prawnej proszę o przesłuchanie w charakterze świadka Krzysztofa Jackowskiego na następujące okoliczności". I tu są pytania zadane mi, nie wiem czy ten dokument będzie opublikowany też obrazowo na tym kanale. Lata wstecz, każda z takich spraw, którą,

16:40

którą wykonałem, gdzie znalazłem zwłoki, gdzie mam to potwierdzone, to jest potężna euforia. Dla ludzi to jest tragedia, dla mnie to jest euforia, że są możliwości w psychice człowieka, że można dotrzeć do zwłok. Można opisać sytuację, której się nie było świadkiem, gdzie się w ogóle tam nie było w tym miejscu. To jest rzecz niezwykła, to jest coś niebywałego w człowieku, że to jest możliwe. Pamiętam w tamtym czasie to była dość głośna sprawa na dowód tego chociaż głosowo, bo wszak jest to moje archiwum, więc chcę, żeby to było utrwalone. W Polsacie, w Interwencji był artykuł, była audycja na ten temat. To ja się zresztą też wypowiadałem. Puszczam fragmenty tego: "Teraz opowiemy o tajemniczej śmierci nauczycielki z Zabrza. Rodzina nie chce uwierzyć, że pani Wioletta popełniła samobójstwo.  Osierociła ukochaną córeczkę, miała wielkie plany na przyszłość. Co wydarzyło się tajemniczego wieczora w sierpniu 2005 roku?

17:57

Wiadomo tylko, że pani Wioletta Zaginęła, a 50 dni później, dzięki pomocy jasnowidza, rodzina znalazła jej ciało powieszone na drzewie. Wkrótce potem mąż pani Wioletty zebrał córeczkę i zniknął.  Czy kiedykolwiek dowiemy się, co wydarzyło się naprawdę? Reportaż Irminy Brachacz". Ja się w tym jeszcze może fragment. "Miejsce gdzie znajdowało się ciało Wioletty wskazał dopiero jasnowidz". "Tajemnicza śmierć 36 letniej Wioletty Rybki.  Kobieta w środku nocy wyszła z domu i ślad po niej zaginął. Przez prawie 2 miesiące trwały poszukiwania kobiety, niestety bezskutecznie. Miejsce, gdzie znajdowało się ciało Wioletty wskazał dopiero jasnowidz. To, co można było zrobić, zostało wykonane - to mówi policja z Zabrza - na ulicach miast, między To muszę od razu zaznaczyć, że penetracja, która dała wynik negatywny, jak się później okazało, zwłoki właśnie w kompleksie leśnym pomiędzy Zabrzem a Gliwicami się znajdowały". Codziennie, żeśmy się łudzili, że gdzieś ją znajdziemy. Po działkach chodziliśmy. Rów taki  chyba trzy kilometrowy żeśmy spenetrowali,

19:13

czy może gdzieś jest. Jak się zaczynał rok szkolny  sądziliśmy, no nauczycielka ona się tu pokaże. Ona przyjdzie, ona się odezwie, ale niestety nie, no i dopiero on jasnowidz. Stwierdziłem, że jej córka - moja wypowiedź - jest powieszona i że jest bardzo blisko domu w obrębie lekko ponad kilometra. Powiedziałem, że ma, nazwałem to miejsce starą przepompownią i rzeczywiście w tym miejscu, zaraz za tym miejscem. znaleziono w dużym rozkładzie zwłoki. I jeszcze fragment: Zauważyłem właśnie jakiś taki kłębek, jakby wełny czy coś, bo to sama głowa już tylko wisiała. No i i ten balejaż z daleka zauważyłem, jakoś zacząłem kojarzyć tak nie docierało to jeszcze do mnie. Według prokuratury Pani Wioletta najprawdopodobniej popełniła samobójstwo. To tak dla w tym programie. Tu podobne słowa padły to co Państwu powiedziałem właśnie, że niestety ciało było w takim rozkładzie, że się rozpołowiło na połowę. Część na ziemi leżała, część na sznurze. Drodzy Państwo,  ta sprawa, jak wiele spraw które będą na tym kanale publikowane, wyobraźcie sobie trwała wiele tygodni, zanim odnaleziono jej ciało.

20:30

W tejże sprawie Drodzy Państwo, policja prowadziła czynne śledztwo. Wykonane zostały różne czynności, które policja słusznie wykonywała. Zapewne ta sprawa była też publikowana na stronach Fundacji Itaka jako przez to, że Fundacja Itaka zajmuje się publikacją osób zaginionych chwil, które mają służyć pomocy w odnalezieniu takich osób. Dziwi mnie to, że właśnie Fundacja Itaka często mówi, że nigdy żaden jasnowidz nie pomógł w odnalezieniu osoby zaginionej. To zastanawiam się, czy Fundacja Itaka prowadzi rzeczywistą weryfikację spraw jest sprawa, bo jeżeli Fundacja Itaka powiedzmy przy wyjaśnieniu sprawy wpisuje tylko słowo wyjaśnione, to czy to jest uczciwa weryfikacja no wyjaśniona, ale przez kogo? Czy przez organy policji czy przypadkowo ktoś znajduje przechodząc w miejscu, czy wskazuje to ktoś inny? Chociażby w tym przypadku jasnowidz, gdzie jest ciało. Także w statystykach bardzo często statystyki są w jakiś sposób, może nie

21:48

celowy, ale zakłamywane. Moja dokumentacja na tym kanale ma pokazać jak dużo spraw I tutaj jest jeszcze jedno małe, ważna rzecz. Drodzy Państwo, ja dosłownie kilka dni temu miałem rozmowę z trzema redaktorami, którzy robili ze mną wywiad. Jeden z tych redaktorów młody człowiek. kiedy przeglądał moją dokumentację różnych spraw, które wyjaśniłem, zadał mi jedno istotne pytanie: "Panie Jackowski, no dokumentacja bezsprzeczna, którą Pan posiada na sprawy, które Pan wykonał.  Panie Jackowski niech Pan powie mi, czy inni jasnowidzowie w Polsce, czy jest panu znane, że mają podobne dokumentacje? Ja mówię, proszę Pana, nie śledzę, ale zapewniam Pana w jednej rzeczy, że jeżeli jakikolwiek jasnowidz posiada dokumentację tudzież prawną na efekty swojej pracy to niechybnie opublikowałby to medialnie, ponieważ jest to dla niego jak dyplom ukończenia uczelni. To są dowody na jego możliwości. Drodzy Państwo wiele osób mieni się słowem jasnowidz, bo bardzo

23:08

łatwo stać się jasnowidzem. Ale jasnowidz mimo, że może dotykać różnych zagadnień, nie ucieknie przed weryfikacją właśnie w takich trudnych sprawach. On przed tym nie ucieknie, ponieważ rodziny którym ktoś zaginie,  które wykorzystały wszystko co możliwe i stanęły w miejscu, pójdą także do jasnowidza. Wtedy jasnowidz ma możliwość wykazania się. Bardzo zwracajcie uwagę,  to jest bardzo istotne, żebyście zwracali uwagę, czy ktoś, kto się nazywa jasnowidzem ma te osiągnięcia, ponieważ to te rzeczy są najważniejsze w tej kwestii. To jest pierwsza audycja, może mało rozruszany jestem w niej,  wybaczcie mi to. Ale tak wyglądała sprawa Wioletty Rybki. Sprawa, która nie wywoływała w momencie wizji moich emocji. W przyszłości będą na tym kanale opowiadane historie, wizje, które w bardzo dziwnych okolicznościach się działy. Będą

24:23

wizje, gdzie miałem wyraźne przekazy od osób zmarłych. Co jest dowodem, że te osoby żyją dalej, żyją poza ciałem To archiwum, w tym archiwum będę chciał uwiecznić to co we mnie się działo, co ja odczuwałem, nie tylko to co jest na tym papierze napisane. Ten papier jest ważny, bo on jest dowodem, że to zrobiłem. Bardzo różne, nieraz zaskakująco różne doznania miewałem, robiąc wizje. Tak naprawdę tak naprawdę to w tej pierwszej audycji. powinienem zacząć od zupełnie innej sprawy, aż się do tego zapaliłem żeby jednak w tym odcinku na koniec powiedzieć o tym. Tak naprawdę to pierwsza audycja w moim archiwum powinna się nazywać krosty. Dosłownie krosty. Akurat na to nie mam dokumentu i akurat sprawa jest wyjątkowo błaha,

25:40

a dla mnie niezwykle ważna, niezwykle wymowna. I gdybym miał rąbek tej kartki o której zaraz będę mówił, to dzisiaj, by tutaj w złotych ramkach wisiała na ścianie, ale gdzieś ją zgubiłem. Zaraz po tym zdarzeniu, uważając, że to nic nie znaczy. Kiedy na samym początku miałem, byłem młodym chłopakiem, miałem 27 lat. Nigdy przedtem o jakimś jasnowidzeniu, o jakiejś parapsychologii nie myślałem. Kiedy zacząłem mieć przed snem wizje samoistne o nich też któryś z odcinków powiem, bo to bardzo ciekawa rzecz była, trwała tylko pewien okres czasu w moim życiu. Kiedy miałem te różne przeczucia, które potem się potwierdzały, o których też będę wspominał. Zwierzyłem się pewnemu człowiekowi, tu w Człuchowie, Pan Eugeniusz, artysta plastyk. Ktoś mi powiedział, bo ja się zwierzałem różnym ludziom, znajomym. Słuchaj, no coś się dziwnego ze mną dzieje, mam jakieś dziwne poczucia, przeczucia. To się rzeczywiście potem dzieje.

26:56

Z jednej strony mnie to, mam jakąś euforię przez to, a z drugiej strony mnie to przeraża. Co to jest? No i ktoś powiedział: "Słuchaj, Pan Eugeniusz K. z Człuchowa artysta, plastyk, on się interesuje Parapsychologią. Pójdź do niego, jest inspektorem BHP w takiej i w takiej firmie. Na co dzień jest w biurze, zajdź  do niego tam do pracy i zwierz mu się". Tak się też stało. Zjawiłem się pewnego dnia w biurze u Pana Eugeniusza. Poważny człowiek, wysłuchał mnie i powiedział: "Słuchaj no, moglibyśmy spróbować zbadać, czy Ty masz jakieś jasnowidzenie w sobie, czy nie" i powiedział, żebym przyszedł do niego  w jakąś niedzielę na jakiś konkretny dzień się umówiliśmy. Zaznaczam wtedy byłem młodym, dwudziestosiedmioletnim chłopakiem. Wysłuchał i potraktował mnie poważnie.  No i ja w konkretną niedzielę, na którą się umówiliśmy, poszedłem. Mieszkał w bloku. Kiedy zawitałem w jego mieszkaniu, na ścianach były, widziałem przepiękne obrazy. Okazało się też, że to były jego obrazy. Lubił malować

28:14

oceany, morza, statki na tych morzach, burze, przepiękne barwy, przepiękne obrazy. Było to mieszkanie w bloku, ale bardzo obszerne, ładne, zadbane. Pan Eugeniusz nie wiedzieć, czemu poprosił mnie do kuchni.  Usiedliśmy w kuchni przy stole, pamiętam. Nie było jego żony, nie było też jego syna, bo miał syna. Był sam, może wiedział, że żona z synem gdzieś wyjdą w gościnę i wtedy mnie zaprosił. Nie dziwię mu się, bo może rzeczywiście głupia, by sytuacja była, gdyby żona widziała, że on każe jakiemuś młodemu chłopakowi coś mówić ze zdjęć i on mówi: "Słuchaj, jeżeli masz takie właściwości, że samoistnie coś tam czujesz, to spróbuj popatrzeć na kogoś zdjęcie, kogo nie znasz i jak się coś skojarzy to mów". I on mi dał kilka czarnobiałych zdjęć, jakieś kobiet, jakichś mężczyzn. Podejrzewam, że z jego rodziny, z jego znajomych. No bo skąd by miał kogoś obcego zdjęcia? Ja mu w tej kuchni siedząc na krześle różne rzeczy mówiłem zupełnie, zupełnie nie pamiętam w tej chwili co mu mówiłem, ale skupiałem się z całą powagą, jak miałem jakieś doznanie to mu to mówiłem i trwało to powiedzmy pół godziny, czterdzieści minut

29:31

i po tym czasie on zabrał ode mnie te zdjęcia i mówi: "Nie będę mówił Ci żadnych konkretów - on tak powiedział, ale dużo rzeczy, które powiedziałeś mają sens w  stosunku do konkretnych osób o których to powiedziałeś". Myślę sobie, no i właśnie tak zakończyliśmy rozmowę. Pożegnaliśmy się, on powiedział, że jeszcze się kiedyś spotkamy, idąc od niego pomyślałem sobie, że musiałem jakiś głupot nagadać i chciał być grzeczny to mi tak powiedział i mnie odprawił. To były czasy, kiedy jeszcze nie było telefonów komórkowych. To były czasy, kiedy ludzie żyli szczęśliwiej i wolniej. Nie wpatrzeni w tą tabliczkę, którą nosimy na co dzień tylko jak ludzie się chcieli ze sobą skontaktować, to jeden do drugiego szedł albo spotykał na ulicy i właśnie tak się stało, idąc w Człuchowie na deptaku, koło księgarni spotykam Pana Eugeniusza. "O Krzysztof, jak dobrze, że Cię widzę". - Witam Panie Eugeniuszu - mówię. "Krzysztofie, właśnie myślałem, żeby Cię spotkać. Nawet miałem zamiar któregoś dnia pójść do Ciebie, bo byłem u swoich znajomych.

30:47

I wiesz, mają problem Ci ludzie, mają ciężko chorego syna Dokładnie zaznaczam powiedział ciężko chorego. No dobrze, i mówi: "Ja byłem u nich i mówi tam lekarze No mieli diagnozy, mają trudności z diagnozą, nie mogą tego zdiagnozować i jest problem. i tak pomyślałem u nich o Tobie". To bardzo było dla mnie sycące. Bardzo szybko odebrałem to, że chwilę Krzysztofie myliłeś się to jednak w tej kuchni musiałeś mu powiedzieć rzeczywiście coś na rzeczy z  tych zdjęć, skoro on tak to mówi, ma jakąś nadzieję. I mówi: "Wiesz co ja im powiedziałem, że jak Cię spotkam, to może Cię poproszę, żebyś poszedł do nich Oni tu mieszkają blisko na osiedlu Sikorskiego w Człuchowie i może byś wziął zdjęcie, czy tam rzecz jakąś skupił się, może byś poradził? Bo mają chorego syna". Ale pierwszy powiedział ciężko chorego. Ja mówię, nie ma problemu. Mogę pójść, mogę spróbować i on podał mi adres, powiedział, że skontaktuje się z nimi, że jutro po pracy tak gdzieś godzina 17:00, 18, żebym ja tam poszedł.

32:02

Słuchajcie godzina, powiedzmy 17 czy 18. Nie pamiętam, która to już była, to kupę lat temu. Idę, idę, pamiętam słoneczny dzień. Idę, doszedłem do konkretnego bloku, domofon. Za chwilę się odzywa kobieta, ja mówię jej od pana Gienka, jestem Jackowski. Domofon otwiera mi drzwi, dobra wchodzę, na pierwszym czy drugim piętrze. W drzwiach, otwierają mi się drzwi, w drzwiach stoją dwie kobiety uśmiechnięte  od nosa do nosa, słuchajcie... I żadnego zmartwienia w ich twarzach nie widziałem. "No niech Pan wejdzie" i ona tak prowadzi mnie do pokoju, a widziałem, że w kuchni są dwie kawy w filiżankach, więc ta jej koleżanka, czy może sąsiadka, która tam była u tej Pani, one sobie siedziały w kuchni, piły kawę, ale mnie zaprosiła do pokoju i posadziła mnie przy stole i mówi: "Co Pan potrzebuje?" Ja mówię wie Pani co zdjęcie "A wie Pan, co musiałabym poszukać". A mówię, albo niech Pani  da mi jakąś rzecz i tą rzecz chcę potrzymać. To dała mi sweter jego, dała mi jego sweter. I ja myślałem, że one usiądą, że będą

33:20

siedzieć zaciekawione, a ja będę próbował coś z siebie dać, żebym poczuł. Ale stało się zupełnie inaczej, wręcz groteskowo. Ona mnie zostawiła z tym swetrem w tym pokoju przy stole. Obydwie poszły do kuchni, piły kawę i głośno ze sobą plotkowały, rozmawiały, chichrały się. Ja tak siedzę przy tym stole mówię Jezus.  Jak to jest ja tu mam coś robić, czego sam nie rozumie, a ona tam sobie gadają, cyrk. Pomyślałem sobie, nie trzeba, trzeba zwijać żagle, muszę pod jakimś pretekstem zrezygnować i pójść. To idiotycznie w ogóle wygląda. Ale obudził się we mnie taki, ja to mogę zrobić. Przecież miałem tyle doznań takich dziwnych, samoistnych. Jak, może to jest możliwe? Zaznaczam, nigdy wcześniej z rzeczy czy ze zdjęcia, oprócz tego co u Pana Eugeniusza w mieszkaniu nie robiłem. To przedtem miałem wizję samoistnie, o której zrobimy  zupełnie osobną audycję. Dobrze, wziąłem ten sweter blisko czoła i z taką pożądliwością, z takim żądaniem.

34:37

Na co on może być chory? Moja wyobraźnia podświadomie uważała, że on gdzieś w jakimś szpitalu leży, że jakieś badania mu robią a może jest na jakimś OIOM? Tylko dlaczego ta matka tak się tam chichra z tą koleżanką?  Jakieś głupoty sobie opowiadają, skoro jest tak poważna sytuacja. Kiedy tak się pożądliwie skupiłem na tym swetrze, chwilę to trwało. Skojarzyły mi się coś, o czym bym w życiu nie pomyślał logicznie, krosty! Krosty. To nie, że widziałem krosty na ciele. Skojarzyło mi się słowo krosty, ale bardzo mocno krosty. Jak pomyślałem, ja mam teraz pójść do tej kuchni. Wie pani co on ma krosty? No przecież kompletnie idiotę z siebie zrobię. Nie, trzeba zwijać żagle. Ale znów wróciła do mnie myśl nie, dlaczego? I pomyślałem, muszę się zabezpieczyć. Bo, może te krosty mają z tym związek? Proszę Pani, zawołałem. "Słucham Pana", ja mówię - czy pani ma kawałek kartki i długopis?

35:55

"Już Panu niosę." Po chwili mi przyniosła zeszyt 16 kartkowy, czysty cały  z długopisem. I ja wtedy otworzyłem ten zeszyt, z jednej kartki urwałem zobaczcie, pyk Urwałem tak dosłownie rąbek, I napisałem. Widzę, krosty...krosty. Dokładnie napisałem: widzę krosty. Tą karteczkę tak zgniotłem,  zobaczcie o tak sobie. I włożyłem ją tu w kieszonkę od koszuli. Jeszcze chwilę próbowałem się skupić, ale kompletnie się wybiłem ze wszystkiego s********* Groteska z tego wyszła. No i wstałem od tego stołu stanowczo. Idę z tą karteczką widzę krosty w koszuli. Z takim rąbkiem. I wchodzę do kuchni i mówię, Drogie Panie, wybaczcie.

37:12

Ja mam jakieś przebłyski, coś mi tam nieraz po tej głowie chodzi, a potem się to sprawdza. Ale nie czuję się na siłach, nie umiem się skupić. Nie mam atmosfery ku temu i ja bardzo przepraszam, ale chyba było to nieporozumienie, że do Pani w ogóle przyszedłem, no ale to Pan Gienek tak zapowiedział. No i tak, tak się stało. I ta kobieta wstała z krzesła i mówi: "No, Panie Jackowski, trochę jestem zawiedziona. Gienek tyle o Panu opowiadał ciekawego, że Pan takie coś potrafi, a my naprawdę mamy kłopot nie".   Ja mówię, bardzo przepraszam, nie jestem w stanie Państwu pomóc, idę. ja dam panu chociaż kawę". Wyciągnęła kawę Jacobs taką zapakowaną. Ja mówię, Pani, ja nie chcę żadnej kawy od Pani, nie ona mi wcisnęła tą kawę wręcz w rękę. I już jestem w przedpokoju, ale ona aaa, to ja zawiedziona jestem, bo tak liczyłam na Pana. No słuchajcie, ale myślę sobie dlaczego nie zapytać? Tak mnie tknęło, zapytaj, zapytaj, no w ogóle coś się stało? A ja mówię proszę Pani, a ciężko chory pani syn jest, co się

38:30

Co jest Pani wiadome? Ano mówi: "No ja go mogę zawołać, on tu z chłopakami gra w piłkę przed blokiem" Ja mówię, słucham? Gienek mówił, że on ciężko chory. "A tam Gienek przesadza. To, to nawet nie wiadomo, czy to jest choroba". - ona mówi, nie. Ja mówię, to co w końcu jest Pani synowi? A ona mówi, tak. A ona mówi, tak: "Panie Jackowski, syn chodzi obecnie do ogólniaka. I od kilku miesięcy ma taki problem, że nauczyciel weźmie go do tablic lub zdenerwuje się jak jest w grupie osób, zdenerwuje się. On tu na szyi mu się robić czerwone i taka wysypka taka kaszka mu wychodzi i to go mocno swędzi. Jak mu nerwy, stres przejdzie chowa się i my mamy z tym wielki problem, bo on się stresuje. Jemu to przeszkadza". Słuchajcie, jak ona mi to powiedziała, obok stała ta sąsiadka. Ja poczułem się jak wielkolud, ja poczułem się jak gladiator, ja poczułem się jak mocarz! Przecież ja to miałem na kartkach!

39:46

Kartka jest w koszuli! Wygrałem milion dolarów! Ja mówię, niech Pani powtórzy, co on dostaje na szyi? Już z pewnością siebie jako bohater, jako zwycięzca. A ona mówi: "taką kaszkę to go swędzi i to czerwienieje". Ja mówię, czyli krosty?! Ona mówi: "No takie krostki" Pani, wyciągam tą kartkę, daję jej, niech Pani to czyta. Ona tak czyta, wzięła tą karteczkę, tak czyta: "Widzę krosty. No Panie, ona tak mówi, przecież my to wiemy, ale co to Pan mi pokazuje  My to wiedzieliśmy". Pani, ale ja tego nie wiedziałem! Do niej to nie trafiało. Już nie chciałem jej słuchać. Z tą kawą w ręku wyszedłem od niej z mieszkania, z bloku. Pierwszy napotkany kosz na osiedlu, wypierdzieliłem tą kawę do kosza i nie mogłem uwierzyć w tą kartkę. Kosty mojej głowie było, że on jest ciężko chory tak gienek mi powiedział. Bazowałem na jego słowach. Sweter powiedział, widzę krosty. To była pierwsza moja wizja na kogoś prośbę. Pierwsze moje poczucie na kogoś prośbę nie macie pojęcia,

41:03

jakie to jest wielkie...,  Tak, tak się zrodzi moje archiwum, bo to jest pierwszy odcinek. W nim są pewne prawa dopiero, które się same zapisują. Widzicie jest mnóstwo rzeczy udokumentowanej. W każdym odcinku będzie jedna sprawa udokumentowana, ale obłożona różnymi sprawami mniej znaczącymi, a bardzo wymownymi co do jasnowidzenia. Nauka z tej kwestii, z tego opisu o tych krostach jest taka, że zwróćcie uwagę sweter czy jakąkolwiek inną rzecz tego chłopaka bym trzymał to informacja logiczna. Logiczna, widzę krosty. Znaczy mi się skojarzyły krosty, ale nie jako obraz, nie jako widok na ciele krost. Wyrażenie słowa krosty. To widzę, to już jest mój odnośnik, że ja widzę krosty, więc zwróćcie uwagę, że w jasnowidzeniu może być konkretna informacja. I tylko taka.