Archiwum Wizji rejestr przepowiedni
26 sierpnia 2022

I became a hostage! I almost went crazy, difficult emotions after the vision.

· 41 min · napisy YouTube (PL) · obejrzyj na YouTube ↗

Audycja dotyczy dramatycznej wizji jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego związanej z zaginięciem Ewy Serafin, młodej studentki. Jackowski opisuje swoje przemyślenia i emocje związane z wizją, w której ujawnia szczegóły dotyczące jej morderstwa oraz konsekwencje, jakie poniósł w związku z tą sytuacją.

Przepowiednie z tej audycji · 2
niezweryfikowane · Ewa Serafin

„Kojarzy mi się, że ta osoba leży w lesie, jest w połowie rozebrana po części przysypana suchymi liśćmi.”

11:31
niezweryfikowane · Ewa Serafin · horyzont: do końca marca

„Zwłoki Ewy Serafin znaleźli pracownicy leśni dopiero pod koniec marca.”

26:53

Pełny transkrypt · 33 fragmentów

0:00

Były we mnie myśli: "Ewa nie może wrócić żywa" to nie, że ja jej śmierci życzyłem, to to, że ja stałem się zakładnikiem, bo powiedziałem! Kto z Was? Kto z Was weźmie kartkę i napisze to na kartce i wyśle to do tej pani podpisując się, kto? Jak sobie całą tą sprawę przypomniałem, to zadałem sobie pytanie: Czy ja jestem psychopata? Czy ja jestem nienormalny? Ty możesz być jutro jasnowidzem, Pani też, Pan Tak tak się zrodzi moje archiwum. Tu jest, tu ona jest tu kopcie. Wiecie jaka to jest odpowiedzialność napisać komuś Pani córka nie żyje? Dzisiaj, dzisiaj chciałem odcinek wyjątkowy zrobić. Wyjątkowy z wielu względów, ale,  ta wyjątkowość ma kilka swoich, kilka swoich aspektów.

1:15

Bardzo ważna jest ta audycja i tego kogo to interesuje istotne, żeby ją obejrzał od początku do końca. Wtedy, uważam człowiek zda sobie sprawę o czym jest mowa. Jasnowidzenie to bardzo niebezpieczna praca, ale nie chodzi o przestępców, chociaż też można się obawiać. Ale chodzi o aspekty zupełnie inne. To rozbicie własnej psychiki. Ale o tym właśnie w tej audycji: co jasnowidz w swojej głowie, czy ja mogę nieludzko myśleć? Czy ja mogę pragnąć, żeby córka pewnej kobiety nie wróciła żywa do domu. To jest bardzo nieludzkie co mówię, ale to jest obraz jasnowidzenia. Ten przypadek jest bardzo dobrze udokumentowany, ponieważ zaczyna się od listu, który napisała kobieta, nie spodziewając się niczego złego

2:32

z losem swojej córki. Ot, dziewczyna młoda pochodząca z Krosna Odrzańskiego. Nazywała się Ewa Serafin. Studiowała w Zielonej Górze. Miała wrócić z akademika na weekend do domu, zresztą robiła to co tydzień. Niestety trzeciego, a nie źle mówię 30.01.1999 roku nie powróciła. Po kilku dniach mama, oczywiście mama zaginionej córki zgłosiła to na policję. Policja przyjęła zgłoszenie, zaczęła się akcja poszukiwawcza. Chociaż nie było punktu zaczepienia. Były plotki, że odjechała z Zielonej Góry autobusem. Były plotki nawet takie, że rzekomo Ewa wstąpiła do jakiejś sekty we Wrocławiu, chociaż matce to nie pasowało, ponieważ była to rezolutna dziewczyna, bardzo ułożona o spokojnej naturze. Kobieta napisała taki list do mnie. Ja sobie tutaj pomagam z

3:49

komputera, bo wyraźnie widzę, więc czytam. To jest list, który miałem w ręku przed rozpoczęciem wizji. Ewa Hanna Serafin tak zatytułowane, urodzona 3.09.1978 w Krośnie Odrzańskim, mieszkanka Krosna Odrzańskiego. Tu jest ulica podana, zaginęła 30.01.1999 roku. Matka pisze: świadek twierdzi, że pojechała do Zielonej Góry autobusem relacji Żory-Zielona Góra. Który powinien być na dworcu autobusowym w Zielonej Górze o godzinie 15:25. Ślad urywa się właśnie w tym mieście. Ewa, studentka pierwszego roku Politechniki Zielonogórskiej w Żarach, a filia w Żarach, czyli ona z Żar miała dojechać. Studia zaoczne Wydział Marketing Organizacja Przedsiębiorstw była osobą obowiązkową i pracowitą. Od dziecka uczona była samodzielnego podejmowania decyzji i ponoszenia za nie konsekwencji. Dobrze wiedziała na co i kiedy może sobie pozwolić. Ceniła sobie samotność, jakkolwiek nacisk budził w niej opór wewnętrzny, stąd

5:05

miała negatywny stosunek do różnego rodzaju uzależnień sekty, narkotyki, przemoc fizyczna. Lubiła się uczyć, czytać, robić na drutach, szyć oraz od czasu do czasu gotować. Tak Pani napisała do mnie list, wysyłając zdjęcie Ewy. Ja się tu posłużę zdjęciem, no prasowym Ewa wyglądała, to jest takie dość ksero zdjęcia w tak, to jest Ewa Serafin. Było zdjęcie jej takie naturalne zdjęcie. Zaraz po przeczytaniu tego listu zacząłem się skupiać nad tym zdjęciem. W pewnym momencie nastąpiło pierwsze takie mignięcie, skojarzenie. Mianowicie skojarzył mi się czerwony samochód, osobowy. Po chwili, w tym samochodzie jest dwóch chłopaków i jest Ewa, jest ta dziewczyna, jadą. I tu się na chwilę zatrzymam. Drodzy Państwo, mi bardzo często zdarza się określić nazwę miejscowości albo

6:23

rozumieć rejon w Polsce. Czyli w moim wyobrażeniu na przykład Zielona Góra. I kojarzy mi się w tym kierunku, czyli na przykład północno-zachodni albo północno-wschodni kierunek. I tak mniej więcej od Zielonej Góry 17 km. Na mapie sobie to wyliczam i poglądowo sugeruję, że to jest ten rejon. Rejon, który mi się skojarzył co do Ewy Serafin. Tam, gdzie oni stanęli samochodem. To jest okolica wsi Wilkanowo. No dobrze. Przerwałem to, nie wiedziałem jeszcze, co się stało, czy ona wyjechała z dwoma chłopakami czerwonym autem. Czy coś się stało? Przerwałem to, nic więcej nie umiałem powiedzieć. Zacząłem chodzić po mieszkaniu, coś robić. W ogóle przestałem się interesować tą sprawą. Nagle w którymś momencie jak coś robiłem, nie wiem, czy minęło 10 minut, może pół godziny. Aż mam wstrząsnęło coś? Jeden chłopak wysiadł z samochodu, drugi zostaje i ona też. Jak

7:39

ten wysiadł, tak ten się do niej zaraz zaczyna dobierać i robi to agresywnie. Ewa się szarpie. Od razu miałem wrażenie, że jest blisko tor kolejowy. To jest taka droga polna, leśna. Blisko toru kolejowego, blisko wsi Wilkanowo. Chłopak kojarzył mi się ten, co wyszedł, on odszedł od samochodu. W którymś momencie mam wrażenie, że w tej szarpaninie w samochodzie Ewa zaczyna czymś kłuć tego chłopaka. Ale potem mówię, nie, nie ona. On czymś ją kłuje, ale nie jest to nóż. Tak to zapisałem. Nie byłem pewny, czy ten chłopak ją w tej szarpaninie udusił czy zakłuł czymś, ale byłem pewny, że ten chłopak ją zamordował. Nie chciał jej zamordować, on chciał ją tylko wykorzystać. Prawdopodobnie kolega jego, który był poza samochodem, chciał też ją wykorzystać po tym swoim koledze. Ale już do tego nie doszło, ponieważ on ją zabił

8:56

w tej szarpaninie. I mam wrażenie, że obydwoje wyciągnęli jej zwłoki z samochodu i zaciągnęli do pobliskiego dołu i przysypali ją suchymi liśćmi, gałęziami. Stop, to jest moja wizja. Teraz bardzo mocno żebyście zrozumieli, jaką cenę ma jasnowidzenie i że jak jakaś wróżka, czy ktoś powie ach tam sobie wróżę i tam z płatkami kwiatków płynie do mnie słodka i dobra energia. Byli też tacy, którzy mówili, ha Jackowski robi takie ciężkie rzeczy bo jest demonem i demony mu to mówią. Nie, ja mówię o prawdziwych zdarzeniach. Prawdziwe zdarzenia nie muszą być miłe. Nikt do mnie nie pisze listu Pan Jackowski, wczoraj miałem miły dzień i niech Pan mi wywróży czy jeszcze w tym tygodniu będę miał drugi taki miły dzień? Nie do mnie ludzie piszą o strasznych rzeczach często albo o swoich strasznych kłopotach listy, więc i odpowiedź jest podobnego kalibru. Pytanie? To co w głowie mi się urodziło, co mi wizja pokazała, kto z Was?

10:15

Kto z Was weźmie kartkę i napisze to na kartce i wyśle to do tej Pani, podpisując się, kto? Wiecie, że jak w swoim archiwum do programu ten materiał znalazłem, jak sobie całą tą sprawę przypomniałem, to zadałem sobie pytanie: Czy ja jestem psychopata, czy ja jestem nienormalny? Bo dziś z perspektywy czasu myślę sobie, żeby nie powinienem czegoś takiego napisać kobiecie. To jest matka. A tutaj Drodzy Państwo, mam skserowane, bo rodzina mi potem po wyjaśnieniu sprawy, przysłała to. Mam skserowaną swoją wizję, którą będziecie mieli na ekranie za chwileczkę. To jest moja wizja. Oczywiście to jest ksero to były dwie kartki. Wizja była krótka. Tutaj podstawowe dane, Ewa 21 lat, 2 tygodnie temu Zielona Góra. Czyli 2 tygodnie po zaginięciu wykonywałem wizję. Miała jechać do Krosna Odrzańskiego. Nie jest wykluczone, tak piszę. Nie jest wykluczone, że ta osoba nie żyje.

11:31

Kojarzy mi się, że ta osoba leży w lesie, jest w połowie rozebrana po części przysypana suchymi liśćmi. Jest to las w rejonie między Zieloną Górą a wsią Wilkanowo, w kierunku toru kolejowego. Gwałtu i morderstwa dokonało dwóch mężczyzn w samochodzie osobowym. Z szacunkiem Krzysztof Jackowski i tu podałem cały swój adres. Dodałem jeszcze do tego taki rysunek. Mapę, gdzie jest szosa, jest wieś Wilkanowo, jest las jest tor kolejowy i wskazuje punkt dołu przy tym torze. Te dwie kartki wysłałem. Nie wiedziałem, że te dwie kartki, że będę zakładnikiem tych dwóch kartek, a tak naprawdę nie, że będę za moment zakładnikiem tej swojej okrutnej wizji i będę w trwodze oczekiwał, żeby Ewa Serafin nie żyła.

12:46

Dramaturgia dopiero się zaczyna. Drodzy Państwo, mija może z tydzień. Wtedy nie miałem telefonu komórkowego, miałem stacjonarny telefon z faksem. Dość często dzwonił, ale na ogół ten telefon zawsze odbierałem. Jest popołudnie, dzwoni telefon, odbieram. Odbieram ten telefon i mężczyzna w słuchawce mówi do mnie tak: Pan Jackowski? - tak. Taki stanowczym głosem: Czy Pan jest normalny? Ja mówię o co chodzi i słuchajcie w tym momencie jak ja to usłyszałem, nie wiedziałem o co chodzi. Ale od razu czułem, że nogi mnie ledwie trzymają. Zacząłem cały drżeć, bo już mówię coś niedobrego się robi. A on mówi: Kto panu dał takie prawo? Czy Pan jest normalny? Ale ja mówię panie, ale o co panu chodzi? Byłem z******, już wiedziałem, że coś się dzieje.

14:01

A on mówi, proszę pana, chodzi mi o Ewę Serafin o kurczę i myślę sobie, wróciła żywa. A przecież co ja napisałem. A co wróciła żywa? Jeszcze nie wróciła. Ale zapewniam pana wróci. Kto dał panu takie prawo pisać matce takie bzdury? To jest schorowana kobieta, jak pan mógł jej coś takiego napisać? Ale mówię, proszę pana, to jest moja wizja. Ja zacząłem być miły. Albert nie wolno weź go na ręce. Kto dał panu takie prawo? Kto? Ja mówię, ale to trzeba sprawdzić mówię, wie Pan ja mogę się mylić, ale robię to od lat i próbuję się, próbuję się usprawiedliwić. Próbuję, próbuję jakoś to załagodzić. Ja mówię proszę Pana może sprawdźcie to miejsce, a on mówi, sprawdźcie? Policja, ja redaktor Gazety Lubuskiej, czyli to był redaktor z Gazety Lubuskiej i matka byliśmy w tym miejscu, cały dzień

15:17

zmarnowaliśmy. Psy do szukania zwłok i nic nie znaleźliśmy. Kto panu pozwolił tak straszyć matkę i takie bzdury pisać? Stopniałem, kompletnie już nie chciałem z nim rozmawiać, jakie miałem argumenty żadnych. I ten pan na koniec mówi tak Panie Jackowski, obiecuję panu, daję panu słowo, że jak sprawa się wyjaśni i miejmy nadzieję, Ewa wróci żywa to będziesz się pan wstydził własne nazwisko nosić. Zdepcze pana, nie tylko ja, ale i moi koledzy, bo Pan nie ma prawa takich strasznych rzeczy pisać matce. Nawet nie powiedział do widzenia, nie czekał na moje słowo, trzasnął słuchawką, tyle było rozmowy. Uwaga od tego momentu, a nie raz w życiu miałem może nie takie same, ale bardzo podobne sytuacje, nie ma we mnie życia. Boję się, czuję się strasznie. Potem przychodzą myśli: ona nie może wrócić żywa - to jest nieludzkie.

16:33

Zobaczcie, dostałem wizję. Zachowałem się uczciwie, zapisałem ją, wysłałem matce. Wizja jest straszna, ale w tym momencie to ja jestem zakładnikiem tego zdarzenia. A może to nie było takie zdarzenie? Może to bzdurę napisałem? Zastanawiałem się, dlaczego dotykając spraw z przeszłości, dlaczego jakaś siła była we mnie, albo jaki nonsens, jaka nieodpowiedzialność była we mnie, że ja coś takiego potrafiłem napisać i wysłać. Nie nazwałbym siebie ani psychopatą, ani szaleńcem. Dzisiaj z perspektywy czasu ja już tego nie rozumiem, ale dostając wizję ja musiałem to powiedzieć. To tak, jakby mój rozsądek nie odgrywał roli, jakbym był wyłączony, jakby mój rozsądek się wyłączył, ja to jej muszę napisać. Ale to nie koniec dramaturgii. Były we mnie myśli: Ewa nie może wrócić żywa - to nie, że ja jej śmierci życzyłem to to, że

17:50

ja stałem się zakładnikiem, bo powiedziałem. Z każdym dniem mniej się bałem. Miałem nadzieję, że to się jakoś wyjaśni, uspokoi. I uważajcie, kilka dni mija, jest dzień, ktoś do mnie puka. Ja wtedy mieszkałem w bloku. Ktoś puka do drzwi, otwieram drzwi. W drzwiach, widzę kobietę w średnim wieku, szczupłą, taką niepozorną, skromną kobietę. Dzień dobry panu. Nie mogłam się do pana dodzwonić, więc dowiedziałam się o pana adresie i przyjechałam do pana. Nazywam się Serafin, przyjechałam w sprawie córki. Jak ja to usłyszałem, jak się z nią przywitałem, jak ją poprosiłem do przedpokoju. Tak pomyślałem sobie, zobaczcie, jakie nieludzkie rzeczy. Tak pomyślałem sobie, jednak Bóg mnie ma w opiece. Bóg czuwa nade mną. Wyłgam się. Patrzę na nią z dobrocią. Ale w myślach diabelska myśl: wyłgam się, mam drugą szansę!

19:09

Napiszę tak miałem zdjęcie, więc to poczułem okazuje się to błąd, ona żyje. Naplotę coś, ale wyłgam się. Muszę się oczyścić z tego syfu, który sam wlazłem, który sam zapisałem. Panie Jackowski, my tam byliśmy w tym miejscu. Była policja, była gazeta, byłam ja. Bogu dziękować, że tam córki nie znaleźliśmy. Wie pan, ja tracę pomału nadzieję, bo to już jest któryś tydzień, ale jakoś dziwnie ufam panu. Coś mi mówiło, jedź do niego, weź rzeczy. Wyczytałam w którymś z artykułów o panu, że pan mówi, że potrzebuje pan rzecz, więc pomyślałam, jeżeli przywiozę córki rzeczy jakąś z jej zapachem to może ta wizja będzie bardziej czytelna, może coś więcej pan poczuje. Dobrze, wziąłem ten tobołek z tymi rzeczami, wziąłem zdjęcie jeszcze raz jej córki, które mi dała. I mówię do niej, tak, proszę Panią, niech Pani łaskawie idzie przejść się, cokolwiek na godzinę. Niech pani mnie zostawi samego. Jak tylko poszła, poszedłem do biurka, nawet tych rzeczy nie rozpakowałem, tylko mówię kartka, jak to ułożyć, jak to zrobić, żeby się wyłgać?

20:25

Dobra, muszę zacząć. I piórem: Szanowna Pani, robiąc wizję z samego zdjęcia miałem makabryczne poczucie, ale mając rzeczy, widzę to zupełnie inaczej. Wiecie, dlaczego tak się zachowałem? w prosty sposób, bałem się. Bałem się. A Wy byście się nie bali? Wy byście nie chcieli uciec od tego? Zobaczcie, jakie to obciążenie. Kiedy napisałem kilka zdań w tym wyłganiu się. Coś mi kazało otworzyć ten woreczek. Otworzyłem ten woreczek, coś wyjąłem, jakąś bluzkę. Zacząłem ją wąchać. Czerwony samochód, dwóch chłopaków, ona krzyczy. On ją czymś dźga, ale to nie jest nóż. K**** Pogniotłem tą kartkę, rzuciłem na podłogę, napisałem to samo. Zrobiłem wbrew swojemu lękowi.

21:42

Zamiast się wyłgać, napisałem, dołożyłem do tego, napisałem to samo. Po godzinie przyszła, ja jej tego nawet nie czytałem. Proszę panią, nie zmienił się mój obraz. Może się mylę co do miejsca, ale ja tak to czuję. Bardzo skromna kobieta, chciała mi coś zapłacić. Powiedziałem, że nie chcę nic od niej i poszła. Przestałem się bać, przestałem myśleć. Pomyślałem sobie, skoro w przeszłości już sporo spraw zrobiłem i dużo się z nich potwierdziło, trudno. Nie mogę inaczej, tak czuję koniec. Ta sprawa jest w ogóle, ma bardzo zabawny, jeszcze jeden moment. Jakiś czas później, a to minęło trochę czasu, może z dwa tygodnie później. Do mnie przyjeżdżał w tamtym okresie, zresztą to było krótko przed śmiercią Pershinga, bo Pershing zimą 1999 został zastrzelony w Zakopanem. A był to okres, powiem Wam dokładnie jaki, był to okres,

22:58

sierpień, początek sierpnia. A dokładnie 4 sierpnia. Zaraz Wam powiem, dlaczego to wiem. Pershing przyjechał w towarzystwie Gołoty, Andrzeja Gołoty do mnie. Będąc przejazdem z Warszawy do Gdańska, no musiał trochę zboczyć, ale przyjechał do mnie. I mówi, ja byłem zafascynowany Gołota jest u mnie. No dobrze, a on mówi, jakbyś chciał sobie z Gołotą pogadać, spędzić z nami czas, to wsiądź do auta i my jedziemy do Sopotu na dzień czasu. Potem wracając, odwieziemy Cię. No to kto by się nie nie dał skusić prywatne pogadanie i spędzenie czasu z Gołotą. Jeszcze zresztą w tamtym czasie, kiedy on był no pięściarzem znanym. Pojechałem, muszę Wam powiedzieć, że Gołota prowadził auto Pershinga. To auto, w którym parę miesięcy później Pershing zginął. W Trójmieście bardzo często mu się zdarzało, dziwię się, że nie było wypadku przejechać na skrzyżowaniu na czerwonym świetle. Gołota mówił, że on nie zauważa świateł i jedzie. Zawsze był chaotyczny i był taki spokojny,

24:14

taki trochę nawet chwilami mrukowaty. Zawsze zamyślony w sobie. Spędziliśmy wieczór przy jakiejś dobrej kolacji, poszliśmy spać. Na drugi dzień rano wstaliśmy i poszliśmy w Grand Hotelu w Sopocie na śniadanie. Siedzi Gołota, który nie wiem co robi, no milczy w każdym bądź razie, bo on dużo milczał. Siedzi Pershing, który czyta "Super Express" i siedzę ja, który się nudzi, czekam na śniadanie. Ale nikt z nikim nie gada i jest drętwa sytuacja. I w pewnym momencie ten "Super Express" tak miał otwarty. W pewnym momencie Pershing przestał czytać, złożył gazetę, rzucił ją, rzucił ją na stół i mówi do mnie tak, podobnie jak ten redaktor zresztą z Gazety Lubuskiej, tylko w innym kontekście. Czy Ty jesteś normalny? Ja mówię słucham? Co Ty odp***** - dokładnie to Ja mówię ale, o co Ci chodzi? Wszyscy wiedzą, że przyjeżdżam do Ciebie, że Cię znam, że korzystam

25:33

z Twoich wizji w swoich sprawach bezpieczeństwa życia. Ja mówię no i co z tego? - Jak Cię ktoś zabije, a nie będę tym kimś nie będę ja on mówi. To wszyscy powiedzą, że to przeze mnie zginąłeś, albo że ja cię zabiłem tak, bo mnie mają za mafiozę. Ja mówię, ale o co Ci chodzi? A przeczytaj sobie o co mi chodzi! Chlapnął mi ten "Super Express". Widzę na pierwszej stronie Super Expressu podtytuł: "Bezlitośni gwałciciele" czytaj strona 8-9.  Pomyślałem o co chodzi? No dobrze czytam, a tam jest potężny, potężny na dwie strony jak widzicie. Tak, gwałciciele nie mieli litości. Ja mówię k**** to jest Ewa Serafin. Ewa Serafin! Ja dziwię się, że tam na stół nie wskoczyłem i nie zacząłem tańczyć na tym stole. Znów Pershing nie może zrozumieć, bo ja się poczułem w tym momencie jak pięściarz, który właśnie przed chwilą znokautował Gołotę, że Gołota do teraz nie może wstać. Ona nie żyje! ale czytam czytam, czytam i piszę fragment.

26:53

Tu to tu będzie momencik już już. Żeby tego, o jest. Taki podtekst "Jasnowidz wiedział" Wszystko zaczęło się conajmniej pół roku temu 30 stycznia Ewa Serafin.... i tak dalej. Już fragment: Zwłoki Ewy Serafin znaleźli pracownicy leśni dopiero pod koniec marca. Leżały w lesie 1,5 km od drogi z Zielonej Góry do Krosna Odrzańskiego. Dokładnie tak, jak opisał jasnowidz Krzysztof Jackowski, tu jest, no będziecie mieli to na obrazie. Ja mówię niemożliwe. Tam ona była obok wsi Wilkanowo. Wiecie jaka była różnica? Tu pokłon dla tamtejszej policji z tamtych czasów, że oni sprawdzili miejsce przy torze kolejowym, ale po jednej tylko stronie po tej, której ja wskazałem, a ona była dokładnie po odwrotnej stronie. Nieraz w jasnowidzeniu jest tak zwane zwierciadlane odbicie. Lewa strona jest prawą, prawa lewą. To jest na małym odcinku, tu akurat zadziało się zwierciadlane odbicie tu zobaczcie ja wskazałem jej ciało tu, a ona była

28:09

po drugiej stronie toru kolejowego. Tam już nie poszli. Dziwię się, że psy do szukania zwłok, ona już była na pewno w jakimś rozkładzie, nie poszły w to miejsce, bo też tam były. Kiedyś na Facebook czy nas na You Tube, ale już dość dawno, oczywiście tutaj rodzina mi podziękowała jeszcze na piśmie napisała już po tragedii, po pogrzebie. Po pogrzebie list, list treści No że, no cóż, mam będziecie to mieli u siebie. Zrobiłem audycję, 3, 4 lata temu u siebie. Opisałem, może nie tak dramatycznie jak teraz tą sytuację i na końcu tej audycji powiedziałem jedno. Cała ta sprawa mimo, że przeżyłem lęk, wszystko to jeden z większych moich sukcesów. Że byłem mimo lęku wierny temu, co zrobiłem i powtórzyłem to jeszcze raz. Czyli można powiedzieć miałem stryczek na szyi, mogłem go zdjąć, a

29:25

założyłem sobie drugi jeszcze. Taką cenę się płaci za jasnowidzenie i powiedziałem wtedy, tak. Jedyna rzecz, która się, która jest niehonorowa w całej tej sprawie to redaktor z Gazety Lubuskiej, bo tak jak obiecał, że mnie zdepcze i, że nie będę mógł nosić swojego nazwiska, będę się wstydził tak, chociaż powinien cokolwiek napisać w swojej gazecie, że jednak to była prawda. I po tej audycji, krótko potem dostaje list z Zielonej Góry. Nikt się w tym liście nie podpisał, tylko były dwa wycinki o dokładnie takie z gazety. Już wam czytam, będzie mi łatwiej tu, a to jest ważne. Już wam czytam, poczekajcie, proszę Was. To jest ten wycinek: Policjanci odnaleźli zwłoki 21 letniej mieszkanki Krosna Odrzańskiego Ewy S. Dziewczynę znaleziono w płytkim dole w podzielonogórskim lesie. Tytuł "Jasnowidz miał rację" - jednak ten pan redaktor dotrzymał słowa. Po latach się o tym dowiedziałem, no nie wiem, mogłem nie wiedzieć, bo Gazeta Lubuska wychodzi gdzieś tam w jakimś rejonie

30:41

w Człuchowie nie. O poszukiwaniach młodej studentki z Krosna Odrzańskiego Ewy S. pisaliśmy przed kilkoma tygodniami zaginęła 31 stycznia i tak dalej, i tak dalej. Relacjonowaliśmy także wysiłki rodziny sięgającej w poszukiwaniach do niekonwencjonalnych metod, między innymi do opinii jasnowidzów. Jeden z nich, Krzysztof Jackowski z Człuchowa stwierdził, że dziewczyna została wykorzystana seksualnie, zamordowana i ukryta w przykrytym gałęziami i liśćmi dole w okolicy Wilkanowa. Przedwczoraj mieszkaniec Radomii znalazł w pobliskim lesie w płytkim dole przykrytym gałęziami zwłoki młodej kobiety. Wczoraj rozwiały się wątpliwości, okazała się nią zaginiona 21 letnia mieszkanka Krosna Odrzańskiego. Odzież i ozdoby, które mieliśmy, które znaleźliśmy, wskazują na to, że motywem działania sprawcy lub sprawców nie był rabunek mówi Zbigniew Kołecki z zespołu prasowego Lubuskiej Komendy Wojewódzkiej Policji. Ustalenia sugerują raczej motyw seksualny tego czynu. Śledztwo w sprawie zabójstwa Ewy S prowadzi Prokuratura Rejonowa w Zielonej Górze. Na razie policja odmawia podania większej ilości szczegółów, zasłaniając się dobrem śledztwa.

31:58

Młoda kobieta jadąc do domu najprawdopodobniej skorzystała z tak zwanej okazji. Ważne, to nie będzie nudne, przeczytam Wam to do końca, bo to jest okoliczności zabójstwa oraz miejsce znalezienia zwłok są zaskakujące, zbieżne z ustaleniami człuchowskiego jasnowidza, który opierał swoje wizje na kontakcie z osobistymi przedmiotami zaginionej. Rozmawiałem już z rodziną tej dziewczyny. Właśnie tu ja nie przypominam sobie żebym ja udzielał wywiadu tej gazecie. A tu jest tak jak ja bym rozmawiał jeszcze z tą gazetą. Może nie pamiętam, może ktoś dzwonił, bo ja powiedziałem, że rozmawiałem z tą rodziną i ta rodzina poinformowała mnie, że zwłoki się znalazły. Ale, tu jeszcze jest coś takiego: Zgodnie z ustawą o policji nie możemy wykorzystać tego rodzaju instrumentów procesowo mówi Zbigniew Kołecki z policji. Natomiast prowadząc śledztwo posiłkujemy się i traktujemy poważnie wszystkie mogące pomóc nam informacje także w sprawie tego zaginięcia. Na prośbę rodziny prowadziliśmy wcześniej poszukiwania, opierając się na informacjach pochodzących od jasnowidza.

33:15

Inni zaangażowani w tej sprawie jasnowidzowie, czyli okazało się, że rodzina, mama korzystała z innych jasnowidzów jeszcze. Inni, zaangażowani w tę sprawę jasnowidzowie uważali, że dziewczyna żyje. Jeden z nich stwierdził, że przebywa w Ciechanowie. Więc zwróćcie uwagę warsztat, kunszt, odpowiedzialność, a teraz puenta tej sprawy niezwykła. Która i mnie zszokowała i zaskoczyła. Może minął rok, może dwa, może pół roku, nie pamiętam ile czasu od wyjaśnienia tej sprawy. Ją zamordowało dwóch młodych chłopaków. Zadźgali ją nożyczkami. On zadźgał ją, bo podobno gryzła go w ucho jak chciał ją zgwałcić. Wpadł w szał i to zrobił. Samochód był, należał do matki jednego ze sprawców. Podobno nie był to pierwszy gwałt tych chłopców, którzy dość szybko trafili za kratki. Jak był artykuł w "Super Expressie" to była tylko sugestia, że dwóch sprawców, kto wie

34:32

czy nie sugestia oparta na mojej wizji. Bo skoro ona była pod Wilkanowem i wszystkie te elementy się zgadzały i tam ją znaleziono, to policja już wzięła pod uwagę, że jest dwóch sprawców, ale rzeczywiście dwóch sprawców złapano bardzo szybko i ta puenta ma związek z jednym z nich, a tak dokładnie z mamą jednych z nich. Minął jakiś czas i dostaje telefon. Odzywa się pewna kobieta i mówi, panie Jackowski, tyle słyszałam o panu. Czy pan mógłby mi pomóc? Ja mówię: Co się stało? - Panie Jackowski, mój syn jest niewinny a siedzi w więzieniu, czeka na proces. I ja mówię tak, a za co? Wie pan pod Zieloną Górą doszło do morderstwa. Kolega jego zabił dziewczynę w samochodzie, a on się tylko temu przyglądał, a ma być odpowiedzialny za współudział w morderstwie. Grozi mu taki sam wyrok, tak przynajmniej adwokat, którego wynajęliśmy mówi. Czy mógłby Pan pomóc dać jakieś wskazówki jak go bronić albo jakąś opinię wydać, żebym ja mogła to w sądzie pokazać? Ja mówię Proszę Pani, sąd nie bierze opinii jasnowidza.

35:50

Ale czy nie chodzi tutaj o zabójstwo Ewy Serafin? Ona mówi tak, a skąd pan wie? Ja mówię, proszę panią, bo ja ją wskazałem. Kobieta już nic nie mówiła, odłożyła słuchawkę. Taka puenta. A teraz puenta puent tego odcinka, jeżeli Ci, którzy przetrwali do końca. Jasnowidzem być łatwo, Ty możesz być jutro jasnowidzem, Pani też, Pan, mówię do Was co mnie oglądają. Wystarczy tylko sobie wmówić, że jest się jasnowidzem. Otworzyć jakąś stronę i jasnowidzieć. Ja Wam dzisiaj pokazałem obciążenie, które nie mija, a nawet jak minie to dziesięć innych wchodzi na nie. Jasnowidz to jest człowiek bardzo chaotyczny. Osowiecki jak żył to w książce Katarzyny Boruń i Krzysztofa Boruń Jagodzińskich, "Zagadki jasnowidzenia" jest dość dużo bardzo ciekawej faktografii na temat

37:07

Osowieckiego, ponieważ była to książka pisana w latach, początek lat 70. Kiedy jeszcze żyły osoby, które miały rzeczywisty kontakt fizyczny z Panem Osowieckim, jasnowidzem przedwojennym. Była tam taka przypowieść. Pierwszy napisał niejaki Pan Jacyna, który fascynował się Osowieckim. Tak ułożyło mu się, że znalazł się w domu Osowieckiego, w mieszkaniu w Warszawie, przy ulicy Trębackiej, tam, gdzie mieszkał. On napisał w swoich wspomnieniach później. już jak Osowieckiego nie było. "Osowiecki wydawał mi się genialny, jak czytałem artykuły o nim o jego dokonaniach, ale kiedy go ujrzałem pierwszy raz w jego mieszkaniu wydał mi się starym, zdziwaczał krawcem, brakowało mu tylko centymetra na szyi" To była jedna rzecz, ale też Osowiecki, jest taka przypowieść o Osowieckim, który był umówiony z pewną gazetą, to był tygodnik lub miesięcznik Światowid,

38:23

przedwojenne wydawnictwo. Był umówiony na wywiad. Osowiecki wtedy mieszkał sam i miał gosposię. No i Osowiecki gdzieś buszował po Warszawie, miał szerokie towarzystwo, znajomości. Przebywał w Hotelu Europejskim, zresztą niedaleko ulicy Trębackiej w Warszawie z jakimś towarzystwem. No tam akurat telefon był. Okazuje się, że Osowiecki miał telefon. Oczywiście jakiś na korbkę w tamtych czasach. I Osowiecki z hotelu, z tego hotelu z recepcji przynoszą, czy wołają go do telefonu. I ktoś słucha jak on rozmawia z gosposią. A on mówi: No cóż, on ma taki wschodni akcent. Cóż ty, cóż Ty Zosiu mówisz, cóż ty mówisz, Ty mówisz, że czekają jacyś redaktorzy u mNie w holu, bo ja na ten, że czas jestem z nimi umówiony. No nic mi o tym nie wiadomo. Oni twierdzą, że pan się z nimi umawiał i to. No jak ja mogę to wiedzieć, skoro coś takiego nie miało miejsca. On zapominał, on żył, on żył w innym świecie

39:39

i muszę państwu powiedzieć, że właśnie to takie zdarzenie, ale nie tylko takie nie można takiej osoby jak ja traktować w sensie szablonu. Tu szablon ginie ponieważ te rzeczy wybijają człowieka z realności. Ja mam mnóstwo swoich, swoich jakichś dziwactw w głowie. To wszystko jest związane z tym, co robię. Być może nie byłbym taki, gdybym tego nie robił, albo może inaczej, gdyby był inny, nie robiłbym tego opowiadałbym Państwu, będąc wmawiając sobie, że jestem jasnowidzem, opowiadałbym Państwu, a kiedyś szedłem w lesie i miałem wrażenie, że tam się powiesił rycerz i legendy mówią, że się powiesił. To by były takie opowieści. Ja wam pokazuję rzeczywiste zdarzenia w których uczestniczyłem, które są już historią, nie tylko moją, ale tej rodziny, policji. Historią zdarzenia, którego nauka nie jest w stanie wymyśleć, nie jest w stanie ocenić. Nie jest w stanie nazwać.

40:55

W każdym odcinku serwuję Państwu następny, bardzo ważny dowód przed którym nikt nie może przejść obojętnie, ponieważ to jest dowód na zjawisko, które nie jest uznane. Wszystko na ten temat.