20 lutego 2018
Krzysztof Jackowski do Krzysztofa Rutkowskiego za którego zrobiłem robotę
Audycja dotyczy publicznej wymiany zdań między Krzysztofem Jackowskim a Krzysztofem Rutkowskim, w której Jackowski broni swoich umiejętności jasnowidzenia i podaje przykład sprawy zaginięcia nauczycielki, którą rzekomo wyjaśnił, podczas gdy Rutkowski nie był w stanie tego zrobić. Jackowski podkreśla swoje osiągnięcia i krytykuje Rutkowskiego za deprecjonowanie jego pracy.
Pełny transkrypt · 8 fragmentów
Ta audycja nie ma znaczników czasu (transkrypcja Whisper) — linki prowadzą do początku nagrania.
—
Fragment 1
Dzień dobry Państwu. Dzisiaj dosyć nieoczekiwana audycja. Otóż mój znajomy, człowiek, który zajmuje się jako nurek poszukiwaniem zwłok, zadzwonił dzisiaj do mnie i powiedział, że słuchał wczoraj czy przedwczoraj audycji w jakimś polskojęzycznym radiu, które jest nadawane w Niemczech, w którym się wypowiadał pan Rutkowski. Pan Rutkowski, Krzysztof Detektyw, czy ja nie wiem, powiedzmy Detektyw, Krzysztof Rutkowski był zapytany o moją osobę, o mnie. Pan Rutkowski powiedział w tej audycji, to był wątek między innymi o moją osobę, bo o wiele rzeczy go pytano. Pan Rutkowski powiedział, że zapytany o mnie, powiedział, że my się stykamy przez wiele lat z sobą. Otóż jest to nieprawdą. Ja się nie stykam z panem Rutkowskim. Zdarzyło mi się dwukrotnie, ale to nie na cudzą prośbę być w okolicy jego osoby. Natomiast pan Rutkowski stwierdził, że mam jakieś tam, powiedzmy, zdolności geograficzne i w rzekach, na łukach Wisły, czasami przypadkowo trafię z włoki topielców. Powiedział, że absolutnie nigdy się moja wizja nie potwierdziła itd. Otóż panie Rutkowski, swoją drogą lubię pana jako człowieka, ale muszę odpowiedzieć na to, co pan powiedział, bo pewnie się z tym nie zgadzam, co pan powiedział. —
Fragment 2
Otóż panie Rutkowski, prowadzi pan firmę detektywistyczną. Jest to firma, która zarabia pieniądze. Na pewno liczy się dla pana też efekt. I chcę panu powiedzieć, że nie zgadzam się z tym, co pan powiedział na mój temat, że nigdy pan nie słyszał, żebym w czymś pomógł. Jeżeli śledzi pan swoją pracę, to muszę panu powiedzieć, że czasami mi się zdarza pana pracę poprawić, więc za pana sprawę wyjaśnić, panie Rutkowski. Przytoczę, mógłbym przytoczyć więcej spraw, ale przytoczę jedną sprawę. Sprawę z dość odległego czasu, z 2005 roku, proszę pana. W Zabrzu, w Mikulczycach, zaginęła nauczycielka. Dość młoda kobieta, 36 lat. Kobieta ta miała męża i chyba synka kilkuletniego. Kobieta wybiegła z domu wieczorem w tym Zabrzu, tam gdzie mieszkała, z domku jednorodzinnego i znikła. Przez, dzisiaj chcę być dosłowny, czytam, czytam, czytam, kilka tygodni, tak. Przez kilka tygodni ani policja, ani firma pana detektywa Rutkowskiego, Krzysztofa Rutkowskiego, nie była w stanie wyjaśnić, co stało się z Violetą R., nauczycielką z Zabrza, Mikulczyc. —
Fragment 3
Panie Krzysztofie Rutkowskim, jeżeli by pan śledził swoją pracę, to i interesowałoby pana efekt później, jak się sprawa wyjaśnia, to wiedziałby pan, że tą sprawę nie pan, a ja wyjaśniłem, mimo że pan się pierwszym nią zajmował, cała pana firma. Otóż, z tego co wiem, to pan się podjął sprawy wyjaśnienia zaginięcia Violety R. z Zabrza i przez długi czas prowadził pan w tym kierunku śledztwo. Natomiast, jeżeli pan mówi, że ja nigdy w niczym nie pomogłem, to ja chcę powiedzieć, chociażby tym jednym przypadkiem poprawiłem, a właściwie wyjaśniłem, za pana robotę zrobiłem. Ta praca kosztowała mnie 200 zł, panie Krzysztofie Rutkowski. Tyle mi zapłaciła rodzina za wskazanie trafne z Włoch. Nie chcę, ale niech pan sobie w głowie przypomni, ile pan prawdopodobnie wziął za tą sprawę, którą ja wyjaśniłem. Otóż tak, czytam fragment artykułu, to jest artykuł z Superekspresu, 21 września 2005 roku. Jasnowic wskazał, gdzie są zwłoki zaginionej nauczycielki. Ani policja, ani detektyw Rutkowski nie byli w stanie odnaleźć Violety Rybki, 36 lat, nauczycielki z Mikulczyc, która zaginęła 7 tygodni temu. 7 tygodni, panie Krzysztofie Rutkowski. Szukaliście jej. —
Fragment 4
No może pan mniej, bo nie od razu może się rodzina zwróciła do pana, ale myślę, że te 3-4 tygodnie biegał pan w tej sprawie. Tak, jej rozkładające się już zwłoki odnalazła sama rodzina. Miejsce wskazał najsłynniejszy polski Jasnowic. Na pierwszy rzut oka wygląda, że popełniła samobójstwo. Ta kobieta została zamordowana, twierdzi tymczasem Krzysztof Jackowski z tej wizji stara się teraz dotrzeć do mordercy. Tu jest taki, no tu jej rodzina się wypowiada, panie Rutkowski, tak. Szukałam córki w dzień i w nocy, to mówi matka. Mówi płacząc Irena Eł, 63 lata, mama Violety. Nie dopuszczam myśli, że może już jej nie, że może ona już nie żyć. Violeta R., jak się informowaliśmy w Superekspresie, no, że tam zaginęła i kilka tygodni nie szukano. Przepraszam. Korzystam z luty, czytając ten artykuł. Okej, panie Krzysztofie Rutkowski, mapka bez pudła. Powiadomiona policja nie potrafiła powiedzieć, co stało się z kobietą. Także prywatny detektyw Krzysztof Rutkowski nic nie wniósł, nic nie wskurał. Pomógł dopiero jasnowidz Szuchowa Krzysztof Jackowski. Potrzebowałem tylko pół godziny, by mieć wizję, gdzie szukać ciała. Mówi nam pan Krzysztof Jackowski, który, tam wyjaśnił wiele spraw. —
Fragment 5
Tak, narysowałem mapę, zaznaczając miejsce. To było niedaleko budynku starej przepompowni w Zabrzu. Nie mylił się. Rodzina rzeczywiście znalazła ciało pani Wioletty w tym miejscu, w lesie, zaledwie dwa kilometry od jej domu. Głowa zawieszona na sznurze, zwisała z drzewa, tułów leżał na ziemi. Rozpoznanie Wioletty nie było możliwe nawet dla najbliższych. Obok zwłok leżał jednak polar i buty, które należały do zaginionej. Panie Rutkowski, teraz niech pan słucha tych słów matki. Gdybym nie skorzystała z usług jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego, moja córka nadal by tam była. Rozpacza pani Irena. To niebywałe, żeby policja i prywatny detektyw pan Krzysztof Rutkowski, na którego wydałam majątek, panie Rutkowski, na którego wydałam majątek, nie potrafili znaleźć żadnego śladu. Przecież Wioleta była tak blisko. Panie Rutkowski, żeby pan teraz nie mówił, szanowny panie, że Jackowski przytacza jakąś gazetę, bo gazeta nie wiadomo co pisze, to tu ma pan telegram z policji w Zabrzu, który grzecznościowo otrzymałem z policji w Czuchów, jak mnie przesłuchiwano i czytam panu treść telegramu. Komendant od komisariatu czwartego policji w Zabrzu do komendy powiatowej policji w Czuchowie. —
Fragment 6
Telegram numer 919, łamane przez 2005. Tu jest to jak zwykł panie Rutkowski napisane. I panie Krzysztofie Rutkowski, wykonałem za pana robotę, za 200 zł, nie za majątek tej pani, panie Rutkowski. Komisariat czwarty policji w Zabrzu prowadzi śledztwo, tu jest numer sprawy, w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci Wiolety R. Zamieszkałe Zabrze ulica i tak dalej. Wyżej wymieniona. Zaginęła na początku sierpnia 2005 roku, po czym dzięki pomocy Krzysztofa Jackowskiego, Jasnowidza, do którego zwróciła się rodzina Wiolety R, jej zwłoki w dniu 18 września 2005 roku odnaleziono w daleko posuniętym stanie rozkładu na terenie Zabrza. Dlatego też w ramach pomocy prawnej, proszę o przesłuchanie w charakterze świadka Krzysztofa Jackowskiego na następujące okoliczności. Ja nie będę tych pytań, panie Rutkowski, panu czytał już, ale tu jest ten dokument. Więc panie Rutkowski, to, że panu nieznane są moje osiągnięcia, nie mam do pana o to pretensji, ponieważ nie musi się pan moją osobą interesować. Nigdy z panem de facto nie współpracowałem i nigdy panu żadnych swoich sugestii nie dawałem. —
Fragment 7
Nie musi się pan interesować, ale powinien pan się chociaż interesować, że czasami za pana dobrą robotę robię. Pan weźmie pieniądze, sprawa utknie. Też nigdy do pana o to pretensji nie ma, bo każda praca kryminalna jest pracą z niewiadomą, ale panie Krzysztofie Rutkowski, no na litość boską, chyba pamięta pan sprawę Wiolety R. z Zabrza. Jeżeli parę tygodni robił pan dochodzenie, na pewno jakaś konferencja jedna czy druga prasowa, co jest w pana stylu, to szanowny panie, no powinien pan pamiętać, że kłopot z głowy, bo jeżeli pan dwa, trzy tygodnie nie mógł tej sprawy wyjaśnić, to miał pan na głowie kłopot i ten kłopot z głowy panu zdjął Jackowski. Krzysztof Jackowski-Jasnowicz. Otóż, panie Rutkowski, jest wiele innych spraw, ale nie będę się rozpowiadał, bo nie o to tu chodzi. Honorowo i na faktach panu mówię, to ja za pana wyjaśniłem sprawę. Powtarzam jeszcze raz, jeszcze raz, panie Rutkowski. Tak jak pan powiedział, że Jackowski nie ma nigdy żadnego efektu. Jeszcze raz, panu, przeczytam, co mówi matka Iwony R. Przepraszam, jak ta pani się nazywa? A, Wiolety R. Już, panu. Gdybym nie skorzystała z usług Jasnowica, moja córka nadal by tam była. Rozpacza pani Irena. —