Archiwum Wizji rejestr przepowiedni
14 listopada 2018

Moje poczucie, co dzieje się z nami po śmierci.

· 32 min · napisy YouTube (PL) · obejrzyj na YouTube ↗

Audycja dotyczy refleksji Krzysztofa Jackowskiego na temat życia po śmierci oraz doświadczeń związanych z umieraniem i duszą. Jasnowidz dzieli się swoimi przemyśleniami na temat tego, co może się dziać z duszą po śmierci oraz jak postrzega życie i śmierć jako procesy związane z wiecznością.

Przepowiednie z tej audycji · 4
niezweryfikowane · dusza

„Uważam dla nas, umieramy.”

10:49
niezweryfikowane · dusza

„Dusza jako uniwersum musi co jakiś czas wchodzić w strukturę materialną.”

15:56
niezweryfikowane · dusza

„Każdy etap to jest chęć przeżycia czegoś przez nas samych.”

18:29
niezweryfikowane · uniwersum

„Nic nie jest ważniejsze na tym świecie od naszego uniwersum.”

28:36

Pełny transkrypt · 25 fragmentów

0:00

Często jestem pytany przez ludzie, którzy mnie słuchają, co ja sądzę, co jest po śmierci, czy coś jest, żebym na ten temat coś powiedział. Ja mam dość mocno utrwalone w sobie pewną filozofię, którą po części czuję, po części sobie wyobrażam, co może się dziać po śmierci z nami. Ale zanim to powiem, przytoczę Państwu pewne autentyczne zdarzenie. Na początku, nazwijmy to w cudzysłowie mojej kariery w latach 90., kiedy byłem jeszcze młodym człowiekiem, co niestety z coraz większym utęsknieniem sobie przypominam. Otóż pewnego dnia zapukała w mojej drzwi kobieta z Czuchowa, czyli z tego samego miasta, gdzie ja mieszkam. Ta kobieta poprosiła mnie, żebym przyszedł do niej do domu, ponieważ jej brat umiera.

1:23

Był to w tamtym okresie, ten człowiek miał bodajże czterdzieści kilka lat. Umierał na nowotwór jelit bodajże, to już były przerzuty. Człowiek był już w fatalnym stanie, w stanie kiedy de facto blisko śmierci był. Ja mówię do tej kobiety, proszę Państwa, po co ja mam tam pójść? No przecież ja wykonuję tę wizję, ale nie leczę ludzi, nie robię nic z tych rzeczy. A ona mówi, wie Pan, jeżeli Pan ma możliwości telepatyczne, to Pan ma też energię w sobie, tak ta kobieta do mnie powiedziała. Więc czy Pan pomoże, czy nie? Niech Pan, nie odmawia mi, niech Pan przyjdzie do mojego brata. Zgodziłem się i poszedłem do tego Pana, bodajże na następny dzień. Coś tragicznego, mężczyzna, który leżał w łóżku obłożnie chory, trzeźwo myślący, przybitał mnie, rozmawialiśmy, doskonale sobie zdawał z tego sprawę, że umiera.

2:46

Naszą rozmowę przerywały te dwie panie, podając mu co chwilę jakieś, nie wiem, mikstury, coś do picia, jakieś jajka ubijane z kakałem. Ten człowiek był potwornie chudy i one wlewały w niego coś, co on za chwilę zwracał. Wyglądało to tragicznie. Posiedziałem przy nim, porozmawiałem z pół godziny. Umówiliśmy się, że za dwa dni ponownie przyjdę. Co uczyniłem? Przychodziłem do niego trzy lub cztery razy. W końcu za następnym razem, kiedy poszedłem do niego do domu, to nie wiem, to takie było coś na duchu go podtrzymanie. Ja w każdym razie poczułem, że on ma taką potrzebę, że chciał ze mną rozmawiać, więc nie mogłem tego mu odmówić. Ale już nie było to dla mnie przyjemne. Chyba dla nikogo by to nie było przyjemne widzieć niemoc człowieka umierającego. Kiedy po raz następny poszedłem tam na umówiony czas, ta siostra otworzyła mi drzwi i powiedziała, proszę pana, brat jest w szpitalu i z nim jest już bardzo źle, ale ja mam prośbę, niech pan tam do niego pójdzie. Powiedziała mi, w jakiej sali na oddziale wewnętrznym leżał w Czułuchowie.

4:04

Był to wieczór. Poszedłem do tego szpitala. Było już, mówię, to już dość późno było, ciemno było na dworzu. Kiedy wszedłem do tej sali, były tam dwa łóżka, na jednym spał on, a obok starszy człowiek. Obydwoje spali. Przedłem do tej sali, usiadłem na krześle obok jego łóżka i tak sobie siedziałem, nie wiem, z pięć, dziesięć minut. On ciężko oddychał, miarowo, ale nawet nie chciałem go budzić absolutnie, bo wiedziałem, w jakim jest stanie. I kiedy po kilku minutach takiego bezsensownego siedzenia przy nim wstałem i pokierowałem się w kilku drzwi, chwyciłem za klamkę, chcąc otworzyć drzwi i wyjść, on nagle otworzył oczy i na cały głos mówi tak, jutro na ciebie czekam. Ja mówię dobrze i wyszedłem. Na drugi dzień dowiedziałem się, że on tej samej nocy o piątej nad ranem zmarł. Nie ukrywam, dość strasznie te ostatnie jego słowa, pamiętaj jutro na ciebie czekam, zabrzmiały po tym fakcie, że on zmarł tej samej nocy.

5:29

Czułem się nieswojo, na pogrzeby go nie poszedłem, ale z tej przyczyny, że ja nie lubię chodzić na pogrzeby i kiedy już muszę, kiedy ktoś z rodziny umrze, idę na pogrzeb, natomiast nie chodzę na pogrzeby, co nie oznacza, że nie mam w sercu ludzi, których znałem, czy za nich się nie pomodlę. Dość długo po tej śmierci tego człowieka myślałem o nim, kojarzyło mi się to strasznie ponuro, strasznie tak przygnębiająco do pewnego momentu. Otóż pewnej nocy miałem sen. Śniło mi się, że siedzę w kościele. Siedzę w kościele i czworo mężczyzn wnosi trumnę, zapiętą trumnę do tego kościoła i że oni idą jakoś dziwnie nad ławkami. I między innymi nade mną, gdzie ja siedzę na ławce, to nade mną też ta trumna, tych czterech mężczyzn, tą trumnę niosło.

6:44

Ja zdałem sobie w tym śnie sprawę z tego, że to jest właśnie ten mężczyzna i to jest jego pogrzeb w kościele. Kiedy szli z tą trumną nade mną, słyszałem jakby mu się w jelitach coś przelewało. Przepraszam za dosłowność, ale chcę oddać jak najbardziej prawdziwie ten mój sen. Tak przygnębiająco, tak słyszałem, że mu tam wszystko to bulgocze. Nagle znikł mi ten kościół, ta cała sytuacja w kościele, ta trumna i nagle znalazłem się w budynku, w którym pracowała moja matka. To się nazywał inspektorat oświaty w rzeczywistości. No i ten sen przedostał się do tego budynku. Moja matka tam była sprzątaczką, sprzątała. Ja nieraz jako młody chłopak chodziłem matce pomagać w tym sprzątaniu. I wyobraźcie sobie, że właśnie śni mi się, że jestem i pomagam mamie w tym sprzątaniu. Tam była taka na półpiętrze, w tym inspektoracie oświaty, na półpiętrze była taka toaleta i okno. I ja w tym śnie, nie wiem, wyrzymając jakieś szmaty tam w zlewie, spojrzałem w to okno i patrzę.

8:06

A ten mężczyzna, który zmarł, którego w tym śnie, w tej trumnie nad moją głową nieśli, tak przygnębiająco. Ten mężczyzna, widzę, fruwa jak jaskółka, fruwa jak jaskółka po niebie. On sobie takie salta robił, taki luźny, swobodny. I pamiętam, że śniło mi się, że był w brązowym garniturze. I ja w tym śnie, krzyczę, mamo, zobacz, ten pan, który tak cierpiał, którego ja uważam, że w strasznym cierpieniu dokonał swego żywota. Ja mówię, mama, zobacz, tu fruwa na niebie jak jaskółka. I się obudziłem. Wiecie, że od tego momentu, od tego snu nigdy już nie pomyślałem o śmierci tego człowieka jako czymś przygnębiającym, tylko o czymś jak wyzwolenie. Otóż, drodzy Państwo, ten sen, jak wiele innych znaków w moim życiu, nawet przez to, co robię, przez jasnowidzenie ludzi, których nieżywych, których znalazłem. Ja wielokrotnie miałem poczucie, mimo tragedii cielesnej tych ludzi, miałem poczucie wyzwolenia. Oczywiście, celebrujemy swoje życie i ciało na zasadzie takiej, że z tym się rodzimy, w tym nabieramy tożsamości i z tym się tylko utożsamiamy.

9:31

De facto przeszkadza nam, jak się już starzejemy, jak nasze ciało przestaje być doskonałe, jak pamięć zawodzi, jak fizycznie przestajemy mieć siłę, ale jak potem, nie daj Bóg, chorujemy, w końcu umieramy, cała nasza tożsamość i jestestwo jest tylko i wyłącznie utożsamiane z tym niedoskonałym, jak się okazuje, ciałem, z tym ciałem, które na staroście wręcz na naszych oczach i my, będąc jeszcze w tym ciele, rozlatuje ku naszemu przerażeniu. Mimo wszystko, staramy się jak najdłużej w tym ciele być, bo uważamy, że nic poza nim nas nie czeka. Zastanówmy się, może to ciało, które mamy jest w pewnym sensie karą, jest w pewnym sensie więzieniem dla naszej egzystencji, dla naszej duszy. Być może to ciało jest też czymś bardzo ważnym, ponieważ żeby obsłużyć, żeby nasza dusza obsłużyła ciało, musi je karmić, musi spełniać wszystkie zapotrzebowania i te organiczne, a też i te wynikające z naszej jakiejś pychy czy chęci, żebyśmy coś mieli.

10:49

Cała nasza dusza jest w gruncie rzeczy skupiona na tworzeniu komfortu względem ciała, uważając, że tym ciałem jesteśmy my. Tak sobie to wyobrażam, umieramy, czy to w ochytny sposób, długo cierpiąc, czy nagle, co jest bardziej zbawienne. Uważam dla nas, umieramy. No właśnie. Jeżeli jest coś na tamtym świecie, ja nie mam wątpliwości, to pomyślmy. Przestajemy być głodni. Przestajemy chcieć. Jesteśmy swobodniejsi. Możemy próbować. Możemy myślą przenosić się w różne miejsca w imieniu oka. W łamku sekundy. Możemy czuć cudzą myśl. Możemy przenikać przedmioty, przeszkody.

12:07

Takie uniwersum, takie możliwości nawet nam tu w ciele się nie śnią. Wyobraźcie sobie, że po śmierci, kiedy jesteśmy zdołowani, kiedy te ostatnie minuty wydają nam się beznadzieją już kompletną i że już jest kres kresów, raptem doznajemy niezwykłych możliwości. Jesteśmy bytem, ale niematerialnym. Uniwersalnym. Doskonałym. Wydawać by się mogło, że wyzwoliliśmy się, dusza sobie już jest wolna i jest wszystko fajnie. Nie do końca. Chcę Wam powiedzieć moją filozofię o tak zwanym przenikaniu, bo chyba tylko to ma sens. I wyobraźcie sobie, że ta dusza, kiedyś pewien znajomy powiedział mi tak, że za życia nigdzie nie był za granicą, a zawsze marzył być w Rio de Janeiro. Ten człowiek już nie żyje. Zastanawiam się, czy był. Być może był. Być może był w wielu innych miejscach na świecie, o których nawet nie marzył.

13:22

Mógł być. Wydawać by się to mogło świetne, że no jak to? Jeżeli jesteśmy uniwersum, duszą, to jesteśmy w doskonałości. I tak, i nie. Wyobraźcie sobie, że jako dusza możecie się oddalić od tego świata, od ziemi, iść w dalsze kręgi istnień rzeczywistości, a możecie jakiś czas tu być. Możecie jakiś czas obserwować bliskich, możecie zwiedzać, oglądać. Oczywiście wszędzie jesteście jako ktoś w czapce niewidce, czyli na początku może nie będziecie na to zwracali uwagi, bo powiedzmy, no, będziecie gdzieś w miejscu, gdzie jest dużo ludzi, nie będziecie czuć się pozornie sami, ale po jakimś czasie obserwacji takiego miejsca poczujecie, że jesteście sami, bo nikt na was nie zwraca uwagi, ba, mało tego, nikt nie zdaje sobie nawet sprawy, z żyjących tutaj, że wy tam jesteście, ich obserwujecie. Więc poczujecie w którymś momencie osamotnienie.

14:39

Na przykład dusza może, może, nie wiem, powiem taką skrajność dziwną, ale dusza może być, gdzie się obserwować nawet sferę intymną jakichś ludzi. Tylko zwróćcie uwagę, że tak jak cieleśnie, my jesteśmy uwarunkowani od hormonów różnych i na przykład widząc sferę jakąś intymną, gdzie kobieta, mężczyzna powiedzmy się kochają, to nas by to podniecało, ale będąc duszą, my nie mamy takich uwarunkowań jak na przykład w ciele i my nie widzimy, nie czujemy tego podniecenia, my to całkiem inaczej odbieramy. Tak samo jest z każdą inną rzeczą. Na przykład jeżeli za życie jesteście głodni i byście poszli do restauracji, gdzie byście widzieli jak jakiś mężczyzna z kobietą sobie zajadają, nie wiem, wspaniałą, w piwie zrobioną bawarską golonkę, no to byście czuli powonienie, byście czuli pragnienie zjedzenia tego, natomiast będąc duszą, kiedy pokarm materialny wam jest niepotrzebny, w ogóle nie będziecie czuli wartości do smaku,

15:56

do chęci zjedzenia czegoś materialnego, nie będzie wam to potrzebne, nie będzie w ogóle czuli takiej potrzeby, rozumieli takiej potrzeby. Okej, ale właśnie w którymś momencie możecie zrozumieć, że takie uniwersum, będzie takim uniwersum, jest to świetne, bo nie ma dla was barier, granic, nie ma dla was przymusów, możecie sobie być, ale nie o to tu chodzi. W którymś momencie możecie zatęsknić za chęcią poczucia smaku, chęcią bycia głodnym, chęcią popędu seksualnego, chęcią zakochania się i wielu, wielu innych rzeczy. Dusza jako uniwersum musi co jakiś czas wchodzić w strukturę materialną, być może nawet ją wybrać i ponownie przeżywać życie jako coś niedoskonałego. Życie, które od początku skazane jest na śmierć, jako natura. Takie przemijanie i powstawanie,

17:12

a uniwersum nie jest czymś właściwym, tylko jest elementem wiecznym, ale ta wieczność byłaby pusta, gdyby ta wieczność nie była podzielona na nieskończoną, na wieczną ilość odcinków życia niedoskonałego w ciele, w materii. Niekoniecznie jako człowieka, być może jako drzewo, jako pies, jako mrówka, jako wielbłąd. Chyba się to daleko nie posuwam, nie posądzie się mi obrzeszenie, i wszak, drodzy Państwo, natura uczy nas jednego, że wszystko dla wszystkich jest ważne, czyli wszystko, co w naturze istnieje, jest ważne i powoduje pewną symbiozę, jedno między drugim. Ja uważam, że dusza to surowiec, dusza to niematerialny surowiec, to energia, która scala nasze istnienie jako wieczność,

18:29

ale ta wieczność nigdy nie będzie wyglądała jako wieczność, tylko właśnie będzie... O, w tej chwili moja wieczność jest w etapie Krzysztof Jackowski. I wasza wieczność jest w etapie waszego imienia i nazwiska, i waszego bytu. Oczywiście wy w tą wieczność chcecie wierzyć, ale nie macie żadnej pewności. Raczej nigdy nie będziecie mieli pewności, że jesteście wieczni, będąc wiecznymi, ponieważ każdy etap to jest chęć przeżycia czegoś przez nas samych, przez to uniwersum, a też kształcenia się ciągłego zdobywania z małości czegoś. Dlatego bardzo ważne jest, żebyśmy życie, każde życie, w którym się rodzimy, ale chociażby to, którego jesteśmy teraz świadomi. Następnego będziemy też świadomi, ale już tego, które teraz przeżywamy, nie będziemy świadomi. Ważne jest, żebyśmy myśleli, mieli takie pojęcie, że podobnie jak sceptycy,

19:46

zwróćcie uwagę, każdy sceptyk może powiedzieć bzdury, bzdury. Nie ma dowodu na życie poza tym żyć, ale proszę to udowodnić, sceptyk stoi dokładnie w tej samej sytuacji, co ten, który wierzy, jak na przykład ja. Sceptyk może tylko to powiedzieć, wysnuć tezę, oczywiście może się oprzeć tym, że nauka do niczego takiego nie trwała, ale nauka mierzy nas miarami z tego świata. Nauka nie ma miar z innego, z innej rzeczywistości, więc jak może coś zmierzyć, nie mając do tego miary? Podobnie jest, odwrotnie, że ja mogę snuć tezę, ale też nie mam na nią do końca dowodu, tylko to jest bardzo ważne. Szanowni Państwo, kwestia, kwestia tego, co czujemy w środku, bardzo często zagłuszamy taką swoją, każdy z nas ma taką swoją wewnętrzną filozofię, takie coś, co mu w głowie

21:01

nie wiadomo dlaczego wstaje i okej, a mi się wydaje, że to jest tak, że to jest tak. Nie zagłuszajmy podpowiedzi naszej wewnętrznej natury, nasza podświadomość, nasza głębia myślowa bardzo często chce nam coś zakomunikować, że coś jest więcej. Oczywiście bardzo szybko w to wątpimy, ale uwierzcie mi, że dusza jako uniwersum istnieje, my jesteśmy wszystko, co żyje, mój pies też. Proszę, szanowni katolicy, proszę się nie obrażać. Ja wiem, że ciężko jest dać komuś duszę, kogo się później ciało je na talerzu. Ja wiem, że chcemy pewne rzeczy uporządkować, że na przykład jedząc świnie w święta, no nie możemy mówić, że świnia ma duszę, no bo jak to zabiliśmy, pozbawiliśmy ciała duszy, żebyśmy w święta zjedli i pokrzypili naszą duszę mięsem, które miało też duszę. Otóż, czy nam się to podoba, czy nie? Jeżeli my domniemamy, że mamy duszę, to wszystko, co żyje, ma duszę.

22:16

Ma duszę. Nie mylmy inteligencji, czy pojmowania wiedzy z kwestią duszy. Wszystko, co żyje, biologicznie, musi mieć energię, a tą energią jest dusza. Oczywiście kwestia pewnej doskonałości. na pewno w tym łańcuchu egzystencjalnym na tej ziemi jesteśmy na dość wysokim poziomie, dość wysoki poziom albo najwyższy poziom tu na ziemi, intelektualny wcale, zresztą co widać, ale wcale nie pokazuje nam, że jesteśmy przez to idealni, wspaniałomyślni i doskonali, bo tak nie do końca jest, tylko potrafimy być tak jak właśnie wspaniali, wspaniałomyślni, odkrywcami, tak samo możemy być skurwysynami i podłymi ludźmi. Znamy przypadki, jak dla zabawy ludzie zabijają zwierzęta lub jednak bezmyślnie przywiązują do drzew w lesie, żeby głodową, straszną śmiercią i spragnienia te zwierzątka, które nas kochają, zginęły. To świadczy o tym,

23:32

że dobro, które jest największą siłą każdej duszy, dobro, potem cała reszta, to dobro wydaje się bezbronne, ale jest nieprawdopodobną siłą. Dam taką Państwu radę, że jeżeli mamy wroga, jeżeli mamy przed sobą kogoś podłego, kogoś, kto nam dokucza, kto nie chce nas akceptować, kto robi coś złośliwe w stosunku do nas, często chcąc być dobrym, wspaniałym myślimem, odcinamy się od takiej osoby, staramy się być poza nią, żeby się można też psioczyć na tą osobę, tym samym jej odpłacając, to nie ma sensu, natomiast i samo odcięcie się też nie ma sensu, wewnętrznie wysyłajmy, ale to musimy zrobić szczerze, pokochajmy tą osobę, dobrą jest nieprawdopodobną siłą i tylko dobro,

24:47

które wysyłamy wraca do nas też, natomiast i tym się żywimy, żywymi, dlatego nie możemy zapomnieć o jednej rzeczy bardzo ważnej, cokolwiek osiągamy na tej ziemi, tu gdzie żyjemy, gdzie jesteśmy za życia cielesnego, to jest bardzo ważne, ale zwróćcie uwagę, że kwestia ta, która jest najważniejsza tu dla nas, to dobro. Ile potrafimy wylać z siebie dobra w różnej postaci dla bliskich, dla obcych, dla świata, tym jesteśmy mocniejsi, doskonalsi. Dobro jest jak woda w suche dni albo w ogóle w trakcie rośnie, kiedy roślinia rośnie. Dobro musi zalewać wszystko w nas. Zwróćcie uwagę bardzo szybko na to, że jeżeli zaczniecie być dobrzy, nawet do wrogów, zacznie być wokół was dobrze, bo ta energia i was będzie nasanżać. Nie jest to naiwne, to jest ważne.

26:05

Jesteśmy za każdym razem, kiedy uniwersum, dusza wchodzi w ciało, w jakikolwiek przedmiot, czy to drzewo, czy to ciało zwierzęcia, czy to ciało homo sapiens, żeby nie nazwać się zwierzęciem, chociaż tak się też uważam, czy w ludzkie ciało, kiedy dusza wchodzi, to uniwersum, wtedy jesteśmy bardzo wadliwi, to uniwersum jest bardzo pokaleczone w takim momencie, bo zaczynamy odbierać bodźce, które dla duszy uniwersum nie są koniecznie potrzebne, jak na przykład chęć zdobycia pożywienia, zrobimy bardzo wiele, żeby zdobyć pożywienie, bo jesteśmy głodni, ubrania się, żeby gdzieś mieszkać, żeby czymś jeździć. To są pokusy, i żeby spełnić te pokusy i konieczności, żeby utrzymać ciało, jesteśmy w stanie zrobić bardzo dużo, od ciężkiej, uczciwej pracy do wręcz, żeby pójść i ukraść lub kogoś, nie wiem, pobić lub zabić i ukraść mu pieniądze, żeby swojemu ciału dogodzić. Zwróćmy uwagę,

27:21

wtedy, kiedy dusza nie jest do końca siebie świadoma jako uniwersum, traci wiarę w to, że jest wieczna, bo cały czas nie my jesteśmy, tylko jesteśmy w pewnym matryksie. Ja jestem w tej chwili w matryksie Krzysztof Jackowskiej, póki żyję. I wtedy ta dusza, tą duszę stać w panice na różne rzeczy, właśnie być dobrym lub podłym. I to jest, uważam, w życiu bardzo ważne, że w jakiejkolwiek sytuacji jesteśmy, ktokolwiek nam na drodze staje, powinno z nas wypływać dobro, ponieważ to jest największa siła naszej duszy i to pozwala w nas tworzyć pewną doskonałość. Oczywiście Wszechświat jest być może nieskończony. Tak czy inaczej wszechpotężny. Planet we Wszechświat jest mnóstwo, nie skupiamy się tylko na Ziemi, ale przez to, że nasze uniwersum wskakuje w różne ciała, chociażby i tu, w tym wymiarze, gdzie jesteśmy, to jest cały czas bardzo ważne, ponieważ kształcimy się coraz wyżej, coraz wyżej. Pamiętajcie, jedyną receptą na kształcenie

28:36

się jest naiwne dobro. Oczywiście w zdrowym umyśle dobro. Tylko to jest ta siła, która nam dalej egzystować, przepraszam, dalej ewoluować jako dusza. To jest jedyna siła, jaką możemy to uniwersum napełnić. I to jest bardzo ważne. Nic za wszelką cenę na tym świecie, nic nie jest ważniejsze na tym świecie od naszego uniwersum, ponieważ to, że przez jakiś okres czasu żyjąc tu na ziemi, co jest dla naszego uniwersum duszy naturalne, że możemy latać. Mało tego, latać to mało powiedziane, przecież możemy myślą, pomyślimy, aha, chciałbym być Grillo de Janeiro. Ja tam jestem, bo ono jest, a ja miałem takie pragnienie, jestem uniwersum. pozobaczcie, teraz w tym życiu, będąc uwięzionym w ciele, w pewnej celi, zwanej Krzyszto Reckowski, ja nie mogę pomyśleć, chciałbym być w Rio de Janeiro

29:51

i tam już jestem, nie, ja bym musiał kupić bilet, wsiąść w samolot i ze strachem, że on nie spadnie, polecieć tam i dużo się nachodzić, żeby coś zobaczyć z tego Rio de Janeiro. Chodzi o to, że my teraz jesteśmy w pewnym więzieniu, z którego sobie nie zdajemy sprawy. Mało tego, w więzieniu, które ma cele śmierci, tylko nie wiemy, kiedy będzie nasz wyrok wykonany. Tak sobie to wyobrażam. Nie wspomniałem nic o Bogu i to na koniec powiem. Dlaczego? Dlatego, że bardzo, bardzo daleka droga na tym etapie, na którym jesteśmy, jeszcze bardzo daleka droga naszego uniwersum, żeby w ogóle pomyśleć o obliczu Boga. Bóg to między innymi wiedza i dobro, a my, żeby do Niego dojść, musimy się czegoś uczyć. a nauka żadna nie polega na jednej klasie szkoły podstawowej, tylko jest to wieloletni za życia etap,

31:07

a być może wielowcieleniowy etap, wiele wcieleń trzeba przeżyć, żeby w jakiś sposób być, poczuć się starą duszą, doświadczoną duszą i dobrą duszą. To trudna droga i trudny cel. Zresztą nie zdajemy sobie do końca o tym celu sprawy i błądzimy. Wszystkiego dobrego. A nie powiedziałem nic tu bez sensu. To jest wynurzenie mojego wnętrza. Nie wszyscy muszą to rozumieć. Jeżeli ktoś ułoży, że zmarnował czas słuchając tego, bardzo przepraszam, ale chcę być szczery, tak jak to czuję. Do następnego. Pozdrawiam.