Audycja dotyczy możliwości nawiązywania kontaktu z osobami zmarłymi oraz doświadczeń jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego związanych z takimi kontaktami. Jackowski przedstawia przypadek morderstwa, w którym udało mu się wskazać miejsce ukrycia ciała zmarłego, co sugeruje istnienie telepatycznego połączenia z duszami zmarłych.
Ta audycja nie ma znaczników czasu (transkrypcja Whisper) — linki prowadzą do początku nagrania.
—
Fragment 1
Dzień dobry, Krzysztof Jaskowski, Jasnowic. Dzisiejszy temat, czy można nawiązać kontakt z osobą zmarłą, czy ten kontakt może być realny, rzeczywisty? Może być. Będę starał się różne przypadki podawać w przyszłości na ten temat, ponieważ widzę tutaj wielką lukę w dziedzinie nauki. Proszę zwrócić uwagę, że nauka bada wszystko. Naukowcy badają wszystko, co jest dotykalne, co jest mierzalne w jakiś sposób. Natomiast od, właściwie od początku naszej cywilizacji zastanawianie się przez naukowców nad tym, czy istnieje życie po śmierci i czy istnieje dusza ludzka, czy istnieje nasz byt dalej po śmierci. Tutaj raczej to zakrawa odrwinę i ten temat w ogóle nie jest przez naukę podejmowany. Wyrządzając nam niesamowitą szkodę w naszym rozwoju wewnętrznym zabiera nam to nadzieję na to, że właśnie inaczej byśmy spoglądali na świat, na życie ludzkie, gdyby właśnie, na nasze życie, gdybyśmy mieli chociaż namiastkę jakiejś realnej wiedzy, że powiedzmy jest szansa na to, iż możemy istnieć dalej, być dalej, iż nie tylko nasze ciało jest nami, a to co myślimy jest duszą i to coś dalej ewoluuje i żyje. —
Fragment 2
Szczątkowo, ale bardzo dużo mam dowodów na to, że jasnowidzenie to jest jakiś kontakt z osobami zmarłymi. Przytoczę dzisiaj przypadek z 2015 roku, otóż w Bytowie, Bytów, miasto na Pomorzu. W Bytowie w pewnym domu zamieszkiwało małożeństwo, już nie młode, mężczyzna starszy ponad 50 lat, żona jego 48-letnia kobieta, oni mieszkali tam z synem w tym domu, spokojne małożeństwo. Pewnego dnia, właśnie w 2015 roku, w lato, syn tych ludzi wraca do domu i zaniepokoiło go to, iż gdy wszedł do domu, zastał ciszę, kompletną ciszę, a jak to nikogo nie było, zaniepokoiło go to, wszak matka zawsze była w domu, po tej porze kończyła gotować obiad, on wrócił z pracy głodny, zaczął chodzić po pokojach, niestety cisza, otwierając jeden z pokoi, doznał szoku, nie mógł uwierzyć własnym oczom, kiedy widział zakrwawioną matkę na podłodze, leżącą, matka miała podcięte gardło. Policja pogotowie, rutynowe postępowanie policjantów, sprawa była w miarę głośna, tutaj na Pomorzu rozpisywała się o tym prasa, bardzo szybko policja zaczęła podejrzewać męża tej kobiety, że w efekcie, przez jakieś kłótni, mógł to zrobić, mąż tej kobiety zaginął. —
Fragment 3
Nie było go kilka dni, policja obrała opcję, że mężczyzna uczynił to zabójstwo w efekcie, w trakcie kłótni, może nawet nie chciał tego zrobić i uciekł, schował się, schował się przed odpowiedzialnością. Nie wiem, który to był dzień, ósmy, może dziewiąty, może dziesiąty dzień po zaginięciu tego mężczyzny, po tej tragedii, która się wydarzyła, przyjechała do mnie córka tych ludzi, dorosła kobieta i ona przywiozła mi duże zdjęcie, dużego formatu zdjęcie mężczyzny, właśnie to był ten ojciec na tym zdjęciu szczupły, poważny mężczyzna, widać rozsądny po twarzy i powiedziała, że dotyczy tego mordesła w Bydowie, o którym zapewne słyszałem, słyszałem o tym, no i ojca poszukują, ojciec według policji prawdopodobnie gdzieś żyje, tylko się ukrywa, gdzie może być. —
Fragment 4
Odebrałem od niej czapkę z daszkiem, odebrałem od niej to duże zdjęcie ojca, była sama twarz na tym zdjęciu, to było właśnie takiego formatu zdjęcia powiększone, no i kazałem pójść tej kobiecie, zostawiłem sobie tutaj przy tym biurku, tą fotografię położyłem i tą czapkę i od razu się nie zajmowałem sprawą, kończyłem inną sprawę tutaj przy tym biurku i w trakcie jak się nad całkiem czym innym zastanawiałem, spojrzałem na to zdjęcie, gdzie wyraźnie twarz było widać tego człowieka i pomyślałem sobie, cholera, porządny facet widać, żyli tyle lat w małżeństwie, pracowali, bo czegoś się dorobili, mieli jakiś dom, dzieci, syn, córka, jak to się mogło stać, jak czasami zwykła kłótnia, jakiś afekt może spowodować, że dojdzie do takiej tragedii, on jej podciął gardło. Taki żal, taki żal do tego człowieka poczułem, nie żal do tego, co on zrobił, tylko żal, że taka tragedia się wydarzyła i na pewno on tego nie chciał. —
Fragment 5
W tym momencie, w jakiś sposób w sobie go usprawiedliwiłem, nagle poczułem coś takiego, że człowiek idzie, idzie pieszo, dość długo, idzie pieszo kilkanaście kilometrów, mija jedną wieś, ale charakterystyczne poczułem, że on ją mija bokiem, on idzie bokiem wsi, jakimiś drogami polnymi, żeby przez tą wieś nie przechodzić. Dochodzi do drugiej wsi, też mija ją bokiem i kawałek za tą wsią podchodzi koło rzeki. Jest rzeka i on podchodzi do tej rzeki, mało tego, jest rumowisko, są jakieś cegły, jakieś fundamenty przy tej rzece, jakieś rumowisko, on tam siada. Siedzi przy tej rzece i głośno coś mówi. Nie poczułem, co on mówi, ale miałem wrażenie, że chodzi tutaj o jakieś żal, o to, że on tą żonę przepraszał, że on mówił coś do niej głośno, po czym posiedział tak na tym rumowisku chwilę, spojrzał w prawo od rzeki i dojrzał zagajnik w pewnej odległości od tej rzeki. Idąc do tego zagajnika, już ściągał pasek ze spodni, jak to poczułem. Wszedł w ten zagajnik i się powiesił i tam wisi. Wisi półklęcząc, czyli powiesił się, zresztą nie było tam wysokich drzew, powiesił się prawie klęcząc. Tak się skończyła podwójna tragedia ludzi, żony i męża. —
Fragment 6
Kiedy podałem to córce, ten cały mój opis wizji, kiedy już przyszła do mnie córka, powiedziała, że jej bardzo dużo mówi to, co ja opisałem, co jej przeczytałem. Powiedziała Pani Jackowski, rodzice od kilku lat mieszkają w Bytowie, a przed tym mieszkaliśmy na wsi. Całe życie mieszkaliśmy na wsi. Rodzice gospodarkę sprzedali, kupili dom w Bytowie. Ta wieś, gdzie mieszkaliśmy, to są właśnie dwie wsi, druga wieś od Bytowa. Jest tam rzeka, a miejsce, które Pan opisuje, to prawdopodobnie gruzowisko po starym młynie rzecznym, który jest właśnie przy rzece. Ojciec tam często jej chodził, jak mieszkał. Chodził tam na ryby, siadał na tym gruzowisku i zarzucał wędkę na rzece, łowił ryby. Nieopodal rzeczywiście jest zagajnik. Ci ludzie pojechali z tymi moimi zapiskami na policję w Bytowie. Z tego, co wiem od rodziny, policja bytowska powiedziała, że nie pojedzie w to miejsce z nimi, że oni uważają, że ich ojciec podejrzany o zabójstwo ukrywa się jako żywy, więc rodzina sama zorganizowała poszukiwanie tego samego dnia w tym miejscu i kiedy pojechali w zagajnik, to kilka osób z rodziny tam pojechało od tego człowieka. —
Fragment 7
Młody chłopiec, prawdopodobnie wnuczek, to chyba był tego pana, który się powiesił. Ten wnuczek zauważył w tym zagajniku wiszącego dziadka. Wezwano policję, policja przystąpiła do ruchu nowych działań. Żeby nie być gołosłownym, zbrodnia w Bytowie. Zabił żonę i powiesił się Jackowski, który pokazał córce, gdzie jest ciało. To jest z portalu fakt24.pl. Dziennik bałtycki. W lesie znaleziono ciało męża zamordowanej bytowianki. Oczywiście tu jest napisane, że Krzysztof Jackowski wskazał to miejsce. Proszę dalej. Mąż zamordowanej bytowianki popełnił samobójstwo i tu jest też, że Krzysztof Jackowski wskazał. Radio Weekend FM. Mąż zamordowanej bytowianki nie żyje. Ciało znalazł Jasnowic. Wskazał w gruncie rzeczy Jasnowic. Jest to fakt. Jest to rzeczywisty fakt jednej z wielu spraw gramatycznych, które wyjaśniłem. Dygresja. Skąd ja to mogłem wiedzieć? Zastanawiacie się? Jak myślicie? To, że miałem fotografię tego człowieka na biurku i czapkę z daszkiem. Myślę, że to przypadkowo, gdyby nie istniała dusza, to by pozwoliło mi znaleźć jego ciało? Nie. To jest klucz. Jego fotografia, wizerunek, zapach z jego czapki, zapach jego potu. Właściwie w tej czapce jest DNA człowieka, w przedmiocie. —
Fragment 8
Jest to jakieś powiązanie telepatyczne z inną osobowością. Zwróćcie uwagę, ten człowiek już nie żył. Ten człowiek nie żył i wisiał tam na drzewie kilka dni. Jednak informację ścisłą i bardzo konkretną pokazał mi w jednej chwili, dał mi poczuć w jednej chwili. Wiązek jest bardzo prosty. Informacja, kontakt ze zmarłą osobą może być tu i teraz. I tylko od naszej woli i wiary wewnętrznej zależy, czy taką osobę do siebie przyciągniemy, czy nie. Ale jest tu coś ciekawszego, wiele ciekawszego w tym wszystkim. Mianowicie to, że skoro ja mógłbym złapać jakąś informację od tego człowieka, bardzo ścisłą, konkretną, to on jest. On dalej jest. Już niejednokrotnie w tych swoich filmach opowiadałem i przytaczałem historie, w których właśnie mówię o tym, że zmarłe osoby przekazują informacje i są. To bardzo wielka rzecz. To znaczy, że jesteśmy. To znaczy, że funkcjonujemy. Dalej, poza ciałem. To znaczy, że mamy poczucie swojego ja i jestestwa, które mieliśmy w ciele. To bardzo wielka rzecz. To istotne. Żyjemy w czasach, gdzie właściwie całe nasze kształcenie, rozwój nawet jako dorosłych ludzi polega na informowaniu nas o wszystkim. O tym, że to jest dobre, a to jest niedobre. —
Fragment 9
O tym, że tak trzeba żyć, a tak nie trzeba żyć. Że mamy być tolerancyjni w tym sensie, a nietolerancyjni w tym sensie. Bazujemy na informacjach, które się przez rozwój technologii przebijają w stosunku do nas w sposób non-stop. My jesteśmy zalewani informacjami. Nie mamy czasu zastanowić się nad tym, które z nich są prawdziwe, które są manipulacyjne. Natomiast zwróćcie uwagę, że ta powierzchowność tych informacji, to co nas zalewa na codziennie, życie celebrytów, że ktoś tam się rozwodzi, a ten drugi, siódmy raz bierze ślub, że polityk zrobił to, a tamten nie zrobił tego. To wszystko jest taką wielką dziadowską powierzchownością i mamy być tylko tym zajęci. Być może nauka, być może naukowcy, jakiś odłam naukowców ma dowody na to, że istniejemy po śmierci, że dusza, czyli nasze jestestwo, nasze jazin istnieje po śmierci. Ale jeżeli ma się wpływ na tłum, na masy, czy warto te masy umoralniać i udowadniać im, że poza ciałem oni są dalej. Skoro poza ciałem oni są dalej, to znaczy, że to życie trzeba przeżyć w taki sposób, żeby zachować moralność, żeby nie męczyć się potem, jak zostaniemy bez ciała, ale dalej będziemy. —
Fragment 10
Zastanówcie się nad tym, nie odrzucajcie tego, co powiedziałem, nie drwijcie z tego. Wszak jeszcze raz powtarzam, ja nie próbuję Państwu wmówić czegoś, co sobie wyobrażam, myślę. Ja go naprawdę znalazłem, więc mam podstawę na to, żeby Wam powiedzieć to, co poczułem i jak to poczułem. Jeszcze Wam zdradzę jedną tajemnicę. To, że miałem zdjęcie tego człowieka, to, że miałem jego czapkę, to nie oznacza, że to już jest klucz do uzyskania wizji. Połóżcie sobie zaginionego, który prawdopodobnie nie żyje, czapkę i zdjęcie, no i zgadnijcie, gdzie on jest. Macie jedną szansę, jedno trafienie. Otóż dzieje się to inaczej. Biorę przedmiot, bo akurat tu nie mam przedmiotu, ale powiedzmy, ta stara podkowa, zresztą nie powinien być metal, bardziej odzież, bardziej coś, co pachnie potem. Przykładam blisko czoła. Ja mam czoło, ja często tak robię przy czole, przez trzecie oko. Ja je często uwrażliwiam, często je ćwiczę. Zamykam oczy i wciągam coś z przedmiotu. Wyobrażam sobie, że wciągam z tego przedmiotu coś do głowy, ale też czasami wypuszczam coś z głowy, jakbym chciał swoją energią wybrudzić ten przedmiot i ponownie wciągam. Potem odkładam i potem czekam na wizję. —
Fragment 11
To też nie jest takie proste, jakbym to wytłumaczyłem, ale tak to robię. W trakcie moich opowieści dalszych różnych przypadków będę Wam mówił coraz więcej na temat tego, jak dochodzę do wizji. Oczywiście wielu z Was może się spodziewać jakichś niezwykłych, tajemniczych przepisów na jasno widzenie. Otóż nie, tu nie ma tajemniczych przepisów na jasno widzenie. One są jak najbardziej realne. Ja uważam, że czoło wysyła jakąś energię. Po to staram się wyrzucić energię na dany przedmiot, bo nie zawsze energia cudza wejdzie do mojej głowy. Czasami to są sprzeczne sobie energie, moja i ta, a jeżeli ja wyrzucę najpierw swoją energię i ją wciągam zabruzoną już cudzą energią, wtedy łatwiej ona wejdzie we mnie. To trwa chwilę, ale to powoduje, że jak gdyby po części przez chwilę staję się zaginionym, po części brudzę się, w cudzysłowie, energią osoby zaginionej, która może dać mi impuls, ale muszę coś w Ciebie wciągnąć, muszę wciągnąć tę energię, żeby ten impuls uzyskać. Każdy z nas jest fortecą energetyczną i każdy z nas ma swoją energię, tak jak swoją osobowość, swój charakter. Żeby poczuć drugą osobę, trzeba trochę siebie dać tej osobie na chwilę. Więc pozwolicie jej wejść w Was. —
Fragment 12
Tak to najprościej mogę ująć w tym pierwszym mojej opowieści. Tyle zdradzam Wam tajemnicy o Sławizaniu. Są ciekawsze, o czym w najbliższej przyszłości. Pozdrawiam, wszystkiego dobrego. A wielu mi osób jeszcze pyta o tą wojnę. Jest cisza. Przygotowujemy się do Mistrzostw Świata. Po 25 czerwca, a może inaczej. Od 25 czerwca baczniej obserwujecie to, co się dzieje na świecie. Tak, jak już mam dziwne wrażenie. Nie odwołuję mojego poczucia względem wojny. Dzisiaj w strefie gazy było spokojniej. Zginęło bodajże 8 palestyńczyków, ale około 400 było rannych. Świat o tym nie liczy. Wiadomo, Mistrzostwa Świata. W piłkę nożną nie ma czasu o jakichś drobiazgach mówić, że gdzieś na granicy protestujących ludzi, rzucających kamieniami, raniono ostrą bronią ponad 400 osób. To jest tylko z jednego dnia, z przełomu, nie wiem, piątku, soboty, czy czwartku, piątku. Oczywiście nie ma tutaj mowy o ludobójstwie. Niemcy robili ludobójstwo. Teraz ONZ uważa, że to nie jest ludobójstwo. Może rzeczywiście to nie jest ludobójstwo, może to jest zbiorowa, światowa schizofrenia. Ja na to patrzeć nie mogę. —
Fragment 13
Nie mogę zrozumieć, dlaczego tak się dzieje, że przy każdej innej granicy państwa, gdzie tak traktowano protestujących ludzi, zabijano i raniono w takiej ilości na co dzień. Przecież to państwo miałoby embarga, jakie tylko mogłyby mieć na świecie. Poza tym byłoby przez ONZ wręcz zlinczowane. A tu świat o niczym nie mówi. To jest cisza. Wiadomości o tych zdarzeniach pokazują się najczęściej w porze nocnej, żeby rano już z nagłówków zeszło. Ale przepraszam odbiegłym od jasnowidzenia tematu bardzo ciekawego. Zastanówcie się nad tym. To, że macie ciepło w domu, macie jedzenie, nie oznacza, że wszyscy to mają. To, że nikt do was nie strzela, jeżeli protestujecie, to nie znaczy, że na całym świecie tak jest. Gdzie nie jest. Ale czy kogokolwiek tak naprawdę to interesuje? Nie. A powinno. Skoro mówi się, że na całym świecie jest demokracja, a ONZ trzyma pieczę nad tym, żeby tej demokracji, praworządności i antyludzkich odruchów nie było na świecie, to ja się bardzo dziwię, co robi w tym przypadku ONZ. Wygląda mi to na jakiś układ, na jakieś barbarzyństwo, na coś, co bym nazwał bezprawiem. Ja osobiście straciłem zaufanie do takich organizacji jak ONZ i do takich przywódców jak pan Trump. —
Fragment 14
Kiedy go wybierali na prezydenta, kiedy zdobył prezydenturę, miałem w stosunku do niego pewne nadzieje, ponieważ jako człowiek, ponieważ uważałem go za człowieka porywczego, czasami ktoś taki jest w polityce dobrym politykiem, ale okazuje się, że tak jak pan Trump stara się być taki radykalny w polityce, taki nowoczesny, taki winny, tak okazuje się krótkodrzewiczny, ślepy. Nie uważa za ludobójstwo to, że można ludzi protestujących z ostrej broni na co dzień strzelać, zabijać ich, ranić w dużej ilości. Jeżeli nawet w ONZ jest jakaś pretensja, to właśnie kraj, państwo, w którym przywodzi pan Donald Trump, oni wetują to i nie pozwalają ONZ-owi się tym zająć. Ja nie wnikam w to, że jest tam konflikt na Bliskim Wschodzie. Ja wnikam w to, na co się tam pozwala. Dla mnie jest to rzecz moralnie nie do przyjęcia. Pozdrawiam, do następnego razu.