Audycja dotyczy osobistych doświadczeń jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego związanych z Andrzejem Leprem, jego wizjami oraz przewidywaniami dotyczącymi polityki i przyszłości. Jackowski omawia swoje spotkania z Leperem, jego karierę polityczną oraz okoliczności jego śmierci, sugerując, że mogła być to zbrodnia, a nie samobójstwo.
0:00
Witam, dobry wieczór. Pozdrawiam wszystkich. Światełko chyba prawimy, sekundkę. Tak będzie chyba trochę lepiej, więcej światła. Andrzej Leper. Los tak chciał, że poznałem się z Andrzejem Leperem dość dawno, bo w 1999 roku poznałem Pana Lepera przez film. Otóż w 1999 roku pani reżyser Maria Zmarskoczanowicz postanowiła nakręcić o mnie film. Film miał tytuł "Jasnowic". To był właściwie film w pewnym sensie fabularny, bo ja grałem tam siebie, ale to nie była grana,
1:18
był to dokument, ale jak film. W trakcie kręcenia filmu, w ogóle pani Maria Zmarskoczanowicz, pani reżyser była dość taką niezależną panią reżyser. Ja do końca nie znałem koncepcji, w trakcie kręcenia tego filmu nie znałem koncepcji, co ona chce przez ten film do końca pokazać. Pokazała mój obraz, z którym się na tamten czas zgadzam. Rzeczywiście pokazała mnie jako człowieka, który robi rzecz dziwną i żyje w tym swoim dziwnym świecie. W trakcie kręcenia tego filmu pani Maria Zmarskoczanowicz wpadła na pewien pomysł. Otóż wpadła na pomysł, żeby zabrać mnie do Warszawy i żebym tam, w Warszawie, w dwóch osobnych miejscach spotkał się z dwoma różnymi politykami i żebym wykonał im wizję. Tak na żywo, ad hoc. No i ich reakcja na tą wizję, jaka by była.
2:35
To wszystko miało się mieścić w filmie. Nie ukrywam, że kiedy jechałem już z nimi do Warszawy, byłem trochę zaniepokojony. Jacy to politycy? Kto to? Pierwszym z tych polityków, bo ja nie wiedziałem, ona mi nie powiedziała do ostatniej chwili z kim się spotkam. W godzinach popołudniowych w Warszawie zatrzymaliśmy się przed takim dużym wieżowcem w centrum, który właściwie był w trakcie budowy. On miał już okna, był w stanie surowym, ale kiedy weszliśmy do środka i szliśmy schodami na bardzo wysokie piętro, to było wszystko w stanie surowym. Nawet chyba tam tynków nie było w środku. No i na dużej wysokości, na którymś tam piętrze, powyżej dziesięciu na pewno, ustawiono oświetlenie, kamery. No i tam był polityk, ówczesny polityk AWS-u, pan Piotr Żak. Bardzo się nie spojoczyłem. My staliśmy obok siebie i ja miałem wziąć jego przedmiot jakiś i mówić to, co będę czuł. Wówczas panu Żakowi powiedziałem o końcu właściwie jego kariery politycznej.
3:52
Zresztą reakcja jego w tym filmie była taka, że on jest szokowany z wieloma rzeczami, które mu tam powiedziałem. Natomiast rzeczywiście to był koniec jego kariery i właściwie AWS-u kariery politycznej, na scenie politycznej. Po tym spotkaniu pojechaliśmy pod hotel Warszawa i wyobraźcie sobie, że tam, w hotelu Warszawa, w takiej restauracji. Już mi nie musiała pani Koczanowicz nic mówić, kto to będzie drugim politykiem, bo od daleka było widać transparent samoobrona. Pan Leper przybył tam z kilkoma osobami, z jakąś panią i dwoma panami. Bardzo się targował z panią Koczanowicz, żeby w trakcie kręcenia tych scen, on mówił tak: "Wie pani, ja wiem, że to jest jakaś prowokacja w stosunku do mnie, ale ja się prowokacji nie boję i mój warunek jest, żeby transparent samoobrony był za moimi placami". Pani Koczanowicz się nie chciała na to zgodzić, w końcu pan Leper postawił to jako warunek.
5:08
No i kręcono tak, o dziwo, jednak w filmie, już powstałym później, nie było tego. Tak ustawili kamery, że panu Leperowi się wydawało, że ten symbol samoobrony, napis samoobrony jest, a w rzeczywistości kamery były tak ustawione, że tego napisu nie było. Bardzo się bałem konfrontacji z panem Leperem, bo wiedziałem, że jest to człowiek, no człowiek niedużinkowy, człowiek, który nie idzie na kompromisy. Człowiek, dla którego jest białe to białe, czarne to czarne, a zielone to zielone. Z takim napięciem usiedliśmy do stołu. Tam ta pani z samoobrony i dwóch panów siedzieli gdzieś z boku. No i filmowcy i pani reżyser z boku też stojąca. No i próbujemy. Pan Leper dał mi na początku zadanie, które mnie zmroziło. Otóż powiedział tak, że on cały dzień przed spotkaniem ze mną myślał o jednej osobie. W wolnych chwilach sobie go przypominał tą osobę. Przywiózł dziesięć zdjęć, na których jest na każdym inna osoba. Mało tego, te zdjęcia położył odwrotnie, czyli ja nie widziałem tych osób na zdjęciach.
6:26
I powiedział: proszę pana, jeżeli pan jako jasnowic poczujesz, o której osobie ja myślałem i wyjmiesz pan mi to zdjęcie, to uznam pana za godnego, żebym mógł pan mi robić wizję. Jezus Maria, byłem przekonany, że klapa na dzień dobry na sto procent. Nigdy takiego czegoś nie robiłem jako jasnowic, ale pomyślałem sobie coś takiego, że tak mi coś powiedziało, żeby nad tymi zdjęciami odwrotnie położonymi, czyli białymi zdjęciami w tym przypadku, lekko przesuwać ręką i to, które będzie ciepłe, cieplejsze, to będzie to. Ja nie wiem, dlaczego tak pomyślałem, ale tak mi coś powiedziało: zrób tak. Robiłem to dosyć długo, kilka razy wodząc ręką nad zdjęciami bardzo pomału i cały czas jedno z bok, znaczy nie, z bok pośrodku jedno z tych zdjęć, ono najbardziej mi dawało wrażenie subtelnego ciekła.
7:41
W końcu po kilku minutach takich prób, gdzie już leper się dość dziwnie nawet popatrywał, no mówię: muszę zaryzykować. Wyjąłem, odwróciłem to zdjęcie, a leper mi zabrał to zdjęcie i mówi: strzał w dziesiątkę. O kurde! Pomyślałem sobie: bomba! Potem się sytuacja rozwinęła na tyle, że leper odsłonił inne zdjęcia i zaczął pytać o osoby. I ja mu zacząłem mówić pewne rzeczy, nie takie oficjalne. Wtedy działacze z Samoobrony nie byli za nim, bo oni jeszcze nie byli w Sejmie. Więc zaczął mnie pytać o różne osoby i ja mu mówiłem rzeczy jakieś i widziałem po jego minie, po jego oczach i po jego reakcji, że mówił: to jest niesamowite, skąd pan to wie? No, urosłem, urosłem. W końcu zapytał o swoją karierę polityczną. Wtedy, w 1999 roku, uważano, no bo Samoobrona miała swoją chwałę przez to, że wysypowała zboże z wagonów, że robiono blokady uliczne. Taki Janosik rolników ten leper był, ale nie traktował go na tyle poważnie,
8:58
że on może wejść do Sejmu, że będzie miał poparcie ludzi i tak dalej. I tutaj w tym przypadku wielu poważnych polityków wręcz wątpiło w to, że leper wejdzie kiedykolwiek do Sejmu. I ja, wtedy robiąc mu wizję, powiedziałem sześć znamienną. Powiedziałem tak: proszę pana, będzie pan rządził półtorej lub dwie i pół kadencji. Ale słuchajcie, co ważne. Powiedziałem półtorej albo dwie i pół kadencji. Czyli wejdzie pan do Sejmu z ugrupowaniem swoim, ale wasze istnienie jako Samoobrony w Sejmie będzie albo półtorej kadencji, albo dwie i pół kadencji. Słuchajcie. Ważne pół. Zwróćcie uwagę. Aha! I powiedziałem tak: I w tym czasie dotknie pan wysokiego szczebla w rządzie, co w ogóle było egzotyką i wtedy poprawny polityk jakikolwiek, czy komentator polityki uśmiałby się, bo powiedział: "No jak pan leper, rolnik może dotknąć wysokiej polityki?" Dotknął stanowiska wicepremiera za czasów koalicji z PiS-em. Ale co się stało, zwróćcie uwagę, doszło do przedwczesnych wyborów,
10:15
czyli rządził ten swój czas i jeszcze pół kadencji. I wtedy mówię leperowi tak, a leper mówi: "No a co potem?" A ja mówię: "A potem samoobrona umrze". Mówię: "Jak umrze?" "Czuję, że umrze". Te słowa powiedziałem. Drodzy Państwo, seksafera, to wszystko się rozmyło i śmierć lepera to właściwie śmierć samoobrony. Samoobrona nie przestała istnieć, samoobrona umarła. Ok, myślałem. A, film, słuchajcie, film w 2000 roku, nie pamiętam w którym miesiącu, miał premierę w kinie. Ten film wykupiła stacja komercyjna Kanał Plus i tam był emitowany ten film. Natomiast film "Jasnowic" miał swoją premierę w kinie Muranów w Warszawie. Zostałem tam zaproszony, nie tylko ja, pamiętam był tam zaproszony, wspaniały człowiek, mentor parapsykologii, pan Marek Rymuszko z Niedzanego Świata, naczelny Niedzanego Świata, którego bardzo cenię i będę cenił za prawdziwość, prawdziwość, prawdę, pokazywanie świata duchowego, mentalnego, ale bez przesady.
11:42
To jest człowiek z krwi i kości, bardzo rzetelny i tak też pokazuje i tak też prowadzi ten miesięczny Niedzanego Świat i oby go prowadził i miał długolatyscze życia i zdrowia. Powiem tak, ale był tam też w tym kinie Muranów Pan Leper. Już tak swojsko się przywitaliśmy, oglądaliśmy ten film z wielkim wrażeniem. Wyobraźcie sobie niesamowitą rzecz, że widzicie film o sobie w kinie. No Jezus Maria. Tak. I myślałem, że po tym filmie przygoda moja z Panem Leperem oczywiście dobiegła końca. Otóż nie. Otóż Pan Leper, wyobraźcie sobie, bardzo szybko mnie odwiedził w Czuchowie. Pamiętam, przyjechał w towarzystwie jakiegoś mężczyznę. Zresztą Pan Leper, charakterystycznie, ja nigdy go nie miałem odwagi zapytek, czy on ma prawo jazdy. Podejrzewam, że chyba nie miał. Dlatego, że zawsze go ktoś wożył. Zawsze ktoś go wiózł z samochodem, on nigdy nie siedział za kierownicą.
12:57
Nie widziałem go, a widziałem go wielokrotnie. A nigdy nie przypominam ich, żeby go o to zapytać. Pan Leper przyjechał w towarzystwie jakiegoś mężczyzny. Tego mężczyznę ulokował w hotelu Czuchowskim. No i odwiedził mnie, wcześniej się ze mną umawiając, odwiedził mnie w domu. Rozmawialiśmy. Dał mi, słuchajcie, robiłem mu wizję. Powiedziałem, żeby dał mi jakąś rzecz swoją, z którą jest Żyty. On mi dał różaniec. Z jakiegoś tworzywa zrobiony różaniec, taki siwy różaniec i powiedział, że on od dziecka nie rozstaje się z tym różańcem. Z tego różańca lubiłem mu wizję. Mówiłem mu różne rzeczy, pytał. Wtedy pamiętam o chorego syna, którym się bardzo zamartwiał, ale nie jest to prawdą, co media podały po śmierci pana Lepera, że on się załamał między innymi chorobą syna, bo właśnie już pan Leper wiedział, że syn jego dochodzi do zdrowia. Zresztą żyje i mam nadzieję jest w miarę zdrowy do dzisiaj. To był tamten okres, właśnie 2000 rok, kiedy to pan Lepera, syn, poważnie chorował i tym się wtedy martwił.
14:14
Pytał o wiele różnych rzeczy. Wiecie, co zauważyłem dziwnego? Już wtedy Leper był znany z wypowiedzi telewizyjnych. Zwróciłem uwagę, że ten Leper z telewizora to jest kompletnie ktoś inny, jak ten Leper, który był u mnie w mieszkaniu. To był spokojny, wrażliwy facet. Trochę w nim było romantyczności. Na pewno był elegancki, na swój sposób. O tej elegancji jeszcze wam opowiem w dalszym ciągu. I na pewno był dobry. Czuć było od niego dobrą. Powiem państwu, że na koniec tego naszego spotkania u mnie w mieszkaniu, które trwało parę godzin, ja mu zadałem jedno pytanie. Ja mówię, a on usilnie mnie dopytywał, czy on będzie wybrany do Sejmu, czy on wejdzie do tej polityki. Ja mówię, a czemu pan się spieszy do tej polityki? Ja mówię, proszę pana, to jest jedno tałataństwo ta polityka. To są układy. A on mówi, te słowa, cokolwiek sobie ja myślę, czy wy pomyślicie, ale powiedział mi te słowa. Panie Krzysztofie, władza to siła. To bardzo wielka siła. Trzeba do niej dążyć.
15:34
Nie powiedział tego jak dyktator. On to powiedział od tak, jak myślał. Tak mi wytłumaczył, dlaczego lgnie do polityki. Potem wielokrotnie pan Leper, zresztą miał okazję ku temu, ponieważ często bywał w Warszawie, a jadąc z Warszawy w rejon, gdzie mieszkał, najczęściej przecinał Czuchów, więc wtedy zjawiał się u mnie. Działo się to do czasu, kiedy pan Leper właśnie dostał się do rządu. Kiedy pan Leper dostał się do rządu, zamilkł. Ale ja go rozumiem. Zamilkł dlatego, że był wicepremierem. No i gdyby prasa wyśledziła, że wicepremier jeździ sobie do Jasnowidza Jackowskiego z Czuchowa, no to byłaby niezła chryja medialna i mądrze postępował, że do mnie nie jeździł. Chociaż powiem państwu szczerze, że tak nieraz jak go widziałem jako wicepremiera w telewizji, mówię: "U, panie Leper, tak się nie robi, no chociażbyś pan zadzwonił i pozdrowił, powiedział, że ta wizja się jednak moja potwierdza". No ale to żartobliwie, nie miałem do niego o to pretensje, zresztą dlaczego musiałby wtedy o mnie pamiętać, skoro był, pełnił tak wysokie stanowisko.
16:55
Tak i wyobraźcie sobie rzecz taką: raptem rozpada się koalicja rządowa z PiS-em, raptem seks-afera, raptem samoobrona popada w totalne kłopoty. No jak nic, może nie od razu, ale pamiętam śnieżny dzień, zima to była, dzwoni od dawna zapisany, a od dawna nieaktywny numer pana Lepera do mnie. Patrzę na telefonie Andrzej Leper, ooo, mówię: "Poczuł ból na tyłku od klapsa, po upadku rządu... ok. Panie Krzysztofie, pan tam będzie jutro w Czuchowie, ja mówię, jestem cały czas, panie Leper, no to ja zajadę". Ok. Aha, bardzo prosił, żeby nikomu nie mówić kto będzie, żeby... Wyszła rzecz niesamowita, będziecie się z niej śmieli, ale muszę wam to opowiedzieć. Były dwie bardzo śmieszne rzeczy w trakcie mojej znajomości z panem Leperem, ale pierwszą.
18:11
Otóż... Otóż tak... Trochę to dziwnie będzie brzmiało i śmiesznie, ale opowiem wam, bo to jest niesamowite, bo to w komedii Barei by mogło być w scenariuszu, a nie w rzeczywistości. Kiedy pan Leper był ze mną umówiony na drugi dzień, pamiętam był strasznie śnieżny dzień, śnieg padał, czyli była zima. W tym czasie odwiedził mnie mój kolega, przed przyjazdem Lepera. Ja oczywiście jemu nic nie mówiłem, że będzie Leper, bo pan Leper sobie nie życzył, żeby komukolwiek mówić. Zresztą nawet gdyby sobie nie życzył, nie mówiłbym tego, ale wyobraźcie sobie taką śmieszną historię, że ten mój kolega jest pracownikiem Komendy Głównej Policji w Warszawie. Mieszka w okolicy Człuchowa, w mieście obok. Znamy się od wielu lat, ponieważ kiedyś był pracownikiem Komendy Miejskiej Policji w Człuchowie. Ten człowiek też napisał o mnie, studiował na Uniwersytecie Łódzkim, napisał pracę magisterską na Uniwersytecie Łódzkim w Wydziale Prawa i Administracji.
19:36
Pracę napisał zatytułowaną działania śledcze na przykładzie Krzysztofa Jackowskiego na Uniwersytecie Łódzkim. Obronił tę pracę. Uwieścił w tej pracy wiele dokumentów moich, głównie od Policji, gdzie wielu przypadkach pomogłem Policji. Myśmy się znali i to dość dobrze od wielu lat. Ja miałem przedłużoną umowę w Orange i przez to przedłużenie umowy otrzymałem nowy telefon. Ale ja zawsze używam jednego typu telefonu, nie będę reklamował. Więc ten telefon, który mi Orange dał, mimo że był nowy, nie odpowiadał mi i chciałem się go pozbyć. Skoro podpisałem umowę, ten telefon otrzymałem, to rozgłosiłem po wszystkich swoich znajomych, że jeżeli ktoś by chciał za niewielkie pieniądze kupić dość dobry telefon, nie używany, to służę tym telefonem. No i się odezwał ten mój kolega właśnie, a wtedy już pracownik Komendy Głównej Policji. Był akurat w swoim rodzinnym mieście i zadzwonił do mnie i powiedział:
20:52
Krzysztof, ja bym obejrzał ten telefon, bo rzeczywiście mógłbym go kupić. On przyjechał gdzieś godzinę przed panem leperem do mnie. Ja mu ten telefon dałem, ale on tak popatrzył na niego: Wiesz co, pozwól, że ja sobie gdzieś pójdę, popatrzę na te funkcje. No i tam za godzinę, dwie może wieczorem podjadę i wtedy albo ci zapłacę za ten telefon, albo ci go oddam. Ja mówię: w porządku, nie ma problemu, poszedł. Słuchajcie, przyjeżdża, tak on poszedł. Po niedługim czasie przyjeżdża pan leperem. Ktoś go przywiózł, jak zwykle, ale ten ktoś w ten śnieżny dzień czekał tam na parkingu w samochodzie. A on wszedł do mnie sam. Pytał wtedy o różne rzeczy. Pytał o sytuację. Pamiętam o pana Łyżwińskiego, który wtedy siedział w więzieniu. Bardzo się o niego martwił. Żalił się, że ta seksafera to nagonka, żeby zniszczyć samą obronę. No i w pewnym momencie dzwonek do drzwi. Ja sobie przypomniałem, myślę sobie: Jezus, to na pewno ten mój kolega z telefonem. A pan leper mówi: ale tu, żeby nikt nie wchodził, ja bardzo proszę.
22:08
Wie pan, to nie chcę, bo to wokół nas afery. Ja nie chcę, żeby jeszcze tutaj, że ja do pana jeżdżę. Ja mówię: w porządku. Otworzyłem drzwi, ale niestety ten mój przyjaciel, bardzo postawny człowiek, wszedł bez pytania jak do kolegi. Ja go trochę tak próbowałem stopować w tym przedpokoju, ale niestety wszedł twardo do mojego pokoju. Mówiąc, że w trakcie tego mówił, że rezygnuje jednak z tego telefonu, że jest dla niego za delikatny. No rzeczywiście jest to wielki postawny człowiek, więc mógł być ten telefon dla niego za delikatny. No ale kiedy otworzył drzwi od pokoju i zobaczył tam na wersalce siedzącego pana lepera, no to już w niczym nie mógł go powstrzymać, podchodzi do pana lepera. Pan leper w własnej osobie szanuje pana, jest pan ciekawym człowiekiem, przymitał się z nim i się przedstawił i mówi: nazywam się tak i tak, obecnie na stanowisku takim i takim w Komendzie Głównej Policji w Warszawie. Ja sobie myślę: Jezus Maria, leper, jak mógł mi leper uwierzyć, że to jest mój wieloletni kolega,
23:25
skoro, skoro, no jak z Komendy Głównej, tu przypadkowo człowiek raptem się zjawia. No ja mu próbowałem po wyjściu, bo oczywiście on potem po chwili wyszedł i ja dalej kontynuuję rozmowę z panem Leperem, no i powiem państwu, że i tak chyba nie do końca mi wierzył, że to przypadek, a to był przypadek. Drugi taki przypadek, bardzo niezwykły, słuchajcie, miał miejsce w Człuchowie, pozornie bardzo tragiczny dla mnie. Otóż jakiś czas później, to już było lato, pan Leper zadzwonił, że tego samego dnia, bodajże o godzinie 15:00, 16:00, będzie jechał do siebie z Warszawy i chciałby się ze mną spotkać. W Człuchowie jest, blisko Człuchowa jest taka duża stacja CPN, Kampol nazywa się, i on powiedział, znaczy tu zauważyłem, że on już nie chciał u mnie w mieszkaniu się spotykać, tylko gdzieś tam na jakimś CPN-ie, gdzieś, bo on twierdził, że u mnie w domu są podsłuchy. Być może miał rację, ale ok. Ja się z nim umówiłem, że na tą powiedzmy 15:00, 16:00 będę tam na Kampolu.
24:47
No niestety, ja mam zawsze pełno różnej pracy i zawsze się gdzieś spóźniam. No i już było 15:00 po, już zadzwonił pan Leper, panie Krzysztofie, ja już od 15:00, Leper był bardzo punktualny. Od 15 minut na pana czekam. Ja mówię, spokojnie, zaraz jestem. A on mówi, dobrze, my sobie tu obiadek zamówimy, czekamy na pana. Słuchajcie, byłem pewny, że z panem Leperem będę siedział, zanim mu jeszcze podadzą, przy stole będę siedział, zanim mu jeszcze podadzą to jedzenie. Ale tak się nie stało. Otóż ja rzeczywiście po chwili wyszedłem z domu, wsiadam do samochodu, odpalam i słuchajcie, jadę główną ulicą w Czułhowie. Główną ulicą Szczecińską. W kierunku właśnie tak, jak się idzie na ten CPN. CPN był gdzieś mniej więcej pół, półtora kilometra od miasta. Słuchajcie, jestem na wysokości, na ulicy Szczecińskiej, jestem na wysokości mniej więcej szpitala Czułchowskiego. Przed szpitale, no może z 200 metrów. Już z daleka, oczywiście ja jechałem przepisowo, 50 na godzinę, może nawet trochę wolniej, ale widzę z pewnej odległości, jak na trawężniku,
26:03
czyli kawężnik, który grodzi szosę ulicy Szczecińskiej, a chodnik. Stoi mężczyzna. On stoi tyłem do jezdni, jakby się lekko kiwał. Wyraźnie zauważyłem, że on się lekko kiwa. Słuchajcie, w życiu bym nie pomyślał, co się za chwilę wydarzy. Nawet nie pomyślałem, że to może być pijany człowiek. Po prostu widziałem, no, ja bardziej myślałem, że on na coś patrzy, bo tam blok był zaraz za chodnikiem, więc myślałem, że on na jakieś wyższe piętro bloku patrzy, może z kimś rozmawia. To była chwila, mgnienie takie. Słuchajcie, kiedy byłem już na wysokości tego mężczyzny, widzę, jak on się przechyla i leci na szos. Słuchajcie, ja to, co zrobiłem, ja chyba nawet nie dałem po hamulcach, jak po prostu ten samochód mi stanął przez bieg, czyli musiałem puścić sprzęgła, ja nie wiem co. Nie mogłem odbić w drugą stronę, pas jezdni, bo akurat samochód jechał. Przed mego były dwa samochody, ja po prostu po hamulcach, ale słyszałem w trakcie go łup. O Jezus.
27:21
W tych nerwach, pamiętam, że samochód mi stanął na biegu. W tych nerwach nie umiałem pasa swojego odpiąć, ale uchyliłem drzwi od tej swojej skody i kobieta z chłopcem, z synkiem paroletnim, krzyczy: "Zabił! Jezus Maria!" Drodzy Państwo, "Zabił!" Ja tylko to miałem w uszach, a ta kobieta krzyknęła: "Zabił człowieka!" Ja mówię: "Niemożliwe!" Ręce mi tak chodziły, że zwykłej czynności, jak odpięcie pasa nie byłem w stanie odbić. W końcu odpiłem ten pas, wyskoczyłem, już gromadka osób była przy tym człowieku. Ja byłem pewny, zanim tam doszedłem, w ogóle odpinając chaotycznie ten pas, byłem pewny, że ja mu głowę zmiażdżyłem, że tylnim kołem, bo on tak by mniej więcej był, że na wysokość kół tych od chodnika upadł głową, że upadł tak, że ja mu tylnim kołem, bo naprzód mi nie upadł, on uderzył, ja słyszałem w połowę tego samochodu, to ja mu chyba głowę przejechałem. Wyobraźcie sobie, jaki koszmar, parę sekund, ale jaki koszmar trwał.
28:37
Jeszcze kobieta krzyczy: "Zabił!" czyli jest stwierdzenie, że są zwłoki, że ktoś nie żyje. Kiedy doszedłem, widziałem krew, ale widzę, że człowiek się rusza. Ktoś go próbuje ściągać na chodnik, ja mówię: "Nie róbcie tego, zostawcie". Tam już ktoś krzyży, że pogotowie i policja wezwana. Ja mówię: "Nie róbcie, bo może mieć kręgosłup uszkodzony". Bardzo szybko przeanalizowałem to, co się stało i słuchajcie, Bóg, Bóg tym pokierował, ponieważ on spadł, wiecie na co mi? Na oponę. On, ja miałem felgi, twarde felgi, gdybym, no na te felgi, no to bym mu prawdopodobnie rozwalił całą czaszkę. On spadł na oponę i opona mu zdarła skórę. Tu, oskalpowała go dosłownie. Chwilę potem, bo to było bardzo blisko szpitala, więc chwilę potem jest karetka, zabierę karetkę, przyjeżdża policja, ja roztrzęsiony. I policjant, no bardzo szybko tam przesłuchano świadków, to, to, to wszystko. No oczywiście policjant mówi, że tutaj absolutnie nie ma żadnej mojej winy, ja jechałem przypisowo, że człowiek był pijany na pewno, bo taką informację już od lekarza otrzymali, podzwonili.
29:56
I teraz kazali jednak się nie ruszać z tymi samochodami. Ruch był wstrzymany na całej ulicy, ponieważ czekano na informację ze szpitala, czy poważniejszy jest stan, czyli czy coś się w głowie stało, czy nie zagraża mu życiu. Bo wtedy trzeba będzie jednak mimo wszystko prokuratora i zbadanie całej sytuacji. Chyba, że lekarz uzna, że to są zewnętrzne obrażenia, więc wtedy policja spisze protokół i jest wszystko i mogę jechać dalej. Słuchajcie, ja siedziałem w radiowozie, nie musiałem, a tam usiadłem u nich i z nimi rozmawiałem i widzę, co chwilę dzwoni Pan Leper, a to już minęło gdzieś z pół godziny, może więcej troszeczkę. No i w końcu odbieram zdenerwowany i mówię: Panie Leper, ja bardzo przepraszam, ale nie dotrę, bo koło szpitala, tu w Czuchowie, jadąc do Pana, miałem wypadek i nawet nie wiem, czy coś poważnego się stało, czy nie. No tu z policją stoję. Gdzie Pan jest? Ja mówię: No, jak zaraz Pan mija szpital, jakby Pan jechał w moim kierunku? My tam zaraz będziemy. Słuchajcie, w międzyczasie zanim Leper dojechał, to doszła informacja, że ze wstępnych ustaleń jest tylko naruszenie skóry,
31:15
znaczy uszkodzenie skóry i innych poważnych. Na tyle było to, że ten człowiek był pijany. Szpital go zatrzymał miną wszystko na obserwację, ale on chciał wyjść od razu, ten pijany człowiek. Ok. Przyjeżdża Leper. Ja już byłem spokojniejszy, bo wiedziałem, że nic poważnego się temu człowiekowi nie stało, mimo, że nie moja wina, ale szkoda człowieka. Przyjeżdża Leper. Stanął. Rób był cały czas wstrzymany. Stanął i idzie. Oczywiście ludzie, których było sporo na godniku, już nie widzą wypadku, już nie widzą, że to jasnowic, tylko idą do Lepera. Niektórzy dochodzący tam ludzie pytają się, czy to blokada. Leper mówi: nie blokada, to wypadek. No jak nie blokada, jak jest policja, jak jest ruch wstrzymany. Oczywiście to się skończyło szczęśliwie. Ja potem jeszcze dowiadywałem się w szpitalu. Okazało się ten człowiek jakby trzeźwał i wypisał się na własne żądanie. Żyje do dzisiaj. Nic się jemu nie stało. Bogu dziękować. No tak. Chociaż niestety dalej prowadzi takie życie, że alkohol jest chyba codziennością u niego. Co przykre. To takie dwie sytuacje miałem z panem Leperem. Ta druga no bardzo tragiczna, chociaż mimo wszystko w swojej tragedii szczęśliwie się zakończyła.
32:43
Ok. Pamiętam jak przyjechał do mnie pan Leper. Raz niezapowiedziany. Uszedł u mnie w pokoju. I to było krótko przed wyborami. Prezydenckimi. Kończyła się kadencja, pierwsza kadencja prezydencka pana Lecha Kaczyńskiego, ale wiadomo, że kandydował. I wtedy jeszcze jak on był u mnie, to wszyscy uważali, że kandydaturą opozycyjną do pana Lecha Kaczyńskiego, czyli obecnego prezydenta, czyli obecnego prezydenta, wtedy będzie Donald Tusk. Wszyscy uważali, że jednak Tusk wystartuje w tych wyborach. Słuchajcie, kiedy Leper siedził, uszedł u mnie, mówi tak: "Panie Jackowski, który będzie prezydentem? Tusk czy Kaczyński?" Ja mówię, no przecież Tusk chyba nawet jeszcze nie dał swojej kandydatury. A on mówi: "Wie pan, wie pan, wszyscy mówią, że Tusk będzie kandydował. Który? Tusk czy Kaczyński?"
33:59
Autentycznie usiadł i zacząłem się skupiać przy nim. Leper miał notes. On w ogóle często wszystko w notes wpisywał. To był taki człowiek, który chyba nie za bardzo się znał na komórkach, a tym bardziej na komputerze. I siedzimy, ja się skupiam i ja mówię: "Wie pan co, ja nie widzę Tuska, żeby się w to angażował. Ja myślę, że Tusk nie pójdzie w konkury z panem Kaczyńskim." No to Kaczyński będzie prezydentem, no bo nie ma mocniejszego konkurenta jak Tusk na Kaczyńskiego. On tak mówi. No to ja się jeszcze raz tak skupiłem i skojarzyłem się bardzo dziwna rzecz. Ja mówię: "Ja widzę łoże w Sejmie, tam gdzie posłowie siedzą na tych trybunach, jest łoże. Wielkie łoże stoi, a w nim śpi Kaczyński. On nie będzie prezydentem, bo on śpi w łożu w Sejmie." A on mówi: "Jak ja mam to rozumieć?" Ja mówię: "Tak jak panu powiedziałem, ja też tego nie rozumiem." On to napisał w notesie: "Widzi Kaczyńskiego śpiącego w łożu w Sejmie. On nie będzie", mówię, prezydentem.
35:16
Potem, lepiej pojechałem. Potem byłem przez prasę pytany, czy Kaczyński będzie następną kadencję prezydentem. Powiedziałem, że nie będzie. Słuchajcie, jaka niezwykła rzecz przed katastrofą w Smoleńsku. Otóż zostałem zaproszony, ja i moja żona, na charytatywny bal dziennikarzy, który się odbywał chyba pod koniec lutego w Warszawie. Zresztą co roczna jest to gala, charytatywny bal dziennikarzy. Byliśmy w jakiejś chyba Politechnice Warszawskiej dzieje, może się mylę, ale piękny obiekt w środku. Byłem tam zaproszony. Mnóstwo gości. Doda, o Jezus, cała śmietanka, nie wiem, aktorów, ludzi medialnych. Mnie zaprosił organizator, więc organizator dysponował stolikami, gdzie był tam zaszczyt, to były bardzo drogie miejsca.
36:32
Ja za to nie płaciłem, po prostu mnie organizator usadził z moją żoną przy stoliku. Mieliśmy stolik bardzo blisko pani Dody. Wyobraźcie sobie taką sytuację, że po całej sali, gdzie było tam mnóstwo ludzi, mnóstwo smacznego jedzenia. Jacyś tam piosenkarze znani co chwilę inny śpiewał. Ja byłem pod wszystkiem obrażeniem. Już my się myli, bo byłem tam na tym baruchach, chyba dwa lub trzy razy, więc i Maleńczuka tam widziałem, i pana Krawczyka tam widziałem, ale nie wiem kto wtedy akurat grał, śpiewał. Po sali zaczęła chodzić plotka, że pan prezydent z panią prezydentową przybędął. Mnie to specjalnie nie ruszyło, no bo tam już tyle znanych, słabnych osób, że sobie myślę, no cóż, no przecież jak wszystkich widział, tu nawet się chyba nie byłoby czasu wszystkich zobaczyć, co są. Ale tak się stało. Zauważyłem, że w trakcie, w trakcie jak się bal zaczął, to było może po godzinie, dwóch, może trzech tłum przy wejściu na tym czerwonym dywanie i tłum reporterów i nikt nie miał już wątpliwości, że para prezydencka przybyła na bal.
37:55
Para prezydencka była posadzona też przy stolikach, może od mojego, piąty był, ja mówię, obok mojego był stolik pani Dody, a z piąty załóżmy był państwa Kaczyńskich. Oczywiście oni tam chyba nawet nie usiedli, ponieważ tłum reporterów robił taki kokon wokół nich. Bardzo dziwne mi się wydawało, że pani Doda tam szybko dotarła i zaczęła się ściskać z panem prezydentem, no ale to tak. A ja do mojej żony mówię tak, słuchaj, my tam się nie dopchamy, zresztą nie ma po co, ale staniemy sobie bliżej tych fotoreporterów i tak z daleka zrobisz mi te respektywy zdjęcie, a potem ja Tobie i będziemy mieli zbliżonkę na państwa Kaczyńskich. Chociaż z daleka, no, prezydent. I kiedy tak ja próbowałem stanąć, żeby było widać z daleka pana, w tym tłumie pana prezydenta i panią prezydentową, raptem, słuchajcie, raptem z tego tłumu, z tłumu reporterów wychodzi pani Kaczyńska.
39:10
Ale to jeszcze nic. Wychodzi pani Kaczyńska, spojrzała się na mnie i mówi, pan Jackowski? Ja mówię, Jezus, pani Kaczyńska, pani mnie zna, a znam pana, ale dlaczego pan publicznie mówi, jako jasnowidz, że mąż nie będzie więcej prezydentów? Ściało mnie, ale nie wiedziałem, co powiedzieć i w ułamku sekundy, żeby rozmyć to, bo co ja miałem powiedzieć? Powiedziałem, czy mogę sobie z panią zrobić zdjęcie, to wielki zaszczyt. A ona mówi, nie ma problemu. I teraz słuchajcie, co się stało. Uwaga. A ona mówi, nie ma problemu. Stanęła, ale ja mówię do żony, to chodź też stań, jakaś pani. Poprosiłem panią, która z tłumu, ja mówię, niech pani nam zrobi zdjęcie. I w trakcie, jak tam żona pokazywała tej pani, jak pstryknąć, bo taki aparacik nieduży, to wtedy, wyobraźcie sobie, pani Kaczyńska mówi do mnie tak: A może zawołam męża, może będziesz z mężem, to będziemy razem pan z żoną, ja z mężem. Ja mówię, a to jest możliwe, bo on tam był w tym tłumie, tam była boda przy nim. Słuchajcie, uwierzcie mi, bo to, wiecie co, jak teraz po czasie sobie to przypominam, to mi się wydaje, że to jest jak bajka.
40:29
Uwierzcie mi, że pani prezydentowa wyszła w tłum, wzięła na ankiet swojego męża, on taki zdezorientowany, na pewno niezadowolony, postawiła go, ja stałem koło niego, żona z boku i tam ta pani nam wstryknęła zdjęcie. Na mojej stronie internetowej te zdjęcia są, zobaczcie tam z tego balu dziennikarzy, ale wystarczy wpisać Jackowski, Jasnowiec, Jackowski na charytatywnym balu dziennikarzy i tam też będą chyba zdjęcia, ale na pewno są te zdjęcia u mnie na stronie. U mnie na mojej stronie oficjalnej możecie wejść, zobaczyć. Oczywiście po tych zdjęciach pan Kaczyński, pan prezydent się wchłonął z powrotem sam w ten tłum, a pani Kaczyńska gdzieś poszła, oczywiście, że na iście. Ja się cieszyłem, że już mnie zapytała po raz drugi, dlaczego ja mówię, że jej mąż nie będzie prezydentem. To był ostatni ich okres życia, a ja miałem jedyną w życiu okazję poznać tych ludzi przez sekundę i nigdy nie zapomnę tego gestu pani Kaczyńskiej,
41:45
że postąpiła jak normalna żona. Ja wiem, że może to nie było w towarzystwie fajne, że ona wyciągnęła tego męża, ale takie zwykłe, tego nigdy nie zapomnę. Tak. I przyszedł czas, dzień katastrofy smoleńskiej. Siedziałem przy biurku, coś pisałem i wyobraźcie sobie, że w internecie patrzę gdzieś, najpierw były szczątkowe informacje, że tam mógł spaść samolot nieoficjalny. To jest potem, że rzeczywiście spadł, ale że niektóre osoby mogą mierzyć, niektóre może żyją. No w końcu grównało to wszystko, po godzinie już było wiadome, że jest to straszna katastrofa. Gdzie wszyscy zginęli? Dzwoni pan Leper. Pani Jackowski. Ja mam w notesie. Kaczyński śpi w łożu, w sejmie. Nie będzie prezydentem. Jakby, no nie będzie. Jesteś pan genialny. To, co powiedziałem teraz, możecie wpisać sobie.
43:05
To jest taki materiał, krąży po YouTube. To jest materiał reportera telewizjera z TVN-u, który próbował chyba zrobić reporter jakiś, ale potem wiem, że to było niewyemitowane, ale materiał został. Jest to materiał w kolorze czarno-białym. Leper stoi przed sejmem i ten redaktor pyta go o mnie. Leper mówi o mnie i mówi tam o tym przypadku właśnie, kiedy ja mówię, że Kaczyński nie będzie prezydentem ani Tusk, ale że Kaczyński nie będzie prezydentem więcej i widzę go w łożu w sejmie śpiącego. To mówi pan Leper osobiście i wejdźcie, ja nie wiem, to można wpisać Leper o Jasnowidzu Jackowskim, wpiszcie na przykład, albo też pamiętam, ja miałem taką wypowiedź, tam jest wklejony ten filmik kawałek, to Jasnowidz Krzysztof Jackowski o śmierci Andrzeja Lepera. I w trakcie tego filmiku zobaczycie wypowiedź właśnie nigdzie nie publikowaną oficjalnie, wypowiedź pana Lepera właśnie na temat tego, co teraz wam opowiedziałem.
44:18
Tak, moje kontakty po tej katastrofie smoleńskiej, moje kontakty z panem Leperem stawały się częstsze, być może nawet przez to też, że pan Leper już widział wiele rzeczy, które od czasu 1999 roku, kiedy powiedziałem właśnie, że będzie ten czas i niepełną jedną kadencję dotknie rządu, a potem samoobrona upadnie, Samobrona umrze. Widział, co się stało z samoobroną. Widział, że Kaczyński rzeczywiście był w łożu w Sejmie, bo przecież też była dyskusja jak go pochować. Padło na Kraków, na Wawel i to było łoże śpiący Kaczyński, gdzie ma spoczywać ten symbol. I zobaczcie, Leper z biegiem czasu, wiedząc, że stracił dużo poparcia politycznego, potężnie się uspokoił. Nie miał sytuacji trudnej, ani u siebie w domu. Kończyły się kłopoty ze zdrowiem jego syna i Leper odzyskiwał siły.
45:40
Wielokrotnie spotykaliśmy się, najczęściej mówię na tym CPN-ie Kampol w Człuchowie. Były to spotkania krótkie, trwające powiedzmy 20 minut/godzinę, sympatyczne. Leper, słuchajcie, Leper miał jedną, jedną zaletę, jak nazywam, ja dużo palę papierosów, chociaż ostatnio mniej, ale ok, ale palę papierosy. I pan Leper zawsze do upadłego, do uporczywego mówił mi: "Panie Krzysztofie, dlaczego pan niszczy zdrowie? Może pan mieć problemy, inne, ale życie jest najważniejsze". Nie tacy ludzie wchodzą na sznury. To jest jedno. Leper bardzo dbał o zdrowie. Leper nie miał nałogów. To był człowiek silny wewnętrznie. Człowiek, który na pewno znał biedę i na pewno umiał sobie z tą biedą radzić. Poza tym był to buntownik. Jeżeli chciałby z sobą skończyć, drodzy Państwo, to zrobiłby to w o wiele bardziej widowiskowy sposób. A taka śmierć, która go spotkała, zabójstwo, które go spotkało, to gdyby służby, które za tym stoją, miały pomysł ciekawszy,
47:04
to by zrobili z tego trochę spektakl, a nie w taki sposób. W taki sposób Leper by się nie zabił. Leper by się w ogóle nie zabił. Ja z Leperem widziałem się mniej więcej, nie chcę skłamać, tydzień, półtora tygodnia przed jego śmiercią, na Kampolu w Człowie. Był z dziwnych okolicznościach, bo akurat był z kierowcą swoim, którymś z kolei, który go woził, ale był drugim autem dziwny człowiek. Przepraszam. Dziwny człowiek. Przepraszam, muszę to wyłączyć. Był dziwny człowiek. Zawsze zapominam to wyciszyć, a to będzie nam robiło kłopoty. Był to Arab z krwi i kości, w takich białych, dziwnych ubraniach. Śniada cera, złote sygnety. Ten Arab miał ochroniarza. Polaka i to taki z twarzy groźny ochroniarz mi też był. Panu Leperowi zależało, żebym miał usiadł z tym Arabem gdzieś z boku przy stoliku i robił mu wizję. On tam ma parę pytań. Zadał mi tych parę pytań. Po dziwo ten pan Arab dość dobrze po polsku potrafił mówić.
48:27
Chociaż było widać, że nie akcent polski. No i zadał mi te pytania. Ja mu na te pytania odpowiedziałem. Ale ta wizyta taka była, ostatnia ich, taka trochę dziwna. Jak pan Leper wyszedł z tego CPN-u, był ładny, słoneczny dzień, to bardzo dużo ludzi, młodych ludzi, podchodziło do niego i robili sobie z nim zdjęcia. Pan Leper bardzo chętnie pozował go tych zdjęć. Uśmiechał się, rozmawiał z ludźmi. Z każdym chciał porozmawiać. Każdemu chciał wytłumaczyć taki otwarty. Tak. Przychodzi śmierć Lepera. Słuchajcie, pierwszym znakiem tego, że Leper nie popełnił samobójstwa, dla mnie był dziwny znak. W taki sposób, w jaki się dowiedziałem o śmierci Lepera. Otóż jechałem, drodzy państwo, od swojej córki z Chojnic do Człuchowa. To mały odcinek drogi, prosta droga, 14 km prostej jazdy, tylko pagórki. Pierwsza wieś od Chojnic, Topole. Jedzie się od Chojnic pod górkę i mamy na górce wieś Topola,
49:42
a potem takie fałdowane do Ciuchu. Jestem na wysokości wsi Topole i dzwoni telefon. Odbieram telefon, a tam się odzywa mężczyzna, którego rzeczywiście znałem, ale 10 lat wcześniej. To był pracownik, nie wiem czy teraz, ale wtedy był pracownikiem CBS-u i to nawet dość wysoką funkcję miał. A ja robiłem w Warszawie dla tych CBS-ów pewną sprawę. To była sprawa gangstera o pseudonimie "Ojciec". Utrudnili się porywaniami osób, brania okupu. Większość tych osób po wzięciu okupu wypuszczono, a powiedzmy 2 czy 3 osoby nie wypuszczono, czyli było pewne, że zostały one zamordowane. I ten ojciec już był w więzieniu i ta grupa też. Ja miałem za zadanie szukać ofiar. Wykonywałem to w budynku, wysokim budynku naprzeciwko Arkadii, pamiętam taki wysoki wieżowiec jest, apartamentowiec. Na którymś z wyższych pięter wykonywałem tą wizję w Towarzystwie Panów z CBS-u.
51:01
Był też ten pan, który do mnie dzwonił, mówiąc, chciał mnie zapytać o coś. Ale słuchajcie, ten człowiek, potem jak, po tym naszym spotkaniu 10 lat temu na CBS-u, co ja tam robiłem, już później nigdy więcej nie mieliśmy kontakt. Nigdy więcej ten pan z CBS-u do mnie nie zadzwonił. Wyobraźcie sobie, że wtedy w Topolach, jak wracałem z Chojnic, on do mnie zadzwonił i mówi: "Wie pan, pamięta pan mnie? Jestem tu z tej grupy z CBS-u, o tym ojcu robiliśmy sprawę z Warszawy". "O Jezus, kupę lat", mówię, całkiem oczywiście z humorem, normalnie. No, ja do pana dzwonię, bo chcę się zapytać, co pan sądzi o tym leperze? Dlaczego on to zrobił? Ja mówię, co zrobił? No nie żyje. Ja pier... Co pan mówi, jak nie żyje? No nie żyje, powiesił się. Pierwsze, co pomyślałem, to zanim on powiedział, powiesił się, że może miał wypadek, może jakiś któryś z kierowców miał wypadek i leper zginął. Powiesił się. Jak się powiesił? No powiesił się w swoim biurze w Warszawie. Kiedy mówi? No to niedawno, ale nie. Ja mówię, pro pana, ja w to nie wierzę. Ja w to nie wierzę. Ja zacząłem kląć, ja zacząłem krzyczeć od tego telefonu.
52:17
I ja mówię, wie pan co, ja nie będę z panem... Ja pana bardzo przepraszam, ja jestem w szoku, ja muszę to zobaczyć w telewizji. On mówi, to włączy pan sobie TVN24, okej. Rozłączyłem się i zdenerwowany pojechałem do Czuchowa, wszedłem do domu i rzeczywiście pierwsze, co włączyłem, telewizor TVN24 i akurat trafiłem Rzecznika Prasowego Komendii Głównej Policji, pana Sokołowskiego, który stoi przed tym budynkiem, jak z czytanki mówi. Ze wstępnych ustaleń wynika, że przewodniczący Samoobrony popełnił samobójstwo. Tak sobie myślę, zbyt gorliwi i zbyt szybko, panie Sokołowski, pan to mówisz, to był kontrowersyjny polityk, tak sobie myślę. I jak tak można szybko diagnozować taką sytuację? Właśnie, w niektórych sytuacjach bardzo szybko policja wysuwa wnioski. Jeżeli chodzi o osoby nieznane, to bardzo długo, zanim się rodzina coś dowie, tu trzeba opinię publiczną nakierunkować już bardzo szybko. Tak przynajmniej mi się wydawało.
53:32
Kiedy ochłonęłem, kiedy zrozumiałem, że jest to autentyczna sytuacja, tragiczna sytuacja, zaczęło mi świtać w głowie, dlaczego ten pacjent po dziesięciu latach, dlaczego on mnie pyta, co ja sądzę o śmierci lepera? Przecież leper znał mnóstwo ludzi. Dlaczego on mnie o to pytał? I pomyślałem sobie, jeżeli zadzwoni, to jest moja opinia dla niego bardzo ważna. Bo widział, że jestem zdenerwowany, więc normalnie powiedział, no dobra, powiedziałem mu o tej śmierci, już nie będę dzwonił, no może fopa popełniłem. On zadzwonił. Zadzwonił, mówię, nie później jak pół godziny, jak ja tam dotarłem do domu. I mówi jeszcze raz, i co pan sądzi o śmierci pana Andrzeja? A ja mówię, wie pan, jeszcze półtora tygodnia temu się widzieliśmy. I w tym momencie moja logika podpowiada mi to: Stary, powiedz mu to właśnie tak, jak teraz ci przyszło na myśl. I ja mu mówię, proszę pana, to było do przewidzenia.
54:48
Chłop był załamany. I poszedł w wielką politykę, dostał kopniaka z różnych stron. I tak to się musiał mu skończyć, nie wytrzymała psychika. No tak, tak, no to dobrze, no dobrze, no to jak pan tak myśli, w porządku, do usłyszenia. I później więcej nie zedzwonił. Ja oczywiście od razu uważałem ten telefon, za dziwny telefon. Ale nie miałem odwagi powiedzieć o tym. Nie nawet w pierwsze tygodnie czy miesiące. Ani miałem odwagi dłuższy czas o tym powiedzieć. Byłem pod tym biurem. Widziałem to rusztowanie, tylko jedno rusztowanie tam, gdzie te okna. Wiecie, że okno, które było otwarte u pana Lepera, nigdy nie było otwierane. To okno akurat, a to było okno od strony rusztowania. Widzicie? Leper nie jest człowiekiem, nie był człowiekiem, który popełnia samobójstwo. Tacy ludzie nie popełniają samobójstwa. I mimo, że upłynął czas i nikt już o Leperze nie mówi i nikt nie dopomina się o wyjaśnieniu jego śmierci.
56:08
Drodzy Państwo, jest to bardzo niebezpieczne. Mój obraz, właśnie po tym, jak załatwiono sprawę śmierci pana Lepera, to uważam, że żyję w jakimś skorumpowanym kraju. Że polityka jest całym pasmem korupcji i polityczne ofiary, które padają. To tak jakby trochę wyglądało, że to jest ogólne polityczne przyzwolenie na coś takiego. Zwróćmy uwagę na śmierć prezydenta Gdańska, która zmroziła nas wszystkich, bo de facto, tak prawdę mówiąc, sprawca dokonał tej zbrodni, ale i jeszcze jednej zbrodni na nas. Prawca zabójstwa prezydenta Gdańska, otóż on uczynił z nas wiernych świadków swojego czynu. Zrobił to w jak najbardziej publiczny sposób egzekucję. Zamach czy egzekucja u Lepera, samobójstwo czy egzekucja.
57:28
Drodzy Państwo, jednej i drugiej sprawy, czy tej prezydenta Gdańska, czy pana Lepera, w tym napływie bagiennych różnych sensacji, informacji. Od tego, że nie wiem, prezydent Gdańska gdzieś uciekł i podobnie jak Kulczyk z ukrycia teraz sobie żyje. Do informacji, że rzeczywiście to była zbrodnia. Nie dajmy się zwariować. Słuchajcie, trzeba było skorumpować kilku doskonałych lekarzy, a w Trójmieście są bardzo dobrzy lekarze. Nie sądzę, żeby kilku lekarzy dało się skorumpować. Oczywiście nie sądzę, żeby tylu ludzi, którzy ratowali pana prezydenta Gdańska, próbowali ratować, to by było niemożliwe, żeby w taki sposób dokonać fałszywego ataku. Oczywiście powiem państwu, że są te filmy, tutaj niektóre osoby mówią, że to dziwne, że prezydent Adamowicz po tych ciosach siedział jeszcze przez jakiś czas i nawet gesty jakieś pokazywał komuś.
58:52
Znaczyłem ten film. Szanowni państwo, powiem państwu tak, ja mam przyjaciela, który wiele lat temu miał tragiczny wypadek. Kierowca, który kierował samochodem, oni uderzyli w drzewo, ten kierowca stracił życie na miejscu. Natomiast ten mój znajomy siedział z tyłu samochodu i właściwie wydawało mu się, że nie doznał żadnych obrażeń. To jest autentyczna sytuacja, którą wam opowiem i niezwykła. Powiedzcie sobie, że miał otwarte złamanie piszczeli, nie wiem, prawej czy lewej nogi już nie umiem teraz skojarzyć. On mi to opowiadał. On miał otwarte złamanie kości piszczelowej nogi. Wiecie, że po tym wypadku on tylnie drzwi otworzył, bo on siedział z tyłu, on wyszedł na nogach, on czuł, że go noga boli, ale to nie był wielki ból. On stał na nozy. Słuchajcie, otwarte złamanie kości piszczelowej. On stał na tej nozy. Słabo mu się zrobiło po kilku minutach i wtedy upadł. Ale wtedy już był w takiej nieprzytomności.
1:00:07
Póki był przytomny, stał na nodze, nie czuł bólu. On mi to opowiadał, bo on się cały czas zastanawiał jakim cudem, jeżeli kość nie miała swojej podstawy, bo było to otwarte złamanie, to jakim prawem ta noga się w ogóle nie zapadła, ta część od ciężkości ciała. Nie zapadła się na nodze, rozumiecie? Dlatego szok i adrenalina w takim momencie jest tak ogromna, że takie reakcje się zdarzają i one są jak najbardziej naturalne. Wracam do Pana Lepera. Uważam, że na pewno Pan Leper nie popełnił samownictwa. Uważam, że śmierć Pana Lepera, to ja domniemam, że za tym mogą stać jakieś służby. I co jest najbardziej przykre, to w czym żyjemy, co się nazywa demokracją, tak naprawdę można oczekiwać w niektórych sprawach sprawiedliwości, chociażby sprawiedliwego dochodzenia w śledztwie do jakichś rzeczy.
1:01:38
Tak ważnych jak śmierć polityka. Także uważam, że śmierć Pana Lepera, że zabójstwo Pana Lepera jest jedną z czarnych kart naszej historii ówczesnej. Podobnie jak Smoleńsk, tu nie chodzi o to, czy to był zamach, czy nie. Tu chodzi o to, że polska racja stanu do dzisiaj nie odzyskała braku samolotu, co jest bezdyskusyjne. Zginął prezydent naszego kraju. Chociażby śmierć Pana Adamowicza. Wiecie Państwo co? Ten cały obrządek pogrzebu. To wszystko, co nam pokazano w telewizji w tej sprawie. Ale tak naprawdę nie widzicie, że ja dzisiaj wyczytam informację, że ktoś naruszył prawa zabójcy, bo podał jego imię nazwiska. Ale przecież ten zabójca sam się przedstawił bodajże dwukrotnie na scenie po zabójstwie.
1:02:56
No i że prokuratura będzie prawdopodobnie robiła śledztwo tym wszystkim mediom, które upubliczniły jego imię i nazwisko. Zaczyna się robić dziwny kabaret, że sprawca już jest oczywisty. I nic więcej. Całe śledztwo skupia się tylko na morderc. Oczywiście, który rzekomo jest psychicznie chory. Ok. Ok. Ale śmierć tak dużego kalibru polityka, jak prezydent dużego miasta powinno być śledztwem bardzo drobęzgowym. Powinno być śledztwem, czy nie było powiązań jakichś innych, przestępczych, mafijnych czy innych. Czy ktoś nie miał interesu zlikwidować prezydenta Gdańskiego? I posłużył się kimś, kto jest szalony. Okazuje się, że medialnie można zrobić kocioł z każdej informacji. Można ludziom weprzeć coś i tak już to zostaje. Więc żeby raz, a na zawsze się skwitować to, co ja myślę o śmierci Leppera, było to na pewno zabójstwo.
1:04:16
Moim zdaniem i nie mam ku temu wątpliwości. Wszystkiego dobrego. Do następnego razu. Pozdrawiam Państwa.