1 marca 2018
Jackowski Medium - część 1 - Czy dusze istnieją
Audycja dotyczy istnienia duszy oraz doświadczeń Krzysztofa Jackowskiego jako medium. Jackowski dzieli się swoimi wizjami związanymi z odnajdywaniem zmarłych osób, co ma potwierdzać tezę o istnieniu duszy po śmierci.
Przepowiednie z tej audycji · 2
„Jaki chcecie więcej dowód? Otóż dam wam większy dowód.”
„To jest uzasadnienie, czy istnieje dusza ludzka.”
Pełny transkrypt · 17 fragmentów
Ta audycja nie ma znaczników czasu (transkrypcja Whisper) — linki prowadzą do początku nagrania.
—
Fragment 1
Dobry wieczór, witam Państwa. Dzisiaj, przepraszam za spóźnienie o jeden dzień, bo zapowiadałem na wczoraj audycję, ale zmogła mi grypa. Dzisiaj już jest trochę lepiej, ale katar mam. Nie zarażę Państwa, dzieli nas ekran. Czuję się już lepiej i bardzo chętnie właśnie temat podejmuję medium. Przy okazji, wiele osób pyta mnie do tematu wojna, który już jakiś czas temu nagrałem. Ja się do tego przygotowuję i tą drugą część, którą obiecuję niedługo, także upublicznie i opowiem Państwu, co ja sądzę na dalszą przyszłość właśnie. To, co będę miał Państwu do powiedzenia. To za niedługi czas, natomiast dzisiaj ja podzieliłem to na dwie części. Ten temat, czy Jackowski to medium, a druga rzecz to, dzisiaj taki pierwszy odcinek, będą to dwa odcinki. Pierwszy odcinek to w ogóle, skoro ja siebie podejrzewam o to, że jestem medium, to powiedzmy, że trzeba zadać najpierw pytanie, czy istnieje dusza. Dla mnie to nie ma najmniejszej wątpliwości, ale przecież dla wielu ludzi mogą być wątpliwości. Postaram się Państwu w krótkiej tej transmisji rozwiać te wątpliwości na faktach. Cały czas zaznaczam, rozmawiamy o faktach. —
Fragment 2
Ja w przeciągu 30 lat odnalazłem tak dużo osób, że chyba życia by mi nie starczyło, żeby to wszystko Wam tutaj opowiedzieć, ale ile dam radę, to postaram się, oby Bóg dał mi jeszcze trochę pożyć. Proszę Państwa, przenosimy się w 2011 rok do Olsztyna, ponieważ w 2011 roku w Olsztynie znalazłem, a właściwie policja, policjanci znaleźli trzy ciała, z tym, że nie za jednym razem, jak w trynczy pięć ciał, które wskazałem, a trzy ciała, które osobna, każdy z tych ludzi zaginął z osobna. Siostra Zakonna, to jest osoba, która miała 70 lat, pani św. siostra Maria Uberman, 25-letni Paweł, a też Paweł Dąbkowski, 34-letni policjant z Olsztyna. Wszyscy pochodzą z Olsztyna. Wszyscy stracili życie w 2011 roku i bardzo ciekawa historia, która się z tym wiąże, bardzo niezwykła historia, historia, która de facto w pewnym sensie pokazuje, że dusza ludzka istnieje bez ciała i funkcjonuje nadal, jest w stanie pomóc wskazać ciało swoje. Otóż tak, w styczniu 2011 roku do mojej drzwi ktoś zapukał. Zjawili się u mnie w średnim wieku kobieta z mężczyzną, małżeństwo. Ci ludzie byli zmartwieni, gdyż od ponad tygodnia szukali swojego syna, 25-letniego Pawła. —
Fragment 3
Zaginięcie dość prozaiczne, tak jak teraz są mrozy, wtedy też właśnie był okres z dużymi mrozami, był to styczeń. Paweł mieszkał w bloku wraz z rodzicami i akurat wieczorem grzebał coś przy komputerze w internecie. Mama mu nie pozwalała palić papierosów w domu, więc on paląc te papierosy wychodził na zewnątrz przed klatkę schodową, przed blok i tam palił papierosa. Wieczorem wyszedł zapalić papierosa, jak wyszedł tak już do domu nie wrócił. Nie wiadomo co się z nim mogło stać. Po ponad tygodniu od zaginięcia, gdzie już na policję było wszystko zgłoszone, rodzice zjawili się u mnie z rzeczami jego. Podebrałem te rzeczy, zamknąłem się w pokoju, wykonałem wizję. Skojarzenia miałem dość przykre, ponieważ stwierdziłem, że Paweł nie żyje, że jest w Rzece Łyna, w Olsztyńskiej Rzece Łyna na wysokości ulicy Artyleryjskiej. Tu chcę powiedzieć, że ulica Artyleryjska jest ślepą uliczką w Olsztynie, która idzie wzdłuż rzeki Łyna. Jest to bardzo króciutka ulica, ona ma tam powiedzmy 200-300 metrów i tam jakaś szkoła stoi przy tej ulicy i tam ta ulica się zamyka. —
Fragment 4
Drodzy Państwo, wyobraźcie sobie, że to wyrysowane, wskazane na mapie, wszystko podałem rodzicom, ci rodzice pojechali na drugi dzień, poszli z tym na policję i na następny jeszcze dzień, czyli dwa dni później policja, kilkunastu policjantów z Policji Olsztyńskiej postanowiło przeszukać ten odcinek Łyny, czyli w jakiś sposób zaufali mi. Drodzy Państwo, jednak te przeszukanie skończyło się szokiem dla mnie. Otóż wyłowiono zwłoki na ulicy Artyleryjskiej, ale nie Pawła. Wyłowiono zwłoki siostry zakonnej, 70-letniej siostry zakonnej, Marii Uberman, to jest tutaj artykuł Jasnowic. Jasnowic odnalazł ciało zakonnicy, to jest nawet ta mapka, jak widzicie, którą wskazałem ten punkt. No, czy to sukces, czy nie sukces? Raczej nie, no Jezus Maria. Szukałem chłopca, wskazałem siostrę. Rzeczywiście tam były zwłoki, ale nie chłopca. Nie wiedziałem, jak gazety do mnie dzwoniły w tej sprawie, nawet nie wiedziałem, co odpowiedzieć, czy mówić, że to jest trafne, czy przypadek. Drodzy Państwo, gdybym wtedy znalazł tylko siostrę, to dzisiaj bym Wam o tym nie mówił, bo uznałbym to za przypadek, ale to nie był przypadek. —
Fragment 5
Kilka dni później, 3-4 dni później, kiedy po moim wskazaniu odnaleziono nie Pawła, którego ja poszukiwałem, a siostrę zakonną, czego mi się nigdy nie spodziewał, ci rodzice stanęli ponownie przed moimi drzwiami w domu, gdzie mieszkam. Jak przyszli, ja mówię, nawet nie tłumaczcie Państwo, bo ja to wiem z prasy, że rzeczywiście tam były zwłoki, ale okazało się, że nie Waszego syna. A ta matka mówi, wie Pan co, właśnie dlatego postanowiliśmy do Pana przyjechać, bo może Pan czuł ciało w tej łynie, ale to nie był nasz syn, może nasz syn bliż żyje, może pamięć stracił, może się gdzieś błąka. Niech Pan jeszcze raz spróbuje. Ponownie zostałem z tymi rzeczami zdjęciem i po skupieniu dalej czuję, że chłopak nie żyje, jest w rzece łyna, ale skojarzyła mi się ulica Radiowa tym razem, to też nie jest długa ulica. Miałem wrażenie, że on jest na takiej mieliźnie, że go będzie ze skarpy z brzegu prawie, że widać. Wyobraźcie sobie, że kiedy oni pojechali z tą mapą na policję do Olsztyna na następny dzień, okazało się, kiedy policja poszła na penetrację terenu, to ze skarpy, tak jak ja powiedziałem, rzeczywiście na wysokości ulicy Radiowej zauważono zwłoki, okazało się, że był to Paweł. —
Fragment 6
Proszę, tu jest artykuł, Paweł został zabity, ale to mniejsza z tym, zobaczcie, tu jest napisane, przeczytam wam, z doności Krzysztofa Jackowskiego, są zadziwiające, ten jasnowiec odnalazł ciało poszukiwanej od dwóch tygodni osoby Pawła, nurkowie wyciągnęli zwłoki Pawła Burakiewicza, 25 lat z rzeki w Olsztynie, no i tak dalej. Wskazałem, tu jest też pokazana mapka, na której ja wskazywałem to miejsce, gdzie Paweł został odnaleziony. Analizowałem to, Paweł po śmierci okazał się dżentelmenem w moim odczuciu. Otóż, Paweł zaginął prędzej, siostra zakonna później. Paweł najprawdopodobniej cały czas był w rejonie tej Mielizny i idąc z Karpą w pewnym miejscu, a były to mroźne dni, więc mało kto tam chodził, idąc z Karpą ktoś mógł zauważyć jego ciało. Krótko potem zaginęła siostra, o czym ja nawet nie wiedziałem. Siostra zakonna, która lubiała chodzić tam, zresztą zamieszkiwała nieopodal i prawdopodobnie siostra, to jest moja teza, prawdopodobnie siostra widząc, że ktoś leży, być może nawet mogła przypuszczać, że ktoś żyje, bo nie był w pełni utopiony, zeszła ze Skarpy i mogła się potknąć, wpaść do wody, duży mróz, szok termiczny i tak się to skończyło. —
Fragment 7
Ja mam wrażenie, że Paweł po śmierci był świadomy tego, że siostra zakonna jest też w wodzie. Trzymając rzeczy Pawła, wskazałem zwłoki najpierw siostry zakonnej bezbłędnie, ale proszę zwrócić uwagę, że przy drugiej próbie, kiedy rodzice przyjechali do mnie po raz drugi, wskazuję bezbłędnie zwłoki Pawła. Jaki więcej dowód trzeba, żeby zrozumieć, żeby zrozumieć to, że Paweł, że dusza Pawła pomogła mi znaleźć siostrę zakonną, która podzieliła ten sam los co Paweł i była w tej samej rzece co Paweł. Jaki chcecie więcej dowód? Otóż dam wam większy dowód. Przychodzi jesień, a dokładnie wrzesień, no już jesień, 14 września, kiedy sprawa została wyjaśniona. Została wyjaśniona. Jechałem do Warszawy, to była chyba niedziela, więc to było mniej więcej 12, 13, 12 chyba września 2011 roku. Tego samego roku, gdzie w styczniu wskazałem te dwa ciała. Jadę samochodem i w pewnym momencie dzwoni do mnie mężczyzna, który zdaje się, że jest policjantem w Zaolsztynach i że szukają, policjanci szukają kolegi z pracy, który zaginął. Ja nawet nie wiedziałem, czy on zaginął na służbie czy poza służbą i tak dalej. —
Fragment 8
Powiedziałem, że jestem w trakcie jazdy, że mogę jedynie, niech mi wyśle zdjęcie na telefon, pomyślę. Wyobraźcie sobie, wysłał, ale nic mi nie szło. Wówczas się dogadaliśmy, że tam będę w Warszawie do wieczora i wtedy oni w jakiś sposób dostarczą mi jakąś rzecz jego i fotografię i ja to dostanę w Warszawie i wtedy wykonam wizję. Wyobraźcie sobie, że późnym popołudniem, ja już byłem po swoich zajęciach i byłem na Złotych Terasach, zadzwoniła do mnie jakaś kobieta, podając się za policjantkę z Warszawy, powiedziała, że z PKS-u relacji Olsztyn-Warszawa odebrała właśnie koszulkę tego zaginionego i policjanta i zdjęcie jego, no i dostarczył. Przywiozł mi to na Złote Terasy. Ja powiedziałem, wie pani co, niech pani, bo widziałem, że ona była po cywilnemu, więc z dwójką dzieci i z mężem, więc wiedziałem, że nie jest na służbie. Wie pani co, niech pani się nie trudzi, niech pani pojedzie sobie do domu czy tam gdziekolwiek, a ja nad tym się zastanowię i niech ten policjant z Olsztyna do mnie zadzwoni za mniej więcej 40 minut, ja mu powiem swoje zdanie. —
Fragment 9
Jak tylko ta policjantka pojechała, ja zostałem z tymi rzeczami, byłem tam też w towarzystwie swojej żony, pomyślałem, że mam tu grzybko pod raptem, ponieważ w Złotych Terasach w niedzielę jest mnóstwo ludzi, mrowisko. Gdzie ja mam to zrobić? Na chyba pierwszym piętrze Złotych Terasów jest restauracja Wedel. Postanowiłem tam pójść, bo tam, pomyślałem, najspokojniej będzie, no ale gdy weszliśmy do tej restauracji, okazało się, że prawie wszystkie stoliki są zajęte. No był tam w kącie gdzieś jakiś jeden wolny, usiedliśmy z żoną, zamówiłem kawę, no ale pomyślałem, jak to będzie wyglądało, no ja teraz co, ja mam wąkać tą koszulkę, blisko czoła trzymać, a tu pełno ludzi, no powiedzą, wariat. Więc co? Powiedziałem do mojej żony, słuchaj, no nie skupię się tak, nie czuję się tu swobodnie, ja wyjdę między ludźmi wtedy, o już, tą koszulką, może mi coś do głowy wleci, a ty pij kawę, czy tam herbatę, ok. Kiedy wziąłem tą koszulkę, kiedy wyszedłem na zewnątrz, znaczy na te korytarze tamtych Złotych Terasach, raptem, pach, pach, pach, osiedle domków jednorodzinnych, tu zaraz obok osiedle bloków, a pośród nich taki pas dwustu metrowego u goru. —
Fragment 10
Tam są jakieś chaszcze, jakieś krzaki, jakieś drzewa i miałem wrażenie, że w pewnym momencie bliżej tych bloków jest podłużny staw i raptem moja wyobraźnia wpadła do tego stawu, koniec. Wróciłem, dopiłem kawę, uznałem, że to jest poczucie. Znacząc kompletnie, nie wiedziałem w jakich okolicznościach ten człowiek zaginął. Mógł uciec, mógł się pokłócić z żoną, mógł na służbie zaginąć, a mi się tylko takie coś skojarzyło. Powiedziałem to wszystko, co przed chwilą opowiedziałem, policjantowi po mniej więcej godzinie, który do mnie zadzwonił, skwitował to jednym zdaniem. To wszystko, panie Leskowski? Ja mówię, wszystko. No dobrze, to my się jeszcze odezwiemy. Było mi strasznie głupio, jak wracałem w nocy z Warszawy do Człuchowa, że się policjant nie odzywa. Zerkałem co chwilę na ten telefon, nie dzwonił. Rano, kiedy się obudziłem, też nie dzwonił. I wtedy zrozumiałem, że chyba to, co powiedziałem, jest bzdurą i on uznał, że nie ma sensu w ogóle ze mną rozmawiać. Dopiero, a wam to powiem dosłownie, bo to śmiesznie wyglądało, dopiero po południu, gdzieś mniej więcej 14.30, 15.30, ja akurat miałem wyjść do fryzjera. —
Fragment 11
Fryzjer był, nie myślę, że jestem łysy, ja obcinam na krótko włosy, fryzjer był naprzeciwko mojego bloku, tam gdzie mieszkałem. Już miałem kurtkę ubraną i dzwoni telefon. Jakaś starsza pani w tym telefonie mówi, proszę pana, akurat policjanci kończą poszukiwania, które pan skazał. Ja jestem matką tego policjanta z Olsztyna i tam nic nie znaleźli, gdzie pan skazał. Ja mówię, przepraszam, a oni wiedzieli, gdzie szukać? A ona mówi, proszę pana, to, co pan opisał, to jest idealnie miejsce, gdzie syn mieszkał i całe w ogóle zdarzenie. Ja mówię, niech pani mi to opowie. A ona mówi tak, proszę pana, syn zaginął wieczorem. Syn był na imprezie u kolegi, zresztą niedaleko, gdzie mieszka, bo syn mieszka na osiedlu blokowym. Rzeczywiście jest taki pas 200-metrowy u goru i dalej jest osiedle domków jednorodzinnych i tam jego kolega policjant też robił imprezę. Tam troszeczkę sobie wybili alkoholu i on odprowadzał tego syna, odprowadził go właśnie do tego pasa u gorów i ten syn powiedział, że on już sam pójdzie, ale był dość mocno, no jak po imprezie. I już do domu nie doszedł. —
Fragment 12
Rzeczywiście niedaleko jego bloku jest taki staw, ale policjanci tam byli na pontonie, bosakami, różnymi rzeczami, sprzętem, sprawdzali nic, tam nie znaleźli. Podobno powiedzieli tej matce, że gdyby tam leżał zdechły kot, to by go znaleźli. Jak ja to usłyszałem, jak ona mi to powiedziała, ja mnie próbowałem. Czyli okazuje się, że wszystko to, co ja powiedziałem, to jest prawdą. Ona mówi, no ale nie ma syna. Niech pan się jeszcze raz zastanowi, ma pan tamtą jego koszulkę. Mówi, wie pan co, ja to zrobię, tylko ja mam prośbę do pani. Niech pani podejdzie do tych policjantów, niech pani im powie, żeby któryś z nich się rozebrał, wszedł do tego stawu, bo ona mówiła, że tam jest góra 1,60 m głębokości. Żeby wszedł do tego stawu i obszedł go, wtedy będę pewny, że to dokładnie mi się pokazało tu, więc on tam powinien być. Ona powiedziała, że pójdzie i postara się mi to powiedzieć. Ja poszedłem do fryzjera. Akurat pani jak kosiarką mnie tam jechała po głowie, w połowie koszenia była. I wyobraźcie sobie, dzwoni telefon. Już nie zadzwoniła ta matka, tylko zadzwonił pan z super ekspresu, pan redaktor i mówi, proszę pana, panie Jackowski, ja tu dostałem od rodziny, czyli od tej matki, telefon. —
Fragment 13
Wie pan co, w tej chwili wyciągałem zwłoki tego policjanta. Ja mówię, skąd? Ja nie mówię, ja zacząłem krzyczeć. Ja wstałem, ta pani, jakieś panie jakieś wałki sobie robiły, ja, ta pani mnie sprzyja. Ja mówię, Jezus, to jest ciało, jest ciało. Wszedł policjant i mówił w pewnym momencie, mówił, że coś twardego w jakimś tam miejscu, było pełno mułu, liści jakichś pogniłych i tam wyczuł, że coś leży i wyciągnęli w kurce we wszystkim ciało tego człowieka. Ja byłem w szoku, ja nie wiem, nawet nie pamiętam do dzisiaj, czy ja się dałem do reszty obcięty, czy tak pół obcięty, bo poszedłem. Szok. Wizja Krzysztofa Jackowskiego z dokładnością do kilku metrów wskazała, gdzie leży ciało Pawła Dąbkowskiego, 34 lata. Proszę, proszę. Też Olsztyn, 2011 rok, trzy ciała niezależnie od siebie. Każdy z tych przypadków, z tych trzech przypadków pokazuje, że to impuls daje duszę ludzka. Co wy myślicie, że wychodząc z Wedla w tłum ludzi, czym był ten impuls? Impuls był od duszy, od tego człowieka. —
Fragment 14
Dlatego uważam, że po analizie wielu, nie tylko tych trzech przypadków, ale wielu przypadków, że to jest jak, czyli ja postępuję jak medium, czyli to tak jakby informacja od zmarłego wpływała jednym impulsem do mnie i ja to rozpoznaję, ja to rozumiem. To jest uzasadnienie, czy istnieje dusza ludzka. Drodzy Państwo, musiałem Wam te trzy przypadki jako przedmowę w tej pierwszej części powiedzieć, żebyście zrozumieli, że to tak jest i że jest to realne i możliwe. Natomiast jutro zrobię drugą część tej wypowiedzi i powiem Wam o tym, że zanim jeszcze miałem wizję, parokrotnie, realnie widziałem, ale to tak jakbym widział ich w ciałach zmarłe osoby. Też Wam to uzasadnię i opowiem, i po co to robię. Widzicie Państwo, niezwykle ważne jest, żebyśmy sobie zdawali sprawę z tego, że jesteśmy takim istnieniem duo. Duo, czyli ciało ożywione dzięki duszy, która jest w nim. Kiedy ciało zmarnieje, dusza się uwalnia i dalej jest. Paweł po śmierci okazał się fajnym dżentelmenem. Ten chłopak wskazał najpierw siostrę, ciało siostry zakonnej, Marii Uberman, tej siostry. Dobra kobieta mi się kojarzy. Wiecie, że... Jeszcze jedną historię Wam opowiem, niezwykłą z nimi. —
Fragment 15
Kilka lat później zostałem poproszony przez pewne osoby do Olsztyna i była taka sytuacja, że potem miałem wywiad w telewizji olsztyńskiej i musiałem pojechać na ulicę Radiową. Ulica Radiowa okazała się, że to jest ulica, przy której ja znalazłem Pawła. Kiedy po tym wywiadzie już późnym popołudniem z żoną wracaliśmy, ja sobie wbiłem w nawigację na Toruń, że mamy jechać na Toruń. Czyli wyjechaliśmy w centrum Olsztyna, taką dwupasmówkę, już prosto to szło na Toruń, dwupasmówka. Wyobraźcie sobie, że jeszcze w Olsztynie raptem nawigacja pokazuje mi sygnał, że za chwilę będę musiał skręcić w prawo. Jeszcze do żony mówię, słuchaj, chyba jesteśmy na trasie na Toruń, a jak w prawo? A żona mówi, no słuchaj, skręć w prawo, tak jak ci nawigacja każe, dlatego że może to nie jest tam, może ty dopiero masz na inną drogę zjechać, może to jest jakiś objazd. Skręciliśmy. Taka uliczka w dół raptem, bo ja powiedziałem żonie, wcześniej jak byliśmy w tej Radiowej, mówię, ciekawe, gdzie jest ta ulica artyleryjska, tam gdzie siostrę znalazłem. Oczywiście nie miałem zamiaru tam jechać, ale tak powiedziałem jej. I raptem mówię, ten skręt w bok. Wjeżdżamy, taka ulica. —
Fragment 16
Ja skręciłem, ale od razu czułem, że to niepotrzebne, że coś jest nie tak, bo taka ulica w dół, kamienice jakieś takie stare, obskurne dość. Wjeżdżamy w dół, taki lekki łuk i jest znak drogowy, koniec drogi. Ja widzę, że jest rzeka. Koniec drogi. Ja mówię, Jezus Maria, gdzie ta nawigacja nas pociągnęła? Ja próbuję, bo tam było dość wąsko, ja próbuję teraz tak bokiem, żeby wycofać i żeby wrócić na tą dwupasmówkę. Wtedy moja żona, ja byłem zajęty tym odwracaniem samochodu, a żona do mnie mówi, spójrz, tam była tabliczka i pisała ulica artyleryjska. Uwierzcie mi Państwo, że i ja, i żona poczęliśmy gęsią skórkę. Nie stanowaj, nie wysiadłem. Ja troszeczkę się zlekłem tego, wycofałem. Do dwupasmówki pojechaliśmy na tor. Do dzisiaj nie wiem, jakim cudem zrobiła to nawigacja. To nie zrobiła nawigacja. Siostra spełniła to, co chciałem. Wiem, że wielu z was nie za bardzo w to będzie chciało uwierzyć, tylko zważcie na jedną rzecz. Przecież Jackowski nie opowiada wam bajek z mchu i paproci. Jackowski wam pokazuje, proszę. Tak ta pani wyglądała. Wpiszcie sobie w internet, czy ta siostra zaginęła, kto ją odnalazł. Wpiszcie sobie w internet, czy w 2011 roku Pawła szukano. —