Archiwum Wizji rejestr przepowiedni
31 stycznia 2019

Przyszłość

· 1 h 2 min · napisy YouTube (PL) · obejrzyj na YouTube ↗

Audycja dotyczy przyszłości i możliwości jej przewidywania przez jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego. W trakcie rozmowy porusza on swoje przeczucia dotyczące wydarzeń w Polsce i na świecie, a także dzieli się osobistymi doświadczeniami związanymi z wizjami i podróżami do Japonii.

Przepowiednie z tej audycji · 2
niezweryfikowane · Krzysztof Jackowski

„Czeka cię nowa droga, czeka cię lot.”

24:00
niezweryfikowane · Noriko

„Zobaczymy, dlaczego tak ciekawie zareagowali Japończycy umie na Traugutta w Czuchowie i kazali już przerwać i natychmiast nawet z dziećmi mogę lecieć do Japonii.”

1:01:52

Pełny transkrypt · 50 fragmentów

0:00

Witam, ale chyba coś tu popsułem, bo zapowiedziałem wczoraj audycję, nie wiedziałem jak to uruchomić, może zrobiłem dobrze, może nie zrobiłem dobrze, nie wiem. Przepraszam, bo tam ponad 200 osób czekało na audycję, a teraz nie wiem czy to zrobiłem dobrze, czy nie. W każdym bądź razie tak jak u mnie włączyłem i zaczynamy audycję. Zapowiedziałem już wczoraj, że dzisiaj będzie o, ale są wszystkie osoby, pozdrawiam Państwa. Zapowiedziałem, że w dzisiejszej audycji opowiem tak dość drobezgowo o przyszłości, to co mi się kojarzy i to zrobię. Powiem Państwu, że ze dwa miesiące myślałem, zastanawiałem się nad tym, żeby zrobić coś drobezgowo. Przedstawię to Państwu, ale... Aha, tu jeszcze, przepraszam, bo czat, nie wiem, jak czat tu zrobić na żywo.

1:21

Ok. O, są widoczne. O, pozdrawiam Was teraz, bo nie widziałem naszego czatu. I teraz powiem tak. Ta audycja będzie składała się z dwóch audycji. Dzisiejszej i jutrzejszej. Jutro też będzie ona o dwudziestej. To też potraktujcie jako pewną naukę dla Was, kogo to interesuje. Jak przyszłość jest zdeterminowana i dlaczego przyszłość można przewidzieć. O tym wspomnę. Niedawno była audycja, trochę z przymusu, opisywałem, że tam jakaś książka się ukazała w wydaniu m.in. pana Masy, świadka koronnego. I pan Masa też tam, o mnie coś było napisane, o moich kontaktach z Pershingiem, to audycję prostowałem i tutaj na tych łamach jest ta audycja. Ale dzisiaj w pewnym sensie też muszę zacząć od Pershinga, mimo że nic on nie ma z tym, chociaż nie do końca wspólnego. Zaczynamy. Przyszłość.

2:36

Słuchajcie, zanim powiem Wam w drobiazgach to, co mi się kojarzy na ten rok w kraju, na świecie, tak drobiazgowo, nie tak na wariata, jak często prasa przyjeżdża do mnie, czy dzwoni do mnie telefonicznie, zadaje mi pytania i ja mam 10 minut do zastanowienia się. Tylko naprawdę potraktowałem te wszystkie moje poczucia jak Jasnowic, jak Jackowski, takie moje przeczucia. No ale właśnie, przyszłość. Zastanówmy się, czy przyszłość jest zdeterminowana. No bo skoro w jakiś sposób można ją przewidzieć, to ona jest zdeterminowana. Jeżeli jest przyszłość zdeterminowana, to jaki sens ma nasze życie, jaki sens ma grzech na przykład. No bo jeżeli wszystko jest w pewnym sensie przeznaczeniem, skoro można przyszłość przewidzieć, to znaczy, że my się znajdujemy w przeznaczonych sytuacjach, być może tylko od naszych wyborów zależy, co zrobimy w danym momencie,

3:53

ale życie jest ścisłym przeznaczeniem. Tak, i tutaj się posłużę Perszyniem, nikim innym. Perszynk już nie żył trzy lata. Trzy lata, zaznaczam, to wszystko ma sens. Nie denerwujcie się, jeżeli mówię najpierw przepowiedni. Trzeba was przygotować, czym jest poczucie przyszłości, przeznaczenia. Oto, wyobraźcie sobie taką rzecz. 2002 rok. Perszynk zginął pod koniec 1999 roku. No to więc nie żył już prawie dwa lata. W 2002 roku ja sam wychowywałem dwójkę dzieci, syna i córkę. O, były małe dzieci, chodziły do podstawówki, syn chyba do pierwszej klasy, córka czwartej lub piątej. Ok. Tak, był dzień. Głotowałem dwa obiady. Dlaczego dwa? Ponieważ córka była wegetarianką, zresztą jest do dzisiaj, a syn wręcz przeciwnie.

5:09

Więc synowi jakieś ziemiaki z mięsem, a córce coś tam wegetariańskiego. Ugotowałem te dwa obiady trochę za wcześnie, jeszcze 40 minut zanim przyjdą ze szkoły, więc położyłem się w pokoju na kanapę. To był dzień, to było gdzieś pół do trzeciej po południu. I położyłem się na kanapę i się zdrzemnęłem. Wyobraźcie sobie, że miałem sen. Krótko spałem, ale miałem sen niezwykły. Oto śniło mi się, że jestem w ustce. Że jestem w ustce i że jest droga w budowie. Pełno robotników buduje, betonuje drogę. Jakieś wykopy robią i betonują tą drogę. Wyobraźcie sobie, że pełno jeszcze ludzi wokół tego chodziło. I ja w tym śnie byłem zmartwiony, bo nie mogłem znaleźć w tym tłumie, między tymi robotnikami i ludźmi, nie mogłem znaleźć córki i syna. I szukałem ich nagle.

6:25

Patrzę, stoi persznik. Ale tyłem do mnie stał. On był wyższy ode mnie w rzeczywistości. I taki był w tym śnie też wyższy ode mnie. Ale widziałem, że te są. I on do mnie mówi tyłem, nie odwracając się do mnie, szukasz dzieci? Ja mówię, tak, chodź, ja cię zaprowadzę, gdzie one są. Szliśmy kawałek tam przez tą drogę, którą remontowali, ocierając się o ludzi, bo ludzi było mnóstwo na tej drodze remontowanej. I nagle wyszliśmy na taką polanę. I na tej polanie z boku stał prom kosmiczny. Pionowo prom kosmiczny i wokół niego były rusztowania. Ja mówię, tu jest ten amerykański prom kosmiczny w wózce? Czy ktoś tu podejdzie, to zniszczy? A on mówi... To nigdy nie spadnie, nie bój się. To nigdy nie spadnie. I dalej... Ja widzę tylko jego tył, idę za nim i on w pewnym momencie stanął, odwrócił się do mnie i ja się zaskoczyłem. Ponieważ wyglądał jak persik, to był on w tym śniegu. Z jednym wyjątkiem. On miał dwa takie wąskie wąsiki, jak w grze Chińczyk.

7:40

Ja pamiętam, za dziecka była taka gra, Chińczyk na piątki się grało i na tej grze był taki pan w takim spadzistej kapelusiku dziwnym i taki cienki wąsik miał, to taki wąsik miał persik. I on do mnie mówi tak, ja się dziwię, co on za wąsik ma? A on mówi, idź tam prosto, tam będą twoje dzieci. I się obudziłem. Myślę sobie, co za nienormalny sen. Długo myślałem o tym śnie, bo mówię, on coś musi znać. Słuchajcie, upłynęło kilka dni. Może dwa, trzy, cztery. Dzwoni do mnie telefon. Pamiętam jeszcze wtedy, nie komórka, a normalnie telefon na kabel. Dzwoni do mnie telefon i w telefonie odzywa się głos mężczyzny i mówi tak, że nazywa się Bogusław P. że prowadzi firmę o nazwie Matsugu z Warszawy. Jest to firma tłumaczeń japońsko-polskich, polsko-japońskich. Że do niego zwróciła się telewizja japońska Asashi,

8:56

by on się ze mną skontaktował i z pytaniem, czy zgodzę się na doświadczenie, że tutaj ekipa telewizji na przyjedzie ze sprawą kryminalną z Japonii i od tej sprawy, od tej wizji, którą tu na miejscu wykonam, będzie zależało, czy polecę na konkurs jasnowidzy do Japonii. Szanowni Państwo, ten Pan mówił bardzo konkretnie i poważnie, ale ja w stu procentach byłem przekonany, logicznie, że ktoś sobie robi żart ze mnie, bo to tak jakoś egzotycznie brzmiało, jak ktoś z Japonii przyleci, tutaj do mnie jakiś facet dzwoni do mnie z Warszawy, chce, no ale ja uznawałem to za żart, ale ja mówię, wie Pan co, dobrze, a kiedy oni chcą przylecić? No, w przyszłym tygodniu, no to tym bardziej pomyślałem, aha, no w Japonii, w przyszłym tygodniu, no żart, ale dobrze, gram do tego żartu poważnie i mówię, no ale w jaki dzień? No to niech Pan wybierze, no ja mówię, to niech Pan powie, no w końcu oni mają przylecić do mnie z tak daleka, a ja jestem na miejscu zawsze. A on mówi, no to co, środa, czwartek? No to już mnie na 100% upewniło, że to jest żart. Ja mówię, niech to będzie środa. No to dobrze, gdy się miało coś zmienić, to ja do Pana odzwonię, ten człowiek mówi,

10:11

ale okej. Odłączyłem słuchawkę i słuchajcie, 100% tak mówię, ale ktoś grubo ze mną pojechał. Taki żart przesadził i przestałem o tym myśleć. Nawet miałem podejrzenia pewnego kolegi, którego stać było na takie żarty. Słuchajcie, środa, gdy przyszła środa, to prawie tydzień minął od tej rozmowy, i ja w ogóle tego dnia nie myślałem, że jacyś Japończycy przylecą do mnie do Człuchowa. Dzieci przyszły ze szkoły, było już popołudnie, no i wybrałem się z dziećmi pieszo w tym moim miasteczku, gdzie mieszkam, na zakupy. Po godzinie, obładowani torbami, wracamy. Kiedy mieszkałem w Człuchowie, przy ulicy Trauguta, i jak się idzie w centrum, jeżeli to można centrum nazwać, centrum miasta, to ta ulica Trauguta, już tak powiedzmy 800 metrów, była w linii prostej, był widoczny mój blok. I zwróćmy uwagę,

11:26

kiedy weszłem już na tą prostą naszej ulicy, że w odległości około 400 metrów od emie pod moim blokiem, jest kilka osób w żółtych skafandrach. Wszyscy mieli żółte skafandry. Jakiś statyw był rozłożony. Ja byłem pewny, że to jest geodezja, że to są geodeci. No bo tak jakby jakieś pomiary robili. Zdziwiło mnie, bo to już było podwieczór, a to był okres zimy, ta już szaluga się robiła. To był bodajże, tak, to był grudzień 2002 roku. No i słuchajcie, kiedy podchodzę bliżej, ja mówię niemożliwe do dzieci. Ja mówię słuchajcie, są Japończycy, przylecieli Japończycy do mnie. Ja byłem zszokowany, przestraszony. Dobra, podchodzę do nich, ten pan Bogusław, ten tłumacz, podszedł taki oschły w zachowaniu. No miał pan czekać, a to my czekamy na pana. Ja mówię, wie pan, przepraszam, ale ja myślałem, że to żart ktoś robi. No a on mówi, no nie no, jesteśmy naprawdę. I spieszy się nam, więc prosimy, żeby pan teraz nam poświęcił czas i dokonał tego doświadczenia. Słuchajcie,

12:41

zaprosiłem ich do siebie do domu, oni czekając z nami filmowali blok, mój, gdzie ja mieszkam, chyba na reportażu, no bo czy ta wizja wyjdzie mi, czy nie, to pokażę, że byli w Polsce i dali próbę Jackowskiemu. Kiedy poprosiłem, ja mieszkałem na parterze w bloku, kiedy ich poprosiłem do siebie do domu, wyobraźcie sobie, że wszyscy, jak jeden mąż, łącznie z tłumaczem, czego ja nawet nie oczekiwałem, zdjęli buty przed wejściem do mojego mieszkania, bardzo ciasnego, dwa pokoiki w bloku, na parterze. Ja nie oponowałem z tymi butami, coś mi tam po głowie chodziło, że przecież w Japonii chyba się w butach do domu nie wchodzi, żebym miałem taką tradycję. Hej, kiedy weszli do mnie do mieszkania, to ja miałem bardzo wąskie pokoje, takie podłużne, nieustawne, ciasno. W pewnym momencie coś oni tłumaczowi po japońsku mówili i pan tłumacz mówi, ekipa, która tutaj odwiedziła pana dom, pana mieszkanie, jest pod wrażeniem wielkości pana mieszkania. A ja mówię, no ja wiem, że jest małe, ale jakoś się tu zmieścimy. A on mówi, nie wers przeciwnie, że ma pan duże,

13:57

komfortowe mieszkanie. Ja mówię, proszę pana, no jak 47 metrów kwotowych może być dużym, komfortowym mieszkaniem. Słuchajcie, oni nie żartowali. Dopiero jak poleciałem do Japonii, zrozumiałem, co to jest duże mieszkanie, takie jak ja mam właśnie, jak miałem w bloku. Oni mieszkają bardzo ciasno, nawet domki są wąskie i ciasne, jeżeli kogoś stać tam na domek. Okej. Słuchajcie, dzieci poszły do kuchni z tymi torbami, kazają im nie przeszkadzać. Oni się w tym moim największym pokoju wąskim rozstawili z kilkoma statywami, połączali kamery, jakieś oświetlenia. Było ich czworo. Słuchajcie, no i piąty jeszcze pan tłumacz, no i ja, nie było miejsca. ja sobie gdzieś jakieś krzesło postawiłem, tam gdzie mi kazali usiąść, przed rozstawionymi, tymi kamerami, światłami i tak dalej. No i słuchajcie, i Chiba, ten pan, który był szefem, nazywał się Chiba, notabene, jak byłem trzeci raz w Japonii, drugi raz, przepraszam, w Japonii, bo tam byłem trzykrotnie, to pan Chiba,

15:12

co było też wielkim wyróżnieniem, zaprosił mnie do swojego mieszkania rodzinnego, gdzie była żona, jego dzieci i okazało się, że pan Chiba w Tokio mieszkał w dzielnicy Chiba. To taka ciekawostka. Słuchajcie, wyobraźcie sobie, biorę tą rzecz, dali mi jakąś bluzkę. Okej. Zaginęła młoda dziewczyna, Noriko. Tak ma na imię ta dziewczyna. Okej. Zaginęła dziewczyna. Kazali mi to wziąć w rękę, mam się skupić i powiedzieć, co ja czuję. Od tego zależy wszystko. Czy polecę, czy oni skorzystać, będą korzystać ze mnie, czy nie itd. Powiem Państwu szczerze, że jak wziąłem tą bluzkę, jak się wreszcie cisza zrobiła w tym ciasnym pokoju zagraconym przez te wszystkie statyby itd. Byli naprawdę oni cicho. Ja też. Bicie swego serca służyłem. I zamiast wizji myślę sobie tak. Przepraszam o zabrażenie. Ja w domy. O co chodzi? Oni tu naprawdę są. Mam chwilę. Im się spieszy.

16:28

Jak ja takie coś zrobię w chwilę? To jest nienormalna sytuacja. Ale ja muszę coś powiedzieć, bo jak nic nie powiem, to oni się wściekną. Przecież oni lecieli tu z Japonii. Trzymam tą rzecz. Dalej nie może mi nic wyjść. Nic nie czuję. Nie łapię. Nie przeszkadzałem mi. Cierpliwie. Okej. I słuchajcie. W pewnym momencie mówię, cokolwiek mi, cokolwiek sobie wyobrażę, powiem, najwyżej pójdą i będzie spokój i najlepiej, gdyby sobie poszli. Ja w ogóle powiem Państwu, że jestem z natury taki domator. Ja jestem ciężki do wyjazdów. Ja nienawidzę wyjeżdżać. Gdzie do Japonii? Okej. Nagle mam poczucie, że budynek, wysoki budynek mi się kojarzy, taki okrągły. Ale to nie jest budynek mieszkalny. On ma wiele pięter. Ale wjeżdża się taką serpentyną tam i na każdym piętrze są parkingi.

17:44

To jest budynek parking. Okrągły. Bierze się taką serpentyną na niebo. I siedzi tam dziewczyna w małym samochodziku za kierowicą. Obok niej siedzi chłopak. Obok. Chłopak pali papierosa. Nagle mi to znika. Ale to powiedziałem. To mówiłem i tłumacz zaraz zaczął tłumaczyć. To wszystko nagrywały kamery. Japończycy milczy. Ja mówię. To mi szybko znika. Ale nagle mi się pokazuje plastikowy niebieski kosz. Dość duży. Z klapą. Jak ja to powiedziałem, tłumacz to powtórzył. i próbuję się dalej skupiać. Ale byłem pewny, że to jest nie to, że ja tu jakieś bzdury mi opowiadam. To nagle ten pan Chiba po japońsku, wiecie, ten akcent, potem to człowiek rozumie, ale na początku, ja nie rozumiałem, oni mają taki dość szybki, agresywny ten akcent. I kazał stop wszystkim zrobić. Już nic nie nagrywać. I ja wtedy pomyślałem,

19:00

ja pierdzielę. Kilka zdań wystarczy, lipa i są wściekli. I teraz co będzie? Usiedli wszyscy na kanapie, na wersalce. Pan tłumacz stał nad nimi, a ja poszedłem do okna zapalić papierosa. Z nerwów, ze strachu, z niepewności i głupio się czułem. Werdykt, ale już z góry wiadomo, że to na pewno głupota. Co powiedziałem? Wyobraźcie sobie, że tak po japońsku mówili między sobą. Oczywiście pan tłumacz cały czas wiedział, co oni mówią, ale ja nie wiedziałem. Rozmawiali 10 minut między sobą. W pewnym momencie zamilkli jak jeden mąż i pan tłumacz do mnie mówi tak. To wystarczy. Ci panowie nic panu więcej nie mogą powiedzieć, ale to ich przekonuje, co pan powiedział. I czy pan wyraża zgodę wylotu i poddania się eksperymentom w Japonii? I ja mówię, to dla mnie zaszczyt, ale to miało sens? A tłumacz mówi,

20:15

wie pan co, nie rozumiem, co ja do pana mówię i co pan mówi, więc panu powiem, bardzo duże to miało sens, ale nic więcej panu nie będę mówił, bo pan będzie tą sprawę kontynuował w Japonii. Jezus Maria, euforia we mnie. Ja mówię, jak najbardziej. Ja mówię, to przygoda życia. No polecę. To mówi, no to ile potrzebuje pan czasu? Ja mówię, proszę pana, no z tydzień, dwa tygodnie. Ale pan tłumacz mówi, ale o czym pan mówi? Jaki tydzień mówi? Pan dzisiaj leci. Ja mówię, słucham, pan dzisiaj leci do Japonii. My jesteśmy busem, takim wypożyczonym, pasażerskim, po to, żeby właśnie cała ekipa z panem, żebyśmy lecieli do Japonii. Ja mówię, proszę pana, to jest niemożliwe. Ja mówię, raz, że nie byłem przygotowany, no przecież, a on mówi, no przecież, bo u nich jest wszystko dokładnie. No przecież mówiłem panu, że będziemy, ja mówię, pana, ale to dla mnie jest, no nie ma mowy, żebym ja poleciał. Dzisiaj, no przecież ja mam dzieci, sam wychowuję dwójkę dzieci. No nie jestem przygotowany. Czy dzieci mają paszport? On mówi, ja mówię, mają paszporty aktualne. Czy pan ma paszport? Ja mówię, mam paszport. No to chwileczkę. I znów dyskutowali, tłumacz coś mi powiedział, dyskutowali znów pięć minut.

21:29

Oczywiście ja już w innej atmosferze oczekiwałem na to, co oni powiedzą, poczułem się jak wygrany. No, że to bardzo dobrze, że im się coś zgadzało, powiedzieli. No i po pięciu minutach pan Bogusław, tłumacz, mówi, nie ma problemu, dzieci polecą z panem. w szoku. Ja zawołałem z tej kuchni moje dzieci. I ja mówię, dzieci, czy wy chcecie lecieć dzisiaj do Japonii? Dzieci myślały, że ja zwariowałem. Dwie godziny, wszystko przygotowałem i po dwóch godzinach, już była prawie, że noc, jechaliśmy busem do Warszawy. Powiem wam śmieszną rzecz. w trakcie jazdy, moje dzieci spały. Ja siedziałem i nie mogłem zasnąć, bo byłem pod wrażeniem. Mi się wydawało, że to się naprawdę nie dzieje. Japończycy między sobą czasami coś rozmawiali, a w pewnym momencie pan Bogusław się zaśmiał, rozumiejąc ich. A ja mówię, z czego pan się zaśmiał? Co oni kawały sobie mówią? A on mówi, nie, oni nie rozumieją polskich reali.

22:44

A ja mówię, dlaczego? A jeden do drugiego powiedział, że Polska to musi być bardzo bogaty kraj, skoro stać go na tyle pustostanów w terenie. Ta przestrzeń między polami, lasami, wsiami, miejscowościami im się wydawało, że to jest, że nas bardzo na to stać, bo w Japonii jest wszystko, co się da zabudowane. Nie rozumieli tego, myśleli, że my bogaci. Chociaż dobrze to przestrzeń jest. Na razie się zatrzymam z Japonią. I nie bądźcie zawiedzeni, bo będzie mowa o przyszłości. Tylko teraz zwróćcie uwagę na ten sen. Pershing wiedział, że się boje radać senolopem. Pershing pokazuje mi się w śnie, gdzie wydaje mi się w tym śnie, że jestem w bóstce, ale budowa drogi. Pełno ludzi chodzi, a budowa drogi. Nowa droga w twoim życiu. Polecisz gdzieś. Osiągniesz sukces. Nowa droga cię czeka. to Pershing mi pokazał. Idziemy koło... Ja mam taką naturę, żebym zrezygnował z tego, chociażby przez rok, bo się boję lecieć. Ja się boję latać samolotami, chociaż sporo latałem. Strasznie panicznie się boję latać samolotami.

24:00

Wyobraźcie sobie, jak wyszliśmy na tą polanę w tym śnie. Ja widziałem ten prom i takie wyrusztowania. Ja mówię, tu jest ten prom kosmiczny, a przecież mówię, ktoś podejdzie, to popsuje coś i on spadnie. A on mówi, on nigdy nie spadnie. Czyli Pershing mi powiedział, czeka cię nowa droga, czeka cię lot. Zresztą sześciokrotny, bo w to mi z powrotem, a nawet więcej, bo najpierw trzeba było lecieć z Warszawy do Kopenhagi, z Kopenhagi na lotnisko Narita pod Tokio. Słuchajcie. I niezwykła rzecz, bo sama puenta tego snu, czyli powiedział, że to nigdy nie spadnie, czyli nie bój się lecieć, a sama puenta, idź tam, twoje dzieci są. Pokazał, że będę leciał z dziećmi. To było niezwykłe. Ten sen, ten sen, uwierzcie mi, że on rzeczywiście się wydarzył. Ja w swojej książce, autobiografii opisałem ten sen. To jest niezwykłe. To znaczy, że Pershing mi pokazał to, co się stanie.

25:18

Niezwykły to sen. I tak się stało po parunastu dniach. Dodarliśmy do hotelu gdzie wtedy forum nazywał teraz chyba Nowotel w Warszawie. Już nie wiem, w środku nocy druga, trzecia nad ranem mało snu. Chyba godzinie trzynastej, czternastej mieliśmy odlot z Okęcia do Kopenhagi. Tak naprawdę to chyba uwierzyłem, że to się naprawdę wszystko dzieje w Kopenhadze, kiedy wsiadaliśmy w potężny Boeing, który miał wiele godzin lecieć do Tokio. Pamiętam pierwszy ten moment jak leciałem do tego Tokio, jak byliśmy nad Syberią, nad Bajkałem, mało świateł z góry, z góry było widać, a nie było chmury. Pomyślałem sobie, ta Syberia taka dziewicza jeszcze, taka zimna, sroga i dziewicza. Bardzo mi się przyjaźnie ta Syberia kojarzyła. jezioro Bajkał, które wyraźnie, tak jak na mapie widziałem często, to ono

26:33

takie zarysy miało z tego samolotu. Kiedy byliśmy gdzieś w okolicy, nie wiem, Korei, Chin, nie wiem, jakie to miejsce, dojrzałem z samolotu niezwykłą rzecz, niezwykły widok, ponieważ dokładnie niebo było na pół podzielone. Tu było jasne, a tu było czarne. To było coś niezwykłego. Dokładnie linią przedzielona noc i dzień. Przepiękny widok. No i straszne pierwsze lądowanie na lotnisku Narita, ponieważ kto pierwszy raz tam ląduje, to może być przerażony, ponieważ samolot nie ląduje tak normalnie, że schodzi, schodzi, schodzi do lini, tylko wyobraźcie sobie, że dzieje się coś takiego, że on właśnie taką serpentyną i na dole jest zbiornik wodny widać duży, widać, że ludzką ręką wykonany, bo ma kształty bardzo wyraźne, równe i on schodzi z taką szeroką serpentyną, i mi się wydawało,

27:48

że on ma awarię i kołuje do tej wody i dopiero jak już był nisko nad wodą, ociągnął i prosto na pasie się znaleźliśmy. Oczywiście potem następne lądowania jeszcze dwa na Naricie już dawały mi spokój, bo wiedziałem, że on tak ląduje, ale pierwszy raz byłem pewny, że spadamy. zostaliśmy umieszczeni umieszczeni w hotelu, hotel się nazywał Rigoku, taki typ hoteli mariotowskich, bardzo elegancki, na samej górze, pamiętam, była restauracja, szwedzki stół, wspaniałe jedzenie japońskie i co ciekawe, słuchajcie, nigdy nie zapomnę tego widoku z daleka, to były takie duże okna, takie potężne, jak projektor filmowy wielki i widok na Tokio, ale w oddali Fujiyama. Coś cudownego, do połowy biały, a od połowy szary, ale ten kształt równoległy, przepiękny. Tak,

29:03

niezwykła ta Japonia, niezwykłe jedzenie, zapachy, też smród. Pamiętam, kiedy wyszliśmy, bo w pierwszy dzień nic nie robiłem tam, kiedy wyszedłem, gdzieś tam, żebyśmy się daleko, nie mogliśmy nic żyć, bo byśmy się zgubili, ale gdzieś, żeby mieć, to był wysoki hotel, ale żeby mieć na widoku ten hotel, żeby wiedzieć, gdzie wracać, to zwróciłem uwagę, że tam płynęła niedaleko jakaś rzeka, to wzdłuż tej rzeki, nie na przekrój jej, tylko wzdłuż tej rzeki szła nad nią autostrada. Każdy zakamarek, słuchajcie, jakieś pociągi w powietrzu tory, coś nieprawdopodobnego, jak przez pasy ludzie przechodzili, to jakby powstanie, wielkopolskie było, takie rzesze ludzi. Mało widziałem tam Europejczyków, Japończycy. Spacerując tak, w pewnym momencie poczułem potworny smród na ulicy. Poddali patrzę, że stoi coś na kształt woza drabiniastego, przechmijmy urzę. Para i unosi się z tego

30:19

i to tak śmierdzi. Podeszłem bliżej, a tam ludzie podchodzili i coś kupowali. Pan jakieś woreczki ładował, coś tam. To wyglądało jak takie bulwy, jak u nas, nie wiem, jakaś kalarepa, albo coś podobnego. Bulwy, one w takiej ciepłej wodzie tam były i ta woda cuchnęła, jakbyście gotowali tam miesiąc nieściągane z nóg o nuce po gumowce. To podobno ich przysmak. Nie próbowałem, ale to mnie właśnie zdziwiło. Na następny dzień zaczęła się praca. Pamiętam, pamiętam, że zawsze Japończycy mieli taką, że pan Chiba z ekipą zawsze do hotelu wieczorem przychodził, siedliśmy w kawiarni i w tej kawiarni była omawiane, co robimy na drugi dzień. Oni wszystko notowali i każdy szczegół musieli mieć zaplanowany na następny dzień. Tak dokładnie ludzie, ale robili to zawsze z płynnością, z grzecznością, ale u nich musiało być wszystko systematycznie zaplanowane. Wcale to nie męczyło. Wręcz przeciwnie, człowiek wiedział,

31:34

co jutro wstanie, co się będzie wiedział. Powiem Wam kilka ciekawostek z różnych okresów, byłem trzy razy, z różnych okresów takich śmiesznych, chociaż czasami kragi śmiesznych. Wyobraźcie sobie, największy problem mój był z jedzeniem. Nie to, że obżarty jestem, bo nie jestem obżartym człowiekiem, ale tak, byłem tam z dzieci. Całe dnie jeździłem na grania, czyli w teren i robiłem sprawy. Natomiast dzieci na ten czas niestety musiały zostać w tym hotelu. hotel luksusowy, pokój elegancki. Ja miałem swój pokój, dzieci miały swój osobny obok mojego pokoju, ale co można w takim pokoju robić? Telewizor włączam, to po japońsku. Więc po dwóch, trzech dniach one były bardzo znudzone już. Nie dziwię się im. Ja trochę widziałem, bo jeździłem w różne miejsca, ale dlaczego z jedzeniem? Otóż pierwsza rzecz, jak jeździliśmy, bo tak, rano wstawałem, ja z dziećmi wstawałem i szedłem tam, właśnie na tam najwyższe piętro jechaliśmy windą, te piękne widoki za oknami

32:49

i jedliśmy tam szwedzki stół. Jedzenie wręcz królewskie i może się było najeść dowoli. No i właśnie, kiedy ja wyjeżdżałem z ekipą, dzieci zostawało same, nie miały pieniędzy, zresztą nie mogły wyjść z kotelu, bo takie były warunki organizatorów, czyli całej tej ekipy filmowej, bo by się zgubiły. No i te dzieci po dwóch, trzech dniach mówiły mi tata, my mamy dosyć, my jesteśmy głodne, przyjeżdżacie, potem idziemy z panem tłumaczem i on dopiero kupuje jakieś jedzenie, nami my jemy, ale to tak naprawdę jemy tylko śniadanie i kolację, a my chcemy jeść. No, kłopotliwa sytuacja dla mnie, ponieważ ja zorientowałem się, że telewizja dała na pewno jakieś diety na jedzenie poza pracą, ale trzymał to wszystko pan tłumacz. No, nic innego, grzecznie podeszłem do niego przy najbliższej okazji i tam w hotelu mówię mu, ja mówię, panie Bogusławie, jest problem,

34:04

bo, hej pan, tu przed hotel są jakieś restauracyjki czy jakieś bary, ja bym, bo wiem, że są diety, gdyby pan nam dał nasze diety, ja bym z dziećmi wyszył, no, nie zawsze pan ma czas, że od razu idziemy coś zjeść i te dzieci właściwie w ciągu dnia są głodne, nie? No, zdziwiło mnie, bo pan tłumaczy, nie za bardzo był zadowolony, że ja chciałem te diety, tłumaczył tym, że nie da nam pieniędzy, ponieważ, wytrzymajcie do końca, bo śmieszna puenta będzie tego zaraz, a prawdziwa, niezwykle do komedii się nadająca. I powiedział, no, wie pan, on zawsze był taki oschł, jak mówił do mnie, chociaż bardzo miły człowiek, on mówi, wie pan, tutaj i tak jak pójdziecie do restauracji, to nie będziecie wiedzieli, co wybrać, ponieważ tu są wszystko napisy japońskie, więc pan nie zorientuje się, co pan nawet zamawia. Ja znam język, więc zapraszam was do restauracji i wam mówię, co możecie wybrać. Ja mówię, no tak, ale, powiedział, że nie da nam tych diet, więc nie oponowałem, nie chciałem być niegrzeczny, chociaż się wewnętrznie czułem troszeczkę niedobrze. Słuchajcie, wyobraźcie sobie, że następne dni

35:20

upływały tak samo i dzieci pokazywały mi wyraźne niezadowolenie już, a syn już wręcz mówił, że on chce do domu, że on ma tego dosyć, że on nie tak to sobie to wszystko wyobrażał. Ja byłem trochę w lepszej sytuacji, ponieważ po zdjęciach, tak najczęściej godzina 17, wracaliśmy i jadąc przez Tokio, a jechaliśmy takim właśnie dużym busem pasażerskim, jadąc przez Tokio, stawaliśmy w takich restauracyjkach jak Dennis. To jest coś podobnego do McDonalda, tylko to nie jest McDonalda. Ten Dennis to jest japoński McDonalda, ale słuchajcie, zdrowe, świetne jedzenie. Od samego zapachu tam się można nanieść. Zdziwiło mnie co? Że jak... Dobrze. Pierwszy raz, jak się w tym Dennisie znalazłem, oczywiście zawsze głodny i zawsze myśląc, że dzieci są jeszcze bardziej głodne, a ja to będę zaraz jadł. Okej. I wyobraźcie sobie, że zamówiłem sobie jakieś jedzenie, które oczywiście pan tłumacz mi poradził w tych zygzakach, co mam znaleźć, co może mi smakować. Każdy z nich zamówił, ale zdziwiłem się, że jak przyniesiono po jakimś czasie te jedzenia,

36:35

to przyniesiono na takich obrotowych tackach. One się obracały, te tacki, jak się ręka ruszyła. Nam tylko podano ryż i pałeczki, a wszystkie te smakołyki były na tackach pośrodku. Nikt nie dostał pod siebie to, co zamówił. Ja po chwili patrzę, a jeden z tej ekipy bierze z mojego jedzenia troszeczkę i trochę z tamtego jedzenia. Tak sobie myślę, to oni się zapomnieli, przecież ja to sobie zamówię. Dopiero pan tłumacz mówi, niech pana to nie dziwi. Tu jest zasada, że jak się idzie w grupie jeść, to każdy zamawia swoje, ale jemy wszyscy, po trochu z każdego. Taka jest zasada w Japonii. Tak się kulturalnie tu je. Słuchajcie, w pewnym momencie ja jedząc, biłem w ryż. On był taki kleisty. W ten ryż, w tą miseczkę wbiłem pałeczki. Słuchajcie, jak oni to zobaczyli, wszyscy wstali. Wstali, wyszli. Nawet nie siedzieli przy stole. Pan Bogusław mówi do mnie, coś pan zrobił. Ja mówię, ale co, wyjmij pan te pałeczki. Pana nie wolno. To jest obraza ich wiary. Czci.

37:50

Nie wolno pałeczek zostawiać wbitych w ryż. Nie wnikałem jak. Ja byłem przestraszony, że oni wyszli. Oni nie jedli. Już nie wrócili. Pan Bogusław próbował tłumaczyć mnie, że ja tego nie wiedziałem. Nie pokazywali mi jakichś nerwów. Nie wrócili do tego stołu. Nie chcieli już jeść, mimo, że wszyscy byliśmy głodni. Okej. I teraz ta puenta. Słuchajcie. Po następnych kilku dniach, kiedy moje dzieci już wręcz pokazywały mi ostro, że mają dosyć i córka powiedziała tata, ja to jeszcze jakoś znoszę, ale Adrian, który był małym chłopcem wtedy, Adrian mi płacze tu, że jest głodny. Ja mówię, dobrze dzieci, zrobimy tak. Ja nie znam angielskiego, tym bardziej nie znam japońskiego. Znam jedyne słowo, którego się nauczyłem, bo każdy, jak mu się coś tam pomoże w czymś, to mówi arigato, czyli zrozumiałem, że to jest dziękuję. Okej. Nie znam angielskiego, nie znam japońskiego, ale jakoś z tą ekipą. Dzisiaj będą wieczorem w tej kawiarni, gdzie jak co wieczór spotykamy się, żeby zaplanować, co robimy następnego dnia i dzisiaj im to wytłumacz.

39:08

Okej. Oczywiście był z nami Pan Bogusław, tłumacz. No i spotkaliśmy się wieczorem, jak zawsze, w tej kawiarni hotelowej i ja byłem zdeterminowany. Pomyślałem, że na koniec rozmowy poproszę Pana Bogusława, żeby powiedział im po japońsku, że ja chcę swoje diety, bo mi dzieci płaczą, są głodne i że przepraszam za tą sytuację, ale daje mi to dyskomfort i żalimi moich dzieci. Ale zdarzyła się okazja inna do powiedzenia tego. Wyobraźcie sobie, że w pewnym momencie Pan Bogusław powiedział, że idzie zrobić siusiu. Okej. Jak on poszedł zrobić siusiu? Co trochę trwało, bo toalety nie było w tym lokalu, tylko trzeba było tam gdzieś dalej pójść. Okej. I był Pan Chiba i jeszcze jeden Pan. Ich dwóch było. Ja zaczynałem im tłumaczyć, tylko się nie śmiej się ze mnie, ale słuchajcie, jak to brzmiało. Ja mówiłem nazwisko, czy Pan P. Money. Tyle. Ja i dwa baby, tak tłumaczyłem. Money.

40:23

No. Ja. Money. I jeść pokazują mnie. Tak dziwnie na mnie patrzyli, to, to, to, to, to. I w pewnym momencie okej, okej, oni do mnie mówią. Tomorrow, tomorrow. Okej, okej, okej. Tak mi pokazują. Ja sobie myślę, zrozumieli. Zrozumieli. No jakim inaczej miałem? Zrozumieli, nie? Dobrze, że jutro to załatwią. Dobra. Gdy wróciłem stamtąd, powiedziałem dzieciom, że jutro już będą pieniądze, że wszystko okej. Że będą mogły sobie tu wyjść pod hotel coś kupić, jak będą głodne. Słuchajcie. Poszedłem spać. Zawsze mieliśmy o 10 rano zbiórkę już na dole, czyli pan tłumacz, ja i ekipa telewizyna, która przyjeżdżała, bo ona w hotelu nie mieszkała. I zabierano nas, mnie z panem, jechaliśmy w teren spraw, o których wam będę mówił. Bardzo niezwykłe i ciekawe. Ale słuchajcie, wyobraźcie sobie, że tym razem stało się rano całkiem coś innego. Oto siódma rano

41:39

słyszę do moich drzwi, a dzieci mieszkały w pokoju obok, słyszę do moich drzwi takie cichutkie, tak delikatne, żeby mi nie zestresować. Wstałem, miałem taki hotelowy biały szlafrok, powinałem się tym szlafrokiem, otwieram drzwi, a tam dwie panie japonki na biało ubranych takich fartuszkach z takim wózeczkiem pakują mi nikki. To, co nawet miałem na jakieś spodnie, koszule, to wszystko mi tak ładnie złożyły, wszystko na ten wózek i kłaniając się, proszą mnie, bo wszystko wzięły to, co miałem. A ja byłem w tym szlafroku, żebym w tym szlafroku z nimi poszedł. Doszliśmy do windy, one z tym wózkiem, z tymi moimi rzeczami, zjechaliśmy, tam ostatnie dwa piętra przed recepcją to był biurowiec, a wyżej były, ja mieszkałem wtedy chyba na szesnastym piętrze, bardzo wysoko, z dziećmi. No i my zjeżdżamy, nie wiem, chyba na piąte piętel. No i otwiera się winda i te panie mnie do takiego samego pokoju wprowadzałem, tylko, że na piątym piętrze. Myślę sobie, cholera, mi to nie przeszkadza, chociaż u góry było lepiej, bo miałem widok na niekończące się Tokio,

42:55

bo to miasto się nie kończyło z takiej wysokości. Mało zieleni było, ale same wieżowce domy, ale to miasto nie miało końca. w nocy jest samowicie się świeciło reklamami, bez końca. Słuchajcie, trochę źle, no ale mówię, no cóż, no to nie ja, no tutaj rządzę, tylko ktoś, no. Okej. No, jeszcze chwilę się może zdrzemnąłem, dziewiątej wziąłem prysznic, no i o dziesiątej zjeżdżam windą do holu, gdzie już Pan Bogusław stoi. Ale już z daleka, jak wyszedłem z windy, widzę Pana Bogusława, że zgrzyta zębami, jak mnie licz. Widzę jego minę, jest kwaśna. Nie w humorze dzisiaj Pan Bogusław, myślę sobie, ekipy jeszcze nie było. Podeszłem, mówię, dzień dobry. A on mówi, dla kogo dobry? Dlatego dobry. Jak się jest niewyspanym, to nie może być dzień dobry, Panie Krzysztofie. On do mnie mówi. A ja mówię, dlaczego Pan nie mógł spać? Ja mówię, mnie akurat zmienili pokój. A on mówi, Panie Jackowski, o co w końcu Panu chodzi? On tak do mnie nie mógł. Ja mówię, nie rozumiem.

44:12

Ale szybko zorientowałem się, że już musieli mu o tych dietach powiedzieć. Ja mówię, proszę Pana, powiedziałem im to dlatego, że moje dzieci chodzą głodne, a Pan tego nie rozumie. No wie Pan, ja rozumiem, ale to są dzieci i ja nie wiem, jak Panu to powiedzieć. No grzecznie chciałem ich poprosić o to, skoro Pan nie chciał mi dać tych diet. A co Pan mi z tymi dietami tu wyskakujesz? Już Panu tłumaczyłem. A ja mówię, no ale przecież o to chodziło. O co chodziło? Mieszkasz Pan tu już parę dobrych dni i nagle mówisz Pan im, że Pan masz lęk wysokości i trzeba Panu w nocy znaleźć pokój, żeby na rano Pan był niżej w pokoju. Ja nie słucham? No oni mi to powiedzieli. Ja pół nocy załatwiałem, bo tutaj są wszystkie zabukowane pokoje. Na głowie stawałem, żeby Pana przenieść na piąte piętro. Niżej się nie dało. Już mi nic nie tłumaczyłem. A jedno dobre z tego co wyszło. Oni zrozumieli, że ja mam lęk wysokości i chcę niżej. A dzieci mogły i cały czas przy pierwszym pobycie musiałem jeździć na te tam wysokie piętro do dzieci. Ja chciałem ich odwiedzić, bo już byłem do końca na piątym piętrze. Posłuchajcie, jeszcze śmieszne jedno to to, że właśnie wtedy, właśnie wtedy stało się to,

45:29

że Pan Bogusow mówi a co do tych diet. Jak dzisiaj wrócimy, dam Panu te pieniądze i radźcie sobie sami. Wiecie? Miał rację. Chociaż my się potem zbądrzyliśmy. Miał rację taką, że wyobraźcie sobie, że ja uradowany. Zresztą nawet w ten dzień wróciliśmy szybciej ze zdjęć, gdzieś piętnasta i w ten dzień, w ten dzień odświętnie mogę powiedzieć dzieci, mam te, jeny, chyba jeny się nazywały, mam te pieniądze i idziemy coś zjeść i wybierzycie sobie to, co chcecie. Będziecie, idziemy. Słuchajcie, poszliśmy do baru. Wiecie, co jest dziwne w Japonii? Wszędzie się wydaje, że to jest ta japońska herbata, a ja w barach zauważałem, że stoją na stołach takie szklane naczynia z wodą, którą sobie można wlać i popijać, ale strasznie ona jest chlorowana. Sam chlor. To, pamiętam, jak wchodziło się do lokalu, to jak się siadało przy tej wodzie, to chlor było czuć z niej.

46:45

Słuchajcie, siadamy do stolika. Oczywiście dostaliśmy karty, oczywiście zygzaki i w tym momencie poczęliśmy problem. Ja mówię, dzieci, patrzmy na cenę, żeby nie była za wysoka, jakąś średnią i jakieś jedzenia dostaniemy. O, drodzy Państwo, to była letteria. Zamówiliśmy coś, nachybił, trafił. Najgorzej trafiłem ja. Syn dostał jakąś zupę, najlepiej trafił, z takim popłatem mięsa, który pływał w tej zupie. Jakby na cebulową zupę mi trudno, ale zjadł to ze smakiem. Nawet się modliłem, żeby trochę zostawił, to bym zjadł. A zaraz powiem Wam, dlaczego, bo ja się nie najadłem. Zjadł wszystko. Córka też dostała coś, jakby coś z makaronem sojowym, coś dobrego też dostała i zjadła. A wiecie, co mi przyniesiono? I moje danie było tyle samo warte, co ich dania, z którymi się najadły. Mi przyniesiono, to był jakiś owoc, jakby na ciepło i był takim czymś słodkim,

48:04

takimi wiórkami słodkimi oklejony. Oklejony ten owoc. I on aż parował ten owoc. to była jakaś dostawka, to był jakiś deser. wcale niesmaczny. Mi to nie smakowało, to było jakieś cierpkie, mimo że trochę słodkie. Zjadłem. I pomyślałem, oho, mamy problem, bo z Panem Bogusławem, mimo, że szliśmy raz dziennie, ale on nam mówił, co i sobie wybieraliśmy. A tu mamy kłopot. Jak będę trafił, jak trzy razy trafię na śliwkę, na jakąś gruszkę, to będzie problem. Słuchajcie, potem się zmądrzyliśmy. Zaczęliśmy chodzić do restauracji, gorszych troszeczkę, chociaż bardzo smacznych też, gdzie na wystawie, przed wejściem, były fotografie dań, zdjęcia. Ja mówię, dzieci to są od dzisiaj nasze restauracje. Wchodziliśmy, grzecznie prosiliśmy, miga na migi Pana Kelnera. Wychodził z nami na zewnątrz, to, to i to. I sprawa załatwiona. To tak tyle jako żart, jako ciekawostka. Okej. Teraz już wrócę do rzeczy poważniejszych.

49:19

O, to znaczy jeszcze jedną, niech to tak będzie luźne na razie o tej Japonii. Zaznaczam, ta audycja składa się z dwóch lub nawet trzech części, które każdy będę robił dziś, jutro, pojutrze, wieczorem o 20. Widzę, że jest dużo osób, które mnie słucha, więc interesuje to Was, a ja tak naprawdę nigdy nie opowiadałem o tej Japonii, a to jest niezwykłe przeżycie moje, a też niezwykłe doznanie parapsychologiczne, to, co tam zrobiłem. Otóż dowiedziałem się tam w Japonii, że jest kilku jasnowidzów z całego świata i każdy rywalizuje z drugim. Czyli nie ma, że ja ze wszystkimi rywalizuję, tylko ja z drugim. Pierwszy mój rywal to był Amerykanin, dużo starszy ode mnie, John Monty, tak się nazywał. I nim się zajmowała inna ekipa, a mną się zajmowała ekipa pana Chibdy. Wszystko było dla telewizji Asashi japońskiej. Żadna z tych ekip nie miała z sobą kontaktu. Okej. Sens tego był taki,

50:34

że dostawałem dwie sprawy. Dwie. Tak samo dostawał Monty dwie sprawy. I pierwsza to sprawa Noriko, zaginięcia. I druga sprawa, uwaga, zabójstwa tej czteroosobowej rodziny. To są te osoby pomordowane. O, zobaczcie, to jest mój nawet rysunek kapelusika, ale o tym za chwilę. O, tu jest nawet zdjęcie już na wideo, bo to w Polsce powiedziałem, jak jestem już program na żywo w Japonii. Ale ta sprawa, to jest niezwykła sprawa. O, czekajcie, to jest niezwykła sprawa właśnie ta czteroosobowa rodzina w Japonii zamordowana. Tu takie wydrukowałem, może mało wyraźne, ale kadry z filmu właśnie o w Japonii. Tutaj z trzeciego mojego pobytu, kiedy robiłem sprawę zaginięcia i zamordowania agenta ubezpieczeniowego w Tokio. Tutaj właśnie zestawu, gdzie są tu łowione szczątki. Na żywo to było. Widzicie, tu jest live. Na żywo. Okej, ale teraz Wam chcę coś opowiedzieć. Słuchajcie. Zadanie przede mną było niebywale trudne, ponieważ... No ale może tak zacznę.

51:51

Noriko. Ekipa zaproponowała, że... Bo Noriko mieszkała w jakiejś miejscowości niedużej, takiej wsi pod Tokio. i żebym... I że tam pojedziemy do tej wsi i żebym ja zrobił w mieszkaniu w domu rodzinnym tam na tej wsi, tam gdzie Noriko z rodzicami mieszkała, żebym tam zrobił wizję. To ten początek, który robiłem, kiedy oni byli w Polsce, gdzie powiedziałem, że widzę taki właśnie wjazd z serpentynami i na każdym piętrze tego wieżowca to są parkingi. Tu nikt nie mieszka, to są parkingi. I że ona siedzi tam i tak dalej w tym samochodzie. Słuchajcie. Dobrze. Pewnego dnia mieliśmy... Znaczy dzień przed jazdą do tej wsi pod Tokio, tam gdzie... Do rodziców Noriko zaginionej. Wyobraźcie sobie, że pan tłumacz powiedział, że ekipa poprosiła mnie, żebym pana przeszkolił jak się witać i jak wchodzić do domu. Bo tu w Japonii, no w Tokio,

53:06

gdzie hotel, to tutaj się na to nie zwraca uwagi. Ale na wsiach jest tradycja i panie Jackowski nie może pan zrobić gafy, bo tak jak z tym pałeczkami wbitymi w ryż, bo to jest ich kultura i oni są bardzo tolerani tolerancyjni, ale oni nie wyobrażają sobie, że ktoś ich kultury nie uszanuje. Ja mówię, dobrze, no nie ma problemu, no ja się potrafię zachować, mówię, będę grzeczny, jestem spokojnym człowiekiem. A mówi, nie proszę pana, pan może zrobić nie w tym momencie pokłon i będzie obraza. Pan nie tak wejdzie do domu i będzie obraza. Ja mówię, o co chodzi? A on mówi, tak, najpierw powiem pan tak, bo ci ludzie, skoro wiedzą, że przyjadą obcy ludzie, czyli ekipa, pan, ja, to jesteśmy dla nich obcymi ludźmi, to oni wyjdą przed dom i teraz tylko od ich ukłonów, pochyleń będzie zależało, czy oni nas zaproszą do tego domu, czy nie, bo może będą chcieli z nami tylko rozmawiać przed domem. Do domu się mało kogo obcego zaprasza, on mówi. No ja mówię, okej. Mówi, niech pan pamięta. Jeżeli rodzice wyjdą, Noriko, to pierwszy będzie ojciec, a krok za nią, za nim będzie żona, czyli mama Noriko, pierwszy kłania się ojciec

54:22

półskłonem, a potem się ta pani kłania delikatnym skłonem. Wtedy dopiero może pan się ukłonić. Nie wolno panu się pierwszemu ukłonić, gdyby panu tak na myśl przyszło, bo to znaczy, że akceptują nas i po krótkim powitaniu, które oni powiedzą, że witamy, czy dzień dobry, czy miło, że państwo jesteście, wtedy ten pan robi dwa głębsze ukłony, a ta pani delikatny ukłon to jest znak zapraszamy państwa do domu. O Jezu, ja mówię, jak to jest bardzo wygodne. Znaczy, może ja trochę z tymi terencjami pomieszałem, bo to już tyle lat temu, ale tak to mniej więcej wyglądało. I sobie pomyślałem, jakie to jest wygodne. Jednak to jest fajne, zobaczcie, odwiedza mnie znajomy w momencie, kiedy nie chciałbym go odwiedzać. Nie chciałbym się z nim widzieć, bo mam inną robotę. No i dobra, otwieram brzmi, aha, to mu nie dam dwóch ukłonów końcowych, tylko jeden i będzie rozumiał, że ma iść. Fajna sprawa, bo on to zrozumie, a mówiąc to, to już jest takie niefajne. Okej. To było jedno, ale teraz słuchajcie. Jak wejść do domu? Otóż, jak już tam pojechaliśmy,

55:37

były te ukłony, skłony, pokłony, co było bardzo miłe i oczywiście wszyscy idziemy do domu. Teraz proszę posłuchajcie. Były drzwi rozsuwane, w ogóle niska, niski ten domek. Powiem Państwu, że Japończycy mieszkają bardzo skromnie. Japończycy słyną z elektroniki, z telewizorów, jakichś, wiecie, że ja tam mało widziałem telewizorów, elektroniki, ja mało tam takich rzeczy widziałem. Słuchajcie, wyobraźcie sobie, że przeszkolenie wyglądało w taki sposób. Już powiem Wam tak, jak wchodziłem. Jest heblowana deska, czysta, jako próg, gdzie się wchodzi z ziemi do tego mieszkania. but przed wejściem. Pierwszy. O buta ciągnę i ściągam. Kładę nogę na desce. Wtedy jedną nogą na desce stojąc, ściągam ręką drugi but, kładę drugą nogę na desce i dopiero mogę wejść. W żadnym wypadku nie mogę tej deski skalać butem. Już nawet nie podłogi deski, które jest probie. Tego nigdy nie zapomnę.

56:52

Niezwykłe to. No i wtedy weszłem tam i wtedy zaczęła się właśnie ta niezwykła egzotyka, niezwykła rzecz. Jasnowidzenia. Lecąc do Japonii bałem się, że nie będzie to działało w Japonii. Ci ludzie inaczej mówią, inna kultura. Ja myślę, że w Japonii o wiele bardziej czułem duchowość jak tu rzeczy niezwykłe się działy. Raz uciekłem z pokoju hotelowego, zlękłem się. Jak się można nie zlęknąć, jeżeli woreczek foliowy z ziemią spod domu, gdzie została zamordowana czterosobowa rodzina do wykonania wizji, kiedy już ekipa pojechała do drugiego stolika spada woreczek na ziemię, a leżał po środku. Ale o tym jutro. Tą dwu lub trzy częściową audycję o Japonii spuentuję na samym końcu moimi przeczuciami na ten rok. Ale dlaczego to robię? Opowiadam o Japonii, bo właściwie nigdzie tak gruntownie nie opowiadam. Dzisiaj tak trochę lajtowo,

58:07

żeby Was w ten klimat wciągnąć. Ale powiem Wam tak, niezwykłe doznania, niezwykłe doświadczenia i niezwykłe sukcesy tam. O tym powinienem gruntownie opowiedzieć, a wiem, że nie jesteście na mojej stronie, czy nie substrykujecie mnie, czy jak to się tam nazywa, o to, żeby mnie tam słuchać jako dziwaka. Tylko chcecie mnie poznać, więc ja chcę Wam też pokazywać, opowiadać o rzeczach, o których rzadko się wypowiadają, albo fragmentarycznie, a chciałbym Wam pokazać to życie moje, czy różne dziwne przygody z takich właśnie po latach i sympatycznych rzeczy, które pamiętam i tragicznych. w drugiej części właśnie opowiem o czymś bardziej już przytłaczającym. Muszę Wam powiedzieć jedno, że w Japonii zdziwiło mnie, że jest tyle samobójstw i tyle mordów. Są też morderstwa typu zemsta za... jeżeli ktoś coś zrobi

59:22

komuś w jakiejś rodzinie, to jest zemsta. wendeta taka... to mnie zdziwiło, bo... czyli powiedzmy to sepuku, czy ci samurajowie, ta w nich taka zadra godności jest do dzisiaj i to naprawdę tragicznie wygląda, ale o tym już jutro. proszę Was, jutro o godzinie 20 dalej będę opowiadał, ale już może bardziej też o tych doznaniach i o tych niezwykłych rzeczach, które mnie przestraszyły tam, o tym, że któreś, albo z dzieci, albo z rodziców zrzuciło tą ziemię ze stolika, ale zrobiłem tą wizję bezbłędnie. Ja też postaram się wrzucić tutaj, bo tutaj na tym kanale są też, że mogę wrzucić jakieś filmyki, być może nawet jutro w ciągu dnia to zrobię, z twardego dysku, gdzie mam te filmy, no niestety one są z VHS-ki zgrane, nietłumaczone, ale wrzucę duże fragmenty tego, co robiłem w Japonii, zaznaczam, tam byłem grubszy, wybaczcie,

1:00:37

i wrzucę, żebyście mieli pogląd, chociaż jak to tam wyglądało, a jutro Wam różne ciekawe rzeczy opowiem i cieszę się, dziękuję bardzo Państwu, że jesteście, że mnie słuchacie i w tej chwili mnie 3700 osób słucha. Dziękuję za to, czuję się zaszczycony i przygotuję się na jutro, żeby dalej to toczyć, mówić. Koniec tego cyklu, który będzie co, dopóki nie skończę, on będzie co dzień trwał o 20. Na koniec powiem Wam te swoje przeczucie. Inaczej je przyjmiecie, inaczej zrozumiecie, zrozumiecie, po jutrzejszego pojęcia zrozumiecie, jakie wątpliwości wchodzą we mnie jako jasnowidza. Musicie zrozumieć, że nawet jeżeli wierzycie w takie zjawiska, to musicie wiedzieć, że one nigdy nie będą oczywiste, nigdy nie będą pewne, nigdy nie będą dla samego jasnowidza wypowiadającego to pewne. Bardzo wiele czynników na to wpływa,

1:01:52

ale lepiej opisywać Wam po tym, co przeżyłem i jak to wyglądało. No i Noriko, zobaczymy, dlaczego tak ciekawie zareagowali Japończycy umie na Traugutta w Czuchowie i kazali już przerwać i natychmiast nawet z dziećmi mogę lecieć do Japonii, bo powiedziałem coś niezwykłego. Ja pierdzielę, to było dosłowne, a nie niezwykłe. do jutra 20:00 bądźcie na razie.