Archiwum Wizji rejestr przepowiedni
5 sierpnia 2022 · audycja 2 z 2 tego dnia

A terrible vision on my lonely name-day

· 31 min · napisy YouTube (PL) · obejrzyj na YouTube ↗

Audycja opowiada o doświadczeniach jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego związanych z jego wizjami oraz o konkretnej sprawie zaginięcia kobiety, której ciało zostało odnalezione w miejscu wskazanym przez Jackowskiego. W trakcie audycji porusza również osobiste refleksje jasnowidza na temat imienin oraz jego relacji z innymi ludźmi.

Przepowiednie z tej audycji · 4
niezweryfikowane · zaginiona kobieta

„Poczucie było nagłe, takie proste. Że ta kobieta idzie wzdłuż wąskiej płytkiej rzeczki.”

5:23
niezweryfikowane · zaginiona kobieta

„Ja mówię, gdzie się znalazła? no tam, gdzie Pan na mapie wskazał tam, tam to było.”

9:11
niezweryfikowane · zaginiona kobieta

„Człowiek z drugiego końca Polski, nie będąc na miejscu, rozrysował mapę terenu i dokładnie wskazał, gdzie znajduje się ciało zaginionej kobiety.”

12:58
niezweryfikowane · jasnowidzenie

„To doświadczenie nauczyło mnie, że stan psychiczny osoby, która poddaje się próbie poczucia, próbie jasnowidzenia nie ma głębszego znaczenia.”

15:32

Pełny transkrypt · 25 fragmentów

0:10

I znaleziono ją w takim rowie z wodą, gdzie twarzą leżała do wody k**** m** i zapewniam Pana, żeby Pan był tego świadomy, że jeżeli do mnie tu do biura osobiście przyszła by Matka Boska i Pan Jezus, to nie uwierzyłbym i tak w nich, żeby Pan to wiedział. To jest ten moment, to jest ta chwila! Tak, tak się zrodzi moje archiwum. Tu jest, tu ona jest, tu kopcie. Wiecie jaka to jest odpowiedzialność napisać komuś Pani córka nie żyje. Stara szafa Jackowskiego, archiwum. Któryś następny odcinek... Czy zdarzyło się Państwu kiedykolwiek, że mieliście imieniny

1:31

i nikt Was nie odwiedził? Ja takie imieniny pamiętam. Wszyscy zapomnieli o moich imieninach. Specjalnie nie obchodzę imienin, nie trzymam się tych tradycji imieniny, urodziny. Zwłaszcza w moim wieku urodziny to jest powód do zmartwień. Następny rok minął, a dawno po półmetku. Więc, ale tak mi się przykro zrobiło. Spodziewałem się, że jednak tego dnia ktoś się do mnie zjawi, przyjdzie. Może ktoś znajomy? Nikt nie przyszedł. Na tą okoliczność miałem jakieś łakocie przygotowane, miałem uwaga jakąś whisky kupioną. I nikt się nie zjawił. Pomyślałem sobie, że to jest trochę przykre. Na co dzień mam tylu znajomych i rozmawiam, a tu nikt nie pamiętał, że przyjść. Cześć Stary wszystkiego najlepszego. Tak mi się przykro zrobiło, że poszedłem do salonu.

2:50

To już były godziny takie późno popołudniowe, wlałem sobie whisky. I wypiłem to whisky. Posiedziałem, pomyślałem. Nie miałem tego dnia żadnych obowiązków. Więc sobie wlałem wypiłem drugie whisky. Zrobiło mi się raźniej, weselej i zobojętniałem na to, że nikt o moich imieninach nie pamiętał. Raptem, ku mojemu zaskoczeniu, dzwonek do drzwi. Drzwi, ja nie wychodziłam z salonu, córka otworzyła drzwi. I po chwili wchodzi do salonu i mówi, tato jacyś ludzie nie umówieni przyjechali. Zaginęła im kobieta z rodziny, starsza kobieta. Ja mówię Monika, wyjątkowo wypiłem sobie trochę whisky, absolutnie tych ludzi nie przyjmę, nie ma mowy,

4:06

nie da rady. Ja mówię, weź najwyżej od nich rzeczy i może jutro się tym zajmę. Ta sprawa jest też z 2005 roku, stara sprawa. No, córka poszła  i w drzwiach z tymi ludźmi mówi, że tata nie może Państwa dzisiaj przyjąć. No ale po chwili wraca do mnie i mówi, tato, no musisz coś zrobić, ponieważ. Ci Państwo mówią, że to jest staruszka, że ona jest chora na cukrzycę, że jeżeli ona, tu się godziny liczą, bo ona może zapaść w śpiączkę cukrzycową. Ona gdzieś może straciła pamięć. No szukają jej, dramatyczna sprawa. Co miałem zrobić? Powiedziałem, wiesz co, niech oni poczekają gdzieś w samochodzie, gdziekolwiek.  Weź od nich rzeczy, zdjęcie, zapisz podstawowe dane. Przynieś mi tutaj do salonu. Tak też zrobiła. Byłem pewny, byłem przekonany,  że nie wyjdzie mi ta wizja. Wypiłem trochę whisky.

5:23

Że nie wyjdzie mi ta wizja, więc chociaż zrobię to dla oka, dla przyzwoitości, żeby ludzie nie pomyśleli, że ich odpędzam, że jestem bezduszny. Ale nie czułem się wewnętrznie dobrze, żeby w takim stanie wykonać wizję. Słuchajcie, skupiłem się. Poczucie było nagłe, takie proste. Że ta kobieta idzie wzdłuż wąskiej płytkiej rzeczki. Dochodzi w konkretny punkt charakterystyczny. To jest taki łuk i przy tym łuku tej rzeczki już za miastem sporo, to będzie gdzieś 2, 3 km za za tą wsią a wieś się nazywa Wincentów w powiecie brudzewskim, w powiecie Wincentów tak, w powiecie tureckim, przepraszam. Miejscowość Turek, niedaleko Konina.

6:38

Jest jedna kępa drzew na łuku rzeki mniej więcej 2 km od rzeki. Odpalam komputer, google maps, wieś Brudzew. Pach, jest rzeczka, jedno dobre myślenie, jest rzeczka. Przybliżam bardziej i idę z nurtem rzeczki do pierwszego łuku za wsią. Mniej więcej 2 km za tym łukiem, za tą wsią jest ten łuk. Rzeczywiście jest kępa drzew. Ale pomyślałem sobie, cholera, przy tym przybliżeniu to właściwie strumyk, a nie rzeka. Jak się można tam utopić? Ale dobra, to poczułem. Tam, po wydrukowaniu mapy stawiam kółeczko wielkości przestrzennej jak ten pokój, czyli mała przestrzeń do sprawdzenia. I szukajcie w wodzie, tak napisałem. Powiedziałem córce, Monika ja opłaty pobierałem co łaska za wizję w tamtym okresie czasu. Dziś wizja kosztuje u mnie 200 zł + VAT.

7:55

Wtedy, wolne datki w tamtych czasach brałem od ludzi. Teraz nie mogę brać wolnych datków, ponieważ, ponieważ Urząd Skarbowy jasnowidzenie zaszeregował jako dochód, więc muszę tak jak każdy człowiek świadczący usługi takie czy inne, muszę płacić podatki. Ale mi się wydaje, że to nie jest wygórowana jakaś suma za coś, za takie rzeczy. Za 200 zł można wziąć przyjaciół i pójść na dobrą kawę z ciastkiem z kilkoma osobami, bo raczej jak byście obiad chcieli postawić wszystkim to by nie starczyło. Ale mówię do córki właśnie wtedy tak: Monika nie bierz w żadnym wypadku od tych Państwa żadnych pieniędzy, ponieważ ja wiem, że to będzie bzdura, ponieważ Monika ja wypiłem sobie whisky i nie powinienem w takim momencie wykonywać wizji. No ale sytuacja jest jaka jest. Dobrze, tato, odmówię tym ludziom, nie wezmę żadnej, żadnych od nich pieniędzy. Podaj im to. Oczywiście zaznaczyłem, że mogę się mylić. Nie napisałem z jakiego powodu, ale napisałem tak. Ci ludzie podziękowali, pojechali. Kiedy to pojechali

9:11

ja jeszcze sobie tej whisky troszeczkę wypiłem, w końcu to moje imieniny. Potem sobie fajnie, błogo zasnąłem. I mniej więcej 8 rano budzi mnie, mój dzwonek, w moim własnym telefonie. Odbieram telefon: HALO. A w telefonie głos młodej kobiety. Panie Jackowski, jesteśmy Panu bardzo wdzięczni. Mimo że tragiczne, ale babcia się znalazła. Jaka babcia mówię? gdzie się znalazła, jak kompletnie rano nie pamiętałem o tej sprawie. No wczoraj byliśmy. I dopiero mówię o Jezus, przecież rzeczywiście. Ja mówię, gdzie się znalazła? no tam, gdzie Pan na mapie wskazał tam, tam to było. Ale ja mówię, jak się mogła utopić? To jest strumyk ta rzeczka. Tak, ale akurat w tym miejscu było głębiej. Natychmiast mnie to poderwało z łóżka, wstałem, wziąłem prysznic, Jezus Maria, znalazła się kobieta, tam gdzie mówiłem.

10:26

Zobaczcie, jak to dziwnie wyglądało. Najpierw powstał artykuł, który sprowokowała policja z miejscowości Turek. To jest ten artykuł. To jest, to jest gazeta przegląd, "Przegląd Koniński" z 2005 roku. Czytam kilka fragmentów z tego artykułu. Na podstawie fotografii i ubioru zaginionej można wierzyć albo nie. Jednak fakt jest faktem. Człowiek z drugiego końca Polski, nie będąc na miejscu, rozrysował mapę terenu i dokładnie wskazał, gdzie znajduje się ciało zaginionej kobiety - mówi na nadkomisarz Krzysztof Kozera, naczelnik sekcji prewencji Komendy Powiatowej Policji w Turku. Gdyby nie on nie wiadomo, jak długo byśmy jeszcze szukali i tu jest opis, jak ta kobieta zaginęła. Jest bardzo ciekawa wypowiedź prokuratora z miejscowości Turek. Pana Janusza Szalewskiego, przynajmniej w tamtych latach był prokuratorem w prokuraturze w Turku. Wiecie co jest bardzo istotne? Zwróćcie uwagę, wielu jasnowidzów

11:43

chciałoby mówić o takich osiągnięciach. Tylko który by się fałszywie, nieprawdziwie w wymyślonej przez siebie sprawie chciał posłużyć wypowiedzią rzeczywistego, nawet może już w stanie spoczynku prokuratora z jakiejś miejscowości. Ja to zrobiłem, więc mogę Wam to głośno przeczytać i podać nazwisko prokuratora. Zresztą ten prokurator nie wstydził się w 2005 roku w gazecie, swojej lokalnej to powiedzieć. Czytam: "Jesteśmy zdziwieni." Taki podtytuł. "Co na to Wszystko policja i prokuratura? Opieramy się na metodach naukowych, ale sprawdzamy wszystkie ślady - mówi Janusz Szalewski z Prokuratury Rejonowej w Turku. W tym przypadku tak właśnie zrobiliśmy. Przyznaję, że byłem zszokowany, kiedy znaleźliśmy, kiedy znaleźliśmy ciało dokładnie w miejscu, które wskazał jasnowidz. Co więcej, on tak rozrysował mapę terenu, jakby tu był. Są rozgałęzienia dróżek, mostek, a nawet te zarośla na łuku rzeki. Szukaliśmy zupełnie gdzie indziej - przyznaje nadkomisarz Kozelan. Gdyby nie ta mapka, tylko przypadek mógłby sprawić, że kiedykolwiek ciało

12:58

zostałoby odkryte. Zwłoki zaczepiły się pod konarami w miejscu, gdzie bobry zrobiły, żeremię. W ogóle nie były widoczne, trzeba było się mocno wpatrywać, żeby zauważyć w wodzie kurtkę". Ta rzeka była płytka, ale tam właśnie bobry zrobiły żeremię i spiętrzyły wodę, i ta kobieta nieszczęśliwie tam dochodząc wpadła do tej wody i utopiła się w rzece, która na ogół ma wody po kolana, a w tym miejscu było jej więcej i tam się utopiła. Policja z Turku zachowała się w stosunku do mnie w tamtym czasie bardzo elegancko, i otrzymałem tylko podziękowanie oficjalne  poza tym artykułem od policji w Turku. Komenda miejska powiatowa, przepraszam Komenda Powiatowa Policji w Turku, województwo wielkopolskie,  ulica Legionów Polskich 3 Turek. Pan Krzysztof Jackowski Człuchów, Komenda Powiatowa Policji w Turku potwierdza fakt korzystania z Pańskiej pomocy przy poszukiwaniu zaginionej

14:15

Danieli Sitarz zamieszkałego Wincentów, powiat turecki, która w dniu 20 no w 2005 roku wyszła z domu i nie powróciła do miejsca zamieszkania. Określone przez Pana miejsce znajdowania się zwłok potwierdziło się w dniu takim i takim 2005 roku w rzece Kiełbaska odnaleziono zwłoki zaginionej Danieli Sitarz. Szkic i opis miejsca znajdowania się zwłok, które Pan narysował i opisał znajdują się w materiałach sprawy poszukiwawczo identyfikacyjnej KPP w Turku pod Sygnaturą PI–1/05. Serdecznie dziękujemy za udzieloną pomoc. Z poważaniem, łączę pozdrowienia Zastępca komendanta Powiatowej Policji w Turku nadkomisarz mgr Jan Krause. Tak brzmi ten dokument Ta sprawa zobaczcie, zobaczcie bardzo ciekawą rzecz. Często jasnowidzowie twierdzą, że do jasnowidzenia potrzebna jest medytacja,

15:32

potrzebna jest jakieś niezwykłe skupienie. Ja to zrobiłem tylko i wyłącznie dla poprawności moralnej, będąc pewny, że zrobię bzdurę. Przez to jaka była sytuacja. A zobaczcie wizja przyszła nagle, płynnie, łatwo. To doświadczenie nauczyło mnie, że stan psychiczny osoby, która poddaje się próbie poczucia, próbie jasnowidzenia nie ma głębszego znaczenia, że jasnowidzenie może działać w różnych, w różnych sytuacjach psychicznych jasnowidza, więc jest to następny dowód na to, że właśnie być może błahe traktowanie jasnowidzenia, nie podchodzenie do jasnowidzenia ściśle w sprężeniu. Jest, jest kluczem do dobrego odczytu. Uwaga, uwaga.

16:48

Jeżeli ktoś wam powie skup się, skup się najbardziej jak możesz. To zrobicie na ogół wszyscy, tak. A ten ktoś kto Wam tak kazał, powie, co Ty robisz? No skupiam się, jeszcze bardziej mam się skupić? to proszę. On powie, Ty się nie skupiasz, Ty się sprężasz, Ty się zamykasz. Skupienie jest zupełnie czymś innym. Zobaczcie, skupiam się moją metodą. Żeby być bardziej dosłowny, to moje skupienie wygląda w taki sposób, największe skupienie. Mam wszystko w dupie, to jest moje skupienie, luz. Otwieram się, ja się otwieram na wszystko, co może do mnie przyjść. A nie sprężam i zamykam. To jest klucz do jasnowidzenia. Otwórz się na doznanie, które nie jest Twoim doznaniem. Jeżeli się sprężysz, to nawet gdyby ono do ciebie szło, nie przyjmiesz go, bo się zamknąłeś, dlatego jest możliwe w takich sytuacjach poczuć coś błaho,

18:05

delikatnie. De facto ta informacja, co się stało z babcią przyjechała już razem z nimi, oni jej nie wiedzieli. Bo nie czuli. Ale ta informacja była wszędzie, bo to się stało. Ta płytka rzeczka i ta historia zaraz mi nasuwa do głowy inną historię z moich młodych lat, kiedy były to początki mojego jasnowidzenia. Taką śmieszną historię wam opowiem. Kiedy wieść o tym, że Jackowski ma wizje zaczęła się rozchodzić po okolicy, rozchodziła się bardzo różnie. Czasami się ktoś do mnie zwrócił, ja mu pomogłem. Pamiętam kiedyś żuka znalazłem, to jest też ciekawa historia, ja ją opowiem w odpowiednim momencie. Żuka znalazłem, policjanci dowiedzieli się o tym, że pewnemu człowiekowi jego skradzionego żuka mu odnalazłem. No i też nieduża miejscowość to się zaczęło rozchodzić. Ja pomyślałem sobie, że zrobię w Domu Kultury w Człuchowie klub. Klub,

19:23

ale żeby nie brzmiało to jasnowidzenia, bo może Dom Kultury by nawet na to nie pozwolił. To była końcówka komuny. To pomyślałem sobie, że taki zrobię klub miłośników astronomii. Interesowałem się astronomią. Taki klub dyskusyjny na temat astronomii, na tematy duchowe, z kosmosem związane i tak dalej. I pamiętam wybrałem się jednego dnia do Domu Kultury w Człuchowie. Wtedy on był dopiero co wybudowany, ładny. I wówczas dyrektorem tego Domu Kultury, no dyrektorem z łaski Urzędu Miasta był Pan, bodajże Edward Kądziela. To był bardzo zasadniczy człowiek, bardzo taki konkretny się wydawał. I zawitałem jednego dnia u Pana Kądzieli w biurze. Pan Kądziela mnie grzecznie przyjął. Kazał mi usiąść przy swoim biurku i ja mu zacząłem mówić, że piątki o godzinie 17:00 może bym dał ogłoszenia by tu się spotykali ludzie, którzy mają zainteresowania związane z

20:40

parapsychologią, związane z astronomią. Aaa parapsychologią to wie Pan, to takie duchowe bardziej sprawy. Ja mówię, no duchowe. Wie pan, jestem ateistą - tak powiedział ten Pan, ale Dom Kultury jest po to, żeby służył wszystkim mieszkańcom, więc absolutnie wyrażam zgodę. I żeby nie było niech Pan rozklei po mieście te ogłoszenia, jeżeli przyjdą chętni jak najbardziej w piątki o 17 damy Wam salkę i możecie w tym Domu Kultury tworzyć swoją jakąś grupę osób i wymieniać się poglądami i tak dalej. No ja ucieszony wychodzę z tego Domu Kultury, a on - poczekaj Pan, Panie Jackowski. Ale żeby było jasne - on do mnie mówi - ja jestem ateistą - on tak mówi - i zapewniam Pana, żeby Pan był tego świadomy, że jeżeli do mnie tu do biura osobiście przyszedł, przyszła by Matka Boska i Pan Jezus, to nie uwierzyłbym i tak w nich, żeby Pan to wiedział. A ja w porządku, nie ma sprawy. Taka śmieszna historia, ale to pamiętam. Dlaczego o tym wspominam? Stworzył się ten klub. Spora grupa osób tam przychodziła, fajny czas to był.

21:57

Ja tam zacząłem robić takie pierwsze poważne doświadczenia z jasnowidzeniem, różne rzeczy. Fajna, fajna historia. I kiedyś z tego klubu przychodziła tam pewna Pani nauczycielka z ogólniaka z Człuchowa, a mieszkała w Chojnicach. Notabene, żeby było jeszcze lepiej, to mieszkała przy ulicy świętego Ducha w Chojnicach. I ona zaprosiła mnie. Mówi, że będzie miała jeszcze trochę znajomych. Zaprosiła mnie pewnej niedzieli na obiad do tych Chojnic i mówi, i teraz już idę do tej rzeczki, do tego do tego zdarzenia -  płytka rzeczka. I ona mówi, że u niej będzie znany uzdrowiciel jakiś tutaj w okolicy. No to mówi, wymienicie poglądy. Ty masz jasnowidzenie, on, on jest uzdrowicielem. Ja pamiętam, pojechałem tam z moim bratem, wszak mój brat też czasami przychodził do tego klubu, więc, więc ona nas obydwu zaprosiła. No pojechaliśmy. Przyjechaliśmy, jeszcze tego obiadu nie było. Czekaliśmy na ten obiad może z godzinę, półtorej. Nie było tego uzdrowiciela jeszcze. W końcu spóźniony uzdrowiciel przyjechał w towarzystwie dwóch pań, które były w tego uzdrowiciela,

23:13

to był mężczyzna w średnim wieku, zapatrzone jak w Boga, a ten Pan brylował jak w towarzystwie. O mnie już było trochę słychać, tam parę spraw takich głośniejszych miałem wyjaśnionych. Byłem trochę taki znany już w tym, co robię. I ten uzdrowiciel tak zaczął mnie tak trochę grzecznie, ale tak tonować tak, pokazywać swoją wyższość. Mi to nie przeszkadzało, ja jestem z natury skromnym człowiekiem, ale widziałem to, co on robi i tak to wyglądało i był takim bożyszczem. Natomiast, natomiast nie spodziewałem się, że ten uzdrowiciel zada mi takiego ćwieka na tym spotkaniu, że w ogóle mi ten obiad nie będzie smakował. Oto Pan uzdrowiciel w którymś momencie mówi, a Pan Jackowski, tu słyszałem tam Pan gdzieś zwłoki znalazł, tu to. To były same moje początki. Ale mówi ja jadąc tutaj przed już wiedziałem, że my się tu spotkamy. Przyjechałem z zagadką mego życia. Ja mówię, słucham? A on mówi, wie Pan, ma Pan, to jest zdjęcie mojej

24:31

babci, dał mi zdjęcie. Moja babcia straciła życie w dziwnych okolicznościach. Ja bym chciał wiedzieć, jak Pan to będzie widział. Cóż, miałem zrobić? Odebrałem to zdjęcie od niego. Ja mówię wie Pan co no to tutaj sobie siedźmy, rozmawiajmy, a w międzyczasie może ja coś poczuję. Jak wziąłem to zdjęcie mówię o chłopie, ale mi kopa przywaliłeś. I szybko zaczęło do mnie docierać jedno. Przecież nawet gdybym poczuł i będzie to dobre to on może to zaprzeczyć, on może powiedzieć zupełnie coś innego. Czyli dał mi w rękę coś czym może sterować, co może mu powodować, bo widziałem jego kontekst. Widziałem to, jak on podchodzi do mnie i tak jakby chciał mnie zdeklasować. I wtedy mimo wszystko, wtedy paliłem papierosy. Wyszedłem ze dwa czy trzy razy tam po jakimś jakimś okresie palić papierosy. I za każdym razem próbowałem się skupić na tym zdjęciu, paląc papierosa gdzieś przed budynkiem. I skojarzyła mi się bardzo dziwna rzecz, bardzo dziwna rzecz.

25:46

Skojarzyło mi się, że ta kobieta wychodzi z domu, wiejskiego i przechodzisz przez jakąś kładkę i się potyka i wpada twarzą. do bardzo płytkiej wody, że nawet nie była utopiona, ona po prostu leżała w takim jak w kałuży. I leżała twarzą do tej wody i to wszystko mi się skojarzyło. Pomyślałem sobie, nie, to jest jakaś sugestia, przecież to jest niemożliwe, że jak no jak można tak. Ale wróciłem do tego domu i poprosiłem kartkę, długopis, zapisałem to, włożyłem sobie to w kieszeń. No i po chwili jest obiad. Oczywiście Pan uzdrowiciel, mówi tak, posiedziałbym z Wami dłużej, ale pacjenci czekają, bo my się spotkaliśmy w Chojnicach koło Człuchowa. Więc on mówi, tu pacjenci z Chojnic czekają, muszę zaraz jechać do pacjentów, ale miło było, obiad super, i widzę, że facet mnie zgniótł. No dobrze. Myślę sobie na pewno bzdura, co mi wyszło. i na pewno, i na pewno mu tego nie pokażę. Najwyżej się wykręcę, że daj mi Pan to zdjęcie, tak pomyślałem

27:02

taką opcję wybiorę żeby z tego jakoś wyjść. Daj mi Pan to zdjęcie, wezmę to do domu, może coś poczuję to wtedy Pani Grażynie dam, czyli tej Pani, która nas tam u siebie w domu gościła, a do klubu przychodziła. No i jedząc ten obiad, byłem kompletnie zgaszony. Byłem taki, ale to jego zachowanie cały czas było takie grzeczne, ale takie tonujące mnie cały czas. I nie czułem się tam komfortowo, i w pewnym momencie ja mówię, wie pan co? Zrezygnowałem w myślach, że będę kombinował, brał. Na co mi to zdjęcie, nie chce. Wie Pan co nie w tej atmosferze, ja tu nie zrobię tego. Tą kartkę miałem zapisaną w kieszeni. Ja tego tu nie zrobię. Nie nie, nie ma atmosfery. Niech Pan powie coś, co Pana niepokoi z tą babcią? A widzisz Pan Panie Jackowski, ja to rozumiem oczywiście. On od razu mówił my nie, że ja. My mamy tak, że nie w każdej chwili osiągamy to co chcemy. Brylował. Ale o czym ja Pana rozumiem oczywiście. No cóż, cóż, mogę Panu powiedzieć? Babcia niby zmarła na atak serca przed domem, mieszkała na wsi

28:20

i znaleziono ją w takim rowie z wodą, gdzie twarzą leżała do wody. K****  jak ja to usłyszałem, mi się chciało wejść na stół, gdzie było pełno jedzenia i tańczyć. Mi się chciało wyć, krzyczeć, oczywiście tego nie robiłem. Wiecie jakie to jest wrażenie, że gość, który dwie godziny trzymał mnie na sznureczku. Ja Ci dam zadanie i nie podskoczysz. Teraz mam go, on tego nie wie. Teraz ja go mam na sznurku. I od razu mu nic nie powiedziałem. Jemy, ja mówię o to dziwne. Ja mówię i zacząłem z nim pogrywać w tym towarzystwie i mówię tak, wie Pan, co o Panu powiem to by niebywały traf musiał być, żeby coś takiego trafić. No niby na serce zmarła, ale leży twarzą do wody w jakiejś płytkiej wodzie. To takie niezwykłe. Oj no niezwykłe, ale Pan nie jest pierwszy. Ja już z kilkoma jasnowidzami się widziałem. Żaden nie trafił. Ja mówię no niezwykłe. A co by Pan pomyślał o człowieku, który by trafił? ja mówię przy wszystkich.

29:36

No, miałbym go za mistrza, nie on mówi. I wtedy mówię, to jest ten moment, to jest ta chwila! I słuchajcie, jeszcze jemy, właściwie już koniec było tego jedzenia prawie. Wyciągam kartkę, czy może Pan to przeczytać na głos? Dałem mu kartkę, rozłożyłem. Tam było kilka zdań. Dokładnie takich co on opowiedział. On to przeczytał po cichu. Znaczy mi się wydaje, że on to przeczytał po cichu. Ja mówię, niech Pan przeczyta na głos, żeby nie powtarzać. A Pan tu trochę niewyraźnie pisze, taki stonowany od razu. Dał kobiecie tej jednej z którą był. I ona przeczytała to na głos nie. A on mówi: Świetnie, świetnie wyszło. No na nas już czas. To wiecie co na sam koniec ten człowiek podszedł do mnie, nie wiedzieć czemu i powiedział mi tak: Masz Pan chore jelito, to jest początek nowotworu i szybko Pan reaguj. Ja nie poszedłem do lekarza, nie badałem, ale też nie narzekałem. Bogu dziękować, żyje do dzisiaj. Jeszcze te słowa mi powiedział,

30:52

To pamiętam jako niezwykłą przygodę z tamtego okresu czasu z jasnowidzeniem.