Archiwum Wizji rejestr przepowiedni
25 września 2018 · audycja 2 z 2 tego dnia

Jak pokazują mi się duchy zmarłych

· 41 min · napisy YouTube (PL) · obejrzyj na YouTube ↗

Audycja dotyczy doświadczeń jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego związanych z kontaktami z duchami zmarłych. Jackowski dzieli się osobistymi historiami, w których doświadczył wizji i kontaktów z duszami osób, które odeszły, oraz refleksjami na temat życia po śmierci.


Pełny transkrypt · 31 fragmentów

0:00

- Dobry wieczór. Ja już tu kilka razy wracałem do tematyki duszy, duchów, temu podobne. Powiem państwu tak: kiedyś sobie zdałem sprawę z tego, że te wizje, które robię, te ciała, które znajduję, że to jest jakaś zdolność czucia duszy właśnie, duszy osoby zmarłej. Chociaż jak w tym poprzednim filmiku pokazałem też żywych osób. Ta dziewczynka dwunastoletnia, której być może nawet życie uratowałem, bo kto wie co ten chłopak wizją zrobił, pokazuje, że też można z żywymi się skontaktować, ale dusza jest i w żywymi, i w osobie nieżyjącej. Tak przypominając sobie lata wstecz, kiedy ja te wizje mam od 27 roku życia, ale pamiętam okres, kiedy jeszcze byłem przed tym właśnie dziwnym stanem jasnowidczą, w którym żyję.

1:25

Pamiętam świętej pamięci pana Gostomczyka, starszego człowieka, to miałem dwadzieścia kilka lat, byłem już żonaty, młody człowiek. I mieszkałem w takiej starej kamienicy, która w podwórzu była takim skrzydłem, bardzo wąskie i było drugie skrzydło. Pan Gostomczyk dwa tygodnie przed swoją śmiercią, bardzo za nie mógł i do pewnej wsi wziął go syn. Syn go zabrał, bo on już nie mógł chodzić. No i w sensie tam w te ostatnie dni nim opiekował. Pewnej niedzieli, kiedy już pana Gostomczyka nie było, już się przywyczaiłem, że jest tam ciemno w tym mieszkaniu. Wyobraźcie sobie państwo, że zobaczyłem go w oknie. Ja miałem akurat w kierunku jego okna, swoje okna od łazienki i zobaczyłem go w oknie. Stał w oknie. Pamiętam jak wyszedłem z łazienki i do żony mówię: "Słuchaj, z Gostomczykiem było tak źle, a tu nagle okazuje się, że on żyje". I doszedł do siebie, jest w domu. Na drugi dzień idąc ulicą zobaczyłem zawieszkę,

2:46

czy tą klepsydę, czy jak to się nazywa. Niejaki pan Gostomczyk, wie kto by się zgadzał, nie żyje. Krótko potem dowiedziałem się, że zmarł pan Gostomczyk w niedzielę rano. Ja go widziałem w niedzielę wieczorem w oknie. To było jeszcze zanim, zanim miałem te przeczucia, miałem te wizje. Drugą taką historię pamiętam, kiedy to zmarł mój wujek, wujek Bronek. Bardzo lubiłem go, był zawsze wesoły, sympatyczny, miał tą samą wadę, którą ja mam. Palił, lubił palić papierosy. Zasłał mu, zabrało go po gotowie, był w śpiączce. Pamiętam, że wieczorem poszedłem do wujka do szpitala. On leżał w tej śpiączce, nie reagował, ale nawet jak leżał, to tak robił ręką. Dwa razy gestem jakby mu się śniło, nie wiem, że pali papierosy, ręką poruszał do ust.

4:03

Taki gest pamiętam, mimo że to było wiele lat temu. I dziwne zdarzenie, bo wujek zmarł piąta nad ranem. Właśnie jak ja byłem wieczorem, to on piąta rano już, już nie żył. Następnego dnia, w godzinach wieczornych, był różaniec. Kiedyś różaniec odprawiało się przy zwłokach w kostnicy, gdzie zwłoki w otwartych trumnie leżały. Tak leżał wujek, a my zmawialiśmy tam różaniec. Po tym różańcu, pieszo, poszedłem do domu, gdzie mieszkałem. Wieczlełem naprzeciwko kościoła w Czuchowie, takiej starej kamienicy. Dochodząc do tej kamienicy, bo to było już dość późno, to była gdzieś godzina 22 może. Dochodząc do tej ulicy, już do swojej kamienicy, wszedłem deptakiem. Nikt nie szedł. Nagle, w pewnej odległości ode mnie, ujrzałem mężczyznę z krwi i kości. Ale był on elegancko ubrany, w płaszczu po kostki, tak dość nietypowo.

5:23

Chociaż to była jesień, ale on miał płaszcz po kostki. Na pewno to była osoba spoza miasta, w którym mieszkam, ponieważ to jest małe miasteczko i tutaj każdy, każdego właściwie zna. I ten mężczyzna kierował się w moim kierunku. Gdy podszedł do mnie bliżej, okazał się bardzo sympatyczny w mowie, bo mówi: Młody człowieku, zapewne palisz papierosy. Ja mówię: palę. Akurat w tym momencie nie paliłem, ale mówię: palę. Bardzo się cieszę. Cieszę, bo tak jestem upragniony, żeby zapalić papierosa, że musisz mnie poczęstować. Ja wyjąłem te papierosy i go poczęstowałem. Wziął ode mnie tego papierosa, nie odpalał go, tylko odszedł ode mnie i skręcił zaraz w uliczkę w bok. Kiedy to zrobił, ja jakoś się poczułem nieswój. Mówię: kto to był? Gesty, mimika, twarz, przypominająca wujka, chociaż nie wyglądał jak wujek, ale tak się zachowywał. Tak trochę nietypowo ubrany. Ja szybko wróciłem, poszedłem tam właśnie w tą uliczkę w bok. Nie było go tam.

6:38

Nikt więcej tego człowieka w Czuchowie nigdzie nigdzie nie widziałem. Nie wiem, może to była prawdziwa, żywa postać, ale tak często mi to na myśl przychodzi, że może to był wujek, może po śmierci chciał jeszcze tego upragnionego swojego papierosa. Jakiś czas temu w Czuchowie, znaczy jakiś czas temu, to już może będzie 3-4 lata temu, tu gdzie mieszkam, mieszkał człowiek, którego właściwie wszyscy znali. To był człowiek, który był właścicielem hotelu w Czuchowie. Ten hotel trochę podupadał, tak jak i ten człowiek. Miał jakąś depresję już w późniejszych latach swego życia. Tam mu się chyba w życiu trochę nie układało. Ja się z nim poznałem wiele lat wstecz, ponieważ zginął Mercedes i ja mu w Gdańsku wskazałem, gdzie jest ten Mercedes, on tego Mercedesa odzyskał.

7:55

Tak właściwie przez wiele lat nie rozmawialiśmy z sobą, ale mówiliśmy sobie "dzień dobry". Zawsze miałem jakąś sympatię do tego mężczyzny, mimo że tak prawo jego nie znałem. 3-4 lata temu obiegła informacja po Czuchowie, że ten człowiek popełnił w Bydgoszczy samobójstwo. Jak to zrobił? Opowiem za chwilę, ale najpierw powiem, co się stało tego dnia, kiedy on już nie żył, a ja jeszcze nie wiedziałem, że on dopełnił samobójstwo. Oto, ja już to chyba na Facebooku opowiadałem, ale jak ktoś to już słyszał, to niech nie ma do mnie prezentacji, bo to jest ciekawy przypadek, dlatego chcę to jeszcze raz opowiedzieć dla tych, którzy tego nie słyszeli. Oto tego dnia, już późnym wieczorem, to było po 22, może 22, po 22, ze swoim sąsiadem siedziałem, stałem tutaj na podwórzu budynku, w którym mieszkam, rozmawialiśmy. W pewnym momencie obydwoje ujrzeliśmy rzecz niezwykłą, szczupłego mężczyznę, który bezszelestnie wybiegł zza rogu budynku, na nasze podwórze i zrobił salto, dosłownie zrobił salto, takie, że rękoma dotknął ziemi, a nogiem miał góry i jakby wbrew prawom fizyki odbił się od ziemi, zrobił takie samo salto i zniknął za murem.

9:31

Ja mówię, co to było? Sąsiad mój jest na wózku inwalidzkim, więc nie mógł za bardzo szybko reagować, ale ja mówię, co to było, co to się stało? Ja wybiegłem, pobiegłem za ten gzyms, wybiegłem na ulicę, żywego ducha, nikogo, nikogo nie było. Obydwoje też do wniosku, że to nie było normalne, że to w ogóle, co się stało, to było wbrew prawom fizyki. No, nie wiedzieliśmy, co o tym myśleć. Na drugie się dowiedzieliśmy, iż właśnie ten człowiek, o którym przed chwilą mówiłem, ten człowiek w Bydgoszczy, w dużej galerii handlowej. Wjeżdżając do góry na najwyższe piętro po schodami ruchomymi, w pewnym momencie przełożył nogi przez barierkę i rzucił się na dół i zabił się w tej galerii. Tak, wiele było przypadków, gdzie osoby zmarłe mi się pokazały po swojej śmierci, być może, ja tak myślę, być może przez to, że ja tam w jakiś sposób mam te zdolności,

10:49

a być może mam coś otwarte w głowie, co pozwala właśnie na to, że zmarli w jakiś sposób potrafią się ze mną skontaktować. Zresztą bardzo dużo ludzi, każdy z was coś na pewno takiego przeżył, czego nie jest w stanie wytłumaczyć. Tylko powiem państwu, że mi się to dzieje bardzo często i to nie jest przerażające, to jest nawet budujące wewnętrznie, bo uważam, iż jest to rzecz taka, która też udowadnia, że żyjąc tutaj, umierając tutaj nie wszystko się kończy, a być może dopiero coś się zaczyna. Tak mi się wydaje. Mojej żonie zatrzymał się zegarek naręczny dokładnie w godzinę śmierci wujka, od którego ów zegarek dostała w prezencie. Taki hiperprzypadek. Tak, tutaj Kuebo pisze to, co przed chwilą przeczytałem. Tak, zdarzają się właśnie przypadki, gdzie nagle ktoś zadzwoni do drzwi albo zapuka i się po chwili dowiadujemy,

12:08

że nikogo nie ma za drzwiami, a po chwili to jest wiadomość, że ktoś zmarł, że zegarki się zatrzymują o konkretnej godzinie. Tak, to są rzeczy, które się dzieją bardzo często ludziom, właśnie jakieś oznajmienie, że ktoś umarł. No cóż, ja jeszcze powiem tak, a może inaczej zerknę jeszcze. Panie Krzysztofie, czy jest możliwość wizji wykonanej w 2018 roku w złotych terasach? Przypomnę, gazówka. Aha, nie, to tak, prywatne. Panie Krzysztofie, nie uważa Pan, że kontaktują się z Panem Dusze z Astrala. Ktoś, Martin Kom pisze, Panie Krzysztofie, czy nie uważa Pan, że ze mną się kontaktują Dusze z Astrala? Nie wiem jak to nazwać, no my tak sobie nazywamy coś astralem, coś czymś dalej, jakimiś kręgami, jakimiś, my to tak umownie wszystko nazywamy. Ciężko powiedzieć, ja robiąc te wizje, no nie mam jakiejś wiedzy na temat tamtego świata.

13:23

Chciałbym mieć, chciałbym za życia coś wiedzieć, ale zapewne to jest tak skonstruowane, że my nie możemy wiedzieć. No, no ta tajemnica ma jakiś sens, ale... Aha, Aschen de Heru. Rzecznik policji powiedział wyraźnie, Pana skuteczność w wykrywaniu zwłoki jest zero. To uważam, że logika i Pana, i tego rzecznika prasowego policji jest zerowa, jeżeli się w taki sposób do mnie wypowiada, ponieważ na mojej stronie Państwo możecie zobaczyć dokumenty policyjne, materiały prasowe. Tam są ofiary z imienia i nazwiska podane, to szkoda mi na ten temat mi mówić, to jeżeli ktoś jest twardogłowy, to można mu dowód dać do ręki i on go nie widzi. Ale szkoda mi na ten temat, mówimy o duchach teraz. Panie Krzysztofie, a czy wierzy Pan w tak zwaną kostuchę?

14:44

Panie, oczywiście, że wierzę symbolicznie, boję się, no słuchajcie, każdy się boi śmierci, im więcej się ma lat, tym ta śmierć jest coraz bardziej realna, wiemy, że zbliżamy się do jakiegoś końca, no do jasnej cholery, no boję się śmierci jak każdy normalny człowiek. Przywyczajamy się do tego życia i to nie chodzi już tylko o to, że nawet jeżeli tam coś jest, ale tutaj przecież przez te lata życia tworzymy jakiś dom, gromadzimy wokół siebie jakieś dobra, mamy bliskie osoby, które kochamy, z którymi jesteśmy z życi, mamy swoje zwierzątka ulubione. To mamy tyle rzeczy, że tak naprawdę, to wyobraźcie sobie, no teraz to wszystko zostawić, to jest straszne, to jest ta kostucha, to są te nasze przywyczaje, natomiast wydaje mi się, że sama śmierć jest przejściem łagodnym. Ja zawsze mówię tak, raz już umarliśmy i żyjemy nadal, rodząc się, no właśnie sobie 9 miesięcy wzrastaliśmy w brzuchu matki, było nam tam cieplutko, no bo temperatura powyżej 30 stopni.

16:02

Było nam tam miło, słyszeliśmy głos mamy, potem rozpoznawaliśmy jakieś jeszcze głosy inne, które często przy mamie były. Czuliśmy się bezpiecznie, raptem, po 9 miesiącach, coś dnia zaczęło wypychać, umieraliśmy w tym bezpieczeństwie, zaczęliśmy tracić wszystko. Umieraliśmy i nagle wychodzimy do zimnego świata, nasz krzyk nas przeraża, czasami dostajemy klapsa lekkiego od Pani Położnej w tyłek, a wrzask płacz samego dziecka, czyli sam swój płacz powoduje, że uszy pierwszy raz coś tak ostrego słyszą, czyli jak gdybyśmy byli w piekle. A rodzimy się do nowego życia, czyli każde przejście wydaje się końcem. A wam powiem taką rzecz, właśnie ja często sobie to powtarzam, że jeżeli Bóg, jeżeli Bóg wymyślił wieczność taką, że my rodzimy się i umieramy i właściwie to mamy każdego poprzedniego życia amnezję, gdzieś tam to się sumuje.

17:17

Ale tu, w każdym takim jednorazowym bycie, który jest w czasie albo w formie wiecznej, tutaj zawsze widzimy początek i koniec. Jest to z jednej strony straszne, ale z drugiej strony chyba konieczne, dlatego że ja nie wiem, ja z sobą chyba wiecznie bym nie wytrzymał. I wy też nie, to nie jest takie proste. I uważam, że żyjemy w wieczności podzielonej na niezliczone etapy i o każdym z tych etapów z osobna nic nie wiemy. I to jest straszne. Także tak to wygląda już chwilę. Czy istnieje Bóg, czy tylko jakaś czysta energia? A jakiego byśmy Boga chcieli? Czy nie myśli? Przecież jesteśmy myślami niedoskonali. Chcielibyśmy sobie wymyśleć Boga i wymyślamy tego Boga na podobieństwo naszych wyobrażeń, naszych upodobań, doskonałości.

18:37

Ale przecież nie jesteśmy w stanie być tak doskonali i tak sprawiedliwi do wszystkiego, żeby zrozumieć Boga. Więc nie pytajmy się, czy istnieje Bóg. Starajmy się być chociaż w drobiazgach doskonali, skoro w Niego chociażby symbolicznie wierzymy. Dlatego Bóg, my sobie wyobrażamy, każdy z nas osobno sobie wyobraża Boga takiego, jaką ma wyobraźnię i jaki ma charakter i osobowość. Także de facto inaczej sobie Boga wyobrazi zły człowiek, inaczej dobry człowiek, jeszcze inaczej skromny, jeszcze inaczej pyszny. Nie myślmy o tym. Jeżeli mamy wolną wolę, jeżeli mamy umysł twórczy, jeżeli mamy ego, godność, to musimy starać się być doskonali.

19:55

I nad tym się powinniśmy głównie zastanawiać, a Bóg jest, tylko my go nie zrozumiemy na tym etapie, w którym jesteśmy. I nie chodzi o to, żeby go rozumieć. Chodzi o to, żeby siebie rozumieć. Panie Krzywy, zgodnie z tematem audycji, jak pokazują się Panu duchy? No właśnie jak. Ja te osoby nieżyjące widziałem tak jakby one były wręcz materialne, przynajmniej wizualnie, na odległość. Ja nie miałem przypadków, bym widział jakieś takie mgiełki, coś. Ja nie wątpię, że to jest, ale ja to w taki sposób widziałem. No tego świętej pamięci Pana Gostomczyka, tego staruszka, widziałem tak jak widzę swoją żonę, swoje dzieci. Ja go widziałem fizycznie, w oknie stał i patrzył. Ja mu machałem, on nie reagował, ale pomyślałem sobie, że rzeczywiście może nie reaguje dlatego, że tam się u niego światło paliło w pokoju, więc może mnie nie widział. To był wieczór.

21:14

Powiem tak. Miałem, miałem kontakty po śmierci ze swoim ojcem. Ojciec już wiele lat nie żyje, bardzo niezwykła ta jego śmierć była. On chorował, chorował przynajmniej kilka miesięcy. Ostatnie miesiące większość przyleżał w łóżku. No, ale nie było z nim aż tak tragicznie. Nawet dochodził trochę do siebie po takim wcześniejszym załamaniu chorobowym. Ja pamiętam tej nocy, bo on w nocy zmarł, tej nocy kiedy zmarł, ja wróciłem pociągiem z Warszawy. Byłem bardzo zmęczony, miałem nieprzespaną noc poprzednią. Byłem bardzo zmęczony. Nie mogłem zasnąć, wieczorem nie mogłem zasnąć, to już byłam gdzieś 23.00.

22:32

Kiedy w końcu jakiś, bo byłem cały czas jakiś podekscytowany, nie wiedzieć czemu, a przecież miałem nieprzespaną noc, aż taką nerwicę dostałem, całą głowę do poduszki, to nie mogłem zasnąć. Nagle takie coś poczuło i pokój leciał, ja bym to najbardziej powiedział, to tak jakby wąż od sprężarki się urwał i z syczącym powietrzem przeleciał od okna z pokoju i schował się na drugim końcu pokoju pod podłogą. Tak to syknęło, przeleciało. Jezus Maria, zerwałem się z łóżka, jeszcze nie spałem, ja to słyszałem. Zapaliłem światło. Co to było? Żona moja stwierdziła, że mieliśmy taki obraz nad łóżkiem. Ona stwierdziła, że tam, bo to były ramy dębowe, że chyba ta rama pękła i taki dźwięk to dało. Ja mówię, nie, to było wyraźne. Coś syczało pod ciśnieniem, przeleciało przez cały pokój. No nic, w końcu uznałem, że no co było, to było, człowiek do tego nie dojdzie. Położyłem się ponownie. Niestety nie dane mi było zasnąć, ponieważ za chwilę domofon i mój starszy brat przez domofon mówi:

23:53

Krzysztof, ubieraj się, tata nie żyje, musisz mi pomóc. No i to było to. Ojciec dał mi taki znak. Jestem pewny, że to był moment jego śmierci. Zresztą brat mieszkał bardzo blisko mnie i przybiegł po chwili, jak właśnie ojciec zmarł. Więc jeżeli to się krótki czas przedtem stało, to był ten moment, kiedy ojciec umarł. Być może ta energia z niego bitanna jeszcze, taki świst, to był ten moment. Powiem państwu tak. Ojciec mi się śnił wiele razy i tutaj nie mam wątpliwości, że pamiętam taki sen i śniło mi się, jak byłem z nim w sklepie. Znaczy, śniło mi się tak, że w nocy wyszedłem do miasta, w którym nie było żywego ducha. Ciemno. I wszedłem do jakiegoś sklepu, który w rzeczywistości u nas w mieście takiego sklepu nie ma. To pamiętam. Wszedłem do tego sklepu i jak wszedłem do tego sklepu, to był rój ludzi.

25:09

Słuchajcie, to było straszne, bo tam trzeba było się przeciskać między ludźmi. Tak dużo było ludzi w tym sklepie. I raptem patrzę w tym tłumie, tam gdzie się przeciskam, mój ojciec. Ja mówię, tata, to ty tu jesteś, ty żyjesz? A ojciec spojrzał na mnie i mówi, chodź stąd wyjdziemy, bo tu jest zatłoczno, tu nie porozmawiamy. Wyszliśmy z tego sklepu i zaczęliśmy iść. Szliśmy główną ulicą w kierunku wyjścia z miasta. Pamiętam, że w trakcie jak szliśmy, to ojciec mnie wziął tak, moją rękę swoją tak. I wiecie co, ja przez sen czułem ten ścisk. Tak mnie wziął. Idziemy. Ja nic do niego nie mówiłem, tylko tak sobie w tym śnie wyobrażałem. Przecież ojciec zmarł, a on teraz idzie, trzyma mnie za rękę i żyjemy. On jest koło mnie. W którymś momencie, jak już wychodziliśmy z miasta, na tą główną szosę, co z miasta wychodzi. Ja mówię, tato, to ty żyjesz? Ty jesteś? A on mówi, żyje. A ja mówię, tato, ale jak? Gdzie ty żyjesz? Gdzie ty jesteś teraz?

26:29

Bo cały czas miałem w tym śnieć świadomość, że on w ogóle nie żyje. A on mówi, nie mogę tutaj, dokładnie mówię tak, jak mi się dośniło. On mówi, nie mogę ci tego powiedzieć, bo zająłby się mną prokurator. Ja mówię, to u was też są prokuratorowie? A on mówi, ktoś taki, jak tu u was prokurator. W tym momencie puścił moją rękę i ja już go przestałem widzieć. Tylko miałem wrażenie, że on nad tą szosą wylotową z miasta jakby, jak taki... On jakby tak odleciał. Odleciał sobie. Tylko ja nie widziałem, jak on leci. Ale odniosłem wrażenie, że on sobie spokojnie gdzieś tam poleciał. Obudziłem się. Senów miałem kilka z ojcem. Najdziwniejszy sen, sen, do którego często wracam. I który... Ten sen uważam, że ojciec chciał mi coś przez ten sen wyraźnego pokazać właśnie w kwestii różnicy, a może nawet właśnie nieróżnicy, między naszym życiem a tamtym światem. No powiem wam. Też się na ten temat wypowiedziałem. Już kiedyś nie wiem, czy na tej zboku, czy to... Więc jeżeli ktoś to słuchał, to już bardzo przepraszam, że się powtarzam. Ale to są bardzo ciekawe, więc chciałbym to też właśnie dla tych, którzy nie słyszeli, powtórzyć.

27:49

Więc tak, śniło mi się, że... No ja może powiem tak, że... Właśnie, bo to bym musiał dotknąć teraz sfery bardzo osobistej. Jakiejś relacji rodzinnej. Ja nie chciałbym tego do końca zrobić. No ale jakoś to tak powiem, żeby to... Więc tak, śniło mi się w tym śnie, że schodzę z takiej dorinki, Bez stromej. Aha, w górę miałem wrażenie, że to jest ciepło, lato i taki brzask. Jakby, powiedzmy, czwarta, czwarta trzydzieści rano, latem, że dopiero budzi się delikatnie dzień, światło. Taki brzask i ciepło jest. Schodzę z takiej dolinki, z takiej wyżynki w taką dolinkę i wchodzę na taką samą wyżynkę. One były takie same. Na samej górze z boku tej wyżynki stały takie skarowaciałe jabłonki. Kilka takie gałęzie. Widać, że one były stare. Takie gałęzie grube, ale były tak nisko nad ziemią, że one mogły słyszeć jako ławeczkę te gałęzie.

29:10

I już z daleka idąc w kierunku, już na tą wyżynkę w kierunku tych drzew, widzę, że tam siedział na tej gałęzi jak ławeczce mój ojciec. Doszedłem do mojego ojca. Siedział na tej gałęzi, oczymy się dotykając nogami ziemi, bo ona była nisko. Siedział na tej gałęzi, patrzył na mnie, a ja na niego i w tym momencie ja zacząłem trajkotać. To tak wyglądało, jakbym chciał mu bardzo dużo powiedzieć, ale ja sam nie rozumiałem tego, co mówię, bo tak szybko to mówiłem. Podejrzewam, że mu chciałem opowiedzieć najważniejsze rzeczy, które się wydarzyły, kiedy on już umarł. Ale w trakcie tego trajkotania, po jego oczach zrozumiałem to: po co ty mi to mówisz? Ja o tym wszystkim doskonale wiem. Dokładnie tak to zrozumiałem i zamilkłem. Dwie rzeczy muszę powiedzieć, które nie lekko mi przez gardło przejdą, ponieważ teraz są czasy takie, a nie inne, że ludzie są, dużo ludzi jest wyniosłych i wydaje się, że może nie zrozumieją pewnych trudnych sytuacji kogoś w życiu, ale muszę to powiedzieć, bo to jest bardzo istotne.

30:35

Kiedy tak zamilkłem, jak zrozumiałem po oczach ojca zarządu, to wszystko wiem, zwróciłem uwagę, że mój ojciec ma rękawy od marynarki. Tak miał ręce na kolanach i widziałem, że te rękawy marynarki zakrywają mu palce. Pomyślałem sobie, dlaczego on ma taką za dużą marynarkę na sobie. I w tym czasie, pamiętajcie o tym szczególnie z tą marynarką, bo to będzie mało swój kontekst za chwilę. Przepraszam, ja bardzo przeziębiony jestem. I wyobraźcie sobie taką rzecz. W tym momencie, jak zamilkłem i zwróciłem uwagę na te rękawy, za długie, znacznie za długie, że palce zakrywały. Mój ojciec nie słowami jakby myślą powiedział mi tylko to zdanie: "Idź do matki, zanies jej siana, jej potrzeba siana". Jak ja to usłyszałem, tak jak na rozkaz się odmówiłem i zacząłem z tej dolinki schodzić.

31:51

Kiedy już byłem na połowie wysokości tej dolinki, po której te jabłonki mojej ojciec siedział i dochodziłem już prawie, że do tej swojej dolinki, gdzie właśnie już na wyżynę miałem swoją wejść, zwróciłem uwagę, że ten brzask był, ale widać było pełnie księżyca po mojej stronie. Zwróciłem uwagę, że jest pełnia księżyca, ale tam po mojej stronie skąd ja przyszedłem, a nie skąd odchodzę od ojca. Ojca miałem za plecami, ten cały i pomyślałem sobie, ciekawe czy jeszcze tam ojciec siedzi. Odwróciłem głowę, ojciec siedział na tej jabłonce, ale zwróciłem na jeszcze jedną rzecz uwagę. Aż mnie tam zdziwiło w tym śniegu. Ja mówię: "Boże, tu jest też pełnia księżyca. To jest dokładnie, jakby to się odbijało w zwierciadle. Ten sam księżyc świecił tam i ten sam księżyc świecił tu. To tak samo wyglądało, jakbym tylko przeciął lustro i wszedł w odbicie, ale nie wiedziałem, czy to jest odbicie, czy to jest odbicie. Która z tych rzeczywistości jest odbicie. To było to samo.

33:07

Ten sam miał bardzo realny, na następny dzień miał bardzo realny wydźwięk w rzeczywistości. Otóż, muszę to powiedzieć, z pewnych bardzo ważnych powodów ja z mamą miałem zawieszony kontakt. Po prostu w tamtym okresie nie rozmawialiśmy z sobą z pewnych bardzo istotnych względów i proszę sobie wyobrazić, że właśnie ten sam cały dzień za mną chodził. Czułem się niesamowicie. Najbardziej to to, że te dwa księżyce, że te odbicia. Wieczorem, wieczorem byłem w sklepie, robiłem jakieś drobne zakupy i zobaczyłem tam swojego najmłodszego brata. On jeszcze mieszkał wtedy z moją mamą. On był z całej rodziny kawalerem i jeszcze wtedy mieszkał z mamą. Podszedł do mnie w tym sklepie i powiedział, że jak zrobię zakupy to będzie stoł koło sklepu, chcę porozmawiać.

34:29

No to ja natychmiast wyszedłem z tej kolejki, zacząłem z nim rozmawiać. Dowiedziałem się od niego, że mama jest w bardzo trudnej sytuacji ekonomicznej, że ma bardzo trudny czas, że mają bardzo trudny moment. Ja natychmiast użyczyłem bratu pieniądze. Poza tym zrobiłem zakupy bratu, żeby zaniósł tam do domu. Byłem w szoku, idź do matki, zaniesie i siano. Miałem powody, żeby z mamą wtedy nie rozmawiać. Przepraszam, bo to bardzo osobista kwestia, ale nie miałoby to sensu, gdybym tego nie powiedział dla samej idei tego snu. I posłuchajcie, kilka dni to za mną chodziło. Mówię, no przecież ojciec kazał mi zaniósł mamie i siano, to znaczy... I postanowiłem pójść do mamy, rozmówić się po paru dniach, po tym śnie. Pójść do mamy, rozmówić się i pogodzić się z mamą.

35:45

No i jej... A powiedzieć też ten sen. Tak zrobiłem. Było to jakiś dzień popołudnie, czy południe jakoś tak. Poszedłem do mamy. Ja się rozpłakałem, mama się rozpłakała. Rozmawialiśmy. Była... Tak akurat trafiłem, że była ciocia. Była jeszcze mamy siostra, którą ją akurat wtedy odwiedziłam. Ale skoro już tam weszłem, to już chciałem to wszystko wyjaśnić sobie z mamą. To czego tu nie powiem. Tam na miejscu. No i tak zrobiłem. Kiedy już sobie porozmawialiśmy, to ja mówię: Mama i ciocia, opowiem wam jeszcze sen ojcu. To zobaczcie, zanie się i siana. To było sensem tego, co ojciec mi kazał zrobić. A ja o tym przecież nie wiedziałem, że u mamy jest taka sytuacja. Ale jest druga kwestia. Kiedy opowiadałem ten sen, opowiadałem go w detalach tak jak wam teraz. Do mojej mamy mówię, przy tej cioci mówię:

37:00

Wiesz mama, dziwna sprawa. Bo tata siedząc na tej, mówię, jabłonce na tej gałęzi, to on ma marynarkę, że mu palce zakrywała. Jakaś za długa ta marynarka. Być może gdyby była tylko mama, to by się mi krępowała to powiedzieć. Ja chcę państwu powiedzieć, że pochodzę z biednej rodziny. Nas było pięcioro w domu. Rodzice ciężko pracowali. Było zawsze czysto, schudnie. Ale nie było nam lekko. I dobrze, dobrych rodziców miałem. Mam, jeszcze mamę. Ale powiem państwu taką rzecz. Gdyby nie ciocia Helena, czyli mamy siostę, która tam była w tym momencie, to może mama by się do tego nie przyznała. Ale to ciocia, jak ja to opowiedziałem, że ojciec miał za długą tą marynarkę, to ciocia w tym momencie mówi tak: Mówiłam ci, trzeba było pójść do sklepu i kupić. Ja mówię, nie rozumiem. A mama mówi: dajś spokój, już nic nie mów. Ale ja mówię, ciocia, o co chodzi? Co do sklepu? A ciocia opowiada, że jako ojciec rzeczywiście był takim człowiekiem, że on nigdy nie uważał garniturów.

38:15

On nie nosił, nie miał garniturów, nie chciał nigdy garniturów. Możesz sobie wyobrazić, że lejciec zmarł. Mama postanowiła kupić garnitur. Proszę się tylko z tego nie śmiać, bo to są ludzkie historie, ludzkie sprawy. Mama kupiła garnitur nowy, ale tani, w lupeksie. On był nieużywany, tylko z nim miał jedną wadę, był za długi. Ciocia opowiedziała przy mamie, że ojciec miał tu rękawy zaginane i wyglądał jak dopasowany, ale w efekcie on miał znacznie za długi, za długą marynarkę i gdyby była rzeczywiście ta marynarka tak jak była, to by zakrywała mu palce. Opowiedziałem wam trochę nawet krępującą dla mnie historię, nie po to, żeby wam opowiadać jakieś moje intymne rzeczy, bo to są moje rzeczy, moje kwestie. Opowiedziałem wam tylko to po to, że to jest tak bardzo ważne. Dla tych, którzy mają gdzieś takie historie, to nie ma znaczenia, jak to wykpią, czy co o tym powiedzą. A dla tych, którzy szukają jakiejś prawdy, jakiejś rzeczy o kontaktach z tamtym światem,

39:31

to ten sen z moim ojcem pokazał dwa dowody na to, że to był jak najbardziej prawdziwy sen, gdzie w pewnym sensie ojciec w jakiś sposób wpuścił mnie na granicę, chociaż swojej rzeczywistości, która się okazała taka sama jak moja rzeczywistość w terenie. Natomiast w życiu bym nie pomyślał, że on był pochowany w za długiej marynarce, a tam go widziałem takiego. Nie pokpijcie, nie proszę was na to, nie piszcie jakiś przykrych, bo to bardzo osobiste, to co powiedziałem państwu i uszanujcie, że się z wami tym podzieliłem. To tyle. Na tematy duchów wrócimy, bo jest ich dużo ciekawych rzeczy. Ja też chcę wam powiedzieć, że mam bardzo często takie dziwne zdarzenia w momencie, kiedy to ja dotykam jakiejś sprawy osoby nieżyjącej. Mam rzeczy tej osoby, różne są historie z tym związane, dlatego będę o tym systematycznie wam też opowiadał. Ale to nawet myślę, no tak, wszystkiego dobrego, pozdrawiam.