Audycja dotyczy doświadczeń jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego związanych z jego wizjami oraz przypadkami zaginięć, w tym szczególnie sprawy policjanta Pawła Dąbkowskiego z Olsztyna. Jackowski opisuje swoje metody pracy oraz sytuacje, w których jego wizje doprowadziły do odnalezienia ciał zaginionych osób.
0:00
A ja tak się poczułem, że dalej jestem, jestem wyobraźnią. Ale mnie to co na zewnątrz już nie dotyczy. Ja jestem, poza tym tylko mogę to obserwować i wcale nie czuję lęku, wcale nie czuję bólu, ale czuję się doskonale i czuję, że jestem. Tak, tak się zrodzi moje archiwum. Tu jest, tu ona jest, tu kopcie. Wiecie jaka to jest odpowiedzialność napisać komuś "Pani córka nie żyje." Jak prowadzę to archiwum wyszukuje różne sprawy, to powiem Państwu, że to jest trochę jak wehikuł czasu, ale bardzo dziwny wehikuł czasu, bo nie tak dawno opowiedziałem sprawę z 1999 roku. Dla mnie, jak to przeżywałem, to wydaje się niedawno, ale z perspektywy rzeczywistego czasu, to jest bardzo dawno.
1:16
No to dzisiaj się cofamy znacznie w przeszłość i w sporą przyszłość, bo mamy rok 2011. No to już były trochę lepsze czas od 1999 roku, dlatego że już mamy w ręku komórkę już z laptopami biegamy. Ten rok 2011 w mojej działalności, w mojej karierze bardzo się wyryła miejscowość Olsztyn. No bo słuchajcie, jakby nie patrzył, gdzieś, gdzie znalazłem zwłoki, są miejscowości, gdzie mam trzy znalezione ciała, na przykład w Zabrzu na Śląsku. Natomiast to jest różnica czasu, bo najpierw znalazłem w Zabrzu dwóch chłopców, o tym będzie mowa. Potem znalazłem już o czym była mowa którejś z audycji, Wioletta Rybkę. W pierwszej premierowej audycji Wiolettę Rybkę. Olsztyn jest o tyle czymś innym, że w Olsztynie znalazłem trzy ciała
2:32
w jednym roku i to jest rzecz niezwykła. Ale zacznę od ostatniego ciała, które wskazałem w Olsztynie. Ponieważ te dwa pierwsze ciała, które wcześniej znalazłem w 2011 roku w Olsztynie. To jest siostra zakonna Pani Maria Uberman i chłopiec. Te dwa zaginięcia są ze sobą zbieżne i będę musiał Państwu w jednym odcinku o dwóch zaginięciach opowiedzieć, ponieważ te śmierci, mimo że każda z osobna i przypadkowa jednak mają wiele ze sobą zbieżności. Dzisiaj opowiem o trzecich zwłokach, które w 2011 roku znalazłam w Olsztynie. Jest to policjant, który pracował w policji olsztyńskiej. Miał 34 lata, Paweł Dąbrowski się nazywał. Drodzy Państwo, jest piękny, słoneczny dzień, jest niedziela.
3:51
Niestety. Jackowski to jest tylko miesiąc wrzesień 2014. A właśnie myślę sobie, że we wrześniu. to już będzie jesień, nie, no jak tu wspomnienie pokazuje wrzesień, to też piękne, słoneczne dni. To był ładny jak letni ciepły dzień 14 września. Ile jadę do Warszawy. Jestem na wysokości Świecia, przejechałem most na Wiśle i kieruję się na Warszawę. Drodzy Państwo, obok mnie siedzi moja żona, która się nudzi, a ja kieruję. Raptem, jak mi się nudziło los mi sprawia niespodziankę. Dzwoni mój telefon, HALO. Pan Jackowski? - tak - Panie Jackowski, jestem policjantem z Olsztyna. Nie powiedział swojego nazwiska, powiedział, że jest policjantem z Olsztyna. I mówi: wie Pan, sprawa drażliwa, ja tu słyszałem o tych dwóch przypadkach, które Pan tą siostrę zakonną wskazał tego chłopca, którego Pan wskazał ciała w tym roku, a nam zaginął kolega z pracy policjant. Nie powiedział mi żadnych szczegółów, w jakich okolicznościach zaginął, na służbie
5:09
czy on zaginął w inny sposób, po prostu zaginął i od kilku dni szukają swojego kolegi z pracy. No dobrze, ja mówię: Proszę Pana, akurat jestem w trasie, prowadzę auto, niech Pan mi wyśle zdjęcie. Zdjęcia jego na MMS. Wysłał mi po chwili, rozłączył się, wysłał mi to zdjęcie, ale wiecie jadę, kieruję autem i tak zerkam mężczyzna w okularach, postać zdrowego, szanującego się mężczyzny po twarzy widać ok. Próbowałem, jadąc coś poczuć, ale nic sensownego nie poczułem. Policjant oddzwonił po pół godziny do mnie i ja mówię, wie Pan, raczej będzie to niemożliwe. Ja bym musiał mieć jakąś jego rzecz, coś z ubioru. No mam warunki nie takie, żeby wykonać wizję. No dobrze, rozłączył się, ale po chwili znów zadzwonił. I pyta się, jak ja długo będę w tej Warszawie. Mówię mu, że będę do późnego wieczoru.
6:29
No to dobrze, daj mi Pan jeszcze trochę pomyśleć no i się rozłączył i ponownie za pół godziny zadzwonił mówi: Wie Pan, co niech pan będzie pod telefonem. Tak to zorganizowaliśmy, że wysyłamy Panu koszulkę jego, służbową koszulkę, która była nie prana po noszeniu i zdjęcie. Dajemy to do PKS, który za chwilę będzie jechał kursem swoim do Warszawy, a tam policjantka z Warszawy odbierze te rzeczy, zadzwoni do Pana i dojedzie do Pana tam, gdzie Pan jest. Ja mówię: nie ma problemu. Dojechałem do Warszawy, to trwało parę godzin. W Warszawie wykonałem swoje sprawy. Była to niedziela ale tam miałem dwa czy trzy spotkania z kimś. I właśnie skończyłem ostatnie spotkanie i dzwoni do mnie kobieta mówi, że jest policjantką, pyta gdzie ma mi przywieźć te rzeczy? Ja mówię: Wie Pani, co jestem niedaleko Złotych Tarasów. Ja tam zaraz, bo tam miałem dotrzeć, zaraz tam będę, niech Pani czeka. Kiedy umówiliśmy się koło Empiku, że tam miała stać. I ja też się zjawiłem koło Empiku i chyba Pani
7:47
widziała, że się kręcę w tym miejscu podeszła do mnie była z dwójką dzieci małych i z mężem wcale nie ubrana jak policjantka, tylko po cywilnemu. Widocznie miała wolne, ale może się znali ci policjanci. I ona mi dała te rzeczy i mówi: Pan to będzie przy mnie robił czy poza mną. Ja mówię: niech Pani mi da te rzeczy, niech Pani idzie sobie spędzać wolny czas. Ja mam telefon do policjanta i umówmy się jak coś poczuję, to zadzwonię do niego, powiem mu. - No dobrze, niech tak będzie. Jak ona odeszła ja do żony i dopiero wtedy się zorientowałem o rany a co ja teraz zrobię, bo słuchajcie. Jest niedziela, są Złote Tarasy, ja jestem w tych Złotych Tarasach, a tam mrowie ludzi. Ciężko się gdziekolwiek, jak ja się będę skupiał, będę siadał, wąchał bluzkę? Powiedzą, co to za człowiek, co on robi? Nigdy nie zapomnę historii, kiedy to będąc przejazdem, zadzwonili do mnie ludzie, którzy powiedzieli, że im ojciec chory na alzheimera zaginął. I okazało się, że ja jechałem w okolicy przejazdem
9:04
byłem w okolicy tej miejscowości w której on zaginął. I przez to umówiliśmy się na jakimś CPN, że ja poczekam a oni mi dowiozą rzecz. Wyobraźcie sobie, ja tam byłem w towarzystwie swojej córki, mojego syna, jeszcze pewien mężczyzna był z nami i ja byłem. I zatrzymaliśmy się, to był bardzo gorący dzień. Zatrzymaliśmy się przy jakimś takim CPN, ale bardzo ładna restauracja tam była obok tego CPN. Postawiliśmy sobie obiad zamówić, bo to była akurat ta pora i czekaliśmy na kogoś z rodziny, kto przywiezie mi jakąś rzecz. Ja bym szybko postarał się coś powiedzieć. Po chwili zjawił się ten ktoś, obiad nam już podano. Ten Pan mi podał w jakieś reklamówce stary kapeć i zdjęcie tego swojego ojca. Wiecie praca powoduje rutynę. Taka praca też, w którą ja wykonuję. I nawet się nie zorientowałem, że robię wielkie faux-pas, jak siedziałem przy stoliku gdzie moje dzieci i ten mężczyzna jeszcze, który był z nami jedli obiad. Przede mną stoi obiad, ale ja w tym
10:20
czasie sobie to ja blisko czoła tego kapcia, a to był taki złożony kapeć trzymałem, ale obok ludzie siedząc przy innych stolikach mogli myśleć, że ja go wącham. I moja córka tak mówi, tato, co ty robisz? Ja się patrzę a niektóre osoby tak się kątem patrzyły na mnie i myślą: co to za gość, tu ma fajne jedzenie, a on kapcia starego wącha. Głupio mi się zrobiło i wtedy jeszcze paliłem papierosy i pomyślałem sobie, wyjdę zapalić papierosa. Jak wyszedłem, trochę się obroniłem, bo pewien Pan jedzący: przepraszam tak jak zobaczyłem, jak Pan tego kapcia wącha, to Pan Jackowski? - Ja mówię tak. - To nawet przy obiedzie Pan robisz wizję? i wtedy się rozładowało wszystko, że ludzie zrozumieli, że ja robię coś, a nie wącham kapcia. To tyle jako żart, ale autentyczny żart. Natomiast, tu w tych Złotych Tarasach pomyślałem sobie, jak to gdzie ja tu usiądę? przecież tu pełno ludzi, ale pomyślałem, Aha, na górze jest, nie raz tam z żoną chodziliśmy. fajna kawiarnia. Jak ona się nazywa? Nieważne, fajna kawiarenka,
11:35
a Wedel. I teraz tak wchodzimy tego Wedla a tu też dużo ludzi, jak to w niedzielę. Był wolny stolik, usiedliśmy. Ja mówię: Kasia zamów sobie coś, mi kawę zamów, a ja wyjdę, wyjdę tak między ludźmi, połażę, bo tutaj też będą ludzie patrzeć, że co ja bluzkę wącham? Chwyciłem tą bluzkę i wychodzę z tego Wedla od razu w mrowisko ludzi wchodzących w tą i z powrotem korytarzami Złotych Tarasów. Jak tylko wyszedłem z tego Wedla, pach, pach, pach. Osiedle domków jednorodzinnych, osiedle bloków. A rozdziela je ugór, pas ugoru, jakichś krzaków, krzewów, 200 m. Czyli mamy osiedle domków jednorodzinnych, pas ugoru 200 m i osiedle bloków. Ja to z góry czuję, z góry to widzę i raptem blisko bloków jest staw. I moja wyobraźnia wpadła do tego stawu, koniec. Wpadłem do tego stawu, tak jakbym z góry zleciał do tego stawu, koniec. Tylko wiedziałem, że tu są domki jednorodzinne, tu są bloki,
12:52
tu jest ten ugór. Bliżej w ugorze, bliżej bloków, nie domków jednorodzinnych jest staw i moja wyobraźnia wleciała do tego stawu. Słuchajcie, genialne poczucie! które o niczym nie świadczy. Kiedy tak, ja się od razu cofnąłem. Nie zdążyła Pani kelnerka podać kawy jeszcze, a ja już miałem to w głowie. I mówię do Kasi: chyba już mam. Słuchajcie, mija może z 15 minut, piję tą kawę i dzwoni telefon. W telefonie policjant. - Wiesz Pan już coś? Ja jemu dokładnie to samo powiedziałem. Policjant kompletnie bez żadnej reakcji negatywnej czy pozytywnej tak ospale mówi: I to wszystko? - ja mówię tylko tyle poczułem na razie. - To ja się jeszcze do Pana odezwę. Byłem co najmniej w sytuacji niezrozumiałej, bo nie widziałem żadnej reakcji od niego, pozytywnej lub negatywnej. Po prostu potraktował, to nijako, nic mi nie mówiąc. No nic. Ale kiedy minęła godzina, ja tam sobie buszowałem w elektronice, oglądałem
14:10
bo lubię oglądać laptopy, telefony w tych Złotych Tarasach. Co chwilę zerkałem na telefon, ale policjant nie dzwoni. Kiedy po dwóch godzinach zwiedzania Złotych Tarasów, kiedy się już zbliżał wieczór i postawiliśmy wracać do Człuchowa. Jedziemy już dwupasmówką, wyjeżdżamy z Warszawy, ja sobie pomyślałem, eee Jackowski toś ty w Olsztynie się popisał. Znalazłeś tego roku dwa ciała, ale dałeś tyłka w momencie, kiedy sami policjanci mieli problem. Olał Cię, nie odzywa się. Musiałem mu powiedzieć taką bzdurę, on wie co się stało, ja nie. Musiałem mu taką lipę powiedzieć, że facet uznał, że nie będzie w ogóle ze mną rozmawiał. Ale łudziłem się, że jednak zadzwoni. Dotarłem do domu gdzieś o drugiej w nocy. Więc nie miałem już złudzeń, że w środku nocy nie będzie dzwonił. Ale kiedy wstałem rano i czekałem na jeszcze możliwość, że się odezwie. Nie odzywał się. Już tak pierwsza, druga w południe straciłem nadzieję i uznałem, że zrobiłem plamę. Ale tłumaczyłem sobie Złote Tarasy, ruch ludzi, bez
15:28
przygotowania, mam prawo się pomylić. Słuchajcie, żeby było to dosłownie widzicie, ja się strzygę, bo niektórzy mówią, że jestem łysy. To jest nieprawda. Ja mam włosy i to nawet łysiny nie mam. Ja po prostu od lat się strzygę na krótko. Teraz to robię sam maszynką, tak jakbym co trzy dni owce sobie strzygł. Natomiast kiedyś chodziłem do fryzjera, Pani fryzjerka zawsze brała mnie bez kolejki, bo u mnie było najmniej roboty. Pach, pach, pach i Jackowski ostrzyżony. Mówię o tym celowo, bo fryzjer zaraz będzie miał z tym związek, człuchowski fryzjer, Pani fryzjerka z Człuchowa. Słuchajcie, postanowiłem gdzieś koło godziny 15:00 pójść, wtedy mieszkałem w bloku na drugą stronę ulicy i tam był salon fryzjerski, żeby Pani mnie kosiarką przeleciała. Ubierając kurtkę, chcąc wyjść, dostaje telefon. W telefonie głos starszej kobiety, bardzo grzecznej i spokojnej. Panie jackowski ja jestem matką tego zaginionego policjanta z Olsztyna. Wie Pan co, sprawdzili to co Pan powiedział i go tam nie ma.
16:44
Więc może Pan by się jeszcze skupił, może jest nadzieja, może on stracił pamięć, gdzieś żyje. Ja mówię: przepraszam Panią, a skąd oni mieli wiedzieć, co mieli sprawdzić? No bo Pan to wczoraj powiedział. Ja mówię: proszę Pani, ja opisałem osiedle domków, osiedle bloków, 200 metrowy pas ugorów między tym i stawek blisko bloku. A ona mówi to dobrze Pan opisał. I ona dopiero mi wytłumaczyła taką rzecz, że syn nie zaginął na służbie. Jej syn był u kolegi policjanta na imprezie przed zaginięciem, czyli w momencie, kiedy później zaginął w domku jednorodzinnym. I rzeczywiście, no mówi jest pas ugoru, jest osiedle tych domków. Ten kolega policjant pijanego niestety go odprowadził do tego pas ugoru i ten po pijanemu mówi: dalej ja już dojdę. A blok miał bardzo blisko tego stawu, na tym ugorze. Ona mówi, że ona z okna obserwowała, jak policjanci na pontonie przeszukiwali bosakami ten staw. I mówi właśnie teraz się zwijają. Ja mówię: czyli co, czyli ja widziałem te elementy wszystkie tak jak były? Już nie chciałem jej mówić, że ja zdążyłem wstać od stolika w Wedlu, wyjść na korytarz, gdzie pełno ludzi, jakby iskra informacji perfekcyjnej
18:04
mi weszła do głowy. Ale ja mówię: I co tam go nie ma? No nie ma Panie Jackowski. Ale we mnie takie szybkie myślenie, jak to przecież jeżeli całą esencję w jednej sekundzie złapałem to on tam musi być, bo ja tam wpadłem, moja wyobraźnia tam wpadła. I ja mówię: Proszę Pani, ale oni już odjeżdżają? Nie oni składają wszystko, ponton jakiś. Ja mówię: może pani zejść z telefonem, ja chcę z nimi słowo zamienić? Ona zeszła, chwilę to trwało i wzięła na głośny, wzięła na głośny. I ten policjant tam się odzywał, taki niechętny trochę był. Ja mówię: Panie, jeżeli te wszystkie elementy są, czy wy tam nurka mieliście? - Tu nurka nie trzeba tu jest najgłębiej 1,80 m w niektórych miejscach, tylko strasznie zamulone dno jest. - Ale Wy tylko bosakami szukaliście? On mówi: tak. Staw nie był duży, więc ja, więc ja mówię tak: ale czyli nikt tam nie wchodził do tej wody? brzeg jest mulisty? On mówi: tak wie Pan, my tu wyciągamy takie stare zgniłe zbutwiałe liście w takich kokonach wręcz. To taki zgniły, on jest dosyć zasypania ten staw. Tu będzie blok stawiany,
19:19
na razie to jest ugór. Ja mówię: wie Pan co, niech się któryś z Was rozbierze, nie jest tak zimno, to jest wrzesień, niech się któryś z Was rozbierze i wejdzie tam i nogami podepta, bo to jest nieduży staw. A temu się przysłuchiwał, później jak się okazało, redaktor z "Super Expressu", który całą tą akcję poszukiwawczą fotografował ku jakiemuś reportażowi potem. No i dobrze, ja się rozłączyłem i on mi nawet nie powiedział czy to zrobią czy nie. No i mówi, taki zszokowany, że no rzeczywiście miejsce idealne, no dokładnie: domki jednorodzinne, blok, ugór, staw blisko bloku, gdzie ten policjant mieszkał. Czyli on od tych domków doszedł tego ugoru, ten policjant go odprowadził, tam wrócił, a ten szedł sam. To by było logiczne, że mógł wpaść do tego stawku. Dobrze, no i ubrałem kurtkę, wyszedłem do pani fryzjerki. Pani fryzjerka jak zobaczyła, tam różne Panie pod takimi kloszami. Mówi o Panie Jackowski to na taborecie Pan siądzie. Już mi nawet na ten fotel nie sadzała. J jedzie mnie, w trakcie tego jechania, no może to wszystko trwało z 10 minut.
20:35
Dzwoni do mnie, widocznie od tej matki dostał numer. Dzwoni do mnie redaktor z "Super Expressu". Mówi: Panie Jackowski, mają ciało! Ta Pani mnie strzygła, ja wstałem i mówię: jest trup? mają go? zacząłem krzyczeć. Ta Pani zdezorientowana, te kobiety, które pod tymi kloszami, zdziwione. Wiecie co ja zrobiłem? Ja byłem tak, ja to, żonie odpowiadałem. Ja byłem tak zafrasowany tym, że były te zwłoki, że ja wyszedłem od tego fryzjera, nie zapłaciłem tej Pani, a w domu zorientowałem się, że jestem mniej więcej w połowie ostrzyżony. Tak i sobie tutaj poprawiłem to w domu, domowymi sposobami Wyszło to tak, że musiałem po dwóch dniach iść i się cały spowrotem ostrzyc, czyli zjechać tą nierówność. Był tam, zobaczcie. Jest artykuł, artykuł: "Wizja Krzysztofa Jackowskiego" 48 lat wtedy miałem, tylko! Wizja Krzysztofa Jackowskiego 48 lat z dokładnością do kilku metrów wskazała gdzie leży ciało Pawła Dąbkowskiego, lat 34.
21:52
No i tu jest opis, tu jest rysunek schematu całego, gdzie on był. Poniżej jest link z różnymi dokumentami to można zajrzeć. Troszeczkę lepszej jakości, bo ksero nie daje za dobrej jakości. To jest ten Paweł Dąbkowski, policjant z Olsztyna, którego zwłoki wskazałem. De facto, wskazałem go podwójnie, bo zwróćmy uwagę oczywiście policja zrobiła wszystko, co mogła, tylko gdybym może nie poprosił policjantów o to, żeby tam zeszli, to może z pół roku dłużej, a może do dzisiaj byłaby wielka zagadka, gdzie jest ten Pan? Byłaby to sprawa głośna, bo to jest w końcu policjant, był policjantem i kwestia jest taka, że gdyby ciało nie wypłynęło, był tam muł, mogło to ciało nie wiem w tym mule ostać, a byłby chwilę od domu swojego. Mało tego, zwróćmy uwagę, że to miejsce miało być pod budowę bloku, czyli ten staw mógł być później zasypany i sprawa mogłaby być zagadką do dnia
23:07
dzisiejszego. I mogłoby się tą sprawą zajmować się na przykład archiwum X policyjne. Dlatego niezwykłe to jest, ta analiza tej wizji. Zobaczcie, mamy następny przypadek, że jakaś dewiacja w środku, jakieś podchodzenie do sprawy w sensie skupiania się, jakiś robienia specjalnych warunków, nie ma to żadnego znaczenia. Okazuje się, że wizje można wykonać po whisky, trafną. Weźcie Turek, sprawa starszej Pani. Wizję można wykonać w Złotych Tarasach, będąc w labiryncie tłumu ludzi, ale zobaczcie na jedną rzecz. To są zawsze iskry, zawsze impulsy, zawsze pach, pach, pach dziękuję. Dlatego już po tych paru przypadkach, a inne są takie same, podobne lub takie same w działaniu, czyli w efekcie swojego jasnowidzenia. Po paru takich przypadkach, nie przypadkach sprawach.
24:25
Jest raczej pewne, że jasnowidzenie jest chwilą impulsu. Jasnowidzenie nie jest procesem długotrwałym. Mi się zdarzało robić wizje długotrwałe. Ale, jeszcze właśnie jedna bardzo ciekawa rzecz. Są osoby, między innymi mój serdeczny przyjaciel Robert Bernatowicz, który prowadzi fundację Nautilus od lat. Dziennikarz, ale od lat interesuje się zjawiskami paranormalnymi. On kiedyś mnie nazwał medium. Ja nie wypieram się słowa medium, dlatego że w tych audycjach będą niejednokrotnie informacje od zmarłych, które uzyskałem, które pozwoliły mi na wyjaśnienie sprawy. Nie tylko zaginięcia, z zabójstw, tu będzie też bardzo ciekawa taka sprawa z podwójnym zabójstwem. Dzięki mojej wizji człowiek odsiaduje dożywocie, karę dożywocia. Ale jak ten przypadek potraktować? Przecież ja nawet nie wiedziałem, ja go w wizji nie poczułem, nie widziałem tego człowieka. Mi się skojarzył z lotu ptaka plan i wpadam i moja wyobraźnia wpada do tego stawu.
25:42
Czyli czymże jest wizja? Wizję można w różny sposób wyłapać, ale to wygląda na to jakby to było jakieś streszczenie czegoś, jakby to było coś poza. Ta wizja to tak była poza duszą tego policjanta i poza moją wyobraźnią. Domki rodzinne, bloki, ugór, staw, pach wpadam, dziękuję. Nie widzę żadnych osób. Widziałem schemat zdarzeniowy. Co to jest? ciężko powiedzieć. Powiem Wam taką rzecz, dwa dni temu. Ja nie będę w stanie tego słowami opisać. Ale to było tak idealne, tak kapitalne, że poczułem się w tym stanie, w tym momencie o którym zaraz powiem, zajebiście. Dwa dni temu, o którejkolwiek idę spać, budzę się o 7 rano. Zawsze zanim oczy otworzy mówię jest za pięć albo pięć po bo tak w tym w tym przedziale siódmej się budzę.
27:02
Obudziłem się, Kasia śpi w osobnym pokoju, więc mówię, nie będę jej jeszcze budził. Poszedłem do kuchni, posiedziałam tak z 15 minut i mówię a co będę tu siedział, jeszcze się na 20 minut położę i poleżę. Ona zaraz wstanie, nie będę jej budził. I się położyłem, nawet nie wiem, kiedy zasnąłem. Spałem chwilę, bo z 20 minut, ale sen miałem nieprawdopodobny. Śniło mi się coś takiego, że jest dzień, że jestem w Człuchowie, a to takie realne wszystko było. Że jestem w Człuchowie na na jakiejś ulicy, idę chodnikiem i widzę w oddali kilka osób, które idą jednak w ten, drugi w tamtą stronę, oni idą. Każdy jakby za swoją sprawą i raptem widzę, że ci ludzie się kładą sami na chodnikach. Kładą się każdy z nich się kładzie na chodniku. Ja mówię, co oni robią? tak sobie myślę, to nie było rzucanie się. Oni się po prostu spokojnie kładli na chodnik. I raptem, jak się zdziwiłem, że oni się kładą na chodnik, raptem taki tępy łomot gdzieś z odległości. I ja patrzę, tylko wiecie jak sobie człowiek wyobraża wybuch bomby jądrowej? Ja sobie to całkiem inaczej wyobrażałem jak mi się to w tym śnie pokazało. Bo to jak
28:18
taki słup się zrobił i ten grzyb, ale on był strasznie wysoko. To było bardzo duże i ja pomyślałem Boże, przecież to bomba atomowa wybuchła. Ja zaraz spłonę i też się położyłem na chodnik. Tylko jak to w śnie, no różne rzeczy są, bo na tym chodniku od razu miałem swoją kołdrę. I ja tą kołdrą przykryłem na tym chodniku swoją głowę i pomyślałem, przecież to będzie bardzo bolało, bo zaraz przyjdzie fala gorąca. To będzie strasznie bolało jak się będę parzył zanim umrę, i wiecie co i nagle Jakbym widział przestrzeń. Jakby taki wiatr pod ciśnieniem szedł, ale to było tak jakbyście wiatr mogli zobaczyć. Jest wichura, to ten wiatr by dawał kreski, ale przy wichurze byłoby tyle kresek że zasłoniłby Wam widnokrąg, tylko byście widzieli te kreski. Tak dokładnie mi się skojarzył ten wiatr. A ja tak się poczułem, że dalej jestem, jestem wyobraźnią, ale mnie to co na zewnątrz już nie dotyczy. Ja jestem poza tym, tylko mogę to obserwować i wcale nie czuję lęku, wcale nie czuję bólu, ale czuję się doskonale i czuję, że jestem.
29:34
Pomyślałem sobie to tak, jakbym się już spalił, a zostaje ta jaźń. To było przez chwilę w tym śnie, ale to było niebywałe, to poczucie. Właśnie. Bo cokolwiek się dzieje z nami, cokolwiek przeżywamy, to jest zapis. Robimy tego zapis tak jak my, pamiętamy te rzeczy w pamięci to jest też pewien zapis. Podobnie być może w naturze wszystko, co robimy w jakiś sposób to się zapisuje i zawsze trzeba brać pod uwagę negatyw, negatyw zdarzeń. Ja w którejś z audycji, która już została wyemitowana, powiedziałem w przypadku Ewy Serafin, że nieraz bywa tak zwane zwierciadlane odbicie. Ano właśnie, zwierciadlane odbicie, że wszystkie elementy się zgadzają tylko odwrotnie ułożone. To zwierciadlane odbicie jest bardzo ciekawym zagadnieniem, dlatego, że może zapis jest negatywem? Może wszystko, co się dzieje
30:49
jest jak już się stało, jest formą zapisu i jest to w jakimś negatywie? dlatego odczytując i wskazując ścisłe miejsce zwłok co do punktu często, że na przykład mówię: tu jest staw, tu jest droga, a tu jest drzewo. To tak tam będzie tylko dokładnie, jak byś przełożył to. To jest jakbyś w lustrze to widział. Odbicie lustrzane. Tak. Mhm. Dlatego ja mam nadzieję, że niektóre osoby, które będą cyklicznie oglądały to moje archiwum, nie traktujcie tych rzeczy nudnie, bo to jest tak, no każdy przypadek jest jakąś traumą, kogoś jakiegoś zdarzenia. Ale też traktujcie to, bo pytacie mnie, jak się jasnowidzenia nauczyć? Jasnowidzenia się można nauczyć po właśnie analizie praktyki. Ja analizuję i opowiadam Wam przypadki, na które jeszcze raz zaznaczam, ja Wam mówię, nazwisko świętej pamięci policjanta, Paweł Dąbkowski
32:04
z Olsztyna. Uczcie się od tych, którzy potrafią nazwisko ofiary, którą znaleźli przeczytać i powiedzieć kim on był i w jakiej miejscowości mieszkał, dlaczego? Dlatego, że to jest prawda, bo nawet Ty możesz pojechać na policję do Olsztyna i pokazać policjantom w Olsztynie ten odcinek i powiedzieć: jeżeli to jest nieprawdą, to proszę wziąć się za Jackowskiego. To jest prawdą, ponieważ ja to zrobiłem jak każdą z innych tych spraw, które zrobiłem i pamiętajcie jeżeli Wam opowiadam jakiś szczegół, albo mówię o jakimś elemencie, że właśnie zobaczcie macie następny przypadek, że ta wizja jest pach, pach, pach. To znaczy, że metoda do jasnowidzenia jest dokładnie taka, że jasnowidzenie odkrywa się w człowieku w taki sposób. Im błyskotliwiej przez chwilę to wpadnie, tym jest to prawdziwsze. A ja będę starał się w przyszłych odcinkach po trochu, bo chyba już jest na to czas. Bo pierwsze odcinki chciałem żebyście jak gdyby przyzwyczaili się do do do formy tego mojego
33:22
archiwum. Ale właśnie w następnych odcinkach będę starał się w trakcie tego dawać Wam już pewne wskazówki, jak podchodzić do jasnowidzenia? Ktoś powie z Was, no ale dobrze, no ale przecież to Ty Jackowski jesteś jasnowidzem my nie. Dobrze, ale jeżeli by jeden człowiek na świecie potrafił pływać, bo się akurat przypadkowo nauczył. I uznałby, że tylko on jest idealny, bo pływa to, byśmy wszyscy stali nad wodą. Mało tego, wycieczki by były bo by powiedzieli: Antek dzisiaj idzie pływać i jest już 1500 osób nad brzegiem więcej nie zmieścimy. No może gdzieś ktoś jeszcze z drona to sfilmować, bo to jest genialne móc pływać. A Antek albo celowo nie chce Państwu powiedzieć, że Państwo też możecie się nauczyć pływać, skoro on potrafi, albo nie wie o tym. Natomiast można trwać w błędzie zawsze. A jak Antek by umarł to byście mu pomniki stawiali albo wziąć z Antka przykład i próbować się nauczyć pływać. Nigdy nie kojarzcie jasnowidzenia z demonizmem. Wróżenie,
34:37
wróżenie to nie jest demonizm, tylko wróżenie to jest jakieś psychologiczne podchodzenie do człowieka. A tym bardziej wróżka, czy wróż daje sobie radę z osobą, ze swoją tak nazwę ofiarą. Jeżeli przyzwyczai tą ofiarę i ona będzie zawsze przychodziła do niej, bo zna już ją psychologicznie po paru spotkaniach. Wie, jakie ma słabości i można bardzo ostro wtedy kierować człowiekiem. To nie jest demoniczne, ale to jest nieuczciwe. Natomiast uważam, że jasnowidzenie jako właśnie taka błyskotliwość zdarzeń jest czymś fajnym. Jest czymś prawdziwym, jest czymś nad czym powinniśmy się zastanawiać, co mamy w głowie i że możemy to odkryć w sobie. W następnych audycjach będę starał się zawsze Wam dać pewne rady szczere, oparte na przykładach konkretnych i na dowodach jak w sobie to odkrywać. Wszystkiego dobrego.